Długo wyczekiwany Pyrkon 2016 już za nami. W weekend 8-10 kwietnia nasza delegacja bawiła się na ogromnym poznańskim festiwalu. Zapraszamy do lektury relacji i obejrzenia zdjęć.

W tym roku z ramienia naszej redakcji w Poznaniu pojawili się: Mytherios, Lierre, Gingerstorm, K., Ecthelion, Betty Nobbs oraz współpracująca z nami Blownie.

Mytherios: Z niejakim wstydem muszę przyznać, że był to mój pierwszy Pyrkon, więc niech nie zdziwi was moja niesamowicie entuzjastyczna postawa względem festiwalu. Mnogość fandomów, potężna rzesza ludzi oraz mnóstwo kolejek. To wszystko robi ogromne wrażenie. Jednakże z racji tego, że jesteśmy na stronie o Doktorze Who, skupię się na tych atrakcjach, które dotyczyły serialu. A tych nie brakowało. Zacznijmy jednak od początku.

Na pierwszy ogień poszła prelekcja Blownie, która odbyła się już w piątek. Olga w charakterystyczny dla siebie żartobliwy, lekki i przyjemny sposób przybliżyła nam tematykę książek z uniwersum Doktora Who. Muszę przyznać, że potrafi zaciekawić Expanded Universe nawet takiego sceptyka i marudę jak ja. A to nie lada wyczyn.

Jej magia zadziałała na mnie już przy okazji zeszłorocznego Polconu i tym razem było podobnie. Należę do osób, które całe EU traktują nieco po macoszemu, nie stawiając ich na równi z serialem. Jednak Oldze udało się zaciekawić mnie tym, o czym z pasją opowiadała i zapewne sięgnę po część książek, które przedstawiła.

pyrkon2016-12-04-2016 W sobotę nie było żadnych doktorowych prelekcji, co nie znaczy, że whovianie nie mogli znaleźć niczego dla siebie. Dzień ten postanowiłem poświęcić na zwiedzanie stoisk wystawców oraz przestrzeni wystawowej. Na stoiskach można było znaleźć sporo doktorowego merchu, co niezmiernie cieszy. Pokazuje to, że whovianie są coraz bardziej widoczni w naszym kraju (szkoda, że nie dostrzega tego tylko BBC). Mogliśmy kupić zarówno oryginalne produkty, jak i te ręcznie wykonane przez artystów. Było tego naprawdę sporo. Dużo czasu spędziłem również na wystawie Lego. Byłem pozytywnie zaskoczony, gdyż pośród sporej ilości instalacji poświęconych Gwiezdnym Wojnom znalazło się miejsce na dwie doktorowe. Pierwsza z nich to oryginalny set, druga to wspaniałe odtworzenie sceny z odcinka Potęga trójki („The Power of Three”). Tego samego dnia o 19:00 odbyło się również kameralne spotkanie whovian.

Niedziela to dzień, w którym odbyły się dwie prelekcje, obie organizowane przez członków naszej redakcji. Na pierwszej z nich K. przybliżyła w przystępny sposób naukowe aspekty regeneracji oraz próbowała razem z uczestnikami odpowiedzieć na pytanie, czy i kiedy ludzie będą mogli regenerować się w podobny sposób. Druga prelekcja była autorstwa Lierre oraz Loë. Poświęcona była temu, czy rzeczywiście strach ma wielkie oczy i czym straszy nas nasz ulubiony serial.

Ogólnie jako debiutant muszę przyznać, że konwent zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jeśli zastanawiacie się, czy pojechać za rok, to przestańcie: jedźcie, naprawdę warto.

pyrkon2016-12-04-2016-2

Lierre: Pyrkon stał się zjawiskiem nieogarnialnym. Cieszę się, że miałam okazję uczestniczyć w jednym – moim pierwszym, kilka lat temu – który miał jeszcze rozsądne rozmiary, mogłam więc brać udział w prelekcjach i konkursach i wyjść z targów z łupami. Choć i wtedy przecież był to absolutnie największy konwent, jaki widziałam. To, co dzieje się ostatnio, to już zupełnie inna bajka. Nie jedna z moich ulubionych, ale taka, do której się wraca właściwie z poczucia obowiązku.

Pyrkonu nie jestem w stanie nazwać konwentem. Nie jest to żaden przytyk, nie jest to też pochwała – po prostu przestał dla mnie nim być mimo podobieństw formy. Są prelekcje, ale zeszły na margines (nawet budynki prelekcyjne były najdalej położonymi od wejścia obiektami), dominuje przestrzeń targów z wszelkimi cudami, pokazami i gwiezdnymi wrotami. Pyrkon ewoluował, z mojego punktu widzenia, w przestrzeń prezentacji – gadżetów i całego popkulturowego merchu, różnych form działalności i inicjatyw, nowości i ciekawostek. To impreza, na której wypada się pokazać, ale po trzech dniach pobytu, choć całkiem zadowolona, nie jestem do końca pewna, po co tam pojechałam.

Zostawię opisy whoviańskich atrakcji innym członkom redakcji, bo do większości coś dokładałam i nie mogę ich oceniać. Chciałabym tylko pochwalić Blownie za prelekcję o literaturze* i Kasię za wykład o regeneracji, jak zwykle świetnie się dziewczyn słuchało. Pełen profesjonalizm. Poza tym wzięłam udział tylko w jednym spotkaniu autorskim, a i to przez przypadek, większość czasu spędzając w hali targowej (nie dokonując jednak żadnych większych zakupów), w gamesroomie (ale tylko raz, bo trudno było o stolik, a na gry czekało się w kilometrowej kolejce) i snując się to tu, to tam, z nadzieją, że coś przykuje moją uwagę. Pyrkon to takie miejsce, gdzie jedyne, co można zrobić, to pozwolić się zgubić w tłumie i mieć nadzieję, że coś z tego wyniknie, przełączyłam się więc szybko w tryb antropologa, próbując zrozumieć, o co chodzi cosplayerom, obserwując z tarasu uczestników imprezujących w ogródku i studiując czynnie zwyczaje panujące w hali noclegowej.

pyrkon2016-12-04-2016-3

* Krytyka będzie w przypisie, nie Olgi jednak, a organizatorów: program, w którym nie ma opisów prelekcji (choćby najkrótszych! Może tagi?) ani nazwisk prelegentów to porażka. Tytuły były bardzo krótkie – do 30 znaków – i większość prelegentów, jak się zdaje, postawiła na chwytliwe hasełka, ufając, że skierują one uczestników do książeczki z opisami, której jednak… nie było. Wiem, że program był na stronie, była też aplikacja – ale niedostępna dla wszystkich systemów, po konwencie snuło się więc sporo osób, które chciały wziąć udział w prelekcjach, ale nie wiedziały, o czym są, więc Doctor Who w prelekcji o tytule Duchy, Hitler i latające spodki miał prawo zaskoczyć. W efekcie prelekcje się zaczynały, uczestnicy odkrywali, o czym naprawdę będą traktować i zaczynali wychodzić – bardzo to miłe dla wszystkich! Przy imprezie na prawie 40 tysięcy osób informacja to podstawa, więc powinien gdzieś leżeć stos książeczek z opisami – na pewno nie wszyscy byliby nimi zainteresowani, więc nie musiałyby zostać dołożone do pakietów akredytacyjnych – albo też te długie opisy zgłaszane przez prelegentów świetnie by się sprawdziły, gdyby znalazły się w tabelach programowych na drzwiach sal – które to tabele też powinny być lepiej widoczne, a nazwy sal większe, ale to już szczegóły. pyrkon2016-12-04-2016-4Dodam do tego jeszcze kiepskie warunki sanitarne w halach noclegowych, reflektor prosto w oczy przez całą noc i brak odpowiedzi na pytania wysyłane przez formularz kontaktowy przed konwentem… Można było się w samym środku tej ogromnej imprezy poczuć trochę zagubionym i niewidzialnym.

Na wzmiankę zdecydowanie zasługuje też niespodziewany Dalek! W niedzielę dostałam kilka wiadomości, by udać się do pawilonu 15, bo w holu następuje inwazja. I rzeczywiście – Dalek był wprawdzie tylko jeden, ale nie wątpię, że gdyby tylko chciał, zdołałby eksterminować całą imprezę. Wszyscy byli przekonani, że to BBC udostępniło atrakcję, ale okazało się, że… Dalek ma przesympatycznego właściciela, który sam go skonstruował. Lokalnemu Davrosowi serdecznie gratulujemy kreatywności i kunsztu, efekt jest niesamowity! Na terenie targów można było też się natknąć na TARDIS, nie była to jednak replika ani zbyt wierna, ani staranna – świetnie jednak, że już tak weszliśmy do fandomowego mainstreamu, że na whoviańskie ciekawostki można było się natknąć na każdym kroku.

WP_20160410_14_18_01_Pro

Podsumowując – nie bawiłam się źle. Pojechałam głównie po to, by prezentować inicjatywy, w których uczestniczę i spotkać znajomych. Z tymi spotkaniami bywało różnie, bo ciągle dowiaduję się z Facebooka, że był tam ktoś, z kim chętnie bym się spotkała, ale nie udało nam się na siebie wpaść. Może trzeba plany towarzyskie zostawiać jednak na mniejsze imprezy. Ale jeśli nie prelekcje i nie integracja, to co…?

pyrkon2016-12-04-2016-12K.: Ja na Pyrkonie znalazłam się po raz pierwszy i wiele rzeczy mnie na nim zaskoczyło, niestety nie wszystkie pozytywnie. Najbardziej rozczarowujący był dla mnie chyba program: jak na ilość bloków programowych znalazłam zaskakująco mało interesujących mnie prelekcji (zaskakująco, bo zazwyczaj trudniej znaleźć coś, co mnie nie zainteresuje). Lierre napisała już o kompletnie nieprzydatnej tabelce programowej, niestety sam tytuł nie pozwalał się zorientować w temacie i jestem prawie pewna, że straciłam parę świetnych prelekcji, bo po prostu je przeoczyłam. W moim ulubionym bloku naukowym brakowało mi trochę prelekcji nie-historycznych, ale z tego, co słyszałam, prawie wszystkie prelekcje w nim umieszczone trzymały wysoki poziom (te, których sama wysłuchałam, były świetne). Nie rozumiem natomiast, dlaczego nie rozdzielono bloku filmowo-serialowego na dwa: przy ogromnej ilości prelekcji o Gwiezdnych Wojnach i MCU nie starczyło wiele miejsca na seriale (a kiedy indziej lepiej promować seriale SF, gdzie lepiej omawiać wybitne seriale Marvela-Netflixa?). Być może przedstawiciele innych fandomów byli bardziej zadowoleni (choć słyszałam też sporo narzekań na bloki literackie i blok mangi i anime), ale mnie niewiele rzeczy w programie zaciekawiło. A jeśli już, to w większości przypadków zostało odwołane/nie dostałam się do środka.

pyrkon2016-12-04-2016-5Co do whoviańskich atrakcji natomiast: muszę przyznać, że skutecznie umiliły mi wyjazd. Fajnie było odwiedzić sztab organizacyjny Whomanikonu w strefie inicjatyw, spróbować rozwiązać nierozwiązywalny quiz doktorowy (a czy ty wiesz kto naprawdę spalił Londyn w 1666 roku?) i dostać przepiękne wlepki i wisiorek za gorączkowe poszukiwanie w pamięci imion towarzyszy Ósmego Doktora. Super było poznać parę osób na spotkaniu integracyjnym, pokłócić się o Moffata i dziewiątą serię i pogadać o Sherlocku. No i oczywiście bardzo bardzo podobała mi się prelekcja rzeczonego sztabu organizacyjnego, czyli Lierre i Loë, na której można było się dowiedzieć, jak straszy Moffat, a jak Davies i czego się w sumie boimy najbardziej. Bardzo podoba mi się też pomysł nagrywania whoviańskich prelekcji, dzięki któremu będę mogła nadrobić sobie prelekcję Blownie – żałuję, że sam Pyrkon nie streamował części najpopularniejszych punktów programu…

Bardzo pozytywne wrażenie zrobiła na mnie na początku część wystawców, niestety okazało się później, że jest chyba najciekawszym elementem konwentu, co dla osoby nieplanującej żadnych zakupów było dość bolesne. Mimo wszystko całkiem przyjemnie się te wszystkie cudowności oglądało, dopóki stężenie ludzi na metr kwadratowy nie zaczęło być zbyt przytłaczające. Jako osoba, która kompletnie się na tym nie zna, byłam też zachwycona profesjonalizmem i fantazją wszelkiej maści cosplayerów. Na koniec muszę jednak jeszcze trochę ponarzekać na warunki noclegowe: o ile jakimś cudem przespałam kilka godzin przy reflektorach i hałasie (który był od organizatorów niezależny), o tyle brak ciepłej wody i okropny stan pryszniców były już lekko traumatyczne. Nawet jeśli woda miała być ciepła i coś nie wyszło, nawet jeśli to uczestnicy powinni zostawiać po sobie porządek, wydaje mi się, że przy cenie konwentu można by dopilnować, żeby ktoś co godzinę sprawdził bojler/przejechał się na mopie. Albo może ja już wyrosłam z harcerskich warunków?

W każdym razie Pyrkon nie jest chyba jednak imprezą dla każdego, może być świetną okazją do integracji i spotkania ze znajomymi, ew. do wydania miesięcznej pensji na gadżety, ale poza tym? O wiele bardziej wolę wszystkie nasze małe krakowskie konwenty…

Ecthelion: Poprzednie dwa Pyrkony stały dla mnie pod znakiem prelekcji. Tym razem sam program był mniej różnorodny (co nie znaczy, że uboższy!) i niestety bywało, że przypadkiem udało się wbić na jakąś obleganą prelekcję, ale częściej trzeba było pocałować klamkę, bo obłożenie sali było zbyt wielkie i nawet rezerwacja niewiele by tutaj dała. Trochę Marvela, trochę Batmana, trochę wszechobecnych Gwiezdnych wojen. I w końcu wszystkie trzy (aż trzy!) doktorowe prelekcje. Ale tak po prawdzie nie prelekcje były tu najważniejsze – Pyrkon to obecnie bardziej festiwal fantastyki oraz targi fantastycznych gadżetów, komiksów i książek niż typowy konwent. I chwała mu za to, bo to unikalne na skalę kraju wydarzenie.

WP_20160408_14_35_48_ProO 15:00 w piątek impreza rozpoczęła się dla mnie od prelekcji Blownie dot. książek z Whoniwersum. Do tematu podchodziłem z jednej strony bardzo sceptycznie, pamiętając narzekania znajomych czytelników na słabą, niewciągającą fabułę i postaci niezgodne z serialowymi odpowiednikami. Z drugiej zaś strony byłem bardzo ciekaw, co też takiego udało się Oldze wygrzebać w zakamarkach tych publikacji. Nie zawiodłem się – skrzętnie notowałem każdy proponowany, nieznany mi dotąd tytuł (a było ich całkiem sporo), co rusz przekonując się, że jednak istnieją dobrze napisane powieści z uniwersum Doktora, gdzie oryginalne pomysły trafiają na zdolnych pisarzy. Bardzo zaintrygowała mnie tajemniczy jak dotąd Faction Paradox, zaś „doktorowy” erotyk… cóż, dobrze chociaż, że nie jest licencjonowany. Prelegentka w pełni zasłużyła na odznakę gallifreyańskiego mola książkowego.

Zanim jednak zaczęły się prelekcje, zdążyłem zrobić pierwszą rundkę po stoiskach – mnogość gadżetów oszałamiająca, ciężko było się na coś zdecydować (a te najbardziej kuszące rzeczy oczywiście poza zasięgiem portfela), pierwszy tom Sandmana zszedł w przeciągu pierwszych 15-20 minut, ale za to na brak gwiezdnowojennych komiksów nie mogłem narzekać.

Był to pierwszy konwent, na którym wziąłem udział w tylu pozatargowych i pozaprelekcyjnych atrakcjach – w piątek i sobotę późnym wieczorem wziąłem udział w dwóch larpach, zaś nocą z piątku na sobotę oraz w niedzielę zagrałem w dwóch sesjach RPG (druga z nich w uniwersum Doktora Who). Cosplaye były znakomite – mnóstwo Rey i Kylo Rena, ale też cały radośnie tańczący oddział asasynów z Assassin’s Creed, przemykający wśród tłumu Kitowcy, Deadpool w przeróżnych odsłonach, dwóch Kung Fury i Alucardów… Jednak doktorowych cosplayów długi czas nie widziałem zbyt wiele. Dopiero na sobotniej integracji okazało się, że nie było aż tak źle (chociaż dużo mniej niż na Whomanikonie, rzecz jasna).

Co do integracji, to nadal zastanawia mnie, czy ktoś okazał się na tyle dobry, by zdobyć miejsce w redakcji… Z tego co pamiętam, zdobyłem ponad połowę punktów, więc muszę przyznać, że quiz wcale nie był aż taki trudny, jak mogło się wydawać (chociaż do nazwisk pamięci nie mam zbytnio). Kolejny raz panel na poczekaniu zorganizował Kapitan Polska, za co mu chwała! Żałuję jedynie, że gdy wróciłem jeszcze na chwilę przed larpem, grupa zdążyła się już rozejść.

DSC00087Ostatnie dwa doktorowe punkty programu miały miejsce w niedzielę. Planowałem po nocnym larpie (w którym zresztą zginąłem…) wstać nieco później, ale tuż obok spała reszta redakcji (w tym prelegentka), która zaczęła się powoli zbierać, co zmotywowało mnie, żeby jednak wskoczyć w cosplay i pójść się doedukować w kwestii regeneracji. Prelekcji K. nie dane mi było wysłuchać od początku do końca w czasie Whomanikonu, zatem bardzo mnie ucieszyło, że w końcu mogłem to zrobić. Była to chyba prelekcja z najlepszym researchem wśród tych, na których się pojawiłem – temat został przedstawiony wieloaspektowo, naukowo, ale równocześnie przystępnie. Zarówno w trakcie, jak i po prelekcji z sali padały interesujące i przemyślane pytania pogłębiające temat.  Wniosek jest jeden: więcej o nauce w science fiction od ludzi znających się na rzeczy!

Ostatnią doktorową atrakcją była bardzo przeze mnie wyczekiwana prelekcja Lierre i Loë dotycząca lęku i strachu w Doktorze. Dziewczynom udało się bardzo zgrabnie poklasyfikować wszelkie „potwory” i strategie straszenia, jakie stosowali RTD i Moffat. Ciekawy to wniosek, że RTD straszył nas głównie rozwojem technologicznym, zaś Moffat zdecydował się na mniej dosłowne pomysły. Bardzo ciekawa analiza, solidny back-up psychologiczny – aż chciałoby się, żeby ta prelka trwała dwie godziny, a na każdy rodzaj strachu zostało poświęcone więcej czasu.

Po doktorowym RPG-u wpadłem na fandomowo-matematyczny konkurs, który niestety nie powalił (fajne pomysły, gorzej z realizacją), zaś potem trzeba się już było powoli zbierać. Szybkie pakowanie i konwentowe afterparty w strefie gastronomicznej Galerii Poznańskiej, czekanie na dworcu i sporo przezabawnych rozkmin, w końcu odsypianie w pociągu i doczłapanie do siebie w poniedziałkowy poranek. Niesamowite trzy dni, chociaż tak inne od ubiegłorocznych, to nadal urzekające (i trochę przytłaczające, bo jednak ludzi jeszcze więcej niż rok temu – a myślałem, że to niemożliwe). Pyrkon pozostaje więc największą fandomową rodzimą tradycją ze szczególnym miejscem w moich obu sercach.

Gingerstorm: Na teren konwentu przybyliśmy z Lierre i Ecthelionem niedługo przed wpuszczeniem tam ogromu ludzi rozlanych przed pierwszym budynkiem targów. W ciągu trzech godzin hala noclegowa zapełniła się w całości, co na szczęście mogliśmy oglądać już z elitarnej (:P) antresoli dla mediów i twórców programu. Jak dla mnie – Pyrkon stał się odrobinę za duży. Już rok wcześniej liczba uczestników była powalająca, teraz, mimo że podobna, ludzi było jakby mimo wszystko więcej… nazwijcie mnie burżujem, ale nie wyobrażam sobie spania w tłoku na dole hali. Ale przechodząc do whomanistycznych atrakcji…

Festiwal tak naprawdę rozpoczął się prelekcją Blownie – wszyscy, którzy na niej byli, wiedzą, że to osoba, która nawet mówiąc o rzeczach, o których prawie nikt oprócz niej nie ma pojęcia, porywa tłum. Ci, których tam nie było, niech szczerze żałują (albo natychmiast posłuchają nagrania). Tutaj duży minus dla orgów Pyrkonu, który już został wspomniany wcześniej – brak informatora programowego z dokładnymi opisami punktów (lub chociażWP_20160409_10_16_01_Pro nazwiskami prelegentów w tabeli, srsly). Jestem ciekawa, ile doktorowych punktów pominęliśmy przez podobne niedopatrzenie (bo że coś do Doktora Who nawiązywało, to pewne).

Sobota upłynęła pod znakiem integracji z fandomem. Najpierw poznałyśmy kilka nowych osób w Strefie Fantastycznych Inicjatyw, gdzie razem z Lierre rozmawiałyśmy z wami o Whomanikonie (i przy okazji o Gallifrey) (szkoda, że nie przyszło was więcej). Później długie spacery, znaczy, przepychanie się po targach, które dla mnie były głównym punktem całej imprezy – prezentowały się świetnie, ilość merchu była zatrważająca, tego doktorowego również. Zdecydowanie wchodzimy do mainstreamu, ale zauważają nasz fandom również mali wytwórcy. Zaś głównym punktem sobotniego programu było spotkanie fanów, na którym (z moich obserwacji wynika, że) wszyscy obecni bawili się świetnie. Później tylko wciągające rozgrywki ligowe juggera, powtórka prelekcji i próby spania…

Niedzielną prelekcję Kasi słyszałam już chyba trzeci raz, co nie zmienia faktu, że dalej była absolutnie świetna – niby ten sam temat, a za każdy razem dowiaduję się czegoś nowego – tak właśnie dba się o wierną widownię. Prelekcja moja i Lierre przyciągnęła mnóstwo chętnych (widziałyśmy, że część z was się nie zmieściła do sali, kiedy oni się nauczą…), co mnie osobiście jednocześnie ucieszyło i przeraziło, choć koniec końców nie było tak źle. Była to moja druga w życiu prelekcja, ale za to zdecydowanie lepiej przygotowana. :P Sądząc po oklaskach i rozmowach po niej – chyba się podobało… Miałam też okazję przejść się po towarzyszących atrakcjach festiwalu – między innymi wystawie LEGO, której eksponaty również zahaczyły o Whoniversum. Szczerze – nie mogłam narzekać na brak doktorowych atrakcji, chyba nikt nie mógł – a jeśli siedzi się też w innych fandomach, Targi są idealnym miejscem na spędzenie weekendu.

Kończąc krótko: Festiwal na Festiwalu był super, na dworcu też był super, w pociągu nie powiem, bo nie pamiętam, w Krakowie też był super i widok człowiek z kosą o poranku to jest coś, co chyba chciałabym częściej. Ale na drugi rok może rozpatrzę hostel…

– Zaraz będzie ciemno!
– ZAMKNIJ SIĘ!

Byliście? Widzieliście nas? Dopiszcie swoje opinie w komentarzach!


Właściciel oraz założyciel Gallifrey.pl. Twórca projektów internetowych, czarodziej społeczności, magik newsów technologicznych. Wielki fan Doktora Who oraz całej masy innych seriali. Wielbiciel kryminałów, thrillerów oraz muzyki wszelakiej.
  • Dobrze, że prelekcje są nagrane – tak BARDZO się nie zgadzam z przedstawionym w tekście wnioskiem z prelekcji Lierre i Loe, że aż będę ją musiał obejrzeć, żeby poznać argumentację ;).

    • Ojej, polemika zawsze będzie mile widziana. ;D

  • Zuzajs Wróbel

    A ja jestem zachwycona prelekcjami i wszystkimi Doktorowymi smaczkami na Pyrkonie ( choć możliwe, że wyolbrzymiam, bo to mój pierwszy konwent), no i oczywiście ci wszyscy whovianie, na których można było wpaść <3 Miło było posłuchać ludzi obeznanych w temacie, a prelekcja o lęku i strachu w Doktorze podbiła moje serca ^^ Choć ta o literaturze i regeneracji też bardzo mi się podobały. Też dołączam się do skargi na organizację, bo aż żal serce ściskał, gdy ludzie wychodzili z piątkowe prelekcji, bo była o Doktorze, a nie o samym Hitlerze i duchach… W każdym razie dzięki za wspaniałe przeżycie, bo to wysłannicy redakcji i whovianie mi je zapewnili <3