Steven Moffat o postaci Clary i moralności Doktora (część 6)

W wywiadzie dla Doctor Who: The Fan Show Steven Moffat opowiedział o  ewolucji postaci Clary oraz jej relacji z Doktorem, a także o moralnych problemach Władcy Czasu.

Wcześniej przedstawiliśmy pierwszą, drugą, trzecią, czwartą i piątą część wywiadu z byłym producentem wykonawczym serialu. Informowaliśmy też, że The Fan Show zostało zawieszone – niedawno jednak powróciło z kolejną częścią obszernego wywiadu – i oto jest: część szósta!

Jenna już była towarzyszką, grała Clarę już wcześniej. Czy dopasowanie istniejącego już towarzysza do nowego Doktora jest trudne?

Nie wydaje mi się to szczególnie trudne. Zatrudnia się ich zawsze razem, więc od razu pomyślałem: „Peter Capaldi stanie u boku Jenny Coleman”. To od razu wydawało się sensowne, nie widziałem w tym żadnego problemu.

Clara w duecie z Jedenastym była taka silna i zorganizowana, ciągle mu się przeciwstawiała. Żarty oparte na obsesyjnej skłonności do dyrygowania innymi pojawiły się już w pierwszych odcinkach. Oglądałem je niedawno; ona tam zwyczajnie rządzi Doktorem. A Matt jest po prostu Jedenastym, słodkim i uroczym, który mógłby równie dobrze się przewrócić na plecy i wołać: „Połaskocz mnie po brzuszku, to wspaniałe! Fantastyczne! Jestem teraz pieskiem!”.

Natomiast Dwunasty Doktor jest o wiele bardziej niebezpieczny i niepohamowany. Można wyczuć dużą dynamikę w ich relacji – i sposób, w jaki negocjują tę przyjaźń, biorąc pod uwagę niewypowiedziane, prostolinijne założenie obu stron, że to one tu rządzą.

coleman

To taka walka o władzę, czyż nie?

Tak, ale jest to walka o władzę pomiędzy osobami, które siebie nawzajem uwielbiają, chociaż żadnej z nich nieszczególnie wychodzi okazywanie tego. Uważam, że jednym z moich najlepszych dokonań podczas pracy przy Doctor Who była ta scena w Z piekła rodem („Hell Bent”), w której do niej wreszcie dociera, że Doktor był w dysku konfesyjnym przez cztery i pół miliona lat; jej reakcja, jej moment zrozumienia, co spowodowała, ale też kim jest ta osoba skryta za krzaczastymi brwiami. Myślę, że to jedna z najlepiej nagranych scen w historii Doctor Who – ta, w której ona mówi tylko: „Dlaczego to zrobiłeś?”.

To prawda. Wielu fanów komentowało dynamikę władzy pomiędzy towarzyszką a Doktorem i jej zmianą, od kiedy stała się „Clarą Who”. Dlaczego zdecydowałeś się na taki kierunek?

Zastanawiając się nad tym, co zrobimy, zadałem sobie pytanie: „Jaka historia stoi za każdym towarzyszem, każdą osobą, która wchodzi w interakcję z Doktorem?”. I doszedłem do wniosku, że nie stworzono jeszcze takiego, który by się zastanawiał, czy może się stać takim, jak Doktor. Takiego, który uzależnia się trochę za mocno od podróży w czasie. Nie w międzyczasie, nie po drodze przed ołtarz, tak jak to było u Amy. Amy tak naprawdę kochała Rory’ego i chciała takiego życia, jakiego pragnie większość z nas – chcemy przygód, chcemy dobrze się bawić – i to robimy – ale w ostatecznym rozrachunku tak naprawdę pożądamy ładnych domów z wygodnymi fotelami, ładnymi widokami z okna, ginem i tonikiem. Tego tak naprawdę chcemy od życia. [śmiech] Ja nie chcę uciekać z Doktorem, żeby do mnie strzelano. Tak więc większość ludzi wchodzących do TARDIS mówi: „Jaka świetna ostatnia przejażdżka po Wszechświecie, zanim wrócę do normalnego życia i koszenia trawnika” – a co, gdyby Clara stwierdziła: „Nie mogę wrócić”.

Można powiedzieć, że Clara wywarła większy wpływ na życie Doktora niż jakikolwiek inny towarzysz. Została rozproszona po jego linii czasu, kazała mu ukraść TARDIS z Gallifrey, złapała go za kostkę, kiedy był dzieckiem i nauczyła go, że strach to supermoc. Czy nie jest przypadkiem zbyt ważna?

Zbyt ważna? Nie wiem, czy to prawda. Po pierwsze, to on ją uczy, że strach jest supermocą, a ona powtarza to motto, tylko zanim on je wypowiedział. To taki punkt zwrotny. Zbyt ważna? Jeśli kiedykolwiek będziesz pisać o towarzyszu w Doctor Who, będziesz musiała sprawić, że ten towarzysz, którego właśnie tworzysz, jest najważniejszy ze wszystkich.

Równie dobrze można powiedzieć, że to Rose jest tą, która wyciąga go z zaburzenia maniakalno-depresyjnego i odradza w nim zaangażowanego, odważnego bohatera. Ona jest tą, która leczy go z traumy i przywraca do statusu rządzącego Wszechświatem. Uważam, że nawet trafniejsze byłoby stwierdzenie, że Rose jest jeszcze ważniejsza. Ale zawsze chcemy, żeby towarzysze byli ogromnie ważni dla Doktora, bo gdyby tak nie było, jak wyglądałyby historie, które o nich piszemy? Opowiadalibyśmy o kimś, kto w gruncie rzeczy niewiele znaczył dla Doktora. Ale jaki to miałoby sens?

Krążąca wówczas plotka głosiła, że Jenna Coleman odejdzie z obsady serialu pod koniec odcinka świątecznego z 2014 roku, Ostatnie święta („Last Christmas”). Byłeś wtedy przygotowany na napisanie jej odejścia?

Tak. Dar niebios („Death in Heaven”) był jej pożegnaniem – napisanym i nakręconym jako takie. Odpowiadało nam, żeby została, chcieliśmy tego, ale ona postanowiła, że odchodzi. Peter pragnął, żeby została. Jej odejście wydawało mu się okropne, więc szczególnie zależało mu na zatrzymaniu jej w serialu. Podczas światowej trasy promowaliśmy pierwszą część serii, skończyliśmy już ją kręcić. Wszystko było już gotowe i skończone, ale przekonaliśmy ją do zagrania w kolejnej serii.

Na tym etapie, na początku trasy światowej, przekonałem ją już do powrotu do odcinka świątecznego. Obiecałem jej wielkie zakończenie, w którym zostaje staruszką i umiera w tej postaci. Takie było pierwotne zakończenie Ostatnich świąt, takie zakończenie mieliśmy na czytaniu.

Gryzłem się wtedy z możliwością napisania postaci Shony jako nowej towarzyszki. Ale po czytaniu poszliśmy z Jenną na stronę, a ona… nie była gotowa odejść! Wydawało jej się, że na to już pora. Ja chyba w głębi serca wiedziałem, że ona nie dojrzała jeszcze do odejścia. I wtedy ona oznajmiła: „Chyba jednak nie jestem gotowa odejść”. Odpowiedziałem: „Jeśli nie dojrzałaś do tego, by odejść z pracy przy takim serialu, nie powinnaś odchodzić. To zbyt niszczące, za dużo emocji. To zbyt duża sprawa, żeby odejść, zanim jest się na to gotowym”.

Przed chwilą wspomniałeś o pisaniu Shony jako nowej towarzyszki. Czy byłaby kimś takim jak Shona z Ostatnich świąt czy raczej jak Bill? Jaki miał być następny krok?

Te dwie mają ze sobą trochę wspólnego. Wiedziałem, w jakim kierunku chcę zmierzać. Chodziła za mną jakaś ziemska zwyczajność, mówiąc najprościej, ale nie rozwinąłem całkowicie tej postaci, tylko się nią bawiłem.

A byłeś zadowolony z reakcji, z jakimi spotkały się postacie Bill i Nardole’a?

O Boże, tak! Wydaje się, że to się naprawdę udało.

Jak to było, znowu pisać dla drużyny w TARDIS? Minęło już parę lat od Amy i Rory’ego…

Zawsze podobała mi się taka trójka, szczerze mówiąc. Uważam, że to lepsze dla serialu. I w większości odcinków, które napisałem, miewaliśmy trójki, ponieważ dyskretnie dodawałem River albo kogoś innego. Taka dwójka oddala się na chwilę i rozmawia bez Doktora. To sprawia, że Doktor staje się trzecim kątem trójkąta, w przeciwieństwie do raczej dominującej połowy duetu.

zwiastun 10 serii

Cofnijmy się do roku 1995. Napisałeś wtedy na forum internetowym o swojej teorii (którą później wykorzystałeś w telewizji), że czerpiemy słowo „Doktor” właśnie od niego. W Imieniu Doktora („The Name of the Doctor”) widzimy wyrzeczenie się swojego imienia i zostanie Wojownikiem. Także podczas ery Petera Capaldiego porusza się temat starań (i porażek) Doktora, by zostać „dobrym człowiekiem”. Skąd ta fascynacja moralnością naszego głównego bohatera?

Ponieważ uważam, że cały serial jest właśnie o tym. Sądzę, że jest on dokładnie o tym. Nie wydaje mi się, że to tylko era Capaldiego. Który z Doktorów ma jednoznaczną relację z heroizmem? Chyba żaden z nich.

Po pierwsze, Doktor nie jest zawodowym bohaterem. Nie podróżuje, szukając kłopotów. Nie przywraca Wszechświatowi równowagi. Czasem mówi, że tak robi, ponieważ chce komuś zaimponować, ale wcale tak nie jest. On dobrze się bawi. Chce zjeść lunch z Marią Antoniną, wybiera się na pokaz silnika parowego czy targi, ogląda supernowy. Cieszy się życiem. Ale z pewnością nie próbuje zostać podporą Wszechświata – nie chce nią być, nie interesuje go to.

Tylko czasami zostaje wplątany w sytuacje, w których jego nieskończone współczucie i najbardziej czynna forma jego dobrego serca się aktywuje, i wtedy musi pomóc. Sam jest tylko podróżnym, który zawsze zostaje ostatnim żołnierzem na placu boju z powodu jego potężnej, emocjonalnej reakcji wobec ludzi w tarapatach czy potrzebujących pomocy. On ich nie wyszukuje, po prostu pomaga im natychmiastowo, tak jakby to było kolejne uczucie.

Nie zawsze ma rację, czasami ponoszą go emocje, czasem jest wariatem. To, co robi, by uratować Clarę po Zmierz się z krukiem („Face the Raven”), jest zupełnie szalone. Nie działa. Naraża wszystkich na niebezpieczeństwo. I to nawet nie wynika po prostu z jego ogromnej miłości do Clary, chociaż kocha wszystkich swoich towarzyszy, Clarę także. Robi to, ponieważ to nie w porządku, tak nie powinno być, to się nie powinno zdarzyć.

Nie sądzę zatem, że Doktor widzi siebie jako dobrego, przyzwoitego czy cokolwiek w tym rodzaju. Uważam, że on dostrzega w tych ideach wzór, do którego należy dążyć. Tak ja piszę Doktora. On sam dąży do idei Doktora, którym chciałby być. Pragnie być Doktorem, ale nim nie jest, jest tylko kolesiem, który ukradł wehikuł czasu dla zabawy, dla radochy. Dlatego to zrobił. Dla zabawy. Żeby się pośmiać. A teraz w głowie ma jakąś ideę, rozwiniętą na przestrzeni lat, że mógłby zostać Doktorem – ale ten jest czystą fikcją. Postać, która nigdy nie zachowuje się okrutnie bądź tchórzliwie, nie może być nim, bo on czasami jest tchórzem i nie udaje mu się do tej idei dorosnąć.

Źródło: The Fan Show/YouTube

Daj na ciastko!


Studentka filologii fińskiej, miłośniczka języków, przecinków i kotów, u której nadmiary wolnego czasu się nie istnieją – w przeciwieństwie do seriali, książek i muzyki popijanych hektolitrami herbaty. Wielbi na kolanach Witkacego. Kiedy już podnosi się z podłogi, zdarza jej się prowadzić też swój blog. Kocha wszystkich Doktorów, ale w przepaść najchętniej rzuciłaby się za duetem Dziesiątego z Donną, względnie za duetem Dziesiątego z Dziesiątym.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who