Wszechświat problemów z Donną Noble (część 1)

Zapraszamy do lektury redakcyjnej dyskusji o Donnie Noble.

Lierre: Ostatnio, przy okazji dyskusji o słuchowiskach, w których wróciliśmy do pięknych czasów czwartej serii New Who, okazało się, że Donna Noble to… bohaterka dość kontrowersyjna. Wieczna stażystka, kobieta w średnim już wieku, która nie może znaleźć swojego miejsca w życiu do momentu nagłego pojawienia się Doktora który, jak zwykle, wywraca wszystko do góry nogami. Przez wielu uważana za najlepszą towarzyszkę Doktora, przez innych bezlitośnie krytykowana. No to jak to z nią jest, lubimy ją w końcu czy nie?

Mytherios: Donna jest awesome. To bezsprzecznie najlepsza towarzyszka z New Who. Dlaczego? Chociażby dlatego, że wyłamuje się z wzorca młodej, ładnej Brytyjki z teraźniejszości. Jest to dojrzalsza kobieta, która jest zabawna i absolutnie fantastyczna. Była w stanie poświęcić swoje życie w imię mężczyzny, którego nie znała (fenomenalny odcinek Skręć w lewo („Turn Left”), donna-noble-05-08-2015jeden z moich ulubionych). To pokazuje siłę tej postaci. Jakby nie spojrzeć, ma również jakieś tam doświadczenia życiowe. Donna i Dziesiąty mają swoistą chemię między sobą i ogromnie żałuję, że oglądaliśmy ich razem tak krótko.

Clever Boy: Kocham Donnę. To moja ulubiona towarzyszka i zdecydowanie będę jej bronić. Co jest w niej wspaniałego? Właśnie to – jest kumpelką, przyjaciółką. Była pierwszą taką towarzyszką w New Who. Dodatkowo nie jest zbyt młoda, a jednak dorównuje innym towarzyszkom Doktora. Brakuje mi kogoś takiego w serialu. Może kolejna towarzyszka po Bill?

Pokochałem Donnę już od jej pierwszego pojawienia się na ekranie i bardzo cieszyłem się, gdy wróciła i nabrała więcej kolorytu. Jest zabawna, wygadana i potrafi dotrzeć do sumienia Doktora, a jak mogliśmy zobaczyć – nie jest to łatwe. Catherine Tate spisała się w swojej roli niesamowicie, a cudowna chemia miedzy nią a Tennantem wprost wylewa się z ekranu. Nie dziwię się, że obecnie Big Finish wzięło się za ich nowe przygody, bardzo brakuje mi ich na ekranie. Również żałuję, że było nam dane mieć Donnę jedynie przez jedną serię. Jej odejście za każdym razem łamię mi serce. Nadal marzę, że zobaczymy kiedyś odcinek specjalny, w którym pojawi się gościnnie Dziesiąty i Donna (szkoda, że nie zrobili tego przy odcinku rocznicowym). Póki co nie pojawił się nikt, kto skradłby moje serce tak jak ona.

JJ: Dołączę do chóru zachwytów, bo tak się składa, że Donna to również moja ukochana towarzyszka. I w sumie powtórzę to, co już zostało napisane powyżej – uwielbiam ją właśnie za tę kumpelską relację z Doktorem; za to, że nie jest w nim zakochana (wszystkie inne towarzyszki w New Who na jakimś etapie i do jakiegoś stopnia są, bądźmy szczerzy) i ślepo w niego zapatrzona, wręcz przeciwnie – czasem potrafi się z nim pokłócić i dorównuje mu w złośliwości i ciętym humorze. Z takimi ludźmi kumpluje się najlepiej! I mimo że teoretycznie jest mi do niej najdalej (w sensie formalnego podobieństwa), to właśnie ze względu na jej charakterek i przekonania życiowe to z nią mi się najłatwiej identyfikuje i najlepiej mi się ją ogląda.

W sumie to jest też trochę moje oczekiwanie w kontekście następnej serii. Chciałabym znowu towarzyszkę, która będzie się potrafiła z Doktorem pokłócić, jeśli będzie to uważała za konieczne. Ale nie pokłócić się na śmierć i życie i rozpad tej relacji w tragicznych okolicznościach (Amy i Clara miewały takie zapędy czasami), ale tak właśnie po przyjacielsku, gdzie pół godziny później zapomina się o sprawie i idzie wspólnie na herbatę i ciastka, bo Wszechświat został po raz kolejny uratowany i wszystko się dobrze skończyło. Bill, proszę, bądź cudownie pyskata!

Lierre: No to sięgajcie po słuchowiska! Tam mamy Donnę dokładnie taką samą, jak w serialu – i chyba właśnie dlatego podczas słuchania pojawiła się we mnie wątpliwość, bo jakoś w połowie (fenomenalnego zresztą!) odcinka Death and the Queen dotarło do mnie, że przy całej sympatii do Donny szczerze nie znoszę sposobu, w jaki jest pisana: przede wszystkim jej monotematyczności.

Jakiś czas temu na krakowskim Filozofikonie pewna prelegentka (którą MUSIMY wciągnąć do sekcji publicystycznej!) opowiadała o kreacji postaci kobiecych w Doktorze Who z perspektywy feministycznej. I zgadzam się z tym, co powiedziała: generalnie wszystko jest całkiem w porządku, tylko dlaczego wszystkie te dziewczyny marzą o ślubie? No dosłownie wszystkie. donna-25-01-2015To do znudzenia powracający wątek – od Rose do Clary ciągle tylko jedna możliwa droga. Jako dziewczyna wolę oglądać na ekranie dziewczyny, które mają różne aspiracje i rozważają różnorodne modele życia. Poza tym samej Donnie robi to krzywdę, także Donnie jako nośnikowi idei (każdy bohater przecież też jest takim nośnikiem) – bo jest klasyczną prekariuszką, zagubionym millenialsem – choć technicznie nim nie jest – który chciałby coś osiągnąć w życiu, ale system mu to utrudnia ciągle i ciągle. Jest w Donnie ten element mocno humanitarny, przez co jest ona bohaterką ważną… ale to za mało, to jest za słabe.

K.: Oho, no to teraz żałuję bardzo, że nie dałam rady być na Filozofikonie, bo ja się nie do końca z tym stwierdzeniem o marzeniu o ślubie zgadzam, ale na ten moment stłamszę może w sobie moje uczucia wobec Rose, Marthy i Clary i zajmę się jednak Donną.

Otóż, jak nienawidzę bohaterek, które marzą tylko o znalezieniu „odpowiedniego mężczyzny”, tak w przypadku Donny jest to moim zdaniem bardzo krzywdząca interpretacja. Donna marzy nie o wielkiej miłości (co można by może zarzucić Marcie), ale o wielkiej zmianie. W momencie, w którym ją poznajemy, ślub jest dla niej jedyną opcją, żeby zyskać szacunek i, paradoksalnie, niezależność. Bo Donna jest przede wszystkim stłamszona i samotna, wciąż utwierdzana przez matkę w przekonaniu, że problem leży w niej, że za mało się stara, że nie zasłużyła sobie na więcej. Być może to system utrudnia jej społeczny awans, ale największy problem leży nie w jej sytuacji społecznej, a w poczuciu własnej wartości. I dlatego pojawia się tu ten bajkowy ślub jako dowód na to, że jednak jest wyjątkowa, że ktoś dostrzeże w niej więcej niż sekretarkę, ale też da jej szansę na porzucenie rodzinnego domu i matki, z którą ma skomplikowaną relację.

Ale też chciałam zauważyć, że w bardzo spójnej 4. serii ten wątek ślubu powraca dokładnie trzy razy: przy pierwszym spotkaniu Doktora z Donną, gdy ta odmawia mu na koniec wspólnych podróży, nie po to, żeby szukać kolejnego faceta, ale po to, żeby podróżować i poszerzać horyzonty. Drugi raz w wirtualnej rzeczywistości w Bibliotece i po raz trzeci, gdy Donna powraca w swojej historii do punktu wyjścia i wychodzi szczęśliwie za mąż, a pozostaje nam tylko pytanie, czy jest to szczęśliwe zakończenie – bo przecież DoktorDonna z finału czwartej serii jest tak daleka od tej pragnącej się wyrwać z Chiswick przez ślub, jak to tylko możliwe. Słuchowiska eksplorują ten motyw w o wiele mniej przemyślany sposób i może dlatego Death and the Queen mnie ostatecznie nie porwało.

JJ: Ja żałuję nie tylko nieobecności na Filozofikonie, ale i tego, że ciągle mam przed sobą słuchowiska. Co do Donny i jej marzeń o ślubie – też się nie mogę z tym zgodzić. donna-22-12-2014-06Tzn. zgadzam się z tym, że marzenie wszystkich towarzyszek o ślubie jest męczące (chciałabym jakąś, która nie ma żadnego związku i zasadniczo ma inne rzeczy na głowie, niezależnie od orientacji), ale akurat w przypadku Donny ma to najwięcej sensu i przeszkadza mi najmniej. Ona po prostu nie ma innego pomysłu na życie – w takim jest wieku, z takiego pochodzi środowiska społecznego, taką ma presję otoczenia. Dużo bardziej drażniła mnie w tym kontekście Clara, u której ten związek z Dannym był dla mnie zawsze taki jakiś… na siłę.

Ginny: Przy okazji Donny marzenie o ślubie było najmocniej wyeksponowane – inne towarzyszki nawet jeśli zakochane i zakochujące się, nie krążyły aż tak wokół małżeństwa/miłości, nawet jeśli stanowiła część ich historii (no może jeszcze obok Donny byliby tu Amy i Rory). Jednak w moim odczuciu problemem jest nie samo to, że ta czy inna towarzyszka dąży do bycia w szczęśliwym związku, ale to, że nie mamy towarzyszek, których to nie interesuje – fajnie byłoby mieć np. towarzyszkę aseksualną. Ot tak po prostu, bo dlaczego nie.

Lierre: Akurat Amy i Rory to tutaj fajny wyjątek, bo to w ogóle bardzo rzadko spotykane w popkulturze, by bohaterowie brali ślub i nie było to końcem przygody. Przygody to domena młodości, małżeństwo jakby ją kończy – trzeba się ustatkować, ustabilizować, poświęcić Poważnej Dorosłej Działalności. Bohaterki dorastają, podróżując z Doktorem, ukoronowaniem jest ślub (no, Clarze to nie wyszło…), a w przypadku tej dwójki wesele płynnie przechodzi w dalsze podróże po wszechświecie. Rewelacyjne.

Ginny: Tak, ale u Donny zaczynamy nieudanym ślubem, który jest przyczynkiem do przygód, więc i ich zamknięcie ślubem wydaje się tu dobrą klamrą. I jest zadośćuczynieniem za te dwa śluby, które Doktor jej, było nie było, odebrał, nie mówiąc o wspomnieniach, które nie mogą jej osłodzić poczucia straty. Co to nam jednak mówi o podróżach z Doktorem w kontekście tego, co napisałaś dopiero co o Amy i Rorym? Chyba tyle, że miłość może być tak przeszkodą, jak i katalizatorem – a dla Donny był oboma i to już samo w sobie jest ciekawe.

Lierre: Zgadzam się, że w przypadku Clary było to o wiele bardziej irytujące, ale dla mnie Clara była o wiele mniej… ideologiczna. Ślub jest dla Donny sposobem na wyrwanie się – dokładnie w tym problem! Nie widzi dla siebie innej drogi do uzyskania awansu społecznego i szczęścia w życiu. Nie mają znaczenia jej cechy charakteru (to, jak dobrą jest osobą) i intelekt (bo wbrew pozorom JEST inteligentna), jedyne, co może zmienić jej życie, to odnalezienie swojego księcia, któremu będzie mogła wejść na głowę jak stereotypowa żona z dowcipów, taka, przed którą mąż ucieka do pubu na piwo. Tymczasem, jak pisałam, Donna jest ucieleśnieniem idei: nie każdy odnosi sukces, można być dobrą i mądrą osobą, która nie jest w stanie odnaleźć się w życiu, bo rynek pracy jest okropny, bo rodzina może nas ciągnąc w dół, bo brakuje nam siły przebicia. To jest tak strasznie ważne i nagle całkowicie znika, bo ślub.

Ginny: Fakt. Niemniej ten ślub to jednak nie jedyny środek, a drugi, obok Doktora – bo Doktor też na to wszystko Donnie pozwala, tylko potem wracamy do punktu wyjścia, gdzie Donna znów zostaje z pierwotnym rozwiązaniem problemów.

Lierre: Trochę to wszystko wraca w słuchowiskach – jako motyw, że Donna widzi pełnię człowieczeństwa w osobach, które są zepchnięte na margines. To samo pojawiało się w serialu, gdy pochylała się na Oodami idonna-22-12-2014-04 żądała uratowania kogokolwiek z Pompejów. Wolałabym rozwijanie bohaterki w tym kierunku.

JJ: Ja wiem, czy nie była tak rozwijana? Dla mnie to jest w ogóle jedna z podstawowych jej cech i (nie ukrywam) jedna z cech, za które najbardziej ją uwielbiam. Oczywiście w jednych odcinkach widać to bardziej, a w innych mniej, ale ogólnie Donna jest najbardziej empatyczną i wrażliwą na innych towarzyszką, zawsze stawiającą inne istoty (nie tylko ludzi, co też warto zaznaczyć!) na pierwszym miejscu i próbującą ratować, kogo można. Bardzo przemawia do mnie takie podejście, mimo że wiadomo, że nie da się w ten sposób rozwiązać wszystkich problemów. Ale gdyby było więcej takich osób, to kto wie? Może by się nam udało coś więcej osiągnąć w tym temacie?

K.: Ale Donna była przecież rozwijana w tym kierunku! Empatia jest oczywiście wpisana w rolę towarzyszki, ale Donna zdaje się jak nikt dostrzegać niesprawiedliwość i ukrywane cierpienie, czy to u przypadkowych towarzyszy, czy u Agathy Christie, czy nawet samego Doktora. Jednym z najlepszych moim zdaniem odcinków w New Who (a być może najlepszym „odcinkiem bez Doktora”) jest właśnie Skręć w lewo, który jest w całości hołdem dla człowieczeństwa Donny, prowadzącego, oczywiście, do jej ostatecznego poświęcenia na końcu. Ale najpiękniejszym momentem jest scena, gdy Wilfred mówi „Nie zbawisz świata, krzycząc na niego”, a Donna odpowiada bez wahania „Mogę spróbować”. Istnieje w ogóle jakiś powód, aby nie lubić tej towarzyszki?!


Z tym cliffhangerem zostawiamy was na moment. Dyskusja wyszła nam bardzo długa, więc podzieliliśmy ją na kilka części. Ciąg dalszy nastąpi!

Daj na ciastko!