Mając do wyboru cały czas i przestrzeń, wybieramy Pyrkon.

Po raz drugi redakcja Gallifrey wysłała godną reprezentację na Pyrkon, który odbywał się w Poznaniu od 24 do 26 kwietnia. Wypatrywaliśmy tego weekendu od miesięcy i choć termin, przynajmniej dla części z nas, był mocno niefortunny, udało nam się pojawić, by szerzyć whomanizm wśród winnych i niewinnych uczestników konwentu. Z członków redakcji obecne były Dziama, Lierre, Gingerstorm, ginny358, Betty Nobbs i Raxtus, nasz najnowszy redakcyjny nabytek, a także wielu fandomowych znajomych oraz tłum whomanistów, z których udało nam się porozmawiać tylko z nielicznymi. Do nadrobienia następnym razem!

Gallifrey approves.

Zacząć musimy od podziękowań dla organizatorów – gdyby nie wejściówki medialne, relacja byłaby pewnie nieco mniej entuzjastyczna. Na szczęście Lierre i Gingerstorm otrzymały VIP-owskie identyfikatory medialne, a Dziama VIP-owski identyfikator prelegencki, więc część reprezentacji mogła się cieszyć pewnymi przywilejami, takimi jak brak kolejki i względna przestrzeń wokół karimat i materaców*. [Część niestety musiała obejść się zwykłym kawałkiem podłogi na poziomie podłogi – przyp. Gin].

Zacznijmy jednak od początku. Dla Lierre i Dziamy konwent zaczął się na Dworcu Centralnym w Warszawie, a raczej w pociągu, który postanowił spędzić na nim nadprogramowe kilkadziesiąt minut. Tymczasem reprezentacja południa kraju (czyli Gingerstorm – jak się okazało w połowie drogi, w jednym pociągu z Betty Nobbs i Ecthelionem) zmierzała na północ, a autobus z Raxtus na pokładzie przemierzał pięciogodzinną trasę z Gdańska. Zabawa w przedziale dzielonym z garstką znajomych, dwójką niewątpliwych konwentowiczów w militarnych mundurach i jednym skonfundowanym starszym dżentelmenem była jednak niezła i podróż do dalekiego celu minęła dość szybko. Na dworcu w Poznaniu grupa powiększyła się o reprezentację Pomorza i Kujaw, której pociąg spóźnił się na miejsce aż o pięć minut oraz bardzo efektowny element lokalny (pozdrawiamy pana TARDIS!) i niezbyt zachwycona odkryła, że musi dotrzeć do jednego z bardziej oddalonych od dworca wejść na teren kompleksu Międzynarodowych Targów Poznańskich. Jak co roku obiekt ten zadziwia – jest ogromny i świetnie nadaje się na miejsce tak wielkiej imprezy, choć chyba Pyrkon zaczyna już z niego wyrastać… Gdy minął moment grozy na widok kilometrowej kolejki (w odniesieniu do faktu, że osoby, które zakupiły akredytację wcześniej, musiały czekać najdłużej na wejście na teren konwentu, zacytujemy ważną postać z sąsiedniego fandomu: highly illogical [Aczkolwiek nasza kolejka poruszała się bardzo sprawnie, więc czekanie w niej nie dłużyło się zbytnio – przyp. Gin]) i osoby uprzywilejowane odkryły po raz pierwszy, że są uprzywilejowane i mają osobną kasę, a więc w ogóle nie muszą czekać. Yay! Po raz drugi uprzywilejowanie odkryłyśmy w hali noclegowej, która okazała się być w piątek o 14 wypchana po brzegi, a my mieliśmy ambitny plan zagarnięcia jakiegoś rogu na whoviański fort… Nie udało się niestety, ale – reszto uczestników, nie nienawidźcie nas, proszę!** – nasze VIP-owskie identyfikatory okazały się być przepustkami umożliwiającymi nam wejście po tajemniczych schodach na półpiętro-lożo-podest, na którym miejsca było sporo. Gdy więc udało się nam rozłożyć na superluksusowej podłodze i względnie urządzić, wzbogacone o frakcję krakowsko-opolską rozeszłyśmy się w swoje strony – Lierre i Gingerstorm postanowiły zacząć od zwiedzenia hali targowej, z której wszelkie dobra aż się wylewały, atakując oczy i portfele, uległy jednak na szczęście tylko jednej pokusie (pozdrawiamy Cathię!), ulegnięcie pokusie naszej przyjaciółki Ninquelen pozostawiając sobie na później (jeśli nie załapaliście się na gallifreyańskie kolczyki i wisiorki, to trochę zostało i macie jeszcze szansę!). Raxtus tymczasem, odstawszy swoje w kolejce do akredytacji, rozkładała się z bagażami na konwentowej podłodze i zapoznawała z panami, którzy okazali się być organizatorami intrygującego nas od tygodni „konkurencyjnego panelu” – i fantastycznymi ludźmi ze wspaniałym poczuciem humoru. Następnie udała się zwiedzać halę wystawców, arenę i wioski tematyczne (wśród nich średniowieczną i postapokaliptyczną) (o których istnieniu Lierre dowiedziała się dopiero z relacji, oh wellllll….).

Po handlowym rekonesansie nadszedł czas na pierwszy z interesujących nas punktów programu – w hali gastronomicznej miało się odbyć spotkanie integracyjne dla fanów Doktora Who. Zebrała się nas spora grupa, w tym wielu pięknych cosplayerów, sama integracja jednak trochę rozczarowała Gingerstorm i Lierre, pozostawiły więc dyskutujących w kółeczku, by zdradzić ich z obiadem przy pobliskim stoliku, a następnie postanowiły uciec trochę od tłumu, by znaleźć kawę, co zmieniło się w dość długi spacer ślicznymi uliczkami w pobliżu Targów – był to moment odkrycia, że Poznań jest bardzo ładnym miastem***. Tymczasem Dziama została do końca fanowskiej dyskusji. Niestety problemy z komunikacją i hałasem hali gastronomicznej uniemożliwiały zebranym swobodne wypowiadanie się w zbiorowej dyskusji i rozmowy ogólne szybko się zakończyły. Ale za to zrobiliśmy sobie masę pięknych zdjęć w cosplayach, poznaliśmy się w mniejszych grupkach, co jak sądzę zapoczątkowało kilka nowych przyjaźni. Trzeba przyznać, że fandom rozrasta nam się wręcz rekordowo, a cosplaye z roku na rok są coraz bardziej kreatywne. Dziamę zachwyciły przede wszystkim żeńskie wersje Doktorów, szczególnie prześliczna Dziesiąta Doktor, której należą się wielkie brawa za wytrwałe pozowanie do zdjęć.

Ginny i Betty Nobbs tymczasem poza spotkaniem whowiańskim, na którym była ta pierwsza, dość jednogłośnie błąkały się po terenie konwentu głównie w swoim towarzystwie, zbaczając na kilka prezentacji (zachwycił je zwłaszcza pokaz animowanych krótkometrażówek w piątek o północy) i oddając się zakupowemu szaleństwu. Przy okazji spontanicznie stworzyły akcję roznoszenia po Pyrkonie jednorożców (jeśli na jakieś trafiliście, mamy nadzieję, że się wam spodobały, nawet jeśli nie pobudziły do kreatywności).

Wieczorem zachwycił nas pokaz fireshow, w którym były nawet poznańskie koziołki! Tym jednak zakończył się pierwszy dzień konwentu – trzeba było oszczędzać siły na kolejne dwa.

Sobota upłynęła pod znakiem polowania na fandomowe gadżety (Raxtus), autografy (Gingerstorm) i cosplayerów (Lierre). Podobnie jak w ubiegłym roku, pełno było muszek, fezów, trampek i garniturów, kolorowych szalików, a nawet kilka TARDIS i jeden piękny Władca Czasu – pod relacją znajdziecie galerię zdjęć. Przed południem odbywał się quiz wiedzy o erze Russella T Daviesa, na który reprezentacji Gallifrey nie udało się dotrzeć, brali w niej jednak udział nasi przyjaciele, którzy wydarzenie opisali następująco:

Uczestniczyło w nim kilkadziesiąt osób, piętnaście drużyn po 3-4 osoby. Najpierw i w dogrywce była typowa wiedzówka (czasem tricky), potem rozpoznawanie aktora i jego postaci w serialu ze zdjęcia z jakiejś zupełnie innej produkcji, gdzie wyglądali możliwie jak nie oni, a trzecia konkurencja polegała na rozpoznawaniu odcinków i kończeniu wypowiedzi z krótkiego fragmentu. Niektórzy z uczestników potykali się na zupełnych oczywistościach, ale ogólnie poziom był wysoki, a pytania często dość trudne. Nagrodą za pierwsze miejsce był stos pyrkonowej waluty, my za drugie miejsce dostaliśmy źródło potasu…

Serdecznie gratulujemy zwycięzcom. Jeśli nas czytacie, zostawcie komentarz! :)

Elementy whomanistyczne pojawiły się też na prelekcji o brytyjskim humorze, w której udział wzięła Raxtus.

Po południu odbyła się również główna redakcyjna atrakcja, mianowicie prelekcja Dziamy o tym, czy w rolę Doktora mogłaby wcielić się kobieta. W sali zebrał się nieprawdopodobny tłum – do tego stopnia, że obsługa musiała część osób wyprosić z sali, by nie łamać przepisów BHP. Bardzo nam było z tego powodu przykro! Jak się później okazało, była to najpopularniejsza prelekcja w całym bloku serialowym. Organizatorom przyszłorocznych edycji Pyrkonu zwracamy na to uwagę, bo kolejny raz był problem z wielkością sali… Nasz fandom naprawdę jest duży i to trochę bez sensu, że za każdym razem sale są za małe (choć rzeczywiście sala przypisana blokowi serialowemu była bez porównania większa od ubiegłorocznej). Kolorowa, entuzjastyczna widownia mogła posłuchać najpierw o precedensach – okazało się, że kobieta w roli Doktora to żadna nowość – a później o tym, jakie argumenty przeciwko takiemu pomysłowi pojawiają się w sieci (największe rozbawienie wywołał chyba ten powołujący się na Biblię…). Na końcu prelegentka podzieliła się własną wizją, prezentując najpierw aktorki, które jej zdaniem nadawałyby się do tej roli, a później kilka takich, które jej zdaniem nie powinny o tym nawet myśleć. Narrację wzbogacały głosy z widowni – serdecznie dziękujemy za udział! Jeśli ktoś z was był na tej prelekcji, przywitajcie się z nami w komentarzach.

Ze swojej strony Dziama chciałaby podziękować wszystkim, którzy aktywnie i mniej aktywnie wzięli udział w tej prelekcji i przeprosić wszystkich, którzy nie zmieścili się w sali. W związku z wieloma prośbami o powtórne wygłoszenie, zapewne powróci jeszcze z tą prelekcją, wzbogaconą o drobne modyfikacje i nowe argumenty, które podsunęliście jej  podczas dyskusji.

Po prelekcji i powitaniach ze starymi znajomymi nadszedł czas na późny obiad, odpowiednią dawkę kofeiny i odpoczynek na wysokościach, na wieczór bowiem zaplanowaliśmy nieoficjalną integrację, która zawierała – oprócz znajomych starych i nowych – także ciastka w fezie, śrubokręty w butelce, Cards Against Humanity i mruczącego tribble’a w ramach porozumienia międzyfandomowego.

Niedzielny poranek rozpoczął się falą braw i krzyków szokiem, że to już niedzielny poranek – po opanowaniu chaosu, który zdążył ogarnąć przysługujący nam kawałek VIP-owskiej podłogi, reprezentacja Gallifrey pomknęła na tajemniczy „konkurencyjny panel o Doktorze Who” (część z kolei poszła nauczyć się mówić jak „True Brit”), porywając po drodze fez pełen ciastek do wykorzystania jako ewentualna cukiernicza dywersja. Panel okazał się przesympatycznym spotkaniem fanowskim o charakterze radosnej grupy wsparcia. Prelegenci pokazywali swoje ulubione fragmenty nowych i klasycznych odcinków, i zapraszali widownię do dyskusji na temat ulubionych elementów Whoniversum, początków przygody z Doktorem i wyjątkowości serialu. Po sali krążyła TARDIS pełna żelek, wokół brykał jeden z prelegentów przebrany za Cybermena, a atmosfera była luźna i zabawna. Gratulujemy panom z WARconu pomysłu i wykonania – zastanawialiśmy się wcześniej, czy konkurencyjność odnosiła się do ubiegłorocznej prelekcji Lierre i ginny358, na którą nie zdołała się dostać chyba niemal połowa chętnych, która pod drzwiami zorganizowała sobie alternatywną integrację. Strasznie nam miło, że ten dość niemiły incydent – sala była wtedy tak bardzo za mała – zaowocował takim miłym spotkaniem w tym roku. Mamy nadzieję na powtórkę na następnym Pyrkonie!

A co było później? Raxtus pobiegła na autobus do domu, ginny358 poleciała na swój pociąg, a reszta redakcji – odpocząć chwilę, zrobić ostatnie zakupy na targach, pointegrować się po raz ostatni, zjeść sernik na schodach jednego z pawilonów i wreszcie każdy ruszył w swoją stronę – część na dworzec, a Gingerstorm i Lierre do hostelu, bo miały w planach zwiedzanie Poznania, ale to już inna historia. Powiemy wam tylko, że to przepiękne miasto, które warto odwiedzić nie tylko z okazji konwentu – ale na następnych Pyrkonach też z pewnością się pojawimy. Mimo ogromnej skali wydarzenia organizatorzy i obsługa stanęli na wysokości zadania. Mogłybyśmy marudzić na warunki noclegowe, zimną wodę, problem z dostaniem się na wymarzone prelekcje, skromną ofertę gastronomiczną – ale i tak było wspaniale, a taki już urok konwentów, że bywają czasami zaskakująco bliskie obozom przetrwania. ;) Jednak możliwość uczestnictwa w tak ogromnym zlocie ludzi zakręconych na różnych punktach jest wyjątkowa i drobne niedogodności nas nie zrażają. Nie mogłybyśmy przepuścić takiej okazji! Do zobaczenia na Smokonie, Polconie i wszystkich innych konwentach, na które uda nam się dotrzeć.


* Po weekendzie w warunkach konwentowych zaczyna doceniać się drobne dobrodziejstwa cywilizacyjne takie jak czajnik, łóżko, ciepła woda i KONTAKTY W ŚCIANACH!

** Serio, nie było aż tak cudownie, podłoga była równie twarda, co na dole, do pokonania od naszych miejsc do schodów na dół niemal cała długość hali, reflektor w nocy prosto w oczy… *Lierre uchyla się przed lecącym nadgniłym pomidorem* Okej, okej… Nasze demokratyczne serduszka krwawiły też, bo nie mogłyśmy zaprosić na górę znajomych, choć wolnego miejsca było sporo. Sniff.

*** I ma starwarsową kawiarnię. Nie będziemy może reklamować, ale… polecamy i serdecznie pozdrawiamy przemiłego baristę.


Galeria

W nawiasach podani są autorzy zdjęć. Dziękujemy za udostępnienie obrazkowej dokumentacji Jakubowi Boguckiemu, Sabinie Krupie, Dobrochnie Nowackiej (Made by Dobrochna), Derce, Zosi, Patrykowi Kulpokowi i Zuzie Jamie Majorek.

Pyrkonowy wszechświat kieszeniowy…

Oficjalna piątkowa integracja

Prelekcja Dziamy – czy Doktora mogłaby zagrać kobieta?

Nieoficjalna sobotnia integracja redakcji i przyjaciół Gallifrey.pl

Konkurencyjny panel o Doktorze Who

Piękni cosplayerzy

Pokusy na targach

Piękny Poznań


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.
  • Dragonia

    Nagrał ktoś tą prelekcje o Doktorze-kobiecie? c:

    • Nagrywaliśmy, ale Dziama stwierdziła, że wolałaby jeszcze kiedyś wygłosić tę prelekcję na jakimś innym konwencie.

      • Dragonia

        Czyli nigdzie jej nie opublikujecie? :c

        • Zamierzaliśmy, ale autorka zmieniła zdanie.

    • Nagrywałam owy panel, jeżeli dasz mi jakiś kontakt z chęcia, za zgodą Dziamy, Ci prześlę :)

      • Byle tylko tego nagrania nie zamieszczać w jakimś ogólnodostępnym miejscu. ;)

        • Oczywiście, samej Magdzie wysłałam i wie, że mam takie nagranie w posiadaniu. :)

      • Dragonia

        Gr8Upd8@wp.pl <– (jak widać po nazwie mój niezbyt poważny email x) ) Byłabym wdzięczna za przesłanie. :3

  • Ojejku, świetna relacja! Nie spodziewałam się, że zobaczę tu własne zdjęcie z kochaną River(Dziamą), dziękuje! <3

  • Pingback: Wszystkiego najlepszego, Gallifrey.pl!()