Wszechświat problemów z Donną Noble (część 3)

Trzecia – i ostatnia – część redakcyjnej dyskusji o Donnie Noble.

Część pierwsza i druga.

Kyrie: Moja ocena Donny nie jest i nigdy nie będzie obiektywna z powodu sposobu, w jaki odbieram jej ekspresję. Według mnie to najbardziej rozkrzyczana (powiedziałabym nawet: rozwrzeszczana) ze wszystkich towarzyszek, jakie widziałam. Nawet gdy mówi coś mądrego, robi to w tak dla mnie nieprzyjemny sposób, że odcinek Skręć w lewo („Turn left”) uważam za jeden z najokropniejszych, jakie przyszło mi oglądać w serialu – właśnie ze względu na konieczność znoszenia krzyków i frustracji jego głównej bohaterki.

Zgadzam się z argumentem, że dobrze mieć towarzyszkę, która nie jest ślepo zapatrzona w Doktora (chociaż akurat uważam, że ten zarzut wobec Rose jest przesadzony), która chodzi swoimi drogami (wypisz wymaluj Rose, która zawsze była bardzo samodzielna), która wspiera Doktora w utrzymaniu jego człowieczeństwa (w moim odczuciu sama obecność Rose wystarczyła, żeby go temperować), jednakże nie w stylu, w jakim robi to Donna. Już w pierwszej scenie, kiedy ona i Doktor się spotykają, dosłownie wydziera się na niego i natychmiast próbuje narzucić swoją wolę. Dla mnie ta postać jest pozbawiona uroku Rose, klasy Marthy, cichej, ale skutecznej stanowczości Amy i autorytetu Clary. donna-22-12-2014-07Jak również subtelności, dowcipu oraz lekkości (a nawet pewnej godności), które przy umiłowaniu do dyrygowania otoczeniem bardzo by się jej przydały. Swoje zdanie zbyt często narzuca podniesionym głosem, zbyt rzadko delikatną perswazją i humorem.

Ginny: Myślę, że jeśli już którąś towarzyszkę mielibyśmy określać mianem zapatrzonej w siebie, to byłaby to Martha, która w przeciwieństwie do Donny nie rozumie Doktora (przede wszystkim jego poczucia straty, które mocno definiuje dziesiątą inkarnację) i Clara, która jest okropnie egoistyczna – ale to temat na inny tekst. Jednocześnie wszystkie towarzyszki i towarzysze w New Who jednak uczłowieczają Doktora (nawet Martha i Clara). U Donny dla mnie jest to po prostu najbardziej wyeksponowane przez samych twórców serialu. Niemniej nie zapominajmy, że w pierwszym odcinku Donna krzyczy, bo jest w ogromnym stresie – i tu ten krzyk jest po prostu usprawiedliwiony. Ona jeszcze nie wie, kim jest Doktor i dlaczego te wszystkie okropne rzeczy przydarzają się jej akurat w dniu, który miał być najpiękniejszy w jej życiu.

Kyrie: Trudno o tym zapomnieć, Ginny. Gdybym jednak ja krzyczała przy każdej stresującej w życiu sytuacji, przełożeni już dawno zwolniliby mnie z pracy. Gdyby zaś moi przełożeni przy każdym zdenerwowaniu krzyczeli na mnie, to ja bym się zwolniła z ich firmy. W sytuacji Donny można było zachować się na setki sposobów, w tym powstrzymać emocje i znaleźć spokojnie wyjaśnienie sytuacji. Dla mnie, hołdującej umiejętności panowania nad nerwami i bardzo nie lubiącej krzyczących ludzi, jej zachowanie wydaje się wyjątkowo antypatyczne. Przypomina mi małego, udzielnego władcę afrykańskiej wioski, który wychodzi z założenia, że jego życzenie jest dla świata rozkazem i który nie jest w stanie znieść cienia sprzeciwu. Moja niechęć wzrasta proporcjonalnie do narastającej złości bohaterki, jej natarczywego tonu głosu i niesympatycznej mimiki. Co jednak najgorsze, dość szybko okaże się, że Donna reaguje w podobny sposób nie tylko w ekstremalnie trudnych sytuacjach, jak „porwanie” sprzed ołtarza, ale także tych zwykłych, codziennych, które naprawdę nie wymagają podnoszenia głosu i strojenia fochów.

K.: Zastanawiam się, skąd bierze się taki odbiór tej postaci, bo jako żywo, nie pamiętam, żeby Donna nie mogła znieść czyjegoś sprzeciwu. W Partnerach w zbrodni („Partners in Crime”) nie podnosi głosu ani razu (może oprócz momentów, gdy krzyczy ze strachu tudzież oburza się, gdy źle rozumie intencje Doktora mówiącego o partnerstwie). W Pompejach kłóci się z Doktorem o ocalenie ludzi, bo czuje, że jest to słuszna rzecz do zrobienia, ale w najważniejszej chwili bierze wręcz współodpowiedzialność za jego trudną decyzję, a potem prosi go (nie żąda!), aby ocalił kogokolwiek. W historii o Oodach od razu pochyla się nad ich losem i też nie pamiętam, aby na kogokolwiek krzyczała. Odcinków z Sontaranami nie pamiętam za dobrze, ale nie było tam na kogo wrzeszczeć (a pretensje wobec Doktora w sprawie pierścionka Marthy są przykładem na to, jak całkiem inaczej widzi ludzi niż on, w dużo bardziej ludzki sposób). W Córce Doktora „(„The Doctor’s Daughter”) to jej łagodna perswazja sprawia, że Doktor godzi się z powstaniem Jenny, w Jednorożcu i osie („The Unicorn and the Wasp”) krzyczy dwa razy – gdy jest skrajnie przerażona pojawieniem się osy, a Agatha śmieje się, myśląc, że wyolbrzymia fakty i drugi raz, gdy Doktor zostaje otruty i zestresowana próbuje mu pomóc. W Bibliotece nie krzyczy ani razu (chyba raz podnosi głos, gdy dowiaduje się, że jej dzieci nie są prawdziwe), co więcej, jako jedyna znajduje w sobie empatię wobec głupiutkiej Evangelisty. W Północy („Midnight”) z wielkim taktem pociesza Doktora na końcu odcinka. donna-22-12-2014-06W Skręć w lewo („Turn Left”) krzyczy najwięcej razy, ale za każdym razem z bezsilności i strachu, nawet gdy jest autentycznie wściekła, dość szybko daje się uspokoić dziadkowi. W finale serii oburza się, gdy szefowa Proklamacji traktuje ją przedmiotowo, później gdy Doktor wydaje się poddawać, gdy myśli, że Doktor zamknął ją w TARDIS, z zaskoczenia, gdy zachodzi metakryzys i wreszcie kiedy orientuje się, że Doktor chce jej odebrać pamięć. (Dziękuję BBC HD, dzięki któremu powtórzyłam niedawno prawie całą czwartą serię i wiem, że jakoś bardzo nie kłamię).

I jasne, że na co dzień, jeszcze przed spotkaniem Doktora, Donna ma dość głośny sposób bycia, jasne, że bywa złośliwa i wyszczekana, ale nie ma w tym nigdy zawiści czy skrzywionego poczucia własnej wartości, jest głównie frustracja. I być może ta frustracja nie do każdego przemówi, prawdopodobnie duży wpływ na odbiór tej postaci ma też gra aktorska Catherine Tate, która zwłaszcza w pierwszym odcinku (gdy nie leży na jej barkach cały sezon!) gra dużo bardziej komediowo (wszak to aktorka wybitnie komediowa) niż później, a w swoim ostatnim odcinku niejako do tej przesady aktorskiej wraca (wszak Donna również wraca do początku swojej opowieści) i rozumiem, że nie każdemu taki rodzaj aktorstwa odpowiada. Niemniej moim zdaniem jest to spore wyolbrzymienie jej wad (i to dodajmy spójnych wad, nie jak przy Clarze, która jest właściwie idealna, chyba że akurat scenarzysta wymyśli inaczej), a przecież Donna pod tą być może niezbyt zachęcającą powierzchnią wiele skrywa.

Kyrie: Przyznam, że nieco przytłoczyłaś mnie powyższym wypunktowaniem. Nie jestem w stanie zrewanżować się podobną wyliczanką, ponieważ obecnie oglądam ponownie dopiero serię drugą i trochę wzdragam się przed powrotem do czwartej. Myślę jednak, że wszyscy tutaj rozmawiamy w pewien sposób o swoich wrażeniach. Moje od dnia poznania Donny od dziś nie są pozytywne. Upewniłam się w tym, powtarzając sobie na okoliczność udziału w dyskusji pierwsze sceny Uciekającej panny młodej. Donna już dosłownie w pierwszej, drobnej scenie, gdy szykuje się do ołtarza, a jej ojciec bierze ją pod rękę – wyrywa mu ją, przewraca oczami i zaciska usta w sposób, który pokazuje, jak bardzo jest niezadowolona, a wciąż jeszcze doskonale pamiętam, jak bardzo dwukrotnie oglądany odcinek Skręć w lewo był dla mnie męczący. Moje wrażenie jest takie, że Donna krzyczy/złości się/podnosi głos/robi grymasy dosłownie co pięć minut, co jednak w praktyce może oznaczać, że tak naprawdę nie robi tego aż tak często, a jedynie pozostawia po sobie takie wrażenie. Tego wrażenia jestem jednak pewna. Nie rozliczając w tej chwili występu Donny minutę po minucie, mogę z całą pewnością powiedzieć jedno – dla tej postaci mam do powiedzenia jedno proste „nie”.

Mimo to nie odmawiam jej posiadania zalet takich jak wrażliwość, empatia, miłość do rodziny. Jednak Donna nie żyje w zgodzie ze sobą, a co za tym idzie, otoczeniem i światem. Jest przez to sfrustrowana i nie potrafi wykorzystać swojego potencjału. Zdecydowanie nadużywanym przez nią sposobem na robienie sobie miejsca w życiu jest krzyk. Na wszystkie inne wady mogłabym przymknąć oko, ale tego, że tak często podnosi głos, strzela gromami z oczu i krzywi się, nie mogę przeboleć. Bo ona nawet na koniec swojej historii, kiedy dostaje w końcu tego upragnionego męża (którego myślę, że naprawdę potrzebowała), nawet podczas ślubu ustawia całe otoczenie podniesionym głosem.

Charakter Donny jest dziwną mieszanką, w której znajduje się zarówno wspominane przez Dominka narzucanie innym swojej woli, jak i omówione przez Ginny poszukiwanie poczucia własnej wartości. Te dwie cechy wbrew pozorom się nie wykluczają – braki w poczuciu własnej wartości paradoksalnie ludzie nadrabiają czasem swoistym samouwielbieniem czy poczuciem wyższości. U Donny wychodzi to w regularnych, mało subtelnych próbach zarządzania otoczeniem i samym Doktorem. Dlatego nigdy nie zgodzę się z argumentem, że to wspaniałe, że dostaliśmy towarzyszkę, która w końcu ma własne zdanie i potrafi pokłócić się z Władcą Czasu. Dla mnie to wielka wada tej postaci. Jej zachowanie nie wypływa bowiem ze spokojnego szczęśliwego serca, które widzi potrzebę zmiany, tylko z kompulsywnego zachowania spowodowanego chaosem w duszy oraz zwyczajnego, mało subtelnego starcia charakterów (i Doktor i Donna są po trosze cholerykami, którzy lubią sobie porządzić światem).

donna-22-12-2014-03Dominek: Dokładnie. Osobiście nie dostrzegam, by zaletą towarzysza czy towarzyszki było kłócenie się z Doktorem, aczkolwiek mogą się czasem nie zgadzać… tylko zależy jak. Donna, ze swoim zapatrzeniem w samą siebie, zamiast zwrócić na coś uwagę Doktorowi w sposób kulturalny, woli zacząć wrzeszczeć albo go obrażać.

K.: No już przestańcie tak z tym obrażaniem, serio nikt was nigdy nie wkurzył? Donna nigdy nie przekroczyła w moim odczuciu subtelnej granicy między złośliwością i rzuceniem irytującym przezwiskiem a sprawieniem Doktorowi bólu (jak np. Martha i Jack żartujący z jego uczuć wobec Rose). A że czasem traci nad sobą panowanie? Może właśnie chodzi o to, że Donna jest prawdziwie ludzka, nie pasuje aż tak do konwencji Doktora Who, gdzie ludzie bywają szlachetni lub źli i tylko Doktor może postępować w odcieniach szarości? Donna nie jest piękna, wykształcona, ideologicznie zaangażowana, jest nieszczęśliwą, normalną kobietą, która dostaje niesamowitą szansę zaprzyjaźnienia się szalonym kosmitą w budce, który pokazuje jej Wszechświat i wcale nie zmienia to od razu jej życia o 180°. Jak dla mnie to jedna z najciekawszych i tak boleśnie prawdziwych postaci w New Who i jej historia jest dla mnie tak tragiczna, jak chyba żadnej innej towarzyszki.

Kyrie: Zgadzam się, że Donna jest bardzo nieszczęśliwa, boleśnie prawdziwa, a rzucane przez nią „wyzwiska” są powodowane wybuchającymi emocjami. Dlatego właśnie, że w przypadku takiej właśnie dramatycznej postaci, komediowy, przerysowany rys aktorski Catherine Tate jest nie na miejscu. Jest męczący i nieciekawy.

Gdyby Donna nie krzyczała tak dużo, nie zachowywała się tak autorytarnie, ale bez autorytetu, gdyby jej zachowanie naprawdę współgrało z jej duszą (było bardziej pokorne?), być może polubiłabym ją. Jednak jej sposób ekspresji jest dla mnie nie do przyjęcia. Donna wydaje się momentami kreować przed Doktorem na Władczynię Sytuacji, której słowo jest rozkazem, ale robi to bez charyzmy. Donna krzyczy, ale bez pokrycia. Stroi miny, fochy i beszta Doktora, a za chwilę okazuje się być bardzo nieszczęśliwą i niespełnioną kobietą. Nigdy jest zdecydowana – niby to ona prowadzi Doktora, dokąd chce (tak na pewno przedstawia się ją w popularnych memach), ale nie potrafi wziąć swojego własnego życia w ręce. Dla mnie ktoś, kto próbuje kierować innymi, a sobą samym nie potrafi, nie jest zbyt wiarygodny. Nie budzi mojego szacunku ani sympatii.

Dominek: Nie ukrywam, że dla mnie kultura osobista – której Donna Noble za wiele nie posiada – to bardzo ważna rzecz. Dlatego właśnie wolę zachowanie np. Marthy, która, będąc zdrowo na Doktora wkurzoną (Odcinek Mrugnięcie („Blink”)), po prostu mu o tym mówi słowami mniej więcej takimi: „To twoja wina, jestem na ciebie zła”. Dużo lepiej to wygląda, niż „Ech, ty taki owaki” panny Noble albo wrzaski, bo „wracam do domu” odebrał jako pożegnanie. No i w Doktorze Who postacie (a szczególnie towarzysze) często jednak bez bycia regularnie chamskimi potrafią wyłamać się z czarno-białego schematu charakterów – przykładem mocno egoistyczni, ale mający inne zalety Turlough i Rose. Co by Donnie szkodziło zwrócić Doktorowi uwagę na to czy tamto bez wyzwisk czy wrzasków? Tym bardziej, że – jak pisze K. – dostała od niego niesamowitą i niepowtarzalną szansę. Choćby i za to wypadałoby odwdzięczyć się odrobiną kultury.

K.: Może to indywidualne uczucie, ale ja nie nazwałabym Donny niekulturalną, raczej głośną i sarkastyczną (to jest to słowo, którego mi brakowało!). W moim odczuciu brak kultury to, nie wiem, niemówienie dziękuję czy ogólnie nieokazywanie szacunku drugiej osobie, a nie sposób ekspresji niezadowolenia, który jest jednak cechą dość indywidualną i zależną od temperamentu. I tak, nie wyobrażam sobie, że nakrzyczałabym na Doktora czy kogokolwiek tak, jak zdarzało się Donnie, ale nie przez kulturę osobistą, a przez to, że inaczej wyrażam emocje. Widzicie, ja mogę zrozumieć, czemu część osób nie lubi Donny, tak jak po prostu nie lubimy niektórych, zwłaszcza hałaśliwych, osób, ale wydaje mi się, że patrzenie jedynie przez ten pryzmat na tą bohaterkę jest okropnie krzywdzące.

Dominek: Głośna była na pewno, moim zdaniem jednak nie do końca sarkastyczna, przynajmniej niezbyt często.

donna-noble-02-10-2014-5Nie mam problemu ze zrozumieniem tego, że tak wiele osób lubi Donnę, jednakże dlatego patrzę na nią przez ten akurat pryzmat, że w zasadzie w każdym odcinku widzę właśnie jej brak szacunku do Doktora wyrażany tymi wszystkimi niemiłymi tekstami itp. A że właśnie temperament ma taki, iż nie zwraca uwagi na to, jak obraźliwe mogą być jej słowa…

Ginny: Ja także rozumiem, że można Donny nie lubić za jej głośność i krzykliwość – sama dość długo nie lubiłam jej pierwszego odcinka, nawet mimo uwielbienia dla serii czwartej, którą uważam za najlepszą (i najrówniejszą jeśli chodzi o poziom odcinków) z ery Daviesa. Ale przy okazji którejś powtórki zauważyłam to, o czym pisze JJ – że za takim a nie innym zachowaniem Donny stoi nie tylko temperament, ale też właśnie okoliczności. Donna krzyczy w sytuacjach stresowych – to może się nie podobać, ale ma sens i jest spójne. Z pewnością nie jest jednak brakiem kultury. Mam wrażenie, że spora część naszego społeczeństwa trochę za bardzo zafiksowana jest na punkcie savoir vivre’u (i nie mówię tu tylko o „poprawnym” trzymaniu sztućców czy tym, kto komu powinien pierwszy podać rękę), podczas gdy to wcale nie dokładne obeznanie z jego zasadami świadczy o prawdziwej kulturze lub jej braku. A już na pewno nijak ma się taka znajomość savoir vivre’u do wartości danego człowieka.

Donna może być nieobyta, może faktycznie jest trochę jak słoń w składzie porcelany, ale ma zbyt wiele zalet – pomiędzy innymi złote serce, życzliwość, dogłębną empatię i zrozumienie dla drugiej osoby, nawet jeśli ta druga osoba ma czułki albo dwa serca – bym potrafiła jej nie lubić. Pod gruboskórnością kryje się tyle dobra, że naprawdę warto się przez nią przebić, by sięgnąć głębiej. Na poziomie metaforycznym Donna jest więc właśnie jak słoń – a słonie są piękne i należy im się możliwość zobaczenia kosmosu.

Dominek: Jak u niej z savoir vivre’em, nie mam pojęcia, nie z tym mam odnośnie niej problem. ;)

Ginny: Piszesz o braku kultury, który niejako w tych zasadach, mówiących co wypada robić, a czego nie, niby w gorsecie jest zamknięty.

Dominek: E, nie. Nie chodzi o jakiś sztywny zestaw zasad, tylko takie czyste „Nie powiem mu tego czy tego, bo go to zaboli”, taka refleksja od serca. Można być zwyczajnie miłym, a Donna nie jest. Pewnie, nie jest osobą złą, tylko po prostu niesympatyczną, często zachowującą się niemiło. Nieszczególnie kupuję argument o okolicznościach – we wspomnianej scenie, gdy chciała zajrzeć do domu, nie była zestresowana, a i tak nabiła kilka punktów na skali Langford (taki żart: Bonnie Langford to aktorka wcielająca się w towarzyszkę o imieniu Melanie słynącą z niesamowitego wrzasku, jaki potrafiła wydać). Gdyby czasami spuściła trochę z tonu i nie uważała, że racja jest jej i tylko jej, w moich oczach bardzo by zyskała. Odnośnie empatii i dogłębnego zrozumienia to zależy, wobec kogo te cechy przejawiała – wobec Doktora nie zawsze, oj, nie zawsze.

Ginny: Jednakże niebycie miłą osobą nie czyni z Donny osoby złej i pozbawionej serca. Bywała opryskliwa i może niekoniecznie zawsze domyślna, ale tak, zdecydowanie była empatyczna – a względem Doktora na pewno bardziej niż np. Martha i nawet jeśli nie w każdej chwili, to w tych najważniejszych momentach. donna-noble-02-10-2014-2To widać choćby pod koniec odcinka Północ czy w Bibliotece, gdy mimo tego, że sama nie czuje się fajnie, pyta też Doktora, czy z nim wszystko w porządku i nie kupuje jego kłamstwa (rozumie jednak, dlaczego Doktor kłamie i wcale na niego nie krzyczy), czy gdy wraca do niego Rose i Donna po prostu mówi, żeby sam ją spytał, wskazując mu, gdzie ta pierwsza stoi.

Dominek: Jak napisałem wyżej, nie uważam jej za złą. W wymienionych przez ciebie scenach natomiast jakiejś potężnej empatii nie dostrzegam. No bo skąd wiemy, że rozumie? Wiele razy w swoim zapatrzeniu w siebie nie rozumiała. Chyba, że – ponownie, jak z jej spostrzegawczością, która raz była, a której brak był czasami wręcz kosmiczny – mamy do czynienia z niekonsekwencją.

Ginny: Wiemy o tym, bo jest to nam pokazane – przez te jej pytania, przez przytulenie Doktora i inne gesty, które jasno wskazują, że tak, Donna rozumie.

Dominek: Chociaż się nie zgadzam, to jest to kwestia odmiennej interpretacji tejże sceny, więc z tym się już nie kłócę. Co jednak nie zmienia faktu, że w masie innych momentów jej zachowanie wobec Doktora można określić mianem każdego, tylko nie empatycznego.

JJ: Wiecie co jest w tej dyskusji najciekawsze? Że już od dobrej chwili opisujemy wszyscy dokładnie te same sceny i dokładnie te same zachowania, jedni interpretując Donnę jako antypatyczną, wrzeszczącą, niemiłą i niewychowaną, zapatrzoną w siebie bohaterkę, a drudzy jako biedną, trochę zagubioną i niepewną siebie osobę, która głośnością i sarkazmem stara się dbać o siebie i nie jest słodką dziewczynką. Wiecie, że to może być kwestia osobistych preferencji? Dla niektórych sposób mówienia Donny może po prostu dostarczać za dużo i zbyt mocnych bodźców.

Żeby było jasne (chociaż w sumie chyba jest…) – ja skłaniam się do tej drugiej interpretacji, przy okazji podkreślając rolę okoliczności, o której już wspomniałam. Mam wrażenie, że Donna niejako „uczy się” komunikować krzykiem (bo krzykliwości i ekspresji jej absolutnie nie odmawiam) po to, żeby „istnieć” w swoim otoczeniu. Spójrzcie chociażby na jej relację z matką albo na pokazane w kilku fragmentach koleżanki – nie krzycząc, zaginęłaby dla nich wszystkich, przestałaby być przez większość otoczenia zauważana (może poza dziadkiem; zresztą Wilfred w ogóle jest super). A to nigdy nie jest miłe i nikt z nas by tego nie chciał.

K.: Też wydaje mi się, że trochę się zapętliliśmy, bo tutaj chodzi jednak już bardzo o indywidualne odczucia, a i każdy pamięta niektóre rzeczy lepiej, niektóre gorzej. Ale wiecie, polecam wam obejrzeć jeszcze raz z otwartą głową choćby świetne odcinki z Biblioteką, kto wie, może jednak zmienicie zdanie? Bo ja argumentów na cudowność Donny mam jeszcze wiele, ale gdy już dyskutujemy o tym, czy bohaterka była dobrze wychowana czy nie, tracą one trochę rację bytu. Tam, gdzie ja widzę brak pewności siebie, można dostrzec egocentryzm, gdzie dla mnie jest strach i szok, ktoś może widzieć nieuzasadnioną agresję. Proponuję więc spojrzeć na postać nie przez nasze indywidualne emocje, ale właśnie jako na bohaterkę, która budzi tych emocji całe spektrum i w tym przypadku jest to dobra postać. A raczej, moim zdaniem, dobrze i spójnie napisana, a że nie budzi jedynie pozytywnych emocji? Tym ciekawiej ją interpretować.

Kyrie: Mam w pamięci jeszcze jeden obrazek. Mianowicie w Lesie zmarłych („Forest of the Dead”) Donna ma dzieci. Co prawda nieprawdziwe i tylko przez chwilę, ale przez tę jedną chwilę jest matką. Za każdym razem bardzo uderza mnie spokój i harmonia, jakie odmalowują się w całej jej postaci, kiedy z nimi rozmawia. Zawsze myślę: „Oto szczęśliwa Donna. Taką chciałabym ją widzieć. Taką bym ją lubiła”. Stąd kiedy myślę dłużej o tej postaci, w mojej głowie rodzi się przeświadczenie, że w pewien sposób TARDIS nie jest dla niej odpowiednim miejscem. Donna nie może znaleźć tam wewnętrznej harmonii, naprawdę się wpasować i być szczęśliwą. Podczas wszystkich jej podróży nigdy nie widziałam w niej takiej harmonii i szczęścia, jakie zobaczyłam, kiedy miała dzieci i męża. Wtedy, przez jedną krótką chwilę naprawdę (w końcu) Donna budziła szacunek. Nie musiała strzępić języka na Władcę Czasu, który jest od niej sto razy starszy, bardziej doświadczony i uparty. Miała małe szkraby, które musiały jej słuchać, była ich matką i mogła zarządzać nimi z pełnym autorytetem.

donna-noble-02-10-2014-4W ten oto sposób zaczynam dochodzić do wniosku, że pokład TARDIS od początku nie był dla Donny odpowiednim miejscem na realizację siebie. W przeciwieństwie na przykład do takiej Rose, która znalazła na TARDIS miłość swojego życia czy Clary, która znalazła w podróżach sposób na zaspokojenie swoich ambicji. Dla Donny TARDIS była ucieczką przed porażką. Doskonale potwierdza to scena, gdy Doktor zamierza wymazać jej pamięć i odesłać do domu. Tak bardzo bez skrupułów rozpłakuje się i błaga go, żeby nie kazał jej wracać. Bo niby do czego ma wracać?

Zgadzam się, że to bohaterka bardzo spójna. Szuka tylko szczęścia nie tam, gdzie powinna. Jest przez to sfrustrowana i brzydko mówiąc, upierdliwa. I przyznam, że naprawdę wolałabym lubić Donnę! Jest bohaterką naprawdę świetnych odcinków, jak choćby wspomniana Cisza w bibliotece, czy wspaniałego zakończenia ery Dziesiątego Doktora. Niestety, Donna to dla mnie także bardzo silny synonim porażki. A ja nie lubię porażek!

Dominek: Spójna to nie za bardzo, ale to już nie wina postaci. Nie przedłużając: choć uważam Donnę Noble za okropną postać i zasługuje dla mnie na miano najgorszej towarzyszki nowych serii, to i tak (z zaciśniętymi kłami, ale zawsze) da się ją znieść łatwiej niż osobnika o imieniu Adric – towarzysza Czwartego i Piątego Doktora. Choć może polubiłbym ją bardziej, gdyby odeszła z takim przytupem, jak wspomniany tumanek. ;)

Ginny: Czas już spór zamknąć, ale też nie stawiajmy może ogólnych tez, bo nasze osobne zdania naszymi zdaniami, a ogólny dys-konsensus nie wskazuje na żadną z jednoznaczną odpowiedź.

Lierre: Spróbujmy podsumować. Donna, bohaterka, o której zawsze myślałam, że jest ulubienicą fanów i tą jedną towarzyszką, do której nikt nie ma o nic pretensji, okazała się być postacią budzącą skrajne emocje. Startowałam w dyskusji z pozycji krytycznej, ale czytając narastającą wymianę argumentów złagodziłam nieco swoje podejście. Zgadzam się z K. i JJ, że Donna jest kobietą z krwi i kości, o solidnych motywacjach, skonstruowaną w taki sposób, że jej zachowania są bardzo spójne. Nie musi nam się podobać to, co robi – ale wiemy, skąd to wynika, co nią kieruje. Krzyczy, ale serial wyjaśnia nam dlaczego; jest trochę poplątana, ale ma to przyczyny; trudno mi się zgodzić z zarzutem, że nie jest spójnie pisana, kiedy – choć nie jest moją ulubioną towarzyszką – jest właśnie boleśnie konsekwentna. Pisałam na początku, że tym, co najbardziej mnie w niej uwiera, jest nacisk kładziony przez twórców nie na ten aspekt, który byłby dla mnie najciekawszy i najcenniejszy – czyli pozycję społeczną i tę ogromną empatię Donny i jej pochylanie się nad każdą skrzywdzoną istotką, czy to innym człowiekiem, czy kosmitą. Doktora też nią obejmuje, choć jej szorstki sposób bycia i krytykanctwo często to przysłaniają. Jak jednak dziewczyny wykazały, wcale nie było tego tak mało, jak pamiętam – może czas na powtórkę serii Daviesa, które oglądałam dawno temu…

Zapraszamy do kontynuowania dyskusji w komentarzach!

Daj na ciastko!