Sarah Dollard dla Gallifrey.pl – ekskluzywny wywiad!

Na tegorocznym SerialConie mieliśmy możliwość skorzystania z okazji życia – i porozmawiania z Sarah Dollard, która, tak się składa, jest jedną z naszych ulubionych twórców Doctor Who, a została zaproszona na serialową imprezę towarzyszącą krakowskiemu festiwalowi Netia Off Camera. Było to dla nas niemałe przeżycie. Nasza redakcyjna koleżanka, K., poprowadziła z Sarah sesję Q&A, a później udało nam się zaciągnąć scenarzystkę do salki dla mediów i przeprowadzić z nią obszerny ekskluzywny wywiad. Oto on!

You can read the original here.


Katarzyna Nowacka: Wśród fanów krąży opinia, że Dwunasty Doktor bardzo się zmieniał z odcinka na odcinek i z serii na serię. Był zupełnie inną postacią w serii ósmej i zmieniał się na przestrzeni serii dziewiątej. Zauważyłaś te zmiany, pisząc odcinki do dwóch różnych serii? Uważasz, że to przykład dobrego rozwoju postaci czy może raczej Steven Moffat kilkakrotnie zmieniał zdanie, jaki właściwie ma być Dwunasty?

Sarah Dollard: Dwunasty Doktor ewoluował. Pojawieniu się nowego Doktora zawsze towarzyszy bardzo silna potrzeba zrobienia czegoś zupełnie nowego. Między Jedenastym i Dwunastym również tak było – zmiana miała być tak mocna, że twórcy potrzebowali trochę czasu, by nadać jej właściwy kierunek, sprowadzić Dwunastego na właściwe, pasujące do niego tory. Tak, by jak najlepiej działało to dla tej postaci i tego, jak interpretował ją Peter Capaldi. Z czasem Dwunasty stawał się coraz naturalniejszy. Nie bez znaczenia była też postać towarzyszki, która zawsze mocno wpływa na Doktora. Towarzysz podkreśla konkretną cechę Doktora. W dziewiątej serii, z Clarą, mieliśmy więc przyjaźń i pęd ku przygodzie. Bill wprowadziła zupełnie inną dynamikę, Doktor stał się postacią bardziej mentorską. Myślę więc, że… zostawiając na boku kwestie realiów produkcji… w pewnym sensie każdy Doktor dochodzi do siebie po regeneracji i szuka nowej tożsamości. Dwunasty potrzebował na to po prostu trochę więcej czasu.

Zmierz się z krukiem („Face the Raven”) to bardzo ważny odcinek – fani ciągle o nim dyskutują, choć od emisji minęło już tak dużo czasu. To był dla Doktora emocjonalny przełom, całkowicie się zmienił po stracie Clary. Następujące po tym odcinku Dar niebios („Heaven Sent”) i Z piekła rodem („Hell Bent”) również mocno skupiały się na kształtowaniu osobowości bohatera. Czy pisząc pamiętną scenę miałaś poczucie, że kształtujesz właśnie to, jaką osobą będzie od tego momentu Doktor?

Na pewno. Tak jak w życiu – strata ważnej dla ciebie osoby zmienia cię dogłębnie. Tak samo musi być z bohaterem. Żałoba musiała odmienić Dwunastego. Dla mnie natomiast… W ósmej serii poznajemy Doktora, który jest porywczy, gniewny i ma skłonność do izolowania się. Te cechy go na początku charakteryzowały. Uznałam, że byłoby interesujące, gdyby uznać te cechy za jego ciemną stronę i użyć ich w momencie, kiedy dociera do niego, że traci Clarę. Bardzo ważne są dla mnie słowa Clary: że on nie może pozwolić, by te zdarzenia zmieniły go z powrotem w Doktora Wojny, że nie może wpaść w furię, nie może pozwolić, by gniew przejął nad nim kontrolę. Nie tak chce być zapamiętana. Starałam się więc pokazać, że te cechy to część jego osobowości, podkreślić je. Nie trzeba tego wymazywać, udawać, że ich nie ma. To ważny element charakteru tej postaci.

Nawet myślenie o tym mnie mocno porusza.

Na pewno słyszysz, jak mnie drży głos! [śmiech] Samo mówienie o tym tak mocno mi przypomina, co czuli w tamtym momencie Clara i Doktor. Staram się nie rozpłakać.

Tak… Mam taką teorię, że gdyby wtedy Doktor nie zaakceptował swojej gniewnej strony, nie mógłby później, w dziesiątej serii, stać się dobry – myślę, że próbował wypierać świadomość, że ma też ciemniejszą stronę swojej osobowości.

Tak. Musi przez jakiś czas być ostry, by później móc odpuścić. To działa.

Może masz już dość mówienia o tym, ale chciałabym cię zapytać o usunięte sceny ze Zmierz się z krukiem. Tak wiele świetnych pomysłów nie zmieściło się w ostatecznej wersji tego odcinka! Dla mnie chyba najbardziej interesujące, oprócz sceny z Jane Austen (ależ bym chciała to zobaczyć!), były momenty z narzeczoną Rigsy’ego. Możesz nam powiedzieć coś więcej o tych scenach? Dlaczego chciałaś, by znalazły się w odcinku?

Chciałam pokazać więcej życia Rigsy’ego, by stał się jeszcze lepiej zarysowaną postacią. Chciałam też opisać młodego mężczyznę, który jest delikatny i kochający, w otoczeniu rodziny. Jakkolwiek jednak te sceny były bardzo ważne z punktu widzenia Rigsy’ego, nie były aż tak ważne z punktu widzenia odcinka, stały się więc pierwszymi, które wycięliśmy ze scenariusza, kiedy trzeba było go skrócić. Jest też kwestia pieniędzy. Każda minuta zdjęć kosztuje.

Dlatego też podczas Q&A zapytałam, co sądzisz o pomyśle napisania powieści na podstawie swoich scenariuszy. Super byłoby móc to wszystko przeczytać. A jeszcze ukryta ulica-pułapka, myślę, że to pomysł, który ma ogromny potencjał. Myślisz, że jeszcze kiedyś tam wrócisz? Co się z nią stało?

Może? To pomysł, który można kopiować. Kto wie, co jest na innych ukrytych ulicach? Nie mam na nie monopolu…

Miałaś jakieś pomysły związane z ulicą, z których musiałaś zrezygnować?

To było dość dawno temu i nie wszystko pamiętam… Było dużo pomysłów, które pojawiały się i znikały. Wiele namysłu poświęciłam Anahsonowi i jego gatunkowi, ich historii, mitologii. Była też dodatkowa scena z Clarą i Jorahem. To jedna z moich ulubionych rzeczy w Doctor Who – sceny towarzyszek z bohaterami odcinka. Niestety jednak nie nakręciliśmy tego, z tego, co pamiętam, zostało to wycięte dzień przed planowanymi zdjęciami.

Mam pytanie związane zarówno ze Zmierz się z krukiem, jak i Cienkim lodem („Thin Ice”). Czy pisząc te scenariusze, celowo oparłaś je na ważnych problemach społecznych? Ulica-pułapka to obóz uchodźców, a w Cienkim lodzie mamy Dickensowski świat pełen głodujących dzieci… Czy to pojawiło się naturalnie, czy zaczęłaś pisanie z myślą, że właśnie o tym chcesz opowiedzieć?

To przychodzi z czasem. Jeśli zaczynasz opowiadanie historii ze z góry przyjętym założeniem, że ma być polityczna… To czasami się udaje, na pewno, ale nie wydaje mi się, bym ja potrafiła tak pisać. Dla mnie wszystko zaczyna się od postaci. Kiedy mam już jądro pomysłu, rozszerzam je w różne strony, testuję opcje i zazwyczaj wtedy docierają do mnie paralele z prawdziwym światem. Na przykład uzmysławiam sobie, że opowiadam historię o kosmicznych uchodźcach na Ziemi. Nie można opowiedzieć historii o uchodźcach, nie myśląc również o prawdziwych, współczesnych uchodźcach. I tak jedno prowadzi do drugiego. Zawsze jednak wszystko sprowadza się do bohatera, nie można oprzeć historii na powiązaniu z problemem z prawdziwego świata.

Cienkim lodzie zaś wzięło się to z realistycznego zastanowienia się nad postaciami – jak taka sytuacja naprawdę wyglądałaby dla Bill? Czego w tamtych czasach doświadczałaby na co dzień? Gdy do tego doszłam, zastanowiłam się nad warstwą czysto praktyczną. Doctor Who ma czterdziestodwuminutowe odcinki i wszystko, co nie jest absolutnie niezbędne dla fabuły, zostaje wycięte. Mając świeżo w pamięci doświadczenia z pracy nad Zmierz się z krukiem, kiedy musiałam zaakceptować utratę wielu elementów, które uważałam za bardzo ważne w mojej historii, postanowiłam opisać doświadczenia Bill, ciemnoskórej kobiety w 1814 roku, w taki sposób, by były absolutnie kluczowe dla fabuły, by nie dało się tego, na czym mi zależy, wyciąć na etapie czytania scenariusza, zdjęć i postprodukcji. Rasizm musiał więc znaleźć się w samym centrum.

Skoro mówimy o Bill – Cienki lód był dopiero jej trzecim odcinkiem. Ile o niej wiedziałaś, kiedy pisałaś scenariusz? Myślisz, że w jakimś stopniu ukształtowałaś jej charakter swoim odcinkiem? Zdefiniowałaś jakieś elementy tego, kim jest i jaka relacja łączy ją z Doktorem?

Nie wymyśliłam jej, była ukształtowanym pomysłem Stevena Moffata. Napisał scenki na potrzeby castingu, jedną z nich była ta z Dalekiem, w której ujawniono postać Pearl. Te sceny już istniały, kiedy zaczynałam pisać. A kiedy pisałam, zobaczyłam nagrania z castingu, więc wiedziałam o niej całkiem sporo. Prawdą jest jednak również to, że mój scenariusz był pierwszym, który został ukończony i oddany, więc…

Jak wygląda pisanie scenariusza? Nie ma pokoju scenarzystów, jak w produkcjach amerykańskich, prawda? Każdy twórca pisze sam, a efekty swojej pracy pokazuje showrunnerowi.

Tak.

Ile dostajesz na start od showrunnera? Na przykład – czy wiedziałaś, jak odcinek ma zmienić relację towarzyszki i Doktora? Ile wiedziałaś o Doktorze – jaki będzie na tym etapie? Wiedziałaś, jaki jest główny motyw serii?

Kiedy dowiedziałam się, w jakim miejscu serii znajdzie się Zmierz się z krukiem, miałam już opracowanego antagonistę, burmistrza ulicy-pułapki, jej zarys również się wcześniej zdążył ukształtować. Powiedziano mi: „Niech tą postacią będzie Ja”, bohaterka graną przez Maisie Williams. Nieco później dostałam notkę, do jakiego miejsca mam doprowadzić relację Doktora i Ja. Jeszcze później powiedziano mi, żebym na końcu zostawiła Doktora całkowicie samego. Clara ma zniknąć, Doktor ma być w szoku i żałobie, bardzo rozgniewany. To był punkt, do którego miałam dojść.

W przypadku Cienkiego lodu wiedziałam, że to pierwsza podróż Bill w przeszłość, ma być to więc odcinek pełen ciekawości, ekscytacji i entuzjazmu. Nowa towarzyszka, która wszystko widzi po raz pierwszy. Ma odkryć, jak działają podróże w czasie. Nie zna zasad, a Doktor wcale nie ma zamiaru niczego jej tłumaczyć. To nie jest typowy nauczyciel, nie wygłosi wykładu, on skupi się na udawaniu, że pojawili się tam, by dobrze się bawić. Co nie jest prawdą, ale on zamierza mocno się przy tym upierać.

Czego się spodziewasz po Trzynastej Doktor? Osobiście? Jak chciałabyś, żeby pierwsza żeńska inkarnacja Doktora się zachowywała? Jak sobie ją wyobrażasz? Czy powinno zostać jakoś podkreślone w scenariuszach, że Doktor jest teraz kobietą?

Moja odpowiedź będzie składać się z dwóch części. Z jednej strony Doktor sam w sobie zmieni się tylko na tyle, na ile robiła to dotychczas – bardzo mi się podoba to, co już nam pokazano, ten pełen radości entuzjazm zaraz po regeneracji, niemal dziecięcy zachwyt, który był trochę w stylu Dziesiątego? Radosny okrzyk, to naprawdę mi się podobało, jej zachowanie tak kontrastuje z ostatnimi momentami Dwunastego. On, nawet kiedy był czymś podekscytowany, udawał, że nic go nie rusza. Doktor, która znów jest bardzo mocno zainteresowana przygodami, brzmi fantastycznie i zabawnie. I nie uważam, że powinno być to pisane w „kobiecy” sposób w opozycji do „męskiego”. Doktor był zawsze bardzo dobry w niepojmowaniu, o co właściwie chodzi z tą męskością. Mamy więc dobry punkt wyjścia.

Z drugiej strony – jak świat zareaguje na zmianę płci Doktora? Cienki lód byłby zupełnie inną historią, gdyby kręcił się wokół Clary. Ludzie inaczej zareagowaliby na tę bohaterkę w sukience z epoki niż na Bill w sukience z epoki. Ludzie zupełnie inaczej zareagują na kobietę, która wpada w środek sytuacji i przejmuje inicjatywę niż na Petera Capaldiego, który robi to samo. Takie są fakty. Inne reakcje będą też na Ziemi, a inne na obcych planetach albo w innym czasie. Mam więc nadzieję, że Doktor wewnątrz nie zmieni się za bardzo, ale jest szansa, że – by serial zachował realizm – zmieni się podejście innych postaci do Doktor. Czy to ma sens?

Absolutnie! Myślałam też o takich małych rzeczach. Na przykład bardzo podoba mi się taki obraz: Doktor nie może znaleźć kieszeni w swoim stroju i nie potrafi tego zrozumieć. Albo Doktor, która ciągle przedstawia się jako John Smith i dziwi się, dlaczego ludzie mają z tym problem… Masz pomysł na taki drobny komentarz, który można by było umieścić w scenariuszu?

Myślę, że Doktor zauważy, że inne postacie reagują na nią inaczej i to byłoby zabawne, móc zobaczyć, jak Doktor bawi się z oczekiwaniami ludzi, odwraca je. Ciekawie byłoby zobaczyć reakcję towarzyszki.

Mogłabym mówić o Doctor Who i feminizmie w nieskończoność… Czas jednak na ostatnie pytanie: jak ci się podoba w Krakowie i na SerialConie?

Ostatnio byłam tu dwadzieścia lat temu… To był środek zimy, było bardzo dużo śniegu i nie za wiele słońca. Super jest więc zobaczyć miasto w zupełnie innych okolicznościach. Bardzo się zmieniło przez te lata, pogoda również sprawia, że wydaje się zupełnie inne. Jest świetnie, a konwent jest nerdowski i uroczy, to dwie najlepsze rzeczy, jakie mogą istnieć.

Przykro nam, że nie możemy cię zatrzymać tu na dłużej.

Niestety, ale praca wzywa…

Bardzo dziękujemy za rozmowę!


Ufff, to było coś! Ciągle jesteśmy ogromnie podekscytowani możliwością spotkania i porozmawiania z Sarah. Postaramy się przetłumaczyć też dla was sesję Q&A. Wypatrujcie jej za jakiś czas! Na razie możecie zaś napisać, z kim powinniśmy spróbować przeprowadzić następny wywiad. Macie może jakichś twórców, których chcielibyście o coś zapytać? Dajcie znać w komentarzach!

Daj na ciastko!


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who