Gdy porównujemy ze sobą elementy klasycznych i współczesnych serii Doctor Who, jedną z najczęstszych opinii jest to, że towarzysze z sezonów 1-26 służyli jedynie do tego, by Doktor miał komu tłumaczyć, co i jak, ewentualnie mieć kogo ratować. Jest to prawda… ale nie zawsze. Oto przed wami klasyczny towarzysz napisany lepiej od wielu współczesnych!

W historii Mawdryn Undead, otwierającej tzw. Trylogię Czarnego Strażnika z roku 1983, poznajemy Vislora Turlougha – nadąsanego i zblazowanego ucznia szkoły średniej (w której na emeryturze dorabia sobie brygadier Lethbridge-Stewart, dodajmy). Wydaje się być zupełnie zwyczajny… dopóki nie rozbija się autem, które ukradł nauczycielowi. Nieprzytomnemu chłopakowi objawia się wtedy Czarny Strażnik – potężny wróg Doktora, któremu ten ostatni pokrzyżował w przeszłości plany. Składa on Vislorowi – jak się wkrótce dowiadujemy, kosmicie pochodzącemu z planety Trion – propozycję: w zamian za zabicie Doktora, uwolniony zostanie z więzienia, jakim jest dlań Ziemia.

Turlough nie jest ani pierwszym, ani jedynym pozaziemskim towarzyszem Doktora, ale jego wątek znacząco wyróżnia się na tle innych. O ile inni klasyczni towarzysze, jak choćby Romana, zazwyczaj po prostu ewoluowali charakterologicznie z niezbyt miłych, niezbyt rozgarniętych lub niezbyt pewnych siebie, ale wciąż pozytywnych bohaterów, o tyle w przypadku Turlougha oglądamy, jak waha się on, czy dotrzymać warunków paktu. Nie jest to klasyczna sytuacja, w której postaci wydaje się, że ma zgładzić kogoś złego – tu chłopak wie, że Doktor stoi po „jasnej stronie mocy”. A to tylko jeden z powodów dylematu: Strażnik dotrzymał przecież słowa i Turlough opuścił Ziemię (co akurat jest bardziej zasługą Doktora, którego ma zabić, ale zawsze), a poza tym jest bardzo potężną istotą – niezbyt odważny Vislor ma prawo się bać.

Nie zdradzam, jak kończy się Trylogia, ale muszę powiedzieć, że postać Turlougha rozwija się znacząco w kolejnych historiach – wciąż patrzy on na ludzi z pogardą (prychając na nich i mrucząc „Earthlings…”), nie waha się uciec i zostawić Doktora w ciężkim położeniu, ale… już nie współtowarzyszy, jeśli w tym momencie nic im nie grozi. Ciekawie też poprowadzono kwestię jego kosmicznego pochodzenia: w jednej z historii dowiadujemy się, że Triończycy posiadają swoistą „genetyczną pamięć”, zawierającą między innymi wiedzę o groźnych gatunkach z ich ojczystej planety. Zdolność ta okazuje się przydatna, gdy Doktor i spółka napotykają jednego z ich przedstawicieli. Zwracam na to uwagę, gdyż znakomita większość kosmicznych towarzyszy nie różni się pod względem zdolności od ziemskich w żaden sposób. Oglądając losowy (ale inny niż pierwszy) odcinek z Leelą, Vicky czy Adrikiem, nie mamy szans domyślić się, że są kosmitami. Zgoda, Romana regenerowała. Ale to i tak znana nam już zdolność, nic właściwie zaskakującego.

Wisienką na torcie historii Vislora jest odcinek Planet of Fire. Dowiadujemy się w nim, jak doszło do uwięzienia go na Ziemi oraz co ukształtowało jego charakter, że tak to żartobliwie ujmę. O ile uwielbiam wielu klasycznych towarzyszy, o tyle ze świecą szukać innych z tak ciekawym darem. Turlough stoi w mojej skromnej opinii znacznie wyżej niż spora część współczesnych towarzyszy – kosmos nie kręci się wokół niego, a jego czyny tudzież tajemnice, które ukrywa, nie zaburzą kontinuum czasoprzestrzennego czy całego wszechświata. To po prostu zwykły gość z innej planety, mający bardzo wyrazisty charakter, ciekawe umiejętności i interesująco poprowadzony wątek dotyczący jego przeszłości.

Widzieliście jakieś odcinki z tym bohaterem?


Nauczyciel języka angielskiego, mól książkowy i oczywiście whovianin.
  • Astroni

    No i czemu takie krótkie? :)
    Przydałoby się więcej tekstu i więcej takich towarzyszy.