Zapraszamy do lektury wywiadu z Patrickiem Nessem, twórcą Class – a raczej jego pierwszej części, bo jak przystało na pisarza, Ness jest bardzo gadatliwy. ;) Wywiad w dużej części dotyczył powieści i to one były punktem wyjścia – Patrick Ness jest przede wszystkim cenionym autorem powieści młodzieżowych i Young Adult. Przetłumaczyłyśmy dla was odpowiedzi na pytania związane z Class i procesem twórczym.

Czy pisząc Class, spin-off Doctora Who, musiałeś jakoś dostosować swój sposób pisania do wymogów scenariusza serialu telewizyjnego?

Zdecydowanie tak! Z jednej strony, to po prostu opowiadanie historii. Bez względu na formę układasz wydarzenia w jakiejś kolejności i sklejasz w opowieść. Ale jednak pisanie dla filmu i telewizji jest inne, bo trzeba się trzymać innych, konkretnych zasad – ale ja to całkiem lubię. Jak mogę zmieścić się w wytycznych, a równocześnie przemknąć się z tym, co chcę napisać? Jak mogę opowiedzieć historię, którą mam w głowie, w tych ścisłych ramach? Te zasady są przecież bardzo ważne, nie istnieją bez powodu.

To trochę układanka, ale taka, która dostarcza ogromnej satysfakcji. Pisząc dla telewizji, musisz zmieścić się w określonym czasie, masz tylko 45 minut, by opowiedzieć to, co planujesz, i musisz to zrobić w określony sposób – to inne pisanie i to spore wyzwanie, ale podjęcie go sprawiało mi ogromną przyjemność.

Czy pisałeś Class tak samo linearnie, jak swoje powieści – od początku od końca, odcinek pierwszy, drugi, trzeci i tak dalej?

Tak, wolę tak stopniowo budować i w miarę rozwoju historii wplatać kolejne elementy. Oczywiście, wiedziałem, dokąd z tym zmierzam, więc mogłem wszystko rozplanować i rozsiewać elementy, które będą mi później potrzebne. Zaczynając pisanie, wiedziałem, jak będzie wyglądać finał, wiedziałem, dokąd dojdę. Ale lubię pisać po kolei, bo wtedy bohaterowie mogą się rozwijać przed moimi oczami, a ja mogę dostrzec, jak wpłyną na fabułę na późniejszym etapie. Więc tak, pisałem linearnie, od pierwszego do ósmego odcinka.

Napisałeś na Twitterze, że pisanie Class wiele cię nauczyło. Jak myślisz, jakie lekcje wyciągnięte z Class przydadzą ci się w przyszłej pracy?

Na pewno wiele z tego, czego się nauczyłem, znajdzie zastosowanie podczas pisania innych scenariuszy. Bo odkryłem, że pisanie powieści i scenariusza to bardzo odległe od siebie rodzaje pisania. Pisząc powieść, wkładasz wiele pracy w namalowanie małego obrazka. W telewizji musisz użyć bardzo, bardzo, bardzo niewielu słów, by namalować coś dużego. W pisaniu scenariusza bardzo ważna jest wydajność. Dociera do ciebie, jak wiele można wyrazić samym obrazem. To dla pisarza literatury ekscytujące, bo przywykłem do tego, że wszystko muszę oddać słowami.

To było wspaniałe doświadczenie. Nauczyłem się, że scena nie musi zajmować dwóch stron, czasami wystarcza niecałe pół strony i dalej będzie działać – więc bardzo ekscytujące było dla mnie odkrycie, jak mocno można się oprzeć na stronie wizualnej. Że można zaufać, że obraz odda ciężar emocjonalny historii, komizm i podekscytowanie równie dobrze, co słowa. Ale z drugiej strony, gdy tylko skończyłem Class, zabrałem się za pisanie powieści, która o wiele mocniej wypływała z mojego wnętrza niż cokolwiek, co dotychczas stworzyłem, więc ostatecznie trudno powiedzieć, jak to wszystko na mnie wpłynęło! Zresztą jeśli chodzi o pisanie, to ja i tak jestem wyjątkowo uparty.

Nie wiem, czy masz tego świadomość, ale zauważyliśmy, że BBC wprost zachęca do pisania fanfiction do Class na swojej stronie Mixital. Jak się czujesz, widząc tak głębokie zaangażowanie w swoją twórczość?

To dla mnie ogromny komplement. To znaczy, że fanom naprawdę zależy, że przywłaszczają sobie tych bohaterów – co jest najlepszą rzeczą, jaka może się przydarzyć autorowi: kiedy młody czytelnik stwierdza „to moje!”. Tego sam chciałem, gdy byłem nastolatkiem i myślę, że to dlatego cykle powieściowe takie jak Igrzyska śmierci czy Harry Potter cieszą się tak ogromną popularnością – bo rozmywa się w nich własność. To jest dla mnie, nie dla ciebie – dla mnie. O to chodzi w fanfiction: ktoś stwierdza, że tak bardzo kocha stworzone przez ciebie postacie, że uznaje je za swoje i opowiada własne historie z ich udziałem. Tak, to dla mnie ogromny komplement.

Jak myślisz, dlaczego Class trafiło do młodych ludzi?

Mam nadzieję, że uznali, że ten serial podchodzi poważnie do ich problemów. Nie zbyt poważnie, ale poważnie. Mam nadzieję, że pokazuje młodzież jak ludzi, wielowymiarowe osoby, które walczą, kłócą się, kochają, zależy im, są odważne, bywają przerażone. To taka sama głębia, jaką widzimy w postaciach dorosłych w fabułach – i to coś, co sam chciałem widzieć, gdy miałem kilkanaście lat. Miałem wrażenie, że widzę na ekranie tylko jeden rodzaj nastolatka.

Bardzo się starałem, żeby bohaterowie Class byli solidnie skonstruowani, pełni sprzeczności i podejmujący własne decyzje – by sami ciągnęli akcję do przodu, by dokonywali wyborów. To nie jest serial o grupce dzieciaków, które siedzą i patrzą, jak dorośli podejmują za nich decyzje. To oni ciągną historię do przodu, a ona nabiera znaczenia, bo to oni ją kreują. Mam więc nadzieję, że to dlatego – bo prawi nastolatkom komplement: wy też jesteście wielowymiarowymi osobami.

Uwielbiam ten moment, kiedy Tanya mówi do Rama: „Czy jest tak źle, że możemy powiedzieć komuś dorosłemu, czy tak źle, że musimy sobie poradzić sami?”. To chyba dobre podsumowanie, prawda?

Bycie nastolatkiem to właśnie taka sprzeczność – wiesz, że dorośli są osobami, do których powinieneś móc się zwrócić o pomoc, ale zdajesz sobie też sprawę, że w niektórych sytuacjach będą zupełnie bezużyteczni. Czasami są pomocni, ale zdarza się, że po prostu ci nie uwierzą albo nie potraktują twojego problemu tak poważnie, jak podchodzisz do niego ty. To staje się jasne, gdy tylko padają te słowa, że oni intuicyjnie, momentalnie dostrzegają tę różnicę.

A w szerszej perspektywie – jak oceniasz reakcję publiczności na serial?

Jestem bardzo zadowolony – ze spin-offami zawsze jest ciężko, a już zwłaszcza z takimi ze świata Doktora Who. To ogromny wszechświat, 54 lata opowiadania historii, tak wiele różnych opinii. Jest dla mnie wielkim komplementem to, że młodzi widzowie podeszli do Class z takim entuzjazmem, ale równie ważne jest to, że trafił także do fanów Doktora Who. Podwójna przyjemność – bo fanom bardzo zależy na świecie Doktora, i słusznie, więc ich aprobata dała mi wielką radość. Bardzo mnie to cieszy.

Sam jestem wielkim fanem Doktora Who i muszę powiedzieć, że Class to świetny dodatek do niego.

Bardzo dziękuję, to bardzo miłe, dziękuję!

Niepokoiłeś się, czekając na amerykańską premierę?

Niespecjalnie. Moja praca już się skończyła. To jak wysyłanie dziecka na studia – zrobiłem wszystko, co mogłem, i jestem dumny z efektu. Pracowałem nad Class bardzo długo i bardzo dogłębnie, czuję się, jakbym miał z tym serialem osobistą relację. Miałem nadzieję, że widzom się spodoba, że będą oglądać, że będą się utożsamiać z postaciami i że je pokochają – ale ja zawsze będę mieć moją relację z nimi.

Wiem, co o tym wszystkim sądzę i jestem zadowolony z tego, co dzieje się wokół. Pod koniec serii po prostu podążaliśmy za bohaterami i ich historiami, wybierając możliwe następstwa ich decyzji, i jestem bardzo z tego dumny. Właśnie w takim miejscu jestem, nie stresuję się, bo rozpiera mnie duma. Odbiór to już coś, na co nie mam żadnego wpływu.

Powiedziałeś, że masz osobistą relację z tymi bohaterami – jak wiele o nich wiesz? Masz obmyślone wszystkie szczegóły ich życia, oprócz tego, co zobaczyliśmy w serialu?

Na tym polega konstruowanie świata – wiem o nich znacznie więcej, ale starałem się porozrzucać tu i tam aluzje, żeby można było wiele z tego odgadnąć. Żeby widz mógł domyślić się, dlaczego April reaguje w określony sposób, gdy widzi, że dzwonił jej ojciec albo dlaczego jej mama jeździ na wózku. Nie trzeba tego mówić wprost, załatwia to gra; jeśli dostrzeżesz, że April jest pełna troski i że wielu nastolatków bardzo mocno troszczy się o swoje otoczenie, to wpłynie na to, jak postrzegasz wszechświat i samego siebie. Starałem się więc przemycać aluzje, nie waląc nikogo po głowie faktami. Wiem bardzo dużo o moich bohaterach, ale umieściłem tyle wskazówek, że widzowie też mogą ich bardzo dobrze poznać.

Ciąg dalszy nastąpi…

Źródło: Yahoo! News


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.