Jesteśmy już po emisji szóstego odcinka Class – Detained. Czas więc podzielić się redakcyjnymi wrażeniami.

april_deteinedClever Boy: W tym tygodniu będzie krótko. Ten odcinek był genialny, cudowny, fantastyczny. Na to czekałem. Bardzo podobała mi się gra aktorska, mimika postaci – to wszystko było takie prawdziwe (to uciekanie w kąt, skąd ja to znam :D). Ujęcia kamery były ciekawe, naprawdę super mi się to oglądało. Bohaterowie otworzyli się nie tylko przed sobą, ale także przed nami. Może niezręczna rozmowa między April i Ramem z poprzedniego odcinka zmierzała właśnie w tym kierunku? Może Ram naprawdę chciał coś wyznać April? Aktorka niezwykle przykuła moją uwagę, nie wiem, czy to przez jej włosy (wydaje mi się, że były inne, może dłuższe? – muszę to sprawdzić), ale mój wzrok ciągle mój skupiał się na niej. Nie wiedziałem komu bardziej współczuć, czułem się rozdarty. Kurczę, chciałbym być w tej sali z nimi. Bardzo polubiłem te postacie. Teraz będą do siebie zrażeni, ale wiemy, że to nie potrwa długo. Oby jednak było to lepiej pokazane niż foch Clary na Doktora w ósmej serii. Wstawka o Narni była fajna (Patrick Ness nie przepada za tym cyklem), ale spoilerowała trochę zakończenie sagi (nie lubię tego zakończenia). Jedyny minus, jaki mi się nasuwa, to szkoda, że to jednak nie Cisza. Wcale nie musiała się pojawić, wystarczyło, że byłby to obiekt jaki stosują, gdy potrzebują informacji. Oj, a za tydzień to dopiero się będzie działo! Nie mogę się doczekać!

matteuszK.: Czekałam na to cały sezon, proszę nie podchodzić za blisko, bo przeżywam.

To tak w skrócie, a teraz następują bardziej szczegółowe zachwyty. Po pierwsze, w ostatnich odcinkach najbardziej irytowało mnie ciągłe rozdzielanie gangu na dwie, trzy podgrupy – ja wiem, że bohaterowie musieli się poznać, coś sobie prywatnie powyznawać, ale (o czym zapomniałam napisać ostatnio) strasznie irytowało mnie ciągłe ucinanie scen w dramatycznych momentach i skakanie od jednej emocjonalnej rozmowy do drugiej (zwłaszcza, że wątek królestwa Cieni uważam za słabszy niż inne). Więc kiedy Quill wrzuciła ich wszystkich do jednego pokoju, miałam ochotę uścisnąć jej rękę. To znaczy tak serio to chętnie uściskałabym Patricka Nessa, wydaje się być super człowiekiem, nawet jeśli gardzi Narnią (choć streszczenie i komentarze na temat Zuzanny były super w punkt, plus Narnia w Kanadzie <3). Poza tym być może nastanie kiedyś dzień, gdy przestanę kochać odcinki dziejące się w zamkniętych, klaustrofobicznych przestrzeniach, ale to jeszcze nie jest ten dzień. I zagrożenie, jakie to było fajne, bardzo doktorowe zagrożenie, kawałek skały, który wymusza na ludziach wyznanie prawdy. Jeszcze pochwaliłabym tym razem dodatkowo scenariusz i reżyserię, bo bardzo podoba mi się budowanie w tym odcinku napięcia i ogólnie w momencie, gdy całość opiera się na dialogu i to działa, to widać prawdziwy kunszt pisarski. Zresztą wiemy już od pierwszego odcinka, że Ness jest typem scenarzysty, który czuje się lepiej w emocjach i relacjach niż skomplikowanej fabule, ale mam wrażenie, że to drugie dużo łatwiej będzie mu dopracować i ogólnie zamierzam z pewnością śledzić jego pracę po Class (odcinek dla DW, może jednak?).

tanya-detainedDobrze, ale przechodząc do sedna – ten odcinek z pewnością kradnie Charlie, co ma w sumie sens, w końcu jako jedyny z paczki jeszcze swojego katharsis nie dostał. Uroczy ludzie (kosmici) ze straszliwą tajemnicą to moja kolejna słabość, ale tak na serio: ja wiem, że wybieranie między zemstą a swoją duszą to bardzo przewałkowany w Doktorze temat, ale tutaj to wypada dodatkowo ciekawie, bo okazuje się, że Charlie czuje i rozumie pewne rzeczy całkiem inaczej niż ludzie, ale i inaczej niż sam Doktor (czy Władcy Czasu) – równocześnie nie przestając być bohaterem, z którym można się utożsamić. I choć w sumie wiedziałam niby, że jego wyznanie będzie najważniejszym w całym odcinku, to kompletnie nie spodziewałam się jego wagi i ostatecznego rozwiązania – ale przecież ciężko podejrzewać o chęć morderstwa gościa w kardiganie, z atakami paniki i taką grzywką. Bardzo ciekawa, spójnie napisana i doskonale zagrana postać i chyba niewiele więcej mam tutaj do dodania. Może podobało mi się jeszcze przedstawienie klaustrofobii i ataków paniki z sensowną propozycją pomocy takiej osobie – ale tu już trochę dochodzimy do Matteusza, który rozkręca się z każdym odcinkiem i mam wielką nadzieję, że uda mu się dożyć do końca serii i co ważniejsze – że nikt mu już nie złamie serca. Lubię go coraz bardziej, zwłaszcza od kiedy uznałam, że pochodzi z jakiejś alternatywnej Polski, w której nie umie się mówić po polsku i nikt nie słyszał o Narni. Cool. I jeszcze, krótko, bo powtarzam to co tydzień, ale jestem tak wielką fanką Tanyi i Rama. I ich przyjaźni, ale w ogóle to są dobrze napisani bohaterowie. April zaczęła mnie irytować w poprzednich odcinkach, ale znowu miała kilka naprawdę fajnych momentów i jestem bardzo ciekawa, w którym miejscu skończy w finałowym odcinku. Ogólnie nie mogę uwierzyć, że już tak blisko końca, a z drugiej strony tak bardzo czekam na solówkę Quill…

attack-of-panickGinny: To był po prostu dobry odcinek. Przede wszystkim wreszcie dostajemy coś właściwie nowego, jeśli chodzi o potwora. Nawet jeśli sam koncept uwięzienia poza czasem pojawia się w bardzo fajnym doktorowym opowiadaniu Neila Gaimana Godzina Nic, to potwór z tego odcinka jest już oryginalny. I w sumie to ja bym go nie zamieniła na Cisze. Tych było w samym Doctorze Who wystarczająco dużo, a potwór z szóstego odcinka Class choć nowy, jak już napisała K., bardzo ładnie pasuje do uniwersum Doctora Who. Ogólnie też odcinki z zamknięciem w ciasnej przestrzeni są zawsze polem do popisu tak dla scenarzysty, jak i aktorów – a tu wszyscy spisali się bardzo dobrze. Poprowadzenie akcji miało ręce i nogi, narastająca złość zamiast strachu tworzyła niebanalny klimat, ale mnie szczególnie spodobało się to, że obok tych wszystkich wyznań prawdy Ness zrobił coś fajnego i dał nam postać z klaustrofobią. Cały ten wątek z Charliem – kosmitą, obcym, co jest mu w tym odcinku nieraz wytykane, a jednak niepozbawionym czegoś tak ludzkiego wprowadzał poczucie pewnej przyziemności. Choć teoretycznie klasa nie jest aż tak małym pomieszczeniem, to jednak w takich okolicznościach… fajnie to zagrało. Biedny kosmita, któremu możemy współczuć, zastanawiając się jakie dokładnie jest podłoże jego lęku i zarazem cieszyć się, że ma takiego chłopaka jak Matteusz. W ogóle to nie ważcie się zabijać Matteusza*. (I ogólnie to ej, ja o Narnii usłyszałam praktycznie już w dorosłości i tylko dlatego, że pojawiły się filmy. Może i Matteusz też powinien gdzieś o niej usłyszeć, przy okazji filmów, ale kto powiedział, że nie żył pod jeszcze większym kamieniem niż ja?).

Wyznawanie prawd, by poznać zamiary kosmity odcinka, samo w sobie było dobrym pomysłem na fabułę, ale mnie szczególnie podoba się to, jak zostało to rozegrane (zwiastun budził pod tym kątem pewne obawy, ale tym razem odcinek okazał się lepiej napisany niż zapowiadał trailer). Podoba mi się to, że mamy tu faktycznie rzeczy, które każde z tej piątki by powiedziało i że jakoś niszczy to ich relacje, ale nie ogromną, przerysowaną dramą, tylko tak zwyczajnie po ludzku. Że trudno czuć każdemu z nich coś innego niż złość, choć przecież próbują się nawzajem zrozumieć. I nawet jeśli nadal będą się przyjaźnić, to pozostaną w nich rysy, pęknięcia po tym, co powiedzieli sobie w tym odcinku, a o czym wiedzą, że jest prawdą.

ram-detainedNarzekałam też na nagłą miłość April i Rama, ale tu muszę pochwalić Patricka Nessa, jak bardzo nieszablonowo, a za to naturalnie poprowadził ten wątek i że mamy jednak nierówną relację, którą tak łatwo zepsuć odrobiną szczerości. W ogóle to brnięcie w prawdę, bo tylko ona może pomóc im uciec z uwięzienia… Podoba mi się przewrotność tego motywu, pokazująca, jak bardzo może niszczyć to, co przecież uważamy za tak wielką wartość. Ciekawa jestem niezmiernie, jak rozegra się to w finale.

Tym razem też ładnie wychodzą te nieoczywiste ujęcia kamery. Tak jak w pierwszym odcinku choćby kręcenie nią było zwyczajnie chaotycznie, tak tu ładnie grało z choreografią scen i nie tylko nie przeszkadzało, ale też cieszyło.

Kończąc powoli, to był na tyle dobry odcinek, że zupełnie nie brakowało mi w nim pani Quill (a dotychczas zawsze wyczekiwałam scen z nią), ale też jej powrót w takim stylu jak i sam początek odcinka, bardzo mi się podobały. I już nie mogę się doczekać na następny odcinek, który zapowiada się niczym Doctor Who z panią Quill zamiast Doktora. A póki co śmiem twierdzić, że to godne zastępstwo.

*Od pierwszego odcinka niestety obawiam się, że to dlatego nie ma go w głównej obsadzie, bo najpóźniej na koniec serii zostanie zabity.

charlie-detainedPegaz: Po raz pierwszy dokładam swoją cegiełkę do redakcyjnych wrażeń! Cieszę się, że cegiełka dotyczy odcinka, który bardzo mi się spodobał. Miałam pewne wątpliwości, bo umieszczenie akcji prawie całego odcinka w jednym pomieszczeniu mogło, moim zdaniem, źle się skończyć, ale wyszło naprawdę dobrze. Ograniczenie przestrzeni oraz liczby postaci? Serial Class się obronił! Przypadł mi do gustu pomysł z wyznawaniem prawdy. Świetnie, że wyraźnie zobaczyliśmy te wszystkie konflikty i problemy w gangu. Rzeczywiście, każdy z tych bohaterów jest w pewnym sensie outsiderem, ale razem mogą stworzyć WSPANIAŁĄ drużynę! Miodem na moje serce była kluczowa w tym odcinku rola Charliego. Charlie ostatecznie pokonuje potwora, pokazuje swoją moralność kosmity (uwielbiam rozmyślać nad moralnością różnych kosmitów z uniwersum Doktora Who)… Dobrze, bo właściwie postrzegam wątek Charliego i pani Quill jako najważniejszy wątek tej serii. Pani Quill? Tęskniłam za nią, ale pojawiła się na początku i pod koniec odcinka, znowu robiąc na mnie świetne wrażenie, więc łaskawie wybaczyłam Patrickowi Nessowi jej tak długą nieobecność. Relacja pani Quill i Charliego robi się coraz ciekawsza, pani Quill pokazała pazury… Teraz mogę już tylko czekać na kolejny odcinek.

To jak tam, ktoś oprócz redakcji śledzi jeszcze serial? Czekacie na więcej Quill i finał serii? Swoje wrażenia dorzucajcie w komentarzach!


Istota żywiąca się absurdem, fantastyką, serialami i muzyką alternatywną. Uwielbia książki w każdej postaci. Korektorzy z zamiłowaniem, choć przecinki czasem odmawiają współpracy.


  • McThar

    Jak najbardziej czekam na koniec serii, ciekawi mnie czy April ostatecznie umrze czy ktoś wymyśli jakąś alternatywę, żeby ją uratować (np. Ram mimo to, że wie, że ona go nie kocha jak on ją). Mam nadzieję, że Matteusz może jednak zostanie, bo na prawdę z początku mi się nie podobał, ale pełni dość ważną rolę dla Charliego. I mam też cichą nadzieję, że może Doktor się jeszcze tu kiedyś pojawi (w co wątpię, ale jakby mu zrobili znowu jakieś zarąbiste wejście jak w pierwszym odcinku, byłbym kontent). A następny odcinek z Panią Quill, który ma na prawdę potencjał, to tym bardziej czekam z niecierpliwością.

  • Wojciech Kowalski

    Historie dziejące się w małej, zamkniętej przestrzeni z małą ilością bohaterów to mój osobisty konik i osobiście wypatruję wszędzie tego typu historii, więc jeśli ktoś coś kojarzy to mógłby dać znać.
    W uniwersum Doctora Who mamy oczywiście jeszcze świetny Midnight, ale także z Expanded Universe mamy słuchowisko Scherzo od Big Finish.

    Świetny odcinek, podobało mi się jak każdy powiedział coś co na swój sposób zrażało (jedni mniej, inni więcej), a jednocześnie wciąż się czuje sympatię do tych bohaterów. Chyba tylko Charlie był tu wyjątkiem, w tym sensie, że nie powiedział nic co mnie zrażało do niego.

    Najbardziej zraziłem się jednak chyba do Tanyi, bo okazała się okropną rasistką. Po prawdzie już w poprzednich odcinkach było to sygnalizowane, ale tutaj uderzyło z całą siłą.

    Wątek romansu April i Rama został poprowadzony naprawdę ciekawie – z początku byłem temu wątkowi niechętny, bo czułem, że nie każdy serial młodzieżowy naprawdę potrzebuje takiego wątku i jeśli już ma być to powinien być zrobiony dobrze. I tutaj czuję, że wyszedł naprawdę wiarygodnie, a to jest chyba najlepsza pochwała jaką mogę mu dać.