Wszechświat problemów z Donną Noble (część 2)

Zapraszamy do lektury redakcyjnej dyskusji o Donnie Noble.

Pierwsza część tutaj.

K.: Istnieje w ogóle jakiś powód, aby nie lubić tej towarzyszki?!

Dominek: Pewnie, że istnieje. Niejeden. I dla mnie wbrew pozorom nie zalicza się do nich brak intelektu, wszak nie każdy musi być mózgowcem, a przy Doktorze i kręcącej się w jego pobliżu całej masie kosmicznej menażerii praktycznie każdy Ziemianin prędzej czy później okaże się być istotą należącą do, cytując klasyka, gorszego sortu…

K.: Wybacz, że się wtrącę, ale chciałam tylko zauważyć, że Donna nie jest głupia. Niewykształcona, nie czująca wielkiego pociągu do wiedzy jako takiej – tak, ale z pewnością potrafiła kojarzyć fakty (niektóre szybciej niż sam Doktor) i była dość inteligentna, by choćby wpaść na to, jak odstraszyć osę w Jednorożcu i osie („The Unicorn and the Wasp”) czy też rozszyfrować numerację w Córce Doktora („The Doctor’s Daughter”).

donna-22-12-2014-01Dominek: To z kolei inna rzecz odnośnie tejże okropnej postaci: jest pisana niekonsekwentnie. Z jednej strony zdarza się jej na coś wpaść, jak te rzeczy, o których pisze K., ale też jest w stanie przeoczyć ileś tam inwazji kosmitów. Jak, pytam, jak? Wiem, to miało być śmieszne, ale nie było. Sensowne też nie.

Lierre: Też widzę w niej trochę niekonsekwencji – w jednej chwili jest straszliwie płytka (to ma chyba budować komizm), w następnej przeskakuje na zupełnie inny poziom, stając się postacią niemal sympatyczną.

K.: Jeden uwaga: Donna z Uciekającej panny młodej („The Runaway Bride”) nie miała być towarzyszką na cały sezon, a popisem komediowych umiejętności Catherine Tate (jednak, moim zdaniem, nawet w tym odcinku mamy już przebłyski tej poważnej Donny, choćby w tym, że dostrzega samotność i okrucieństwo Doktora). W związku z tym postać musiała zostać odpowiednio pogłębiona na potrzeby czwartej serii i dlatego może to wyglądać na lekką niespójność.

JJ: Oj, tak bardzo się z tym „gorszym sortem” nie zgadzam. Jeśli by tak było, to dlaczego Doktor zabierałby ze sobą towarzyszy? On sam o tym wie i wiele razy zostało to udowodnione w serialu, że są mu oni potrzebni. Jasne, może nie mamy (my, ludzie) tak dużej wiedzy, tak wysokiej inteligencji i takiego rozległego doświadczenia (co wynika choćby z tego, że krótko żyjemy i nie mamy dostępu do TARDIS), ale mamy inne zalety. Jak właśnie empatię, w której Donna celuje i o której przypominanie Doktorowi jest często wręcz konieczne. Inteligencja nie jest jedyną wartościową i potrzebną cechą.

Dominek: Z tym „gorszym sortem” miałem na myśli bardziej to, iż mimowolnie na takich wychodzą – jasne, że Doktor tego nie chce. Chociaż pierwotnie główną rolą towarzyszy było bycie adresatem wyjaśnień wygłaszanych przez Doktora, które musiał usłyszeć widz.

Lierre: To mi przypomina, jak przy Clarze w serii 7 były te fale hejtu, że ona jest kimś wspaniałym i wybranym, że przecież towarzyszka powinna być zwyczajnym człowiekiem, który odkrywa swoją wybitność… Podczas gdy to w Clarze mieliśmy dokładnie to: normalną dziewczynę, która na skutek swojej własnej, dobrowolnej decyzji staje się kimś bardzo ważnym w kontraście do Donny, która wydaje się być całkowicie zwyczajna, a w miarę rozwoju wątku okazuje się być w jakimś sensie skazana na wybitność, pozbawiona jakiegokolwiek wpływu na swój los – jest w tej postaci taki grubo rysowany mistycyzm, który mi się nie podoba.

Dominek: Wracając do meritum: co u panny Noble jest takiego, że żałuję, iż nie trafiła na Szóstego Doktora tuż po regeneracji? (Dla nieznających jego ery: rzucił się wtedy ówczesnej towarzyszce, Peri Brown, do gardła). Ano to, jak brakuje jej jakiegokolwiek, choćby i szczątkowego, szacunku do Doktora. Nie, żeby akurat w dziesiątym wcieleniu dawał zbyt dużo powodów do szanowania go, ale jednak wiedza o kosmosie, dostęp do nadludzkiej technologii i umiejętności posługiwania się nią powinny obligować przeciętnego przedstawiciela Homo sapiens sapiens do przynajmniej uznania posiadacza tych wszystkich cech za kogoś wspaniałego. A kim jest Doktor w oczach Donny? Kumplem. Kolegą, którego może pouczać i określać niezbyt miłymi przymiotnikami, bo, na ten przykład, nie dostrzegł pierścionka zaręczynowego na dłoni znajomej.

Ginny: Absolutnie nie mogę zgodzić się z twoją opinią. Donna może i jest gruboskórna, ale z całą pewnością docenia Doktora i jak napisała wyżej K., jest też mądra, nawet jeśli to bardziej mądrość życiowa niż wysokie na pięć cyfr IQ. I jak napisała JJ, ma też inne zalety – w tym dogłębnie rozwiniętą empatię. To po pierwsze. Po drugie zaś, Dziesiąty może i uważa, że jest kimś w rodzaju boga (Time Lord Victorious), a już zwłaszcza w tak późnym etapie tej inkarnacji, ale też dlatego tym bardziej potrzebuje towarzyszki czy towarzysza, który będzie sprowadzał go na ziemię i powtarzał „hej, przystopuj trochę z tym poczuciem wielkości, bo tylko zaszkodzisz tym sobie i innym”. Bałwochwalcze podejście nigdy nie jest najlepszym pomysłem – i wymagają go tyrani, a nie prawdziwie wspaniałe jednostki. Dziesiąty oczywiście ma zadatki na tyrana, ale jak już powiedziałam, dlatego potrzeba mu kogoś, kto mu ściągnie wodze, donna-noble-02-10-2014-7pokaże nie tylko „miejsce w szeregu”, ale też nauczy na nowo poświęcenia i dobroci. A jeśli chodzi o spotkanie z Szóstym, to akurat po tym odcinku poregeneracyjnym ja miałam jedno wrażenie: ta inkarnacja Doktora to dupek i nie życzyłabym spotkania z nią nikomu, a sama straciłam trochę zapał do oglądania tej ery klasyków.

Nie, Donna szanuje Doktora, ale szanuje nie na kolanach, a jak przyjaciela, którym Doktor jest, i z szacunku do niego nie boi mu się przemówić do rozsądku. Ale też jak przyjacielowi – na swój sposób – daje znać, gdy ten jest nietaktowny lub gdy zachowuje się nieodpowiednio. Doktor może być w pewnym sensie bogiem, którego się nie kwestionuje i za którym się bezwolnie podąża dla widzów serialu, ale nigdy nie powinien nim być dla towarzyszy, bo wtedy ich relacja stawałaby się czymś kalekim, niepełnoprawnym. A na co nam towarzysze, którzy stoją wiecznie w cieniu Doktora?

Mytherios: „A kim dla Donny jest Doktor w jej oczach? Kumplem” – i bardzo dobrze! Dosyć śliniących się na widok przystojnego kosmity dziewcząt i uważania go za nie wiadomo kogo. Donna potrafiła traktować Doktora jako równego sobie. I to jest piękne. Potrafiła mu odpyskować, skrytykować i sprowadzić na ziemię. To miła odmiana po zapatrzonych w niego Rose i Marcie. Donna to wspaniała postać i cieszę się, że wraca do słuchowisk. Chciałbym też sobie zobaczyć jej konfrontację z Dwunastym. To byłoby cudowne.

Dominek: Nie mam nic przeciwko towarzyszom niezgadzającym się z Doktorem, czasami wręcz powinni powiedzieć, że się im coś nie podoba. Ale nie powinni, jak Donna, traktować Doktora niczym równego sobie, bo taki nie jest. Jest kimś więcej. Może istnieć postać będąca równie zapatrzoną w siebie, jak panna Noble, a jednocześnie jakoś tam Doktora cenić – przykładem Zoe Herriot, która to (bezpodstawnie, rzecz jasna) uważając się za inteligentniejszą niż nasz ulubiony Władca Czasu, potrafiła jednak wyrażać się o jego intelekcie z pewnego rodzaju szacunkiem („Doktor jest prawie tak mądry jak ja!”). Nie przypominam sobie zbyt wielu pozytywnych słów o Doktorze z ust Donny – ba, nawet, gdy pozwolił jej na krótko pilotować TARDIS, poczyniła uwagę, że nie powinien był. Czyli to nie jej wina, że się zgodziła, tylko jego, że zaproponował? Pewnie, bałwochwalcze uwielbienie to nic dobrego, ale to a totalny brak respektu prezentowany przez Donnę to dwie skrajności i przydałoby się raczej coś pośrodku.

Lierre: Może nie tyle chodzi o respekt, jaki odczuwa się względem kogoś stojącego wyżej (czegoś takiego bym tutaj nie chciała), ale taką… życzliwość względem drugiej osoby? Oglądając te odcinki, zastanawiałam się czasami, po co ona podróżuje z Doktorem, skoro on ją tak irytuje. Jej reakcje były czasami za ostre, zbyt nieprzyjemne, jakby Doktor ciągle oblewał jakiś test, który ona przeprowadza.

Ginny: No nie, Donna zapatrzona w siebie? Przecież to była najbardziej zakompleksiona z towarzyszek w całym New Who. Owszem, potrafiła być ostra i gruboskórna, ale przede wszystkim przez całą serię dzięki Doktorowi uczy się wiary w siebie. Dopiero gdy zostaje DoktorDonną (czyli na jakiś kwadrans jednego odcinka) jej poziom „samouwielbienia” jest inny niż ujemny, ale też wtedy jest Doktorowi dokładnie równa inteligencją i wiedzą. Bo ten Władca Czasu raczej w niczym innym jej nie przewyższa, nawet gdy Donna jest tylko Donną. A jeśli faktycznie mówi ona Doktorowi, że niepotrzebnie dopuszczał ją do konsoli TARDIS – chociaż ja jako żywo takiej sceny nie pamiętam – to nie dlatego, że to jego wina, tylko dlatego, że uważa, że sobie z tym nie poradzi i że Doktor, znając ją, powinien o tym wiedzieć.

I ponownie, to, że Donna traktuje Doktora jako przyjaciela, nie umniejsza jej relacji z nim (a pierwszego odcinka nie można odczytywać, tak jak proponujesz z kolei, bo Donna jest tu opryskliwa wobec obcego dla niej gościa, który „porwał” ją sprzed ołtarza – więc zwyczajnie ma prawo się na niego wściekać).

Dominek: O jej zapatrzeniu w siebie świadczy to, o czym już napisałem – była tak przekonana, iż to, na co ona zwraca uwagę, to jedyny słuszny kierunek, donna-noble-02-10-2014-1że nie wahała się określać Doktora niemiłymi przymiotnikami, gdy on sam koncentrował się na czymś innym – wspomniany pierścionek Marthy przykładem. Podobnie było zresztą w tym samym bodaj odcinku. Na skutek niedopowiedzenia z jej strony Doktor myśli, iż panna Noble chce opuścić pokład niebieskiej budki na dobre – jej słowa brzmiały jak chęć zakończenia wojaży, choć naprawdę chodziło o wpadnięcie do domu na chwilę. Gdy Doktor istotnie w ten sposób je odbiera, Donna się wścieka. Brak empatii i zapatrzenie w siebie jak malowanie.

JJ: Bo Doktor nigdy i nigdzie nie stwierdzał, że jego interpretacja Wszechświata jest jedyną słuszną i nie zdarzyło mu się olewać logicznych argumentów podawanych mu przez wszystkich dookoła, ale przeciwnych jego wersji. Nie, wcale. Poza tym – to nie jest kwestia zapatrzenia w siebie, tylko tak działa ludzki (i jak widać, nie tylko ludzki) mózg (zaczynasz widzieć to, co chcesz i to, co potwierdza twoją tezę) i to niezależnie od inteligencji.

Donna jest chyba jedyną towarzyszką, która właśnie NIE JEST zapatrzona w siebie. Zwraca uwagę na innych ludzi, empatyzuje z nimi, przejmuje się, rozmawia i troszczy się. Jest jedyną osobą, która po krótkiej interakcji z Doktorem (jeden odcinek) jest w stanie postawić „diagnozę” jego osobowości, rozpoznać, jaki ma problem i dać mu dobrą radę (odnośnie tego, żeby nie podróżował sam, bo potrzebuje kogoś przy sobie). Już wtedy zaczyna się o niego troszczyć, a jednocześnie – pamięta o sobie i robi to, co w danej sytuacji uważa za najlepsze dla siebie, a nie ślepo i bezkrytycznie to, o co prosi Doktor (czyli podróże TARDIS). Osoby tak mądre i świadome zdarzają się naprawdę rzadko. I za to też ją kocham. Nie rozumiem jej decyzji (ja bym się do TARDIS rzuciła biegiem, zostawiając wszystko), ale ją szanuję i w pewien sposób podziwiam, że było ją na to stać.

Jeśli zaś chodzi o zwracanie Doktorowi uwagi, Donna robi to tylko wtedy, kiedy jest przekonana, że ma do tego prawo i powinna to zrobić, a także – tylko w sytuacji, co do której czuje się kompetentna. A ponieważ są to właśnie relacje międzyludzkie (taka jest trochę niepisana umowa, że Donna pilnuje człowieczeństwa Doktora), to właśnie w tym obszarze najczęściej się to wydarza. Co do rzeczy, w których ekspertem jest Doktor – takich jak wiedza o kosmosie, obce planety itp. – Donna nie wchodzi Doktorowi w kompetencje. Wręcz przeciwnie – nie wstydzi się mówić, że czegoś nie wie i nie umie; nie wstydzi się pytać o wszystko. To też jest bardzo trudne i wymaga dużej pokory.


Ciąg dalszy nastąpi!

Daj na ciastko!