Podczas Fairlord Festival of Fiction, który odbył się w dniach 1-4 czerwca, przeprowadzono długą rozmowę ze Stevenem Moffatem. Jest bardzo ciekawa, więc postanowiliśmy ją dla was przetłumaczyć. W końcu już niedługo skończy się epoka gadatliwości showrunnera… Oto pierwsza z kilku części.

Co będziesz mieć jeszcze do roboty, jak już skończysz prace nad swoim ostatnim scenariuszem?

Muszę jeszcze nakręcić odcinek! To nie tak, że piszę i na tym kończy się moja rola. Uczestniczę w produkcji do samego końca. Samo kręcenie odcinka jest straszliwie skomplikowane. To najbardziej skomplikowany serial nad jakim kiedykolwiek pracowałem. Każdego dnia pojawia się green screen, protetyka albo sceny kaskaderskie. Rzadko się zdarza, żeby postacie po prostu siedziały przy stole i gadały – dlatego zamierzam pisać wyłącznie to do końca życia. To łatwiejsze.

To długi, złożony proces, a sam scenariusz… Nie tylko czuwanie nad tym będzie do mnie należało, ale to bardzo ważne, by scenariusz pozostawał elastyczny przez cały czas – bo zawsze coś odpada, coś nie działa albo pojawiają się nowe pomysły. Jest z tym sporo pracy. No i jeszcze niekończąca się postprodukcja. W przypadku Doctora Who to jak kręcenie osobnego serialu. To, co nagrywamy, często wygląda okropnie – mamy na przykład Petera Capaldiego krzyczącego na zieloną płachtę. Siedzisz nad tym przez godzinę, ale w końcu musisz stwierdzić „tak, to wygląda doskonale!”. Potem wkracza ekipa CGI i to zaczyna wyglądać jak porządna telewizja. Z odcinkiem świątecznym będzie o tyle mniej przerażająco, że później serial przejmuje nowa ekipa i mamy naprawdę dużo czasu na zrobienie go. W przypadku odcinków 10 serii to było często dopinanie na ostatnią chwilę.

Wiesz już, kiedy będzie twój ostatni dzień w pracy?

Tak, ale już zapomniałem. Myślę, że skończymy kręcić 11 lipca, ale to jeszcze nie koniec pracy. Jeśli miałbym wskazać konkretny moment, kiedy po raz ostatni wcielę się w rolę showrunnera Doctora Who, to byłby to zapewne prasowy pokaz świątecznego odcinka. Ale wtedy Chris Chibnall będzie już pracować z nowym Doktorem i nową ekipą, więc ja będę żywym archiwum, ożywioną i chowającą się po kątach skamieliną, desperacko chwytającą się przeszłej sławy. Pokaz będzie pewnie w okolicach 15 grudnia – i wtedy będzie po mnie.

Co wiesz o epoce, która nadejdzie?

Prawie nic. Jedna z rad, których udzieliłem Chrisowi Chibnallowi, brzmiała: „Praktycznie nie da się utrzymać niczego w tajemnicy, ale pierwszą zasadą jest: nie mów nikomu niczego, chyba że absolutnie musi to wiedzieć”. Ja nie muszę wiedzieć, co tam się teraz dzieje. Casting jest na finiszu, scenariusze się piszą – mówiąc szczerze, to Chris jest teraz bardziej showrunnerem niż ja, ja jestem reliktem. Ja się muszę martwić tylko jednym odcinkiem, a on ma przed sobą lata pracy przy Doctor Who. Ja tylko macham do tłumów. Kiedy sam przejmowałem serial od Russella T Daviesa, on pojawiał się publicznie, a ja pracowałem. Pamiętam, jak myślałem – i dziś myślę podobnie – że to dobry podział. Jedna osoba może się wygłupiać podczas wywiadów, a druga ciężko pracować. Ja wolę się wygłupiać.

Masz już jakieś plany – które nie są Doctor Who ani Sherlockiem?

To byłoby straszne, jakbym nie miał, prawda? Ale nie mam sprecyzowanego planu. Mam za sobą bardzo ciężko rok – trzy odcinki Sherlocka, czternaście odcinków Doctora Who. To było szalone, więc teraz jedyne, na co mam ochotę, to się położyć. Ale mam kilka pomysłów – nie wybrałem jednak jednego, którym chcę się zająć w najbliższej przyszłości. Wraz z Markiem Gatissem mamy wspólny projekt, ale żaden z nas nie chce, by był on następny. Jesteśmy podekscytowani, odbyły się już pierwsze rozmowy na ten temat i wszyscy są zadowoleni. Nie jest podobny do Sherlocka, ale kręcimy się po okolicy. Mamy więc nowy projekt, kolejną porcję absurdu, pracy nad którą nie możemy się doczekać, ale żaden z nas nie chce, by to był nasz najbliższy projekt – musimy dać odpocząć swoim mózgom.

Źródło: Koquillion

PATRONITE


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.


  • Jakob Sandevill

    I całe szczęście że już zaraz odchodzi, facet nie umie pisać scenariuszy i tyle, chyba że ktoś stoi nad nim i go kontroluje.
    Prowadził dwa kiepskie seriale ostatnich lat, Sherlocka i Doctor Who, on i Gatiss mają u mnie totalnego bana, jak na nich patrze to aż mi się żygać chce.
    Chyba tylko Shadowhunters jest gorsze, o to jest pomysł, niech piszą Shadowhunters, serialik odpowiedni dla jego odbiorców, a niech zostawi ikony lepszym scenarzystom.

    • Dagon

      Wtf, co za toxic. Jakim cudem wiesz jak on pisze skoro pózniej wspominasz że Doctor who jest zły więc go zapewne nie oglądałeś. Każdy ma wzloty i upadki, Moffat miał w najnowszym sezonie a po za tym em, ten serialik ma 50 lat :) I rzesze fanów. Nie bądz toksyczny bo chce mi się „żygać”.

      • Jakob Sandevill

        Tak się składa że widziałem całego Doctora Who i nowego i starego.
        Ten stary ma troche kiepskich historii, tak, ale każda zachowuje ducha serii, czego nie można powiedzieć o odcinkach ery Moffata.

        • Blownie

          czym jest wg ciebie „duch serii”? stylistyka zmienia się za każdego scenarzysty i za każdego Doktora. dramat historyczny z odrobiną fantastyki. twarde sci-fi. wojsko kontra najeźdźcy z kosmosu. gotycki horror. komediowe, absurdalne klimaty. mroczne klimaty. kicz totalny. dopracowana estetyka. stylistyka baśni. dystopia. etc, etc. któreś z tych może ci się nie podobać, mnie też się nie wszystko podobało, ale wszystkie są częścią serialu.

          • Jakob Sandevill

            W mumie racja.
            Bardzo lubiłem ere Moffata na początku, ale widziałem ją tylko raz.
            Hmm, może powinienem odświeżyć sobie serial, bo szczerze mówiąc ostatnimi laty oglądałem głównie klasyki, no i nowe odcinki regularnie.
            Już minęło troche lat odkąd tak naprawde bingnąłem sobie Sezon Doctor Who, głównie tylko pojedyńcze historie oglądam.
            A ze względu na nadchodzące odejście Moffata, jest okazja by sobie odświeżyć przynajmniej jego 6 serii.