Nasza relacja z Falkonu 2016.

Największy, zaraz po Pyrkonie, polski konwent i kameralna atmosfera, sławni goście i debiutujący prelegenci, ogromne targi i przestrzeń dla najmniejszych nawet fandomów – tegoroczny Falkon ciężko jednoznacznie zaklasyfikować. Na pewno był to dla nas ważny konwent, wielkie wyzwanie dla uczestniczących po stronie organizacyjnej Lierre i Gingerstorm, ale i wspaniała zabawa dla całej rzeszy whovian, w tym K., Ren i Narvienn, które przygotowały dla was relację z Lublina.

falkon-2016-8K.: Przed wszystkim ja chyba muszę przestać zgłaszać tyle punktów programu, bo ostatecznie okazuje się, że nie mam nawet czasu przejść się do gamesroomu czy na interesujące mnie prelekcje. A narzekam na to tylko dlatego, że jejku, ale tegoroczny Falkon miał fajny program i gamesroom!

W ogóle wszystko związane z tym konwentem zaskakiwało mnie pozytywnie: pociąg nie spóźnił się nawet minuty, przedział nie był przepełniony, Targi Lublin znajdowały się rzut beretem od dworca, akredytacja przebiegła bezproblemowo, nikt nie wyszedł ostentacyjnie z żadnej z moich prelekcji, autobusy przyjeżdżały na myśl (ale tak serio, cztery razy dość randomowo podchodziłam na przystanek i cztery razy natychmiast podjeżdżał autobus, którego akurat potrzebowałam #magia), wybrany spontanicznie hostel okazał się tak porządny, jak był tani (ach, gdzie te czasy, gdy nie przerażała mnie wizja nocy w szkole konwentowej), a ludzie byli przekochani i super pomocni. Żałuję strasznie, że mogłam przyjechać dopiero w sobotę rano, bo naprawdę czas zleciał mi strasznie szybko i gdy wyjeżdżałam, miałam poczucie, że zabawa dopiero się rozkręca.

falkon-2016-2Trochę wstyd przyznać, ale z punktów whoviańskich, których było naprawdę sporo, byłam tylko na dwóch własnych – trochę już odgrzewanej prelekcji o regeneracji (to był ostatni raz, obiecuję) i całkiem nowiutkiej i potencjalnie sequelogennej prelekcji o reprezentacji w Whoniversum, którą przygotowałyśmy z Lierre i która dała mi radosną okazję porantowania trochę publicznie. Ku mojej ekscytacji i jeszcze większemu stresowi, na obu prelekcjach sale były zapełnione, zresztą co się obejrzałam, widziałam radośnie powiewające szaliki Czwartego i noszone z dumą TARDIS i soniczne śrubokręty. Strasznie żałuję, że tym razem nie udało mi się pointegrować bardziej z naszym najlepszym w czasie i przestrzeni fandomem. Ale za to odkryłam na żywo przecudowny fandom Harry’ego Pottera i porapowałam z hamiltonowymi świrami (pozdrawiam cudowną ekipę i prowadzących musicalowe prelekcje, jedne z niewielu, na których udało mi się być), więc czuję się usatysfakcjonowana.

Dobrze, ale może z takich konstruktywniejszych uwag. Ciągle jestem pod wrażeniem, jak bardzo dobrze przemyślany i zorganizowany był ten konwent. Zaczynając od bardzo fajnego wykorzystania przestrzeni – ogromne targi, ale z alejkami dość szerokimi, żebym nie musiała się przeciskać obok obcych ludzi, ogromny gamesroom, oddzielona strefa dla dzieci, kilka różnej wielkości sal prelekcyjnych i wykorzystanie leżącej nieopodal szkoły na LARP-y i RPG-i, wszystko to było takie… sensowne. No i mój faworyt, również umieszczony w szkole blok programowy Geek Zone, przeznaczony dla tematów i fandomów bardziej niszowych, ale dzięki temu pozwalający na znaczne zwiększenie konwentowej tematyki. Spędziłam tam ponad pół soboty i totalnie uważam, że taki blok powinien pojawić się na każdym dużym konwencie. W sumie jako osoba o dość wąskich geekowskich zainteresowaniach czułam się tam o wiele bardziej na miejscu niż na na przykład targach i ogólnie samo pojawienie się takiej cichszej i spokojniejszej przestrzeni uważam za wielki plus (strasznie brakowało mi tego np. na ostatnim Pyrkonie). falkon-2016-4Podobały mi się też wszelkie udogodnienia dla osób niepełnosprawnych czy rodziców z dziećmi. Wprawdzie nie miałam okazji sprawdzić, czy wszystko to działało zgodnie z założeniem, ale samo natykanie się co krok na dowody, że organizatorzy pomyśleli o wszystkich, jakoś tak ruszało moje serduszko.

Jeśli już miałabym na coś narzekać, to po pierwsze, szkoda, że Targi Lublin, gdzie odbywała się impreza, leżą po środku niczego (jak strasznie mi brakowało dobrej kawy!). Nie jest to zależne od organizatorów, ale jednak zauważyłam, że od terenu konwentu do centrum miasta był spory kawałek i gdyby nie telepatyczne autobusy, byłoby to okropnie nużące. falkon-2016-5A po drugie, mimo widocznej obecności wolontariuszy, jakoś od strony twórcy programu natrafiłam na parę niedociągnięć, jak niedobór rzutników lub laptopów (dla niektórych prelegentów totalny koszmar), brak wody czy zegarka (tudzież osoby pokazującej czas) w sali czy zakorkowanie w drzwiach, które uniemożliwiło samym panelistom dostanie się na czas na panel. Absolutnie nie oceniałabym przez tę perspektywę organizacji całego konwentu, ale myślę, że takie niedoskonałości można łatwo usunąć, być może przez lepsze przeszkolenie wolontariuszy? Choć szczerze powiedziawszy, gdyby nie te niedoskonałości, to chyba nikt by już nie chciał terenu konwentowego opuszczać, a tu w poniedziałek trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości…

Ren: Tegoroczny Falkon był czwartym, na który się wybierałam, lecz dopiero pierwszym, który rzeczywiście udało mi się odwiedzić. Na Targi w Lublinie dotarłam w piątek wieczorem, przypadkiem unikając konieczności zakupu wejściówki – trafiłam do kasy VIP, zostając +1 poznanego w drodze posiadacza podwójnego zaproszenia na imprezę (radość!). Następnie udałam się do sleeproomu i po znalezieniu najbardziej płaskiego kawałka podłogi pomknęłam z powrotem na teren festiwalu i… zaczęło się! Konwentowy wir rozmów, wpadania na starych znajomych, szukania sal z punktami programu, buszowania wśród wystawców i grania w karcianki! :D

Chociaż program sprawił, że marzyłam o co najmniej bilokacji, mogę spokojnie stwierdzić, że na Falkonie znalazłam czas na wszystko: odwiedzenie gamesroomu, poznanie nowych, cudownych ludzi, symboliczne dawki snu i pobicie osobistego rekordu w ilości wysłuchanych prelekcji. falkon-2016-3Większą część mojej soboty pochłonęły atrakcje Geek Zone’owe. Wpadłam na Doktorowe teorie spiskowe, o których opowiadał Aang (całkiem przypadkowo używając głosu Dziamy) – dzielnie znosząc bunty rzutnika uświadomił nam, na jak wiele szalonych pomysłów wpadali whovianie (Rory Mistrzem. Oczywiście). Zaraz potem Piotr M. wygłosił prelekcję o klasycznych potworach i postaciach, które jego zdaniem fajnie byłoby zobaczyć w New Who. Człowiek, który „przegrał życie z Doctor Who” już dawno zaszczepił we mnie chęć obejrzenia absolutnie wszystkich starych sezonów serialu, i tym razem skutecznie ją spotęgował. Ku mojej radości po godzinnej przerwie udało mi się w końcu wysłuchać prelekcji K. o regeneracji w DW (na poprzednich konwentach zawsze coś musiało mi przeszkodzić w dotarciu na nią, dlatego na to odgrzewanie nie mogę narzekać :3 ).

falkon-2016-6Resztę czasu poświęciłam na prelekcje i dyskusje startrekowe, starwarsowe, grootronowe, harropotterowe i rickimortyowe (Geek Zono, dziękuję!). Ukoronowaniem konwentu była droga powrotna w towarzystwie organizatorów i Andrzeja Pilipiuka, słuchanie ich opowieści i oglądanie filmów o bimbrownikach i Banzai i Świętym Grillu (mój mózg chyba nie zdołał tego wszystkiego przetworzyć). Na koniec mogę powiedzieć jeszcze tylko: orgowie, helperzy, jesteście wspaniali! Wykonaliście naprawdę kawał świetnej roboty – tak, powiem to jeszcze raz, program był cudny! Świadczą o tym chociażby pełne sale na większości odwiedzanych przeze mnie prelekcji. Jestem niesamowicie wdzięczna wszystkim, którzy przyłożyli łapkę do powstania tego festiwalu. Bawiłam się świetnie, a Falkon na stałe zapisuję na mojej prywatnej konwentowej mapie.

falkon-2016-7Narvienn: O organizacji Falkonu i wysiłku z tym związanym rykoszetem słyszałam od Toudiego i Lierre – było jasne, jak bardzo im zależy, by wszystko grało. I zagrało – program, na ułożenie którego poświęcili cały weekend, jak nie więcej [WIĘCEJ, dopowiada Lierre], był ułożony optymalnie: prelekcje dobrze przeplatały się z panelami, których moim zdaniem było w sam raz (dyskusje panelistów i panelistów z publiką są super!), a programowe bloki tematyczne były nieźle rozłożone między budynek targów a szkołę konwentową, dzięki czemu ktoś zainteresowany bardziej niszowymi tematami nie musiał zbyt często biegać między tymi dwiema lokalizacjami. Tabela programowa na mocniejszym, kredowym papierze była strzałem w dziesiątkę, bo nie rozlatywała się, jak podobne tego typu druczki na konwentach. Trochę pokpiony był układ bookletu, bo nie dało się łatwo znaleźć opisu szukanego punktu programu – za to layout graficzny i treści informacyjne miał bez zarzutu. Co prowadzi mnie do następnego punktu – istotne informacje były świetnie dostępne w większości lokalizacji, czy to mapki, czy punkty programu, czy to telefony i inne informacje bezpieczeństwa, czy informacje o konkursach/questach. Przebłyskiem geniuszu było umieszczenie tabeli programowej na wewnętrznych drzwiach toalet, dzięki czemu można było w chwili zadumy na szybko skonsultować, na co chce się biec w następnej kolejności. Wolontariusze byli w większości bardzo pomocni i ogarnięci, choć nie w każdej sali się ich widziało z ich „5-10-15 minut do końca”. Super pomyślana była hala wystawców oraz gastronomia – ta ostatnia była może lekko przyciasna, ale dało się znieść, natomiast na hali wystawców było tyle miejsca, że (o bogowie!) NIE dostawało się ostrego ataku mizantropii od przeciskania się między ludźmi, jak na Pyrkonie chociażby. Falkon miał dzięki temu cudowną atmosferę jednocześnie dużego konwentu oraz kameralnego wydarzenia. 10/10, pojadę w przyszłym roku i będę zachęcać innych.

falkon-2016-1Lierre: Ja tylko dodam, bo o samej imprezie, jako członek sztabu koordynatorskiego, nie będę się wypowiadać, że strasznie się cieszę, że moja Geek Zone zbiera takie dobre opinie, bo to było moje główne dziecko na Falkonie – mocno zaniedbane, bo w międzyczasie zdążyłam awansować i zajmowałam się też programem na samych targach, ale nie mniej kochane. Ja to dopiero marzyłam o bilokacji! Więc chciałabym tylko pozdrowić wszystkich, których w pędzie gdzieś minęłam, i tych, z którymi udało mi się zamienić parę słów w przelocie, a najbardziej tych, z którymi chciałam się spotkać, ale jednak się nie udało – oby do następnego razu. Nie wiem, czy na Falkonie w takiej samej roli, ale gdzieś, kiedyś – <3. Oby było jak najwięcej powodów do rozsyłania tych moich dramatycznych maili („hej, znowu robię konwent, zgłaszajcie się”) – wiecie, niedługo ruszamy z Whomanikonem…

Kto z was był na Falkonie? Dobrze się bawiliście?


Uzależniona od herbaty, pisania i brytyjskich seriali. Kocha ludzi, teatr, wiedzieć więcej. Nie znosi fasolki, seksizmu i źle napisanych dialogów.