Już w tę sobotę nowy odcinek Rony Munro – autorki klasycznej historii Survival zamykającej przygody Siódmego Doktora i Ace na ekranie. Może więc warto sięgnąć po jej poprzedni odcinek?

Właściwie od pojawienia się pierwszych informacji o odcinku Eaters of Light i jego scenarzystce czekałam na niego najbardziej w tej serii. Tylko czy to na pewno będzie dobry odcinek? Teoretycznie powinien, skoro Rona Munro napisała tak powszechnie uznaną historię, jaką jest Survival, o której słyszał chyba każdy fan serialu, który choć w minimalnym stopniu zainteresował się klasykami. Ja z pewnością byłam przeświadczona, że to odcinek, który okaże się naprawdę ciekawy. Niestety… nie. Tu mogłaby nastąpić jakaś strona mojego histerycznego śmiechu. Postaram się być jednak przynajmniej minimalnie koherentna.

Oczywiście klasyczny Doctor Who bywa ciężki do zniesienia, ale z drugiej strony, osobiście lubię całkiem sporo historii nawet z pierwszego sezonu. Dlaczego więc miałabym nie polubić historii z ery Siódmego Doktora – teoretycznie z jednak dużo bliższą już współczesnej niż w latach 60. stylistyką, poetyką itp. itd.? Zacznijmy od pomysłu. Wychodzi on od tego, że Ace ma ochotę odwiedzić dom i starych znajomych – jednak miasto rodzinne dziewczyny okazuje się dziwnie puste. Wszystkich… no, może nie wszystkich, ale dość istotną dla Dorothy część mieszkańców, jak się okazuje, porywają do ich własnego świata koty. Czarne koty. I to nie po to, żeby samemu się z nimi zabawić, ale na jedzenie dla swych władcoczegoś – człeko-gepardów. Ale hej, kotogepardy mogą same podróżować między światami i przynosić sobie jedzenie… Tak, to jest tak głupie, jak brzmi. Po tym odcinku przekonacie się, że jest w telewizji tylko jeden czarny kot o niecnych zamiarach wobec ludzkości, któremu można wybaczyć bycie maskotką – i jest nim Salem.

Do tego ludzie-gepardy niszczą swój świat tym, że są polującymi między światami drapieżnikami, a Mistrz (tak, w tym odcinku jest też Mistrz) panujący nad ludźmi-gepardami jednocześnie stopniowo sam zmienia się w człowieka-kota. Nawet pisząc o tym wszystkim wiercę się z nudów. Bo to jest nudne, a na ekranie wychodzi jeszcze nudniej. Połączenie gatunków ani nie daje ludziom gracji, ani nie służy nijak gepardom. Nie ma w tej historii nic, co by sprawiło, żebym oglądając uznała, że okej, może nie wyszło najlepiej, ale przynajmniej na papierze ma to jakiś potencjał. Oczywiście z każdego pomysłu da się stworzyć dobrą historię i jeśli tylko ma się odpowiednio dobry warsztat, nawet czymś z pozorów nudnym można zaskoczyć, ale ze smutnym zaskoczeniem odkryłam, że Ronie Munro się to nie udało. I hej, można narzekać na odcinki Moffata, ale nawet najsłabsze z nich są jednak przynajmniej oglądalne i mają sporo fajnych tekstów. O Survival nie potrafię powiedzieć nic podobnego. Dobry tekst jest tu tylko jeden: ten powszechnie znany o niebezpieczeństwach wszechświata i stygnącej herbacie, który zresztą pada na samym końcu. Nie mogę powiedzieć, żeby było warto na niego czekać.

Co można by zrobić lepiej, gdyby jednak chcieć trzymać się samego nudnego pomysłu? Zmniejszyć rolę dachowców, a zwiększyć rolę Mistrza. Tudzież uwypuklić tragedię jego losu – tu z pewnością nie zaszkodziłby jakiś background do tego, dlaczego znalazł się na tej konkretnej planecie. Opowiedzieć lepiej o mechanizmach działania planety i o kulturze ludzi-gepardów. Więcej miejsca poświęcić Karrze, a w ogóle wywalić z historii gościa od samoobrony i jego wątek. Położyć mocniejszy wydźwięk emocjonalny na przemianie Ace i nie znosić jej tak łatwo, jak to robią te odcinki… Podsumowując, dopiero po porządnym przepisaniu na nowo mogłoby z tej historii wyjść coś znośnego.

Choć nawet po takich zmianach mam wrażenie, że wciąż mogłaby być mocno niedorzeczna historia i to nie w typowo doktorowym stylu. A wierzcie mi, jest ona nieziemsko niedorzeczna. Do tego stopnia, że po raz pierwszy oglądając Doctora Who miałam poczucie, że marnuję czas. Bo też skąd w ogóle pomysł, że to ma być serial o przetrwaniu najsilniejszego? Że będzie pasował do niego taki odcinek? No więc nie jest i nie pasuje. W związku z czym tytułowa fraza z każdym swoim pojawieniem się tylko mnie irytowała.

Tym mniej więc rozumiem, dlaczego nadal z ciekawością czekam na The Eaters of Light. Owszem, zwiastun wygląda… interesująco, ale Rona Munro jest scenarzystką, której polecana historia w ogóle mi się nie podoba. Rzecz jasna od końca lat 80. minęło sporo czasu, a to tylko jedna historia. Miała mnie ona przekonać do tej akurat scenarzystki, ale tego nie zrobiła. Niemniej wciąż mam nadzieję, że w sobotę dostanę jednak dobry odcinek. 

PATRONITE


Istota żywiąca się absurdem, fantastyką, serialami i muzyką alternatywną. Uwielbia książki w każdej postaci. Korektorzy z zamiłowaniem, choć przecinki czasem odmawiają współpracy.
  • Cpt

    Pozwolę sobie się nie zgodzić, gdyż uwielbiam tę historię :) Gepardzi Wirus był ciekawym pomysłem tym bardziej, że działał nawet na Władców Czasu, a i ten koncept walki z wewnętrzną „dzikością” choć niezbyt oryginalny, sprawdził się niezgorzej. Choć osobiście najbardziej zapadł mi w pamięć „zdziczały” Mistrz-Tremas oraz doktorowe „Skoro walczymy jak zwierzęta, zgińmy jak zwierzęta” podczas walki.

    • McThar

      Ja zaplanowałem sobie, że obejrzę te historię jak kiedyś do niej dotre, ale czy warto ją oglądać nie znając w zasadzie w ogóle Siódmego?

      • Blownie

        powiedziałabym: nie. osobiście nie byłam może aż tak rozczarowana, jak Ginny, ale szczerze powiedziawszy, też czułam, że odcinek nijak nie dorasta do swojej własnej legendy (kontrowersyjna opinia: podobnie jak The Caves of Androzani). jak się już obejrzało wszystko, a chociaż wszystko Siódmego, to nie polecałabym omijać – chociaż jak się głęboko zastanowię, to o wiele więcej treści jest w nawiązaniach/ komentarzach/ rozwinięciach do tej historii w EU niż w samym odcinku; broni się najbardziej jako część całości, nie sam w sobie.
        ale Rony nie będę oceniać po jednym odcinku, bo każdemu zdarzają się różne – zobaczymy, co będzie jutro (;

        • McThar

          Chyba najlepiej będzie jednak pooglądać najpierw trochę Siódmego i kiedyś przyjdzie pora na ten odcinek. A co takiego w The Caves of Androzani było? Pytam, bo to ostatnia historia Piątego o ile dobrze kojarzę, a właśnie zacząłem oglądać odcinki z jego ery (IMO Castrovalva mi się bardzo spodobała i będę na pewno oglądał dalej).

          • Cpt

            „Caves…” to zdaniem dużej części widzów jedna z najlepszych klasycznych historii ever. Ja może nie jestem aż takim jej fanem, ale obiektywnie jest naprawdę więcej, niż dobra.

            • McThar

              Z jednej strony mnie zachęciłeś, żeby jak najszybciej obejrzeć ten odcinek a z drugiej nie chce tak szybko żegnać Piątego, bo go naprawdę polubiłem :/ Eh no nic, jakoś przeboleje, oby.

            • Cpt

              Oglądałeś już Trylogię Czarnego Strażnika, tzn Mawdryn Undead, Terminus oraz Enlightenment z tymże wcieleniem?

            • McThar

              Jeszcze do tego nie dotarłem, ale biorąc pod uwagę to, że podoba mi się era Piątego to w miarę szybko do tych historii dotre.

            • Cpt

              Serdecznie Ci polecam, znakomita. Z czaso-maso i konceptami tak pokręconymi, że by ich się ich Moffat nie powstydził ;)

            • McThar

              Z chęcią obejrzę i już się nie mogę doczekać, nareszcie się nie nudzę przy klasykach :D

            • Blownie

              oj, era 5 jest super! z małymi wpadkami, ale to się zawsze zdarza; i po dłużącej się już erze 4 miła odmiana… ale pytałeś o „Caves”. no właśnie, znowu ktoś mówi, że to jeden z najlepszych odcinków ever, całe życie to słyszałam, z takim podejściem zaczęłam go oglądać, a tu wydał mi się dość… przeciętny. nie zły, ale też nie świetny, i z pewnością słabszy od dwóch poprzednich (Planet of Fire i Resurrection of the Daleks), któe podobały mi się bardzo. ale nie zniechęcaj się moją opinią, bardzo prawdopodobne, że będziesz w większości i ci się spodoba (;

            • McThar

              Mam nadzieję, że się spodoba, póki co jestem dobrej myśli, bo naprawdę się przyjemnie ogląda jego przygody i jak na razie to Piąty w mojej hierarchii Doktorów plasuje się na trzecim miejscu zaraz po Dwunastym (i jak na razie ma spore szanse być wyżej), ale fakt faktem ery Trzeciego nie widziałem, Drugiego nie za dużo, Czwartego wcale, Szóstego i Siódmego w zasadzie też, więc to może być trochę zakłamane, ale i tak plasuje się wysoko :D

            • I3althazar

              Piąty jest wspaniały, też tak uważam. Mnie osobiście urzekł już w „Kinda”, kiedy ktoś mu ‚przystawił lufę do skroni’, a po nim nie było widać strachu przed śmiercią (w żadnym tego słowa znaczeniu, bo regeneracja to wszak też śmierć), jedynie zamknął oczy i powiedział „No, not again”. Takiej reakcji nie przypominam sobie u nikogo innego (choć jeśli ktoś coś kojarzy to chętnie sobie przypomnę).

        • My na pewno ocenimy nowy odcinek sam w sobie, ale Survival jest jakimś tam pokazaniem umiejętności Rony jako scenarzystki. Nawet jeśli napisany te 30 lat temu, to jednak pokazuje nam, że wtedy nie napisała historii, którą nas by jakkolwiek zaciekawiła. A że kontrargumentów w postaci innych jej odcinków seriali czy filmów póki co nie znamy, do The Eaters of Light podchodzimy z ostrożnością.

      • Cpt

        Myślę, że tak, akurat w tej historii nie ma nic z Planu Cartmela – takiej niedokończonej w serialu koncepcji z tym właśnie wcieleniem.

    • Oczywiście masz prawo do własnej opinii, ale to oznacza też, że my mamy prawo do naszej. Choć sam zauważasz, że te koncepty nie są nowatorskie. Nic więc dziwnego, że nas akurat ich wykonanie zupełnie nie przekonało.

      • Cpt

        Tak to brzmi, jakbym podważał czyjeś prawo do własnego zdania – nie taki jest mój cel ;)

  • Ace

    Ja kocham Survival za wszystko – muzykę, postaci poboczne, Ace, Mistrza i Doktora. Co prawda nie jest to odcinek zrobiony z takim rozmachem jak współczesne, z taką dbałością o to, by widz nie zasnął przed ekranem, ale coś zawsze mnie do niego przyciąga – czy to muzyka, czy moja miłość do lat 80-tych i ich specyficznego klimatu, czy w końcu życie przedstawione jako walka o przetrwanie, dzika chęć zaspokojenia głodu, która nie jest czymś złym (jak powiedział Dwunasty). Co dziwne, najbardziej ze wszystkich poruszył mnie los Midge’a, który – mimo, że był dobrym chłopakiem – nie wytrzymał presji, poddał się działaniu planety i został wykorzystany przez Mistrza, który po wszystkim kazał mu umrzeć.
    A na końcu Doktor krzyczący: „if we fight like animals, we’ll die like animals!!” – mistrzostwo :D.
    Mimo to biorę pod uwagę, że Ronie tym razem może się nie udać. Trudno, zawsze można jeszcze raz obejrzeć Survival ;).