Silver Nemesis – hit czy kit?

Silver Nemesis jest odcinkiem rocznicowym z ery Siódmego Doktora. Serial kończył 25 lat, stąd ta gra słów: srebrne gody, srebrni ludzie – Cybermeni. Z początku mieli się oni w nim nie pojawić, jednak pod presją świętowania ćwierćwiecza zostali dorzuceni jako bonus. Czy to był dobry pomysł i czy w ogóle warto obejrzeć ten odcinek? W tej recenzji postaram się odpowiedzieć między innymi na te pytania.

Sama opowieść zaczyna się dość przyjemnie – jest bardzo słonecznie i wokół sporo zieleni, zwłaszcza jak na listopad, a Doktor z Ace słuchają koncertu jazzowego pod chmurką. Scenarzyści nie pozwalają im jednak się tym długo nacieszyć. Kiedy nasi bohaterowie wracają do TARDIS, zostają zaatakowani i muszą ratować życie, skacząc do rzeki. Szybko na arenę wkracza grupa neonazistów, w barze materializuje się dziwna dama ze średniowiecza ze swoim służącym, uzbrojona w łuk i strzały, a na deser lądują na polanie z nonszalancją gwiazd rocka Cybermeni. Co może łączyć te trzy grupki i co ma z tym wspólnego Doktor? Odpowiedź na to pytanie pojawia się dość szybko.

W kierunku Ziemi zmierza kometa, która – jak się później okazuje – jest rakietą, niosącą ze sobą broń zdolną do masowej destrukcji. Została ona wykonana z validium, żyjącego metalu, które było dziełem Rassilona i Omegi i miało być bronią ostateczną Gallifrey. Validium mogło zostać zaprogramowane do konkretnego celu, a w razie własnej destrukcji samo się odbudować.

Dowiadujemy się, że parę setek lat wcześniej lady Peinforte (ta dziwna dama ze średniowiecza, będąca również czarownicą) odnalazła to validium, które spadło na Ziemię niedaleko jej hacjendy. Marząc o władzy i potędze, uformowała je na swój kształt, nadając mu cel i jednoznaczne imię – Nemesis, czyli bogini zemsty. W celu pełnej aktywacji statua musiała osiągnąć masę krytyczną. Doktorowi udało się wtedy temu zapobiec przez zabranie jej atrybutów (łuku i strzały) i wysłanie jej w kosmos. Nemesis co 25 lat zbliżała się do Ziemi, sprowadzając wydarzenia takie jak zamach na Kennedy’ego czy Anschluss, by w końcu wylądować w 1988 roku. Jej powrót zostaje oczywiście gorąco powitany przez nasze trzy grupki i Doktora z Ace. Rozpoczyna się rywalizacja, podczas której każdy próbuje zdobyć atrybuty Nemesis i wręczyć je jej przed innymi, by przejąć kontrolę nad statuą. Komu pierwszemu się uda? Kto jest silniejszy? Kto sprytniejszy?

Odcinek z opisu może zapowiada się w miarę ciekawie, ale i tak przez większość czasu obserwujemy gonitwę bohaterów między paroma lokalizacjami, przerywaną krótkimi momentami konfrontacji. Przypomina to trochę Igrzyska Śmierci, ale jest dużo mniej drastycznie i nie oszukujmy się – trochę nudno. Nie ma tu za dużo ciekawych dialogów, pojawia się tylko parę zabawnych momentów (najważniejszy to oczywiście zakłócanie jazzem transmisji Cybermenów), a słuchanie lady Peinforte, która w kółko nadaje o potędze i władzy, szybko zaczyna irytować nawet najwierniejszego widza. Postaci jest zdecydowanie za dużo, przez co nie wiemy o nich zbyt wiele, niektórzy giną, ale w sumie nas to niewiele obchodzi.

Inne zarzuty krytyków do tego odcinka dotyczyły podobieństwa tego, w jaki sposób Doktor rozprawił się tu z Cybermenami do pokonania przez niego Daleków w Remembrance of the Daleks. Jest w tym niestety sporo prawdy, nawet sama Ace to stwierdza. Poza tym mamy parę żenujących postaci i scen, które raczej nie zachęciłyby nowicjuszy do obejrzenia serialu. Przykłady? Neonaziści, którzy są tak głupi, że nawet nie przyjdzie im na myśl sprawdzić, czy nadal w pudle mają łuk albo nieśmieszna rozmowa lady Peinforte i jej służącego z naiwną bogatą Amerykanką, która nie dostrzega, że z jej pasażerami jest coś bardzo nie w porządku. Tymczasem wokół kręcą się podobno ulepszeni Cybermeni, którzy nadal dostają zawału na widok złota i strzelają z celnością szturmowców z Gwiezdnych wojen. Ace za to trafia w nich za każdym razem ze swojej procy (serio?…). Nie wiemy też, do czego właściwie Cybermeni potrzebują Nemesis i skąd o niej tyle wiedzą.

Czy ten odcinek ma jakieś zalety? Można powiedzieć, że w tej całej gonitwie najciekawszym momentem jest aktywacja Nemesis i to, co się z nią dzieje potem. Gdy statua zdobywa już swoje atrybuty i ożywa (z przerażającym krzykiem), zaczyna mówić i rozmawia tylko z tymi, z którymi chce lub którym służy. Bijący od niej blask oślepia, Nemesis wydaje także nieludzkie dźwięki, co jeszcze pogłębia niepokój zgromadzonych przed nią. Jej krótkie rozmowy z Ace i Doktorem przybliżają nam jej sposób myślenia. Nemesis szybko wyczuwa, że Ace ją podziwia i z dumą stwierdza wysokim, nieco metalicznym głosem: „Jestem piękna, nieprawdaż?”, a chwilę później wspomina swoje poprzednie formy, „które by przeraziły” Ace i z dumą stwierdza, że je odzyska. W krótkiej rozmowie z Doktorem dowiadujemy się także, że Nemesis pragnie wolności. Przez to nagle przestaje być dla nas tylko kawałkiem metalu, za którym ugania się zgraja naszych bohaterów i okazuje się być w istocie dość niebezpieczną, ale jednocześnie piękną bronią, przed którą czujemy respekt. To sprawia, że możemy wybaczyć inne niedociągnięcia w fabule.

Siódmy Doktor w tym odcinku jest bardzo tajemniczy, standardowo wyprzedza wszystkich w swoich planach, niektórych jego decyzji nie rozumiemy, bo niechętnie dzieli się wiedzą. Dowiadujemy się, że już kiedyś użył Nemesis, ale nie wiemy jak i do czego. Umiejętnie rozporządza czasem, używa TARDIS, by przenosić się w czasie i znajdować rzeczy, których potrzebuje, jednocześnie rozgrywa partię szachów z nieznajomym przeciwnikiem (to powtarzający się motyw w ostatnich sezonach Siódmego, Doktor przygotowuje się do rozegrania partii z Fenrikiem). Biednej Ace pozostaje właściwie podążanie za nim i wieczne zadawanie pytań, na które Siódmy odpowiada enigmatycznie ze znanym sobie brakiem cierpliwości. Na sam koniec odcinka Ace nawet pyta go szeptem: „Kim jesteś, Doktorze?”, na co on przykłada palec do ust i mówi „ciii”. Przy grającym pierwsze skrzypce Doktorze rola Ace jest dość ograniczona i nie przechodzi ona w tym odcinku żadnej personalnej przemiany, ma jednak swoje pięć minut heroizmu, np. w scenie samotnej walki z Cybermenami i gdy udaje się jej wysadzić ich statek za pomocą swojego słynnego Nitro-9. Nie zapominajmy też o fakcie, że przez chwilę nosi fez (jeszcze zanim to było modne :)).

Czy warto obejrzeć ten odcinek? Na pewno poleciłabym go fanom Siódmego, sama się do nich zaliczam, widziałam go już co najmniej kilka razy i nadal go lubię za klimat lat 80., muzykę, Nemesis, Ace i Siódmego (ale to ja). Dla reszty fanów mógłby się wydać dość nudny, czasami trącający amatorszczyzną. Sama byłam zdziwiona, gdy się dowiedziałam, że jest to odcinek rocznicowy, bo na pierwszy rzut w ogóle tego nie widać. W końcu żyjemy w szczęśliwych czasach, gdy na rocznicę serialu w odcinku spotyka się przynajmniej paru Doktorów, planety wybuchają lub znikają, wróg stanowi realne zagrożenie, poza tym spotykają się starzy znajomi, wiele scen wyciska łzy i ogólnie emocje sięgają zenitu. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że za czasów Siódmego Doktora serial przeżywał spory spadek popularności. By przykuć uwagę widzów, scenarzyści próbowali sprowadzić do odcinka kogoś z rodziny królewskiej, ale spotkali się z odmową. Udało im się za to zaprosić Dolores Gray ze złotej ery Hollywood, ale wątpię, czy aktorka była dumna ze swojej roli bogatej Amerykanki. W odcinku wystąpił też we własnej osobie Courtney Pine, znany muzyk jazzowy. Za to w scenie przy zamku Windsor (dublowanym przez inny zamek) w tłumie turystów można też dostrzec Nicholasa Courtneya (czyli brygadiera) i paru innych aktorów z wcześniejszych odcinków serialu.

Jedną z niewielu wskazówek sugerujących, że Silver Nemesis to rzeczywiście odcinek rocznicowy, jest cała otoczka tajemniczości wokół postaci Doktora. Scenarzyści chcieli, by każdy po obejrzeniu zadawał sobie sławne pytanie: „Doctor Who? Jaki Doktor?”. Trzeba przyznać, że to akurat im się udało. Każdy z widzów jest tutaj Ace, zadającą mnóstwo pytań i zastanawiającą się, o jakich sekretach Doktora wspomina lady Peinforte. A Doktor – jak to on – niechętnie dzieli się takimi informacjami, pozostawiając w nas ciągły niedosyt wiedzy. W końcu o to w tym serialu chodzi, prawda?

Daj na ciastko!


Przygodę z serialem rozpoczęła na początku studiów. Kocha każdego Doktora za coś innego, ale najczęściej czas spędza z Siódmym i Jedenastym. Z zawodu jest chemiczką, poza tym jest wielbicielką samolotów, śpiewania, herbaty, żelków i wszystkiego, co brytyjskie. Razem z siostrą tworzy prywatny duet smyczkowy, czasem też zaśpiewa szanty przygrywając sobie na gitarze.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who