Potrzebujecie jeszcze zachęty, by posłuchać Doktora Wojny?

Doktor Wojny to postać, której być nie powinno – na kilometr czuć sztuczność tego bytu i naciąganą naturę wyjaśnienia, dlaczego nagle pojawiła się inkarnacja Doktora, do której on sam się nie przyznaje. Rozumiem, że można czuć do siebie wstręt, ale jednak nie do końca mnie to przekonuje. Nie zmienia to jednak zupełnie faktu, że w Doktorze Wojny zakochałam się straszliwie jakoś w połowie pierwszego oglądania Dnia Doktora („The Day of the Doctor”), kiedy ten śmiertelnie poważny i sztywny starszy pan zaczynał zmieniać się w najfajniejszego dziadka we wszechświecie. Myślę, że scena, kiedy z jego ramion spada wielki ciężar, jest jednym z najbardziej podnoszących na duchu momentów telewizji, jakie kiedykolwiek widziałam. Jestem zawsze bardzo wdzięczna Doctorowi Who za takie chwile, kiedy wbrew wszelkim zasadom narracji i złośliwości wszechświata rzeczy czasami po prostu się udają. Jednak w odcinku rocznicowym widzimy, jak Doktor Wojny wchodzi do TARDIS, gotowy się zregenerować w doskonale nam znanego Dziewiątego i cała, niewątpliwie długa historia, której znamy tylko sam początek i koniec pozostaje nieznana. A to dokładnie to, co chcielibyśmy poznać – Wojna Czasu! Ten nieokreślony, przerażający, wszechogarniający konflikt, który rozgrywa się wszędzie i zawsze, który jest tak bardzo ważny i o którym wiemy tak niewiele.

Kiedy więc okazało się, że John Hurt powróci do roli Doktora Wojny w słuchowiskach, fandom pisnął z radości. Audio historia nie rozczarowała. Odpowiada na trochę naszych pytań, zadaje wiele kolejnych i pokazuje nam Doktora Wojny w nieco innym świetle.

To ten Doktor, którego widzimy na początku Dnia – zmęczony, zdeterminowany, wojujący pacyfista, który ciągle zastanawia się nad istotą i sensem wojny, a równocześnie jest w wojnę zanurzony i nie uchyla się przed tym, co uważa za swój obowiązek – czyli zrobieniem wszystkiego, by doprowadzić ją do końca. To bohater, który bierze na siebie ciężar najtrudniejszych decyzji i odpowiedzialność za ich konsekwencje, a zarazem, jak to Doktor, woli działać sam i z trudem mu przychodzi włączenie się w szeregi innych bojowników. Jest sam sobie stroną i choć jego cele są jasne i często zbieżne z celami jego pobratymców, wcale to nie znaczy, że w pełni się z nimi utożsamia.

Doktor Wojny sprzed spotkania ze swoimi późniejszymi inkarnacjami nie jest postacią przyjemną. Jest oschły, nietowarzyski i ironiczny, ale jednak, im dalej w las, tym zabawniejszy i ciekawszy i tym więcej widać w nim Doktora, ale Doktora odbitego w krzywym zwierciadle kryzysowych warunków: ślepo zdeterminowanego, rzucającego się na ratunek bez względu na koszt, skrajnie niezależnego i nieznoszącego wszelkiej zwierzchności, desperacko szukającego jakiejkolwiek nadziei. hurt-18-07-15Nie znosi samego siebie za niezliczone czyny, których dokonał… a jednak z perspektywy fana trudno sobie wyobrazić, jak bardzo musiałby nagrzeszyć, by stracić naszą sympatię.

Trzy odcinki stanowią jedną historię, jednak pierwszy z nich mocno się wyróżnia i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Na skutek kolejnej z trudnych decyzji Doktor doznaje ciężkich obrażeń. Władcy Czasu uznają, że nie miał szans przeżyć i uznają go za poległego (dzięki czemu mamy okazję być świadkami gallifreyańskiego rytuału pogrzebowego), on zaś powoli dochodzi do siebie na spokojnej, pokojowej planetce. Nie mamy więc na początku za wiele Wojny Czasu, ale świat Doktora Wojny wojnę mieć musi – bohater nie jest w stanie przed nią uciec, ona zawsze jest krok za nim, krok przed nim i wszędzie wokół. Z wojny w skali kosmicznej trafia w wojnę w skali mikro (no, przynajmniej w porównaniu…) i to daje mu pretekst do snucia rozważań o naturze konfliktów. Czy Doktor Wojny mógłby uciec przed wojną, czy można po prostu odmówić walki i pójść w swoją stronę, czy Doktor Wojny jest na tyle Doktorem, by móc nawiązać relację z kimś z zupełnie innej bajki – o tym właśnie jest ta historia, po którą warto sięgnąć nawet więcej niż raz.

– Where did you come from?
– The war.

To nie jest kolejna historia o kosmicznych przygodach i szczęśliwych zakończeniach. To ponura historia wojenna o bohaterze, który łapie się resztek nadziei i mówi o sobie wszystko, co najgorsze, ale jednak słuchacz wie lepiej – to ciągle Doktor, nawet jeśli oburza się, gdy ktoś się tak do niego zwróci. Jest weteranem niewyobrażalnej wojny, wyniszczonym fizycznie i psychicznie, który w nocy ma koszmary, a w dzień jest zgorzkniałym, zdeterminowanym wojownikiem, który podejmuje się kolejnych działań, ale jest zawsze o krok od ostatecznej rezygnacji i spisania wszechświata na straty. john-hurt-50th-poster-day-of-the-doctorWie doskonale, że obie strony konfliktu są siebie warte, staje więc po stronie tych, którzy nie musieliby w ten konflikt się angażować – tych, którzy jeszcze wierzą w pokój, którzy chcieliby żyć spokojnie na swoich małych planetkach na obrzeżach wszechświata.

Im bardziej strasznie i ponuro, tym większa ulga, gdy jednak bohaterowi udaje się wyjść cało. Wiedza, że Wojna Czasu kiedyś się skończy i że Doktor Wojny jeszcze kiedyś będzie po prostu Doktorem dodaje słuchaczowi otuchy, ale zupełnie nie ujmuje ciężaru i dramatyzmu tym opowieściom. Historia, której nigdy nie zobaczymy w serialu, bo też do serialu zupełnie się nie nadaje, tutaj wypada wspaniale – widzimy tylko maleńki fragment ogromu konfliktu, ale nie mamy ani przez moment wątpliwości, że jest dokładnie tak przerażający, jak zawsze nam się wydawało. A przy tym intrygujący – pozostaje więc tylko się ucieszyć, że ciąg różnych zbiegów okoliczności dał nam Johna Hurta w roli Doktora Wojny i wytwórnię Big Finish, która zdecydowała się pokazać jego potencjał.

• • •

The War Doctor Volume 1: Only the Monstrous
1. The Innocent
2. The Thousand Worlds
3. The Heart of the Battle

Zwiastun:


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.
  • Wojciech Kowalski

    Ej no, dla mnie Doktor Wojny wcale, a wcale nie pachnie sztucznością, mimo, że zdaję sobie sprawę z historii pozaekranowej powstania tej postaci. Dziewiąty Doktor nie powinien brać udział w Wojnie Czasu z powodu sceny w lustrze z „Rose”, a Ósmy za nic mi nie pasuje jako inkarnacja walcząca na wojnie, która popełniła ten ogromny błąd jak to narracja nam mówiła do czasów „The Day of the Doctor” (i tak, znam słuchowiska z Ósmym i wciąż mi nie pasuje), a i metafikcjonalnie pasuje, ponieważ jakby jest inkarnacją „pomiędzy” – pomiędzy Classic Who, a New Who, a i wpasowuje się to w to, że nie widzieliśmy regeneracji Ósmy – Dziewiąty, mimo, że wcześniej, w podobnej sytuacji widzieliśmy regenerację (film, który de facto jest pilotem nieudanego relaunchu serialu miał regenerację starszego Doktora w nowego).

    Co do samych słuchowisk – strasznie mi się podobały i bardzo na nie czekałem. Bardziej niż na którekolwiek z zapowiedzianych słuchowisk z New Who (Dzienniki River Song były tuż zaraz) i nie zawiodłem się. Po prawdzie, były czymś zupełnie innym niż się spodziewałem, bo i jak na razie pokazały Wojnę Czasu nieco na uboczu, jak to w recenzji zaznaczono, i nie było aż tak wielkiego szaleństwa. Jednak wiele szaleństwa i ciekawych wojnoczasowych idei pojawia się w drugim boxsecie, więc nic straconego.

    • Drugiego też już słuchałam, ale oczywiście przespałam pół, jak to ja, więc czekam z powtórką na jakąś fazę sprzątania…

      • Cpt

        Czyli nie tylko mi się zdarza przysnąć nad słuchowiskiem? ;)
        Ta część przygód Wojennego Doktora średnio mi się podobała – samej wojny tyle, co nic, w drugiej na szczęście było więcej.

        • Oj, znacznie więcej… (przedpokój, łazienka i balkon posprzątane).

  • Pingback: No more, indeed. Recenzja Engines of War George'a Manna - Wszystko o serialu Doctor Who - Gallifrey.pl()