Steven Moffat o pracy reżysera i pisaniu serialu dla dzieci

Przed wami pierwsza część obszernego wywiadu ze Stevenem Moffatem opowiadającym o pracy nad Doctor Who.

Oglądałem dodatek z płyty DVD, na którym scenarzysta Uśmiechnij się („Smile”), Frank Cottrell-Boyce, siedzi na próbie scenariuszowej. Widzimy jego promienny uśmiech, gdy widzi, jak jego odcinek ożywa. Czy to zdarza się często i czy nadal masz takie uczucie?

To zależy od osoby, która robi odcinek. Większość osób, które pracują przy Doctor Who, robi to, bo kocha ten serial. Wielu z nich, gdy dorastali, oglądało go. Większość jest więc podekscytowana, gdy widzi TARDIS. Widzą coś, co oglądali w telewizji i to za czasów, kiedy byli dziećmi.

Reżyserka Rachel Talalay mówiąc o pracy nad Doctor Who opowiadała, że to coś zupełnie innego niż praca nad innymi serialami. Gdy leci do Ameryki, by robić The Flash czy Riverdale, praca kończy się po około trzydziestu dniach, a gdy pracuje nad Doctor Who, prace potrafią trwać miesiącami i to nad jednym odcinkiem. Talalay nazywa je minifilmami.

Skąd to się wzięło? Czy to natura Doctor Who? Czy właśnie takiego środowiska chciałeś?

To przez format serialu. Jeśli podchodzi się do niego ambitnie, to tak trzeba się do niego odnosić. Wszystko poza wnętrzem TARDIS, włączając w to nawet plan TARDIS, jest do stworzenia. Musisz wykreować nowy świat, wybrać nową obsadę, przemyśleć oświetlenie. Musisz wymyślić estetykę całkiem nowego świata. Nieważne, czy ten świat mieści się na współczesnej Ziemi czy w nowym miejscu, mamy tylko jeden stały plan w Doctor Who i zawsze możesz go oświetlić, tak jak chcesz. Możesz to zrobić.

W tym sensie jest to jak film. Gdy robisz odcinek czegoś genialnego, a nie ma nic genialniejszego od Prezydenckiego pokera, w zasadzie kręcisz te same plany zdjęciowe z takim samym światłem.

Gdy ambitny reżyser przychodzi do Doctor Who, mówię: nie chcę widzieć w twoim portfolio niczego oprócz tego odcinka!

To mówiłem reżyserom przychodzącym do serialu. Każda sztuczka, jaką kiedykolwiek robiłeś. Film, który chciałeś nakręcić, gdy miałeś osiem lat. Nie film, który chciałeś zrobić, kiedy byłeś w szkole filmowej. To Sherlock! – taki serialowy nastolatek. Przy Doctor Who nie ma nigdy czegoś takiego jak zbyt wiele epickich ujęć, skoków lub strasznych momentów. Wszystko. To jak u Spielberga w szczytowym okresie. To wielkie, błyskotliwe, zabawne i odważne opowiadanie historii. Nie ma miejsca na nadmierną subtelność.

Zaprosiłeś więc Lawrence’a Gougha do pierwszego odcinka, Pilota („The Pilot”), a on rozciągnął kable poprzez plan TARDIS, aby powstało niezwykłe ujęcie Bill odkrywającej TARDIS po raz pierwszy?

Tak.

To czegoś takiego szukasz? Kogoś, kto przyjdzie i będzie testować granice, próbować różnych rzeczy?

Tak. Jak zrobisz nowe ujęcie w TARDIS, skoro jej plan jest okrągły? Co zrobisz tym razem? I jak ją oświetlisz? Właśnie to.

Mówiłeś o filmach, które ktoś chciał stworzyć, gdy miał osiem lat. Przypuszczam, że to dotyczy również scenarzystów?

Oczywiście. Wiem, że można wpaść w ogromne tarapaty, gdy się to powie, ale to serial dla dzieci! Oczywiście, że nim jest. Dorośli lubią filmy i seriale dla dzieci. Harry Potter, Gwiezdne Wojny, Hobbit. Ten dziwny film o Jamesie Bondzie. Do momentu, kiedy zaczynają być głupiutkie! To wielkie, kolorowe, huczne historie dla dzieci. To dlatego są takie świetne. To dlatego się z nich nie wyrasta.

Dzięki temu, że są to filmy dla dzieci, nieletni nie muszą się przekradać, aby je obejrzeć. Większość dzieci w klasie mojego dziecka gra w GTA.

Tak. Ale radość z GTA płynie z tego, że kradniesz coś ze świata dorosłych. Powinny się tym cieszyć. Ćwiczą bycie dorosłymi. Dzieci powinny oglądać programy dla dorosłych!

Doctor Who to serial, o którym dzieciaki myślą, że do nich należy. To zupełnie inna rzecz niż dreszczyk w zabawie zabawkami dla dorosłych. Dlatego możemy być słabsi dla nieletniej publiczności. Młody widz zada to przerażające, zabawne pytanie: „czy Doctor Who nie jest trochę głupiutki?” Nie jest trochę, a jest bardzo głupiutki.

Gdy jesteś nastolatkiem, jesteś poważny, chcesz być dorosły i robić rzeczy dla dorosłych! Jedną z przyjemnych rzeczy w Doctor Who jest to, że jest głupiutki. Pod spodem jest wielki, pełny emocji i mądry. Ale na powierzchni jest szurnięty. Jeśli martwisz się, że księżyc jest jajkiem, to tego nie łapiesz. Budka policyjna jest wehikułem czasu! Ten koleś ma dwa serca! Od czego chcesz zacząć?

Zawsze oglądam serial z dziećmi, fascynujące jest obserwowanie, jak go oglądają. Rozmawiałem już kiedyś o tym z tobą, ale może możemy jeszcze pogadać na ten temat. Doctor Who do nich dociera. W przeszłości mówiłeś, że jedną z ważniejszych rzeczy, na którą zwracasz uwagę, pisząc ten serial, jest ustalenie, jak będą go odczytywać dzieci. Nawet jeśli na powierzchni nie zrezygnujesz z ostrzejszych treści. Jak ciężko jest sprawić, by serial docierał do dzieci? Co się z tym wiąże?

Myślę, że chodzi o to, by mieć pojęcie, do kogo kieruje się serial.

Doctor Who może mówić o wszystkim. Może poruszać temat depresji i samobójstwa, musi być jednak czytelny dla dzieci. Nie oznacza to, że musi być protekcjonalny, a niektórzy właśnie tak myślą. Wcale nie musi być prosty. Dlaczego myślisz, że dzieci są głupsze od ciebie? Mają więcej neuronów niż ty. To musi być dla nich przystępne i tak pokazane, by mogły to oglądać.

Czytelnicy Daily Mail, którzy są hardcorowymi tradycjonalistami, gdy chcą zostawić swoje dzieci przed telewizorem nie mogą myśleć: „nie powinienem tego robić”, „używają języka, który jest nieodpowiedni” lub „to za bardzo seksualny przekaz”. Nie chcę, aby jakikolwiek konserwatywny człowiek stwierdził, że Doctor Who nie jest bezpiecznym programem do oglądania. To musi być robione na ich warunkach, musi być przystępne.

Wszystko, co musisz zrobić, by było przystępne dla ośmiolatka, to pisać lepiej. To wszystko, tylko pisać lepiej. Nie pisać prościej, a bardziej mądrze i serdecznie. Nie możesz starać się sprawiać wrażenie bystrego, to oni mają się tak czuć.

Powinieneś być wymagający i skomplikowany. Dzieci takie są. Musisz być świadomy, że nie oglądają telewizji kątem oka, równocześnie rozmawiając z kimś innym. Oglądają ją z oczami wlepionymi w ekran, pochłaniają go. Poświęcają mu pełną uwagę, nawet jeśli grają w tym samym czasie w Angry Birds. Musisz sprawić, by program działał na ich warunkach.

Jerry Seinfield powiedział kiedyś coś takiego o komediach. Gdy wyrusza w trasę z nowym materiałem, najpierw używa wielu przekleństw, by rozśmieszyć ludzi. Wie, że gdy ulepsza dowcip, odpadają przekleństwa. Nie jest pruderyjny, ale twierdzi, że jeśli nadal, żartując, musisz przeklinać, to czegoś nie dopracowałeś. Proste rozwiązania są proste, warto popracować nad bardziej wyrafinowanymi.

Myślę, że warto ten pomysł przenosić i rozszerzać na inne sprawy – jak wystraszyć ludzi, nie przerażając ich? Jak ich podręczyć, a jednocześnie dodać im otuchy? By sprawić, żeby serial działał dla dzieci, musisz lepiej wykonywać swoją pracę. Tak jak Jerry Seinfield musi tworzyć śmieszniejsze dowcipy, nie używając prostych rozwiązań lub prostej przyjemności wulgaryzmów. To miałem na myśli: trzeba robić to lepiej.

Jak widzimy, praca nad serialem takim jak Doctor Who jest naprawdę trudna, zarówno dla scenarzysty, jak i reżysera. Niedługo druga część wywiadu, a w niej, między innymi, o pytaniach, jakie zadają dzieci.

Źródło: Den of Geek

Daj na ciastko!


Uwielbia herbatę i Donnę. Dużo czyta, pisze, gra, ogląda seriale i filmy. Kocha Marvela. Jest studentem i ma tysiąc pomysłów na minutę.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who