Od czego można rozpocząć przygodę z słuchowiskami?

Ze słuchowiskami Doctor Who jest tak – niby nic się nie traci, nie słuchając ich, ale z drugiej strony traci się wszystko: niesamowite aktorstwo, absolutnie odjechane historie i wbijające w fotel dialogi. Ponieważ wszyscy wiemy z doświadczenia, jak ciężko jest wejść w ten niezwykle bogaty świat, przygotowaliśmy dla was nasze propozycje historii do odsłuchania na początku. Większość z nich dostępna jest na stronie Big Finish (w cenach, które zaczynają się od 2,99 euro), a sporą część można znaleźć także w serwisie Spotify.

Co proponujemy na początek?

Artur: Jubilee

Po pierwsze, bo to Rob Shearman, a jeśli mielibyście już nigdy więcej nie wysłuchać niczego z Big Finish, to warto posłuchać Roba Shearmana, który jest nie tylko dobrym twórcą Doctor Who, ale genialnym pisarzem w ogóle. Po drugie, bo fabuła będzie wam już po części znana z odcinka Dalek – a jednocześnie zupełnie inna, z alternatywną historią, pewnym bardzo pokręconym małżeństwem i więźniem w londyńskiej wieży, który jest jeszcze straszniejszy niż Dalek. Po trzecie, bo strasznie mądra wypowiedź na temat tego, jak zgubna może być nadmierna duma narodowa. A poza tym Szósty Doktor jest tu bardzo fajny i nie widać jego płaszcza.

Dominek: Death Comes to Time

Nie wymaga wiedzy o innych słuchowiskach czy klasykach. Wystarczy wiedzieć, że Doktor miał kiedyś towarzyszkę zwaną Ace i to wszystko. Do widzów znających tylko serie współczesne przemówi natomiast z pewnością potężny ładunek emocjonalny, który to dziełko zawiera. Ładunek podobny właśnie do dzisiejszych finałów, choć Death… powstało przecież na długo przed nimi. A poza tym dobrze pokazuje, czym jest i czym być powinno rozszerzone uniwersum: dodatkiem i alternatywą dla tych, którym mało po seansie, jednocześnie bez wpływu na medium bazowe. Znający klasyki zaś z pewnością chętnie się dowiedzą, co by było, gdyby na owych klasykach przygody Doktora na dobre się zakończyły.

Blownie: Doctor Who and the Pirates i Solitaire

Artur mi ukradł pomysł… No dobra, to ja z tej samej serii, z Szóstym i Evelyn, jednym z najdroższych mojemu sercu duetów Whoniversum, polecę Doctor Who and the Pirates. Przezabawna (chociaż pod koniec łezka się w oku zakręci), przeabsurdalna komedia, parodia historii o piratach jako gatunku, w której Doktor pod wpływem znacznych ilości rumu śpiewa niepoprawną ilość piosenek z Gilberta i Sullivana (ale z własnymi, ciekawszymi tekstami): to naprawdę trzeba koniecznie usłyszeć.

Po drugie, bo się na jedno nie zdecyduję: Solitaire z Charley Pollard i Ósmym – ale właściwie to z Charley, bo to jedna z tych historii, w których Doktor się przewija, ale nie jest obecny, jak np. Mrugnięcie („Blink”). Cała seria jest oczywiście zasłużenie kultowa, ale wybrałam to słuchowisko, bo nie wymaga żadnego kontekstu. Przeciwnik jest z klasyków, ale jak się go nie zna, to nawet można uznać, że lepiej, bo nie wiadomo z góry, co się dzieje; tylko dwóch aktorów, którzy wyraźnie mówią, więc tu nie ma problemu; i niesamowicie klimatyczna historia z ciekawym twistem na końcu.

Sherlockistka: The Kingmaker

Jeśli ktoś kocha Piątego Doktora, to jest pozycja absolutnie obowiązkowa – jeśli nie, jeśli ktoś w ogóle go nie zna, to TYM BARDZIEJ, ludzie kochane, no można podobno żyć bez Piątego Doktora, tylko po co. Nie trzeba wiedzieć nic o klasykach, bardziej przyda się upodobanie do historii Anglii (Ryszard III i to jak Szekspir go potem urządził), ale naprawdę wystarczy tylko jakie takie rozumienie angielskiego ze słuchu i wielka miłość do wibbly-wobbly timey-wimey. Jedyne, co może wymagać małego wyjaśnienia, to pochodzenie jednej z dwóch towarzyszek Doktora, Erimem, która ma dość nietypowy światopogląd, ukształtowany przez dorastanie w starożytnym Egipcie. Ale skoro to już wiecie, to w całą resztę możecie skoczyć bez żadnych dalszych przygotowań i cieszyć się cudownie zawikłaną i dramatyczną intrygą, autentyczną tajemnicą, mnóstwem zaskoczeń po drodze, niebanalnym spojrzeniem na historię Ryszarda III, o którym od początku do końca nie wiemy, co myśleć, i przede wszystkim uroczym humorem. To słuchowisko jest jak taki trochę szalony odcinek, w którym wszystko ostatecznie jakimś cudem logicznie się dopina, po drodze momentami w ogóle nie wiadomo, kto się przeniósł gdzie, o ile, i o co chodzi z tymi robotami na litość boską, ale kompletnie się tym nie przejmujcie, wszystko się stopniowo okaże, a wy cieszcie się błyskotliwymi dialogami, historią, klasycznym Doktorem i rozkosznym wibbly-wobbly. To 81. słuchowisko z serii Monthly Range.

Idąc w ślady Blownie – pozwólcie, że szepnę jeszcze, że na Spotify dostępne są teraz początki obu głównych serii Ósmego Doktora: Storm Warning, w którym poznaje Charley Pollard i The Blood of the Daleks, pierwsza z przygód Ósmego z Lucie Miller. Żadne z tych słuchowisk samo w sobie nie jest takie absolutnie najsuper z tych serii, ale historie Ósmego z Charley i Lucie no to oczywiście żelazna klasyka Big Finish, cudowność i coś, co absolutnie warto i należy zacząć.

Lierre: Urgent Calls

Poleciłabym to słuchowisko na początek, bo… doskonale się sprawdziło w moim przypadku – to pierwsza audio przygoda Doktora, jaką przesłuchałam. Dlaczego padło na nią? Była w jakimś darmowym pakiecie i jest bardzo krótka, trwa około 20 minut, więc trudno o wymówkę „ojej, bo ja nie mam tyle czasu i nie skupię się na tak długo”.

Pojawia się w nim Szósty Doktor, a więc inkarnacja chyba najmniej znana i najmniej popularna wśród fanów. Ogromnie mnie zaskoczył, pamiętam to doskonale, bo Colin Baker brzmi tak niesamowicie sympatycznie. Nie ma się wątpliwości, że to już starszy pan – to słychać. Jest dość powolny, lekko flegmatyczny. Mówi niezbyt szybko, więc nawet jeśli ktoś nie ma wprawy w śledzeniu fabuły po angielsku, a rozumienie ze słuchu zawsze jest trudne, tu może mieć trochę łatwiejszy start. Urgent Calls zachwyciło mnie formą, bo stanowi przykład tego, jakie możliwości stoją przed tym medium – jak można jego słabość (brak obrazu) przekuć w walor (historię, która opiera się na dźwięku, którą towarzyszący obraz by zepsuł). Jest intrygujące, wartkie i przy tym bardzo sympatyczne i pozytywne – ot, Doktor po raz kolejny kogoś ratuje, znów wpada na kogoś przez przypadek i dzieją się rzeczy, których nie planował. No i po raz kolejny mamy tutaj to klasyczne doktorowe zagranie: codzienne zjawisko, nad którym nigdy się nie zastanawiamy, otrzymuje nowy wymiar i nowe kolory. To jest coś, w czym Doctor Who jest dobry, w jakimś sensie pogłębia naszą rzeczywistość, wychyla się ukradkiem z miejsc, gdzie nie spodziewalibyśmy się nigdy niesamowitości.

K.: The Chimes of Midnight

Reszta sekcji publicystycznej litościwie zostawiła mi słuchowisko, co do którego wszyscy zgadzamy się, że jest cudowne na początek – The Chimes of Midnight. To znowu Robert Shearman w swojej najlepszej formie i ach, czego w tej historii nie ma! Są święta, jest wiktoriański dom, który kryje niejedną tajemnicę, są morderstwa, które nie mają sensu, jest służba, która nabiera wody w usta… No i przede wszystkim jest niezwykle mocne, choć nie tak oczywiste „świąteczne” przesłanie. A do tego absolutnie przecudowny jak zawsze Ósmy Doktor i Charley Pollard, która musi nie po raz pierwszy i na pewno nie po raz ostatni zmierzyć z paradoksem, jakim jest jej istnienie. Swoją drogą to też jedno z niewielu słuchowisk, które doczekało się limitowanego wydania na winylowej płycie…

Dlaczego osobiście polecam to słuchowisko? Bo to historia, od której sama zaczęłam (naprawdę nie znając jeszcze za dobrze angielskiego) i która wciągnęła mnie w cudowny świat słuchowisk z Ósmym Doktorem, ale też niezwykle poruszająca historia, którą lubię sobie powtórzyć co święta, kiedy już brakuje mi cierpliwości do szorowania kafelków. 

A jeśli zniechęciło was, że wszystkie słuchowiska, które polecaliśmy do tej pory, odwołują się do klasyków, chciałam na koniec przypomnieć dwa albumy – The Diary of River Song, które moim zdaniem czyni z żony Doktor(a) zdecydowanie ciekawszą postać niż w serialu oraz The Tenth Doctor Adventures, czyli aż sześć nowych historii nagranych przez Davida Tennanta. Zwłaszcza ta druga seria powinna skusić kogoś, kto niekoniecznie jest zainteresowany klasykami – w końcu kto z nas nie marzył w pewnym momencie, aby okazało się, że istnieje więcej odcinków z Donną lub Rose? W obu przypadkach możecie zacząć od wykupienia i odsłuchania pojedynczej historii, a kto wie, być może sięgniecie po resztę, a potem po wspomniane przez nas wyżej historie?

Serdecznie zachęcamy was do sięgnięcia na próbę po któryś z powyższych tytułów. A jeśli macie już za sobą słuchowiskowy debiut – co to było? Co polecilibyście innym fanom? Dajcie nam znać!

Daj na ciastko!