Dotrwaliśmy! Minął rok od ostatniego odcinka, dacie wiarę? Zapraszamy do redakcyjnych wrażeń z najnowszego odcinka świątecznego, The Return of Doctor MysterioUwaga na spoilery!

Mytherios: Minął cały rok, odkąd widzieliśmy ostatni odcinek przygód szaleńca w budce. Rok, który twórcy mogli poświęcić na przemyślenie pewnych spraw, na dopracowanie kilku rzeczy. Czy wykorzystali ten rok owocnie? Cóż… niestety nie, przynajmniej moim zdaniem. Ale z racji świąt zacznę może od tych pozytywnych kwestii. A wśród nich oczywiście jak zawsze Peter Capaldi ze swoją absolutnie genialną grą aktorską ciągnie niczym lokomotywa ten odcinek. Dwoi się i troi. Strasznie mi go brakowało i cieszę się, że znów mogłem sobie zawiesić oko na jego grze. Kolejnym plusikiem jest Nardole, co do którego miałem największe obawy. Były bezpodstawne, bo Matt Lucas daje radę jako grumpy towarzysz już nie tak grumpy Doktora. Koncept scenariusza był całkiem niezły, bo mamy superbohatera w świecie Doktora. No ale wykonanie już leży. Po pierwsze ten bohater to ni Batman, ni Superman. Nie podobał mi się jego plastikowy kostium i batgłos. Najbliżej mu do takiego bohatera z serialu, który leciał 15 lat temu. Był on o podobnie ubranym superbohaterze z czerwonym okiem, który grał na saksofonie. Jeśli ktoś zna tytuł, to dajcie znać w komentarzach. W każdym razie było to tak samo kiczowate. Główni złole też tacy bez wyrazu, a pistolet chowany w głowie zrodził we mnie mega facepalma. Nie jestem też przekonany do tego, że wspomniany już Nardole potrafi pilotować TARDIS. Najpierw River, teraz on, niedługo pani Mary z warzywniaka sobie z tym poradzi. Oj, Dalekowe „only the Doctor can pilot the TARDIS” jest mocno nieaktualne.

Mieliśmy wszystkie składniki, by zrobić super odcinek świąteczny, ale znowu coś nie wyszło. Trudno mi powiedzieć, z czego to wynika, bo na papierze wygląda fajnie. Zostaje zrobić sobie grzańca i zobaczyć sobie dziesięcioletnią Uciekającą pannę młodą („The Runaway Bride”) po raz dwudziesty.

Ginny: Zdecydowanie się nie zgodzę. To był bardzo dobry odcinek. Jasne, miał pewne drobne mankamenty, ale i tak dla mnie był pięknym powrotem serialu. Na tych złych bardzo się ucieszyłam, bo już w Mężach River Song („The Husbands of River Song”) bardzo podobał mi się ich koncept i wzornictwo. Tam odgrywali pomniejszą rolę, tu stanowią oś odcinka i może ich plan podbicia świata jest mało oryginalny (ekhem Strażnicy ekhem), ale przyjemnie się ich ogląda jako przeciwników Ducha i Doktora.

Jeśli chodzi o samego Ducha, po zapowiedziach Moffata spodziewałam się dużo większego wyśmiewania superbohaterskich klisz, ale ogólnie nie było z tym jakoś źle. Mam wrażenie, że w tym wątku akurat Moffat poszedł bardziej za fabułą niż za humorem (co nie znaczy, że tego humoru brak). Podoba mi się szczególnie pochodzenie mocy Granta, tak bardzo w stylu Doctora Who. Ogólnie też polubiłam jego postać, no ale hej, leworęczny superbohater, jak ja mam go nie polubić [Czcigodne i Antyczne Bractwo Lewej Ręki przybija Duchowi pieczątkę aprobaty zrobioną z ziemniaka]. Na co będę lekko narzekać, to wtórność wątku miłosnego. I nie, nie mam na myśli komiksowej wtórności, mam na myśli wtórność Moffatowską. Oto mamy mężczyznę od dzieciaka zakochanego w kobiecie, która go nie zauważa, a potem zdaje sobie sprawę z tego, że odwzajemnia jego uczucie. Mężczyznę, który dla tej kobiety podejmuje się zawodu (stereo)typowo kojarzonego z kobietami. To historia Rory’ego i Amy. I jakkolwiek ogląda się to bez bólu, trudno nie dostrzegać tej wtórności.

Sama Lucy jest sympatyczna, mądra, trudno jej nie polubić, szkoda tylko, że wpisuje się w kliszę „nagrody dla superbohatera”. Byłoby to przynajmniej odrobinę mniej wtórne, gdyby Lucy była mężczyzną. Choć wtedy mielibyśmy już cały odcinek z samymi mężczyznami, co już przy obecnym rozegraniu fabuły mnie odrobinę uwierało. Ale laleczka była irytująca. Proszę, nie idźmy w stronę takich dźwiękowych przeszkadzajek.

W odcinku mamy też Nardole’a, który jest po prostu sympatyczny. Stanowi więcej niż komediowy przerywnik, ma tu wyraźnie głębszą więź z Doktorem, ale i czego się spodziewać po tych dwudziestu czterech latach na Darillium, gdzie musieli się często spotykać, a potem też pewnie trochę razem podróżowali zanim dotarli na Ziemię w tym odcinku. Podoba mi się w tym wątku, że Doktor zrobił Nardole’a swoim pełnoprawnym towarzyszem i że Nardole nie podąża bezkrytycznie za nim, ale wytyka mu różne rzeczy, na różne ważne rzeczy zwraca uwagę, a kiedy robi swoją zdziwioną minę, czuć, że zdziwienie nie wynika z głupkowatości, a po prostu z nieznanych nam różnic kulturowych.

Doktor wnosi do odcinka… Doktora. Takiego, jakiego znamy z 9 serii, tak samo genialnego, ale przede wszystkim pełnego humoru. Choć więc fabuła nie należy do tych najbardziej pokręconych, humor podciąga jej tylko dobry poziom o kilka oczek do góry. A jeszcze wyżej przenoszą go niewielkie, ale powracające nawiązania do końca wątku River. Wiemy już, że tamta noc, choć bardzo długa, minęła, a River nadal umarła w Bibliotece. I wiemy, że Doktor cierpi z tego powodu, choć się do tego cierpienia nie przyznaje.

Poza tym podobało mi się tu nawiązanie do Osgood (czyżby zajęła miejsce Kate Stewart?) oraz to, że mimo zwycięstwa Doktora jedna ze Szram ucieka, co daje nam dwie interesujące możliwości. Albo Szramy powrócą w 10 serii, albo Moffat pozostawi ten wątek do eksploracji Chrisowi Chibnallowi. Podobało mi się też zasugerowanie wizualnie, że główna akcja odcinka dzieje się w niedalekiej przyszłości. Ot, taki niewyłożony implicite cyberpunk.

Całościowo to był po prostu bardzo dobry odcinek. Miło było wrócić do tego świata. A teraz czekam wiosny i pierwszego spotkania z Bill.

Clever Boy: Ten odcinek był super. Takie właśnie powinny być odcinki świąteczne: lekkie, przyjemne i zabawne. Powrót serialu na ekrany zupełnie mnie nie zawiódł. Od początku wiadome było, że wszystko będzie tutaj z przymrużeniem oka, no i miało nawiązywać do starych filmów z Supermanem. Postać Nardole’a jest ciekawa, zabawna i spodobała mi się. Sama intryga była w tle, co w sumie było ciekawe. A złych na pewno jeszcze zobaczymy, obstawiam, że jeszcze w 10 serii. Kocham superbohaterów, więc ten odcinek był dla mnie fantastyczny, szczególnie dzięki różnym nawiązaniom, Moffat świetnie bawił się motywami superbohaterskimi. Podobała mi się postać Granta i to, jak zmieniał głos. Lucy też była sympatyczna, chociaż musiała się wpisać w typową rolę damy w opresji. Wzmianka o River Song była piękna i smutna, wygląda na to, że już naprawdę nie zobaczymy jej postaci. Biedny, zraniony Doktor, boję się, co będzie, gdy to wszystko się nagromadzi i wybuchnie. Uśmiałem się i dobrze się bawiłem. Capaldi miał rację, ten odcinek to taki świąteczny smakołyk, idealny deserek na zakończenie świąt. :) A teraz czekam na 10 serię, zapowiada się wyśmienicie!

Pegaz: Zaczęło się od małego fana komiksów o superbohaterach. Potem chłopiec dorósł i jako superbohater ratował mieszkańców Nowego Jorku… Ten wątek ma znaczenie w odcinku świątecznym i jest naprawdę uroczy, ale Powrót Doktora Mysterio to także coś jeszcze. Otrzymaliśmy w prezencie trochę przerażającą i trochę obrzydliwą inwazję kosmitów (cudownie!). Znowu spotkaliśmy Nardole’a (ostatnio mnie drażnił, ale tym razem udało mi się go polubić) i, co najważniejsze, Doktora… Bardzo przypadł mi do gustu ten Doktor. Jego relacja z Grantem (chłopcem, superbohaterem) poruszyła moje serce. Doktor jest w tym odcinku zabawny… Bywa też inny i wzruszyłam się pod koniec seansu (River!). Cała końcówka zrobiła na mnie wrażenie. Polubiłam Granta oraz dziennikarkę Lucy, chętnie bym do nich jeszcze zajrzała! Polecam ten pełen humoru, nieco szalony, ale i nieco smutny odcinek.

K.: Dawno nic nie sprawiło mi takiej czystej radości jak ten odcinek. Przede wszystkim mam wrażenie, że być może właśnie tego potrzebuje serial po tak poważnej dziewiątej serii i tak długiej przerwie – przypomnienia wszystkim, że Doktor to tylko aspołeczny szaleniec w budce, okazjonalnie ratujący świat, żeby zapomnieć o tych, których nie mógł ocalić. Uważam, że takie zejście z mrocznego tonu bardzo dobrze nam zrobi i również cudowny zwiastun nowej serii chyba to zapowiada. Poza tym nic nie wyrazi tego, jak bardzo stęskniłam się za Peterem Capaldim – ten człowiek jest tak bardzo na swoim miejscu, tak świetnie odgrywa całe spektrum uczuć, tak wiele radości czerpie z tej roli, że przez cały odcinek się do niego uśmiechałam. Tak bardzo mam nadzieję, że nie odejdzie od nas za szybko!

Wracając do samej fabuły: inwazja nie była bardzo interesująca (choć faktycznie plan mieli niezły, tylko jakoś Doktora w nim nie uwzględnili), ale była świetnym pretekstem do pogrania z motywami superbohaterskimi, które zawsze uważałam za strasznie głupiutkie – więc już od sceny, gdy Doktor odkrywa, że Clark Kent to Superman, wiedziałam, że będę się dobrze bawić. A kiedy chwilę potem okazało się, że nasz superbohater pracuje jako niania, to aż pisnęłam z radości. Zwłaszcza że role Granta i Lucy zostały odegrane ze sporym wdziękiem i naprawdę nietrudno było uwierzyć w nieporozumienie między nimi, w ogóle ta celowa absurdalność tej sytuacji z ich wspólnym mieszkaniem i byciem zazdrosnym o siebie samych była tak niewymuszenie zabawna, że choć gdziekolwiek indziej bym zaliczyła pewnie uderzenie czołem o biurko, tak tutaj prawie płakałam ze śmiechu, gdy Grant zdjął maskę, ale Lucy nie chciała podnieść wzroku. Rozumiem ludzi, którzy narzekają na pewną wtórność tego Moffatowego grania ze stereotypowo męskimi i kobiecymi rolami i Doktora mieszającego w życiu jakiegoś dziecka, ale powiedzmy sobie szczerze, niewielu scenarzystów potrafi to robić z takim wdziękiem i fajnie, że Moff wykorzystuje swoją ostatnią szansę na taki odcinek po to, żeby spełnić własne aspiracje i samemu się dobrze bawić.

Ach, i jeszcze krótko o Nardole’u – ładnie wybrnięto z jego powrotu i faktycznie może się okazać świetnym kompanem dla Doktora i Bill – prosiłam o męskiego lub kosmicznego towarzysza, a wygląda na to, że dostałam dwa w jednym, dziękuję uprzejmie. Ogólnie czuję się ostatnio strasznie popkulturalnie rozpieszczona i mam nadzieję, że dziesiąta seria Doktora utrzyma ten trend, a zresztą po tym odcinku jestem pewna, że tak będzie.

A jak wam się podobał odcinek? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.


Właściciel oraz założyciel Gallifrey.pl. Twórca projektów internetowych, czarodziej społeczności, magik newsów technologicznych. Wielki fan Doktora Who oraz całej masy innych seriali. Wielbiciel kryminałów, thrillerów oraz muzyki wszelakiej.
  • Przemek031999

    Ja tylko dodam, że Tasha Lem też umie prowadzić TARDIS :P

    • O, widzisz. Zapomniałem o niej. Ja jednak wolałem kiedy tylko Doktor ją pilotował, wiesz, elitarnie i w ogóle.

    • Cpt

      Znakomita większość pozaziemskich towarzyszy potrafi: Adric, Turlough, Nyssa… A nawet i stuprocentowo ziemska Tegan dawała sobie radę z pomocą instrukcji obsługi ;)
      Taaak, nawiązanie do Osgood daje nadzieję, że kiepska podróbka Brygadiera w postaci jego córki zniknie gdzieś sobie raz a dobrze i zastąpi ją ktoś kompetentny ;)
      W ogóle też liczyłem, że heheszki z herosów będą bardziej jadowite, ale w sumie dobrze się stało, odcinek świąteczny ma być lekki, łatwy i przyjemny. No i był. Świetny, nie tak bardzo, jak w zeszłym roku, ale świetny.

      • Wojciech Kowalski

        Dokładnie, też mnie zdziwiło to niezadowolenie z pilotowania TARDIS, przecież w Classic Who nie było to nic dziwnego.

        A poza pilotowaniem to nawet w New Who Jack Harkness pomagał w majstrowaniu przy TARDIS, a nawet współczesny Rory.

        Ej no, ja tam lubię Brygadiera, ale on sam przecież nigdy nie był jakoś wybitnie kompetentny :P

  • thekioskarz

    Moim zdaniem odcinek o wiele lepszy niż się spodziewałem po trailerach. Oglądałem do 2 w nocy, bo jak zacząłem to już nie mogłem przestać. Było też kilka cytatów, które mi utkwiły w głowie plus trochę humoru Doctora. Odcinek mam wrażenie wprowadza w nową fazę. Widać minęło już dużo czasu od ostatniego odcinka. Doktor dużo podróżował z Nardole i stara się zapominać dawne rany. „Wszystko się kiedyś kończy, ale też zaczyna się nowe”. Pewno będą wracać poprzednie wątki, ale widać, że Moffat stara się po dokańczać to co zaczął. Nardole podobał mi się bardzo. Ciekawy typ towarzysza. Pomysł z wprowadzeniem po raz pierwszy po 53 latach serialu jakiegoś bohatera ciekawy, lecz pewno jednorazowy. Zresztą i dobrze, bo to nie ten typ serialu. Lubie komiksy, ale ten serial to co innego. Liczę, że w kolejnym sezonie znów zobaczymy Unit, Mistrza i coś nie było przez kilka sezonów. Warto robić czasem takie powroty sprzed kilku lat. Ale zadowolę się każdym pomysłem scenarzysty. Moffat na pewno postara się dobrze zrobić sezon 10, by zostać dobrze zapamiętanym.

  • McThar

    Mi się odcinek bardzo podobał. Był nieco humorystyczny, momentami smutniejszy. Ale po tym co się spodziewałem, zostałem mile zaskoczony.

  • M.

    The Return of Doctor Mysterio przypomniał mi odcinki z ery Daviesa – kolorowy, lekko kiczowaty, nie wbijający w fotel, ale całkiem przyjemny. I bardzo dobrze, miła odmiana po ciężkiej 9. serii. Nie zachwycił mnie tak, jak poprzedni odcinek świąteczny, ale oglądało mi sie przyjemnie, a koncepcja superbohatera z prawdziwego zdarzenia w świecie Doctora jest bardzo ciekawa. I Nardole na plus, ciekawy towarzysz i w końcu ktoś nie ze współczesnej Ziemi. Teraz tylko czekac na 10. serie. ^^

  • Wojciech Kowalski

    Uwielbiam odcinek. Jestem fanem superbohaterów, w tym samego Supermana i to było jak wymarzony odcinek. Wielka rewelacja Doktora, że Clark Kent i Superman to jedna osoba, relacja z młodym Grantem, X-ray vision w okresie dojrzewania, wszystko to było super.

    Mówiłem, że mam pozytywne przeczucia co do Nardole’a, wbrew ponad połowie fandomu, dokładnie argumentując tak jak już teraz mówią wszyscy – że kosmita, że z przyszłości, że facet, że więcej głębi niż na początku.

    Co do Lucy – równie dobrze można mówić, że Grant był nagrodą dla niej, bo w jakimś sensie grała nawet większą rolę w odcinku niż on. I co do tego, że i tak już dużo facetów na ekranie. Ostatnimi czasy zastanawiałem się czy ostatnia seria przeszłaby odwrócony test Bechdel, bo poza Doktorem to na pierwszym planie same kobiety, więc to, że tym razem jednak nie jest więcej kobiet nie powinno być problemem.

    Że wątek inwazji jak ze Strażników? Em… No może, ale tylko odrobinę, no i poza Strażnikami to już często takich nie widzimy.

    • W czym się przejawia głębia Nardole’a?

      • Wojciech Kowalski

        Głębia z definicji nie może być opisana w paru zdaniach w komentarzu :P

        A tak poważnie, Nardole może nie jest postacią nadmiernie skomplikowaną i „głęboką” jak niektórzy samozwańczy artyści, ale mi chodziło jedynie o to, że nie jest „płaską” postacią komedią jak wielu się obawiało.

        Kieruje nim troska o Doktora, czasem się boi jak dziecko, jest żartobliwy, potrafi skrytykować Doktora, potrafi się cieszyć prostymi rzeczami.

        Nawet jeśli nie są to oznaki ukrytej głębi, to przynajmniej ta postać jest dosyć ciekawa.

  • Będę robić za dane do odchylenia standardowego, bo odcinek niezbyt przypadł mi do gustu. Doktor Who tak fajnie potrafi parodiować inne gatunki i pisać stare historie na nowo, a tu zamiast dekonstrukcji superbohatera, jakiejś gry z gatunkiem czy zwykłego wyśmiania pewnych motywów (a tak dobrze się zapowiadało przy scenie z Doktorem „odkrywającym”, że Clark Kent i Superman to ta sama osoba) dostaliśmy po prostu odtworzenie superbohaterskich klisz. A byłoby tak fajnie, gdyby Grant faktycznie był zawodową nianią, a nie zakochanym chłopakiem z „friendzone”. Owszem, odcinek miał parę niezłych momentów, zwłaszcza na początku, ale wyszedł ostatecznie mało ciekawy, z niewielkim udziałem Doktora i z przemową o River wciśniętą nie wiadomo po co. Za to zwiastun kolejnego sezonu daje nadzieję na nowe, fajne przygody.

  • Dla mnie plan inwazji nawet bardziej niż Strażników przypomina Aliens of London / World War III. Tylko z mniej zabawnymi kosmitami :(.

  • Pingback: Doktor Who kontra superbohater - 1:0 dla Moffata? - Gallifrey.pl - wszystko o serialu Doctor Who()

  • Pingback: No to lecimy! Jeszcze jedna recenzja Powrotu Doktora Mysterio - Gallifrey.pl - wszystko o serialu Doctor Who()

  • Pingback: Podsumowanie 2016 [październik, listopad i grudzień]()