Oto siódma część wywiadu ze Stevenem Moffatem przeprowadzonego podczas Fairlord Festival of Fiction, który odbył się w dniach 1-4 czerwca.

Jak powstały takie nazwy jak Sycorax, Adipose i Raxacoricofallapatorius – o ile to ty je wymyśliłeś?

Nie, wszystkie są Russella. Pytasz o same nazwy czy pomysły na te rasy? Jeśli chodzi o nazwy, to Russell uwielbia łamańce językowe. Ja nie wymyśliłem żadnej takiej dobrej nazwy. Jak spotkam Russella, zapytam go, jak to robił. Ja miałem o wiele prostsze pomysły, na przykład Płaczące Anioły.

Jak tworzysz elementy grozy w taki sposób, żeby zbytnio nie przerazić dzieci? Statuy w odcinku o Aniołach były naprawdę straszne!

Nie jestem odważny. Nie potrafię oglądać horrorów. Mark Gatiss je uwielbia i często mi poleca naprawdę straszne filmy. Zawsze go pytam: Ale dlaczego ja miałbym to oglądać? Przestraszę się, a nie lubię się bać. Myślę więc, że jeśli coś jest dla mnie straszne, to najpewniej nada się dla ośmiolatków. Anioły w Mrugnięciu („Blink”) nie są dla mnie straszne, bo sam je wymyśliłem, ale zdaje się, że na ludzi rzeczywiście zadziałały. Z drugiej strony groza w Doctor Who nie jest związana z potworami. Ważniejsza jest osoba, która z nimi walczy, nie stając się jednym z nich. To bardzo ważna opowieść, którą przekazujemy dzieciom. Dzieciom śnią się potwory bez względu na to, czy akurat oglądały Doctor Who czy nie. Doctor Who dodaje do tych koszmarów bohatera, który z nimi walczy, ale sam potworem nie jest. Myślę, że to najważniejsza opowieść, którą można komuś przekazać. Poza tym serio, ogarnijcie się, to jest pisane dla ośmiolatków. Płaczące Anioły, poważnie? Chcielibyśmy zaatakować Ziemię, ale zobaczyła nas ćma i wszystko się posypało. Nie patrz na mnie! Za późno!. To niedorzeczne.

Który z potworów, które stworzyłeś, jest twoim ulubionym i co cię zainspirowało?

Muszę powiedzieć: Płaczące Anioły, bo odniosły taki sukces. To się nazywa wpływ. Naprawdę lubiłem Ciszę i ideę potwora, którego się nie pamięta. Całkiem też podobają mi się Mnisi. Ale Anioły są zwycięzcami. Skąd się wzięły? Nocowałem w hotelu w Dorset i zaraz obok był cmentarz. Kościół był porzucony, a brama cmentarza zamknięta łańcuchem z wielkim napisem „grozi zawaleniem”. Był to dość straszny widok. Podszedłem i zajrzałem za bramę. Zobaczyłem poprzekrzywiane nagrobki i jeden posąg płaczącego anioła. Był straszny i dziwny i zastanawiałem się, czy to właśnie on stanowił tam zagrożenie. Kilka lat później opisałem to w Mrugnięciu. Włącznie z bramą i łańcuchem, które widać na początku odcinka. Minęło kolejnych parę lat i powiedziałem mojemu synowi, Joshui, że skoro znów śpimy w tym hotelu, to moglibyśmy pójść rzucić okiem na cmentarz, bo jest tam oryginalny Płaczący Anioł. Ale nie było go tam! Nie zmyślam. Zniknął – o nie! Są dwa możliwe wyjaśnienia. Pierwsze: Płaczące Anioły naprawdę istnieją i już po nas – chyba że zobaczy je jakaś ćma. Drugie: moja pamięć mnie oszukała i mam fałszywe wspomnienie posągu anioła na cmentarzu. Może widziałem go gdzie indziej? Tak założyłem i zacząłem googlować, ale jak wpisałem „weeping angels”, znajdowałem tylko kadry z własnych odcinków. Nie wydaje mi się więc, bym wymyślił Płaczące Anioły, ten obraz anioła ze skrzydłami, zasłaniającego dłońmi twarz. Zobaczyłem to gdzieś, ale nie mogę znaleźć pierwowzoru, bo zginął w tysiącach kadrów z Doctor Who. Stąd właśnie się wzięły – a może są prawdziwe. Wtedy mamy problem.

Jaki jest twój drugi ulubiony potwór?

Nie powiedziałem wam, jaki jest mój ulubiony potwór, tylko którego ze swoich lubię najbardziej. Moim ulubionym w ogóle są oczywiście Dalekowie, bo są najlepsi. Nie zamierzam się z nimi kłócić. Moim drugim ulubionym potworem też nie są Płaczące Anioły, tylko Cybermeni. Widzicie, jaki ze mnie tradycjonalista. Nie nadążam za tymi nowościami, lubię stary serial. A jaki jest twój ulubiony potwór?

Płaczący Anioł albo Dalek.

Mylisz się – Dalek. Żartuję, dzięki. Bardzo mi miło i bardzo się cieszę, że myślisz, że Płaczące Anioły mogą być równie dobre jak Dalekowie. Nie są, ale miło, że tak sądzisz. A co myślisz o Cybermenach?

Chyba ich jeszcze nie znam.

Rodzic: Dopiero zaczął oglądać.

Ale wszystkie są na iTunes!

Rodzic: Ma dopiero siedem lat.

Miał już mnóstwo czasu!

Rodzic: Możesz mu coś polecić?

Może The Tomb of the Cybermen z Patrickiem Troughtonem z 1967 roku. Cybermeni są świetni. Są też w dziesiątej serii. Niezły odcinek. Uważaj na Cybermenów. I obejrzyj więcej Doctor Who. Edukacja? Niee. Doctor Who.

Źródło: Koquillion


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.