Finał pierwszej serii Class już za nami. Co sądzimy o The Lost? Redakcja dzieli się wrażeniami.

Mnóstwo SPOILERÓW, oczywiście.

K.: Patrick Ness zapowiadał od początku, że jego największym priorytetem jest napisanie oryginalnych pełnowymiarowych postaci i pokazanie nam czegoś czego jeszcze nie widzieliśmy. I mimo paru potknięć do tej pory naprawdę świetnie mu to szło, do momentu, w którym naprawdę pokochałam wszystkich bohaterów i równocześnie nie miałam najmniejszego pojęcia, co czeka ich w finałowym odcinku. Ale rodzaj zaskoczenia, który teraz odczuwam, chyba nie jest tym, na którym zależało scenarzyście.

class-2016-12-06-5Zacznę po kolei, bo mam tyle odczuć i przemyśleń, że zaraz sama się w tym pogubię. Reżyseria i montaż naprawdę wypadły tym razem bardzo fajnie, ale wciąż męczą mnie strasznie częste przeskoki między scenami, jakby twórcy bali się, że nie mogą utrzymać naszej uwagi na jednej postaci przez dłużej niż 10 sekund. No więc mogą, jak udowodniły odcinki 6 i 7, wychodzi im to świetnie i odcinek jedynie na tym zyskuje. A tutaj znowu – nie wiem, czy mam emocjonować się dialogiem Quill z Tanyą, Matteusza z Charliem czy April z jej mamą, a że wszystkie te sceny są ważne i ciekawe, to zaraz zaczynam odczuwać przesyt. Od początku było wiadomo, że ten odcinek będzie musiał zmieścić bardzo dużo treści i dodatkowe rozbijanie ważnych dialogów na dwie czy trzy części jest o wiele bardziej męczące niż trzymające w napięciu. Ale może to tylko ja.

Nie podoba mi się zabicie akurat tych dwojga bohaterów. Nie może być tak, że wprowadzasz dwie świetnie napisane i zagrane i reprezentujące dużo rzeczy postaci rodziców i zabijasz ich bezlitośnie na samym początku odcinka. Nie może być tak, że bez ostrzeżenia zabijasz dwójce już straumatyzowanych bohaterów najbliższe im na świecie osoby i oczekujesz, że będą w stanie zrobić cokolwiek sensownego choćby i godzinę później. I o ile jeszcze gniew i strach Rama są łatwe do uzasadnienia (ale serio, jego matka wspomniana w takim momencie dopiero drugi raz?!), to reakcji Tanyi kompletnie nie rozumiem. To znaczy płacz, szukanie braci, przytulanie Quill – tak. Ale jak w kilka godzin mogła dojść do etapu nauki walki? Jakoś nie kupuję tej nowej szukającej zemsty Tanyi, ani jako osieroconej czternastolatki, ani jako najrozsądniejszej i najbardziej poukładanej moralnie (może oprócz Matteusza, o nim zaraz) osoby z paczki. Czemu jej bracia jej nie szukali, to jest też całkiem bez sensu. Innymi słowy, czemu ktoś krzywdzi tak bardzo dwie tak kochane i wspaniałe postacie, dlaczego. I ja już nie wspomnę o tym, że Patrick Ness sugerował, że nikt w odcinku ostatecznie nie zginie i uważam, za jednak mało zaskakujące zabijanie ważnych dla bohaterów postaci, ale ich samych już nie. Także jeśli chodzi o początek odcinka, to już trochę mnie rozczarował.

class-2016-12-06-6Akapit dla Matteusza, bo ach, to jest niesamowite. Jak postać zaczynająca się od ewidentnie kiepskiego researchu kończy jako jeden z najkochańszych i najbardziej pozytywnych bohaterów seriali dla młodzieży w ogóle. Ilość determinacji, jaką ten chłopak wkłada w to, żeby żyć w zgodzie z samym sobą jest niesamowita. To, że to jest postać oparta praktycznie na samych pozytywnych cechach – cierpliwości, empatii, trosce o innych, a równocześnie nie jest irytująca ani przerysowana – no bardzo to do mnie przemawia. Świat byłby piękniejszym miejscem, gdybyśmy się wszyscy starali być trochę bardziej jak Matteusz. I co jeszcze chciałam zaznaczyć tu przy końcu sezonu – ja wiem, że narzekałam trochę na tę jego „polskość” i trochę ją wypierałam, ale ostatecznie uważam, że jest to potrzebna reprezentacja. Sytuacja w UK jest jaka jest i utożsamianie pozytywnych cech z polskim imigrantem raczej nikomu na złe nie wyjdzie. I ostatecznie bardzo cieszę się, że ani Matteusz ani Charlie nie zginęli – bo jednak wbrew rozsądkowi trochę się tego obawiałam, a tu jeśli dostaniemy sezon drugi (a raczej znaki na niebie i ziemi mówią, że tak) to dowiemy się też w którym kierunku pójdzie ich relacja i jak wiele ten nasz biedny Matteusz może jeszcze wytrzymać.

class-2016-12-06-3Jeśli miałabym oceniać aktorstwo, to ten odcinek był perfekcyjny, co do najmniejszej roli, ale zdecydowanie kradną go Greg Austin i Katherine Kelly. Dostali oczywiście najfajniejszy materiał, ale jednak trzeba sporo aktorskiej charyzmy, żeby odegrać tak przekonująco totalnie rozdartego kosmicznego księcia lub broń masowej destrukcji z instynktem macierzyńskim. Już za nimi tęsknię. I bardzo podoba mi się ostateczne (mam nadzieję) rozwiązanie ich konfliktu – Quill równocześnie dostała swoją zemstę i dała Charliemu szansę na odpokutowanie swoich decyzji, lubię takie niejednoznaczne, ale nie krwawe rozwiązania. No i proszę nie zabijać Charliego, bo Matteusz.

Wciąż nie wiem, czy cieszy mnie rozwiązanie wątku April, chyba mogłaby zginąć, bardzo ją lubię, ale motyw budzenia się w nieswoim ciele zawsze mnie bardzo uwiera. Z drugiej strony, to jest postać, która ma jeszcze spory potencjał – no i mamę, którą trzeba się zaopiekować. Zastanawiam się, czy Ram wziąłby w razie czego na siebie ten ciężar. W ogóle zastanawiam się, czy Ram po tym wszystkim może być jeszcze kiedyś normalny i szczęśliwy, bardzo mnie boli, że on musi tyle cierpieć. Już bym wolała, żeby już skończyli szczęśliwie z April, niż żeby tu wprowadzać jakieś kolejne komplikacje, ale cóż. Zobaczymy, jak Ness rozwiąże ten wątek, chyba że nie, to wyczuwam spore pole do fanfików. Win-win.

class-2016-12-06-2No i jeszcze rewelacja sezonu, czyli Zarząd, Przybycie i Płaczące Anioły. Szczerze powiedziawszy, nadal nie mam pojęcia co o nim myśleć – pomysł ma z pewnością o wiele większy potencjał niż Cienie, choć jestem z tego teamu, któremu się przejadły już Anioły – ale tak naprawdę nie wiem, co może z tego wyniknąć. Oby drugi sezon z ciekawszym wątkiem głównym. No i śmierć Dorothei była trochę bez sensu, ona miała potencjał, zwłaszcza w duecie z Quill. Cóż, pozostaje się modlić do bogów BBC o kolejne odcinki. Może tym razem choć dziesięć?

Lierre: Na bogów małych i dużych, co to było?

Skończyłam oglądanie z wielkim „what” na twarzy (i na ustach, i na klawiaturze). Ten ostatni odcinek znienacka tak eskalował, że zanim się obejrzałam, było ciach, Cienie out, Szafka out i Zarząd w całej okazałości razem ze swoim… kultem??? Co? Przepraszam – CO?

Zacznę może od tego… problemu, zanim przejdę do zachwytów. Czyli mamy sobie szkołę Coal Hill, w której co jakiś czas coś kosmicznego wypełza i ktoś (kilkakrotnie Doktor) musi sprzątać. Ale gdzieś między wierszami jest wyraźne: incydentów było o wiele, wiele więcej, na tyle, by powstał Zarząd, instytucja w jakimś sensie równoległa do UNIT-u. Jednostka badawcza, która… szuka. No dobra. Widzimy, czego dokładnie szuka i do puzzli to się akurat szeroko uśmiechnęłam. Ale, naprawdę… Anioły? Dlaczego? Co one mają z tym wspólnego? Dlaczego akurat one? Dlaczego nie Cisza…? Nie ogarniam, nie klei się, jest wzięte nie wiadomo skąd.

class-2016-12-06-4Ale jeśli miałabym mieć z tym odcinkiem 99 problemów, to Zarząd z Aniołami stanowiłyby jakieś mocne 90 z nich. Bo cała reszta gra i hula – i Quill z instynktem macierzyńskim, i zdeterminowana Tanya ucząca się walczyć, i April spokojnie godząca się na śmierć, i straszliwie zrozpaczony i złamany Charlie, i Matteusz… No Matteusz to jest w ogóle osobna kategoria i rany, wszystko, co z nim związane, jest takie kochane, chcę poznać kogoś takiego i się zaprzyjaźnić. Hufflepuffs united!

Podobała mi się konstrukcja odcinka, płynne przejście od poprzedniego (minęło sześć dni…), to, jak przez większość czasu mimo wszystko bardzo spokojnie się rozwijał, by gwałtownie przyśpieszyć pod koniec (szkoda, że nie trwał trochę dłużej… lubię, gdy finały są trochę dłuższe). Kolejne śmierci były naprawdę wstrząsające, Cienie naprawdę straszne (wróg, który wyskakuje z cienia, może pojawić się zawsze i wszędzie – w tym dopiero momencie stali się bardzo doktorowi i godni postawienia w jednym rzędzie z innymi potworami Whoniversum – choć są dziwni i przerysowani, a Corakinus naprawdę mógłby mniej gadać) (serio, po cholerę on tyle gada? Za każdym razem, jak się odzywa, niszczy nastrój, co za idiota) (no i rzeczywiście, kretynie, jeśli jesteś połączony mentalnie z wrogiem, to może nie knuj, a jak już knujesz, to nie miej pretensji, że jak zmuszasz tego wroga do zbliżenia się na tyle, że wyczytać ci wszystko z głowy, to on to wszystko wygada? Serio, w szkole Kosmicznych Złoczyńców nie uczą nawet takich podstaw???).

class-2016-12-06-12Ostateczny bilans jest bardzo w porządku, ten odcinek był świetnie nakręcony (nie przeszkadzają mi te gwałtowne przeskoki, dobrze budują wrażenie, że wszystko dzieje się szybko i równocześnie) i miał rewelacyjną muzykę, poza tym… RANY, MATTEUSZ PRZEŻYŁ I CHARLIE PRZEŻYŁ, NIE MAMY GEJÓW W LODÓWCE, PANIE NESS, LET ME LOVE YOU. April miłościwie przemilczę, bo jakkolwiek całkiem ją lubiłam (i ładnie śpiewa), to powinna była zginąć, albo, w najgorszym przypadku, zginąć i zmartwychwstać, jak Harry Potter (jest między tymi postaciami pewne podobieństwo). To, co się stało, jest… Uhm. Biedny Ram. Aż tak bardzo ją kochasz, baranku? Niezły punkt wyjścia, w sumie, do drugiej serii. Jeśli jej nie dostaniemy, będzie mi straszliwie smutno. Bo nie był to serial idealny, ale bawiłam się przy nim doskonale, polubiłam bohaterów i wyczekiwałam newsów z Class bardziej niż z Doktora Who. Będzie mi od teraz w soboty trochę smutniej.

class-2016-12-06-17

class-2016-12-06-13Clever Boy: ŁAŁ. To było świetne. Bardzo mi się podobało. Odcinek mnie zaskoczył i zszokował. Ale od początku. Piosenka, którą śpiewa April jest niesamowita i piękna, bardzo lubię takie klimaty. Odcinek zaczyna nam się trochę niewinnie. A później akcja się rozkręca i zaczyna się ostra jazda. Nie podobała mi się śmierć rodziców – byli bardzo sympatycznymi osobami. Śmierć ojca pokazali nam niestety w zwiastunie, ale nie musiała być to śmierć. Moment z mamą Tanyi był przesłodki, więc od razu wyczułem, że coś się stanie. Szczególnie, gdy stanęła w drzwiach. To było przykre…

Wiem, że to zabrzmi brzydko, ale bardzo się cieszę, że „umarła” April. Najbardziej bałem się o zabicie mojego ukochanego Matteusza, ale nic się nie stało. Chociaż do samego końca odcinka czułem niepewność. Było mi bardzo przykro, że April zginęła, ale dobrze, że to ona się poświęciła. Zagrożenie ze strony Cieni było tym razem większę, poczułem się jakbym oglądał trochę finał Doctora Who za czasów RTD (jak ja uwielbiam jego finały, tylko gdy on prowadził serial czułem zagrożenie ze strony Daleków). Cieszy mnie to, że pozbyliśmy się Cieni raz na zawsze. Chociaż tym razem wypadli chyba najlepiej z wszystkich odcinków.

Szkoda, że Ram się rozkleił totalnie. Z jednej strony – czego się spodziewać? Stracił prawie wszystko co miał w swoim życiu, z drugiej strony jego chęć zemsty przejęła Tanya. Mnie się to bardzo podobało, że chce się nauczyć walczyć – chociaż jedna osoba będzie potrafiła kopać tyłki. Dużo się działo, odcinek powinien trwać dłużej, bo za szybko zleciał. Jeszcze bardziej pokochałem Quill, świetnie jest oglądać rozwój i przemianę jaka dzieje się wokół tej postaci. Nie rozumiem dlaczego Jordan Renzo nie trafił do głównej obsady. Jedynym wytłumaczeniem dla mnie jest to, że postać dostała większą rolę w trakcie pisania serialu (bo wiemy, że Ness przerabiał scenariusz w trakcie kręcenia Class). No chyba, że chodziło o to, żeby się martwić o jego los…

class-2016-12-06-8No i na koniec największe zaskoczenie. Ness kłamał. Zobaczyliśmy Płaczące Anioły! To było świetne i bardzo mi się podobało. Co prawda, dziwne, że potrafią one coś knuć. Tylko czy Zarząd się nimi posługuje czy dla nich pracuje? Ta scena z odwróceniem się ludzi była genialna! Dziwi mnie tylko to, że Dorothea nie próbowała jakoś uciekać lub się wycofać. Zarząd się pojawił i nadal nie wiemy tak naprawdę nic… COŚ nadchodzi. Olbrzymi Anioł zaatakuje współczesny Londyn, a może to tylko jakaś metafora? Jeśli Class nie dostanie 2 serii, to liczę, że Moffat* jakoś ten wątek przejmie. To jest wielka bomba i można ją bardzo ciekawie poprowadzić. Bardzo, bardzo chcę drugą serię. Nie można nas tak pozostawiać, ktoś musi pozamykać te wątki. Pokochałem bohaterów, którzy są niesamowicie dobrze napisani, bardzo będzie mi ich brakować. Czekam na dobre wieści.

*Przypominam, że Moffat również stoi za spin-offem jako producent wykonawczy.

Guodomor: Łał. Takiego zakończenia się nie spodziewałam. Odcinek był niesamowity w każdym tego słowa znaczeniu. Ale od początku: odcinek zaczął się bardzo zwyczajnie, zaczęłam się nawet nastawiać się na nudne zakończenie (nie oglądam trailerów, więc nie wiedziałam, czego się spodziewać). Muzyczny akcent ze śpiewem April był bardzo przyjemny i zaczęłam już myśleć, że czeka mnie spokojne 40 minut, a tu bam! Ojciec Rama nie żyje. Lekko mnie to zdenerwowało, bo bardzo go lubiłam i był przykładem naprawdę dobrej postawy wobec swoich dzieci. A zabito go jak jakiegoś przechodnia. To samo zresztą z mamą Tanyi. No ale ktoś musiał umrzeć, a przecież głównych bohaterów nie można zabić na samym początku odcinka.

class-2016-12-06-14Jedną z rzeczy, które bardzo mi się podobały, było ukazanie przez głównych bohaterów chyba każdego możliwego podejścia do tej sytuacji. Mamy Tanyę, która wzięła się w garść i postanowiła działać. Tym niestety jestem minimalnie rozczarowana, bo po pierwsze nie rozumiem, czemu od wszystkich się odwróciła, a po drugie jakim cudem nauczyła się walczyć w ile, pół godziny? Rozumiem to, czemu chciała się nauczyć. Zamiast płakać i narzekać, postanowiła coś zrobić. Dalej mamy Rama, który pokazał nam skutki poddania się smutkowi. Nie dziwię mu się ani nie jestem zirytowana jego postawą, wręcz przeciwnie. Na początku serialu Cienie zabiły mu dziewczynę na jego oczach, a teraz zrobiły to samo z ojcem, którego bardzo kochał i w którym miał wsparcie. Jego zrezygnowanie jest zrozumiałe, bo co on może zrobić w walce z tak silnym przeciwnikiem? Jest postawiony w patowej sytuacji bez wyjścia i panikuje, jak pewnie zrobiłoby wielu ludzi. Wątek April nie był najciekawszy, ale zdecydowanie był dziwny. Wielki plus za to, że prawie od początku wiedziała, że musi się poświęcić i jak to się mówi, przyjęła to na klatę, nie szukała innego wyjścia. W końcu wyznała Ramowi miłość (mimo, że przez telefon)! No a o zakończeniu nawet nie wiem co myśleć. Będziemy mieli związek Rama z April w ciele Cenia? Uśmiecham się na samą myśl o tym.

class-2016-12-06-15Jest też oczywiście Quill, którą kocham całym sercem i mam nadzieję, że pojawi się jeszcze w przyszłości (drugi sezon musi być!). Mimo zajścia w ciążę dalej walczy i ma swój charakterek, nie przejmuje się tym, że jej dziecko może ją zabić. Pomaga Tanyi i Charliemu mimo, że nie musi. Utwierdziłam się w przekonaniu, że jest naprawdę świetną postacią. Jest szczera i sarkastyczna, ale jednocześnie bardzo inteligentna i empatyczna. Jestem bardzo ciekawa, jak rozwinie się jej wątek, bo przecież ojcem nie jest Quill, prawda? Na marginesie dodam, że jest moją pierwszą kandydatką na nowego towarzysza Doktora.

A teraz moje ulubione, czyli Charlie i Matteusz. Pogodzili się po kłótni z szóstego odcinka i postanowili razem walczyć. Matteusz był jak zawsze absolutnie cudowny, po prostu ideał chłopaka. Nie zachowuje się impulsywnie, a raczej kieruje się rozumem. Wspiera Charliego i wiernie trwa przy nim mimo tego, że nie do końca zgadza się z jego poglądami i trochę się boi. Ale bez niego Charlie nie byłby w stanie nic zrobić. Są dla siebie niezbędni. Charlie używa przecież broni właśnie dla Matteusza. Robi to, co musi a nie to, co chce. Jest w stanie poświęcić się dla innych (całe szczęście że do tego nie doszło).

A na koniec nalepsze: ANIOŁY!!! Jestem ich psychofanką i świruję, gdy je widzę. Samo ich pojawienie się dało +1000 serialowi i sama nie wiem, jak wytrzymam do drugiego sezonu. Wątek Zarządu bardzo mnie ciekawił i nie mogę wyobrazić sobie lepszego rozwinięcia. Moment, w którym umiera Dorothea jest mistrzowsko nakręcony. Mogliby jednak zrobić dłuższy odcinek, by bardziej się nim nacieszyć. Ale wielkie brawa dla całej obsady i twórców.

class-2016-12-06-18

class-2016-12-06-11Ginny: What the fuck odcinku? Anioły? Serio? April w ciele Cienia? Nope, proszę mi takich rzeczy nie robić. Cóż, ja mogę ogólnie powiedzieć, że po odcinku bardzo dobrym i po odcinku świetnym wróciliśmy na dobrze znane tory, do odcinków do obejrzenia na jeden raz. I nie, nie czekam na drugą serię, ani na rozwinięcie tego, co ponoć z Class mają rozwinąć w Doctorze Who. Ot, Class się skończyło, dawać Doctora Who. Tylko panią Quill mi do niego przenieście.

Postaci owszem były fajne, ale zgodzę się z Lierre, fabule dobrze zrobiłoby wydłużenie o 10 może i 20 minut i mniejsze poszatkowanie wątków i zdecydowanie większy i dłuższy szok Tanyi i Rama. I dlaczego do cholery Tanya każe swoim braciom uciekać, dlaczego nie każe im trzymać się z nią, gdzie będzie ich mieć na oku? W ogóle wychodzi tu znów to, o czym już pisałam, czyli jednak pospieszne tworzenie tych rodzin bohaterów*. Natomiast sama zmiana frontu przez Tanyę, już bez roztrząsania czy to nie za szybko i czy nie nazbyt łatwo przychodzi jej ta nauka sztuk walki, była nawet fajna.

Cienie okej, powiedzmy, że dawały radę tym razem, za to Zarząd zawiódł na całej linii. Zamiast intrygującej instytucji, jakiejś Agencji Czasu (kto się ekscytował, usłyszawszy, że „My tu Zarządzamy Czasem?!” łapka do góry!), albo Władców Czasu dostaliśmy sektę wyznającą Płaczące Anioły. Serio?!? Ja rozumiem, że można lubić tego akurat potwora, ale on akurat daje tak małe pole do popisu pod kątem tworzenia większej fabuły… I przez większą, rozumiem obudowanie na nich całej serii, a nie, zwykłego dwuodcinkowca. No po prostu nie. Czy może – to taki już wyeksploatowany przez Doctora  Who potwór pierwszego tła, że żal po  niego sięgać do budowania szkieletu spin-offu, gdy mamy taki ogrom rzeczy w tle Whoniversum, które można by w Class wykorzystać. Panie Ness, jestem rozczarowana i to pomimo tego, że od pierwszego odcinka przestałam pokładać jakieś ogromne nadzieje w tym serialu.

* Skoro bracia Tanyi nadal chodzą do Coall Hill, to ile mają lat? Dlaczego matka Rama jest wspominana przez cały serial tylko dwa razy?

class-2016-12-06-10Pegaz: Mam problem z finałem. Był dla mnie jakby zbyt chaotyczny, chyba nawet za „szybki”. Wydaje mi się też, od pierwszego odcinka, że niektóre postaci zbyt prędko wracają do równowagi psychicznej po tragicznych wydarzeniach. Zarząd i Płaczące Anioły? Ja jestem na nie, bo Płaczące Anioły mi się już znudziły. Trochę rozczarowała mnie April w ciele Corakinusa. Oraz koniec pani dyrektor. Dorothea miała potencjał.

Plus za sposób ukazania śmierci taty Rama i mamy Tanyi, Class to od początku był krwawy serial. Plus za poruszające sceny: April i Charlie, Charlie i Szafka, Tanya i pani Quill w walce z ziomkami Corakinusa… Plus za resztę scen pani Quill (tradycyjnie). Plus za te wszystkie pełnowymiarowe postaci.

Ale Doktora się nie doczekałam. Trochę mi smutno.

Na wasze wrażenia tradycyjne czekamy w komentarzach!


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.
  • Matty

    Ogólnie dobry, żywy, smutny odcinek z małym twistem w postaci April-Cień. Z tego, że April obudziła się nie w swoim ciele to strasznie mi się chciało śmiać. Domyślam się że to efekt scalenia połówek i pewnie lepiej tak, niż Corakinus w ciele April, ale jakieś takie idiotyczne się wydało. Ciekawe czy będzie 2-gi sezon i czy coś z tym motywem zrobią.
    Jak zobaczyłem anioła to strasznie się zdziwiłem – myślałem, że po prostu ją odeśle w przeszłość i dlatego nie zobaczy „Arrival”, a tu taki zonk… Ale strasznie mnie wkurzyło płaszczenie się przed aniołami i ten ołtarzyk. Jednak idioci i fanatycy z tego Zarządu.
    Duży plus odcinka April śpiewająca, czytałem że aktorka sama śpiewała, więc jestem pod dużym wrażeniem :) piosenka trafiła na playlistę ;P
    Ogólnie seria mi się podoba, myślę, że ze Spin-offów Doctora, jest zaraz za Torchwood, który zdecydowanie jest moim ulubionym.
    Nawet myślałem żeby przez Matteusza dodać sobie jedną literkę do imienia ;)

  • Cpt

    Pierwszorzędny finał, było w nim wszystko, co świetne w sezonie. Oby to nie był koniec, bo wreszcie pojawił się wątek, na który czekałem latami: organizacja czcząca Płaczące Anioły :)

  • McThar

    Akurat podobały mi się Płaczące Anioły, ale jednak wolałbym, żeby to była jakaś Agencja Czasu, lub żeby to była Cisza, bo Anioły średnio się wpasowują w to wszystko. Finał dla mnie trochę zbyt chaotyczny i wolałbym już, żeby April umarła, niżeli obudziła się w ciele Cienia. Zamordowanie rodziców na początku, trochę za szybkie i bez konkretnego powodu. Dorothea’y trochę mi szkoda, bo mimo, że była taka tajemnicza i była w jakimś tajemniczym Zarządzie, była postacią fajną. No szkoda. Cieszę się, że Matteusz i Charlie przeżyli. Musi być drugi sezon, żeby trochę rzeczy powyjaśniać. Ogólnie mi się podobał cały spin-off, ale trochę za krótki był, a finał mógł mieć z godzinkę, bo za szybko się to trochę rozegrało.

  • Przemek031999

    Jakby to ująć – serial powalający, oczywiście, nie idealny, ale na bardzo wysokim poziomie. Można się oczywiście czepiać do kilku rzeczy, ale jak dla mnie jest to szukanie czegoś na siłę. Nie mówię o April czy o rodzicach głównych bohaterów, tylko o innych mały szczególikach.
    Anioły – ja nie wiem co można do nich mieć, nikt nie powie, że zaskoczenia w tym nie było :D Ja się cieszę z tego powodu, że mamy coraz mocniejsze połączenia z samym Doctorem Who ;) I jakby to by nie było gdyby ktoś czegoś nie zepsuł – jak ktoś napisał w komentarzu wcześniej – dlaczego Płaczące Anioły nie przeniosły Pani Dyrektor w przeszłość? Tych momentów nie lubię – i w Doctorze Who i w innych serialach – psucia umiejętności potworów, bohaterów, Anioły przenoszą w czasie, nie zabijają ot tak, heloł.
    Moja ocena, i tak mniej subiektywnie, ponieważ czytając wszystkie recenzje zauważa się „na chłodno” parę błędów i na prawdę ciężko jest ich później nie wziąć pod uwagę, bo tak na prawdę oszukuję się sam siebie – 9/10. Pewnie dla niektórych i tak wysoko, ale cóż, Matteusz :]

    PS. Panie Clever Boy – czy ja dobrze słyszę, że Moffat, Steven MOFFAT nadawałby się do ‚pozamykania’ wątków? :P

  • Wojciech Kowalski

    Ee… Jak Płaczące Anioły mogły się komuś przejeść? Mieliśmy ledwie trzy pełnoprawne odcinki (a właściwie historie) z aniołami na przestrzeni całego New Who. A ile mieliśmy o Dalekach czy Cybermanach?

    Tak więc zgadzam się z tymi, którym wątek Aniołów się podobał.

    Zachowanie Tanyi było dla mnie zrozumiałe, to całe „przejście na drugą stronę” było przekonujące, choć mało przekonujące było, że w parę kroków nauczyła się walczyć.

    Czekam na więcej, po prawdzie nie obyło się bez pewnych wpadek, ale warto było oglądać. Zdecydowanie najlepszy spin-off do tej pory.

    • Blownie

      ok, ale przyznaj, że Anioły i tak robiły największe wrażenie za pierwszym razem.
      poważnie, kogokolwiek w fandomie kiedykolwiek pytałam, to ich ulubionym odcinkiem z Aniołami był ten (którykolwiek to był), który widzieli jako pierwszy. nawet jeśli lubili pozostałe, to nie było to samo. one były świetnym tajemniczym, dziwnym i oryginalnym wrogiem – o wiele bardziej tajemniczym, dziwnym i oryginalnym niż Dalekowie czy Cybermani (którzy, nawiasem mówiąc, też mi się trochę przejedli), i takie powinny pozostać. nie chcę widziec ich więcej ani wiedzieć o nich więcej, bo rujnuje to dla mnie ich siłę oddziaływania. przestały robić na mnie wrażenie.