Kończymy redakcyjną dyskusję o Chrisie Chibnallu. W tej części rozmawiamy o jego dokonaniach poza Whoniversum i o tym, czego możemy się z nich dowiedzieć.

Lierre: Chris Chibnall to również ceniony scenarzysta innych produkcji, przede wszystkim Broadchurch – oglądaliście inne jego dokonania? Co o nich sądzicie? Czy mówią nam coś o tym, czego będziemy mogli się spodziewać w jego epoce Doktora Who?

broadchurchGinny: Podając argumenty za tym, że Chris Chibnall będzie świetnym showrunnerem Doctora Who, ludzie mówią o Broadchurch. Tylko niestety, o ile pierwszy sezon tego serialu to mały majstersztyk, to już w drugim coś się bardzo popsuło. Tempo siadło, prawdopodobieństwo poszło płakać w kąciku, nic nie ma sensu i kupy się nie trzyma, a do tego dostajemy wątek związku homoseksualnego wciśnięty na siłę, by pokazać, jak to progresywnym twórcą Chibnall nie jest. I nie, nie chodzi mi o to, że „o borze, lesbijki sie całujo! jak tak można”. Wątki postaci LGBTQIA+ przyjmuję bardzo chętnie i z otwartymi ramionami i w każdych ilościach*, ale tutaj to zwyczajnie było poprowadzone w taki sposób, by pokazać widzom nie sam ten związek jako integralną (nawet jeśli poboczną) część opowieści, a postępowość twórców.

Do tego dochodzi amerykański… reboot Broadchurch? Też nadzorowany przez Chibnalla, a po obejrzeniu trailera którego uznałam, że nie ma mowy żebym oglądała tę tanią podróbę. Nawet pomijając to, że Amerykanie są dziwni z tymi rebootami, tego po prostu nie dało się oglądać. Tam gdzie w oryginale były emocje prawdziwe aż do poczucia dyskomfortu u widza, tu dostaliśmy odgrywanie uczuć.

Tak więc patrząc na sam Broadchurch ja mam bardzo mieszane odczucia pod kątem tego, co też Chibnall zrobi z Doctorem Who. Może będzie to coś genialnego. Może będzie to gniot. Oby jednak nie. I oby trzeci sezon Broadchurch przywrócił mi jeszcze wiarę w Chibnalla.

* Spoiler, spoiler, ale kto widział zdjęcie z planu z Bill w koszulce sugerującej, że dziewczyna może będzie bi?! (Yay!)

Mytherios: Broadchurch jest naprawdę świetne. Natomiast o remake’u w postaci Gracepoint lepiej nie rozmawiajmy.

gracepoint-vs-broadchurchClever Boy: Broadchurch to dla mnie cudo. Chibnall stworzył świetny świat, niezwykle wciągający. Druga seria była trochę gorsza od pierwszej, jednakże wywołała u mnie całe spektrum emocji. Trzeba zwrócić także uwagę na postacie, które są naprawdę świetnie pisane. I tego się nie obawiam, bo Chris bardzo dobrze pisze postacie oraz ich historie, co było także wspomniane podczas panelu na Serialisie. Nie mogę się doczekać kolejnej serii, pokochałem serial od samego początku. Co do Gracepoint… nie oglądałem, bo po przeczytaniu koszmarnych opinii stwierdziłem, że nie chcę sobie psuć tego pięknego serialu. I chyba dobrze zrobiłem, amerykańska adaptacja okazała się porażką.

K.: Nie rozumiem, skąd wziął się pomysł, że to Chibnall odpowiada za porażkę, jaką było Gracepoint (którego zresztą widziałam więcej niż trailer, czego to się nie zrobi z miłości do Tennanta…). Jego rola przy tym serialu polegała na zgarnięciu pieniędzy za swój format i dostosowaniu jakichś czterech scen na potrzeby amerykańskiego widza (plus lekką zmianę zakończenia, coby ktokolwiek chciał to oglądać). I zgadza się, jest to serial bardzo zły (przy wybitnym materiale wyjściowym, jakim było Broadchurch), ale umówmy się, nie jest to wina człowieka, który napisał scenariusz. Bo to trochę tak, jakby mówić, że gorsze ekranizacje Harry’ego Pottera są winą Rowling. Tak samo często widuję zarzuty pod wpływem serialu Camelot, którego osobiście nie widziałam, ale mam wrażenie, że znowu są to zarzuty strasznie na wyrost – w USA w ogóle jest trochę inna kultura robienia telewizji i scenarzysta nie zawsze ma tyle samo do powiedzenia, co przy serialach BBC czy ITV.

Artur: W jednym z wywiadów Chibnall wspominał zresztą, że praca przy Camelot bardzo mu się nie podobała, nie jest z tego serialu zadowolony – i chyba stacja dość mocno wtrącała się w produkcję.

Co do Broadchurch to poza tym, że demonstruje ogólną scenariuszową kompetencję Chibnalla, rzeczywiście w drugim sezonie działy się rzeczy zgoła nieprawdopodobne, ale wszystkie dało się usprawiedliwić tym, co Chibnall sobie zamierzył. Wydaje mi się, że obaj dotychczasowi showrunnerzy poświęcali czasem ze względów estetycznych głupoty takie jak zawieszenie niewiary, myślę, że to przydatna cecha na tym stanowisku.

EMBARGOED UNTIL 20TH JANUARY. KUDOS AND IMAGINARY FRIENDS FOR ITV BROADCHURCH SERIES 2 Pictured: EVE MYLES as Claire and JAMES DARCY as Lee Ashworth. This image is the copyright of ITV.Serial demonstruje też inne zalety Chibnalla, na przykład talent castingowy. Jak wiemy, showrunner ma sporo do powiedzenia w tej kwestii, a jego wybory w Broadchurch były bezbłędne, począwszy od Tennanta i Colman w rolach głównych. A drugiego sezonu nigdy całkowicie nie przekreślę, bo dał nam absolutnie CUDOWNĄ parę w postaci Jamesa D’Arcy’ego i Eve Myles. Dobrzy aktorzy wzniosą nawet przeciętny materiał na wyższy poziom, więc jeśli Chibnall tak będzie obsadzał Doctora Who, to czeka nas wiele miłych chwil przed telewizorem.

Ginny: No dobrze, powiedzmy, że za porażkę Gracepoint Chibnall faktycznie nie odpowiada, choć serial firmuje swoim nazwiskiem. Na Doctora Who ta produkcja akurat raczej nie powinna mieć wielkiego wpływu. Nadal niemniej pozostaje nieudany drugi sezon samego Broadchurch – dla mnie to zawieszenie niewiary było w nim jednak zdecydowanie za duże. Co przejdzie w sf czy fantasy niekoniecznie przejdzie w kryminale (i vice versa).

K.: Nie jestem fanką wszystkich rozwiązań fabularnych, które się tam znalazły, ale to, co na pewno trzymało mnie przed ekranem, to, jak już wspomniał Clever Boy, świetnie napisane postacie i relacje między nimi (i być może potrzebuję rewatchu, ale na pewno nie oceniam aż tak surowo wspomnianego wątku LGBT, powiedziałabym nawet, że patrząc na wiek i sytuację życiową obu pań, jest to niewymuszony dowód na progresywność scenarzysty, choć ja też rzadko zakładam z góry, że ktoś mi chce coś udowodnić). No i przede wszystkim relacja Hardy’ego z Miller jest, jak zauważyła chyba Zwierz Popkulturalny na naszym panelu na Serialisie, koronnym przykładem na to, że Chibnall poradzi sobie z pisaniem teamu w TARDIS, zwłaszcza jeśli pozostawimy w roli troszkę trudniejszego w obyciu Doktora Capaldiego. I już trochę nawiasem mówiąc, moim zdaniem Chibnall jest też odpowiednim człowiekiem do napisania ewentualnego Doktora-kobiety (tudzież bardziej zróżnicowanego grona towarzyszy).

Ginny: Co do wątku lesbijskiego, mnie po prostu nie zagrało jego rozegranie, splecenie z całą historią, to było tak bardzo obok czegokolwiek, a zarazem stanowiło na tyle istotną część sezonu, żeby widz zastanawiał się jaką rolę odegra w głównym wątku. W którym nie odgrywa żadnej roli. Ergo, nie tyle było to zbędne, co źle poprowadzone. Gdzieś wpasowało się w całą tendencję tego sezonu do bycia mocno niedopracowanym na poziomie łączenia wątków.

Zgodzę się jednak, że Chibnall pokazał, że umie pisać team i w pisaniu (i ogólniej wizji ich relacji, bo w Doktorze Who mamy jednak wielu scenarzystów) Doktora i towarzyszki sobie poradzi. Ale nadal obawiam się o całościową wizję kolejnych serii. Z tym może być bardzo dobrze albo bardzo byle jak.

chris-chibnall-10-05-2016Artur: Mnie uspokaja to, że Chibnall jest, jak już wspomniałem, przynajmniej kompetentny – a kto wie, może pracując na własny rachunek rozwinie jeszcze skrzydła? Pojawiły się też wiosną pogłoski, że w ogóle zmieni się formuła powstawania serialu: zamiast showrunnera przyjmującego pitche i rozdzielającego briefy – writer’s room w amerykańskim stylu, nastawiony bardziej na kolaborację. Może z połączonych sił wszystkich scenarzystów powstanie nowa jakość, której Chibnall sam by nie osiągnął? Wyobraźcie sobie tylko: Toby Whithouse dostaje (wreszcie) ciekawe pomysły od Jamie’ego Mathiesona, Peter Harness popycha innych w kierunku ryzykownych politycznych podtekstów, Sarah Dollard uświetnia wszystko samą swoją obecnością… To ma potencjał.

Ginny: Czy do tej zmiany formatu dojdzie, to jeszcze zobaczymy. Niemniej jak dla mnie to póki co przede wszystkim spore ryzyko, które równie dobrze może wypalić jak i okazać się całkowitą klapą. I nie mamy jak wiedzieć co z tego wyjdzie zanim nie zobaczymy pierwszej serii Doctora Who pisanej w ten sposób.

K.: To może tak już na koniec – ja uważam, że Chibnall zdecydowanie ma i kompetencje i wyobraźnię, żeby ten serial pisać i w dodatku wyraźnie jest w stanie zapewnić nam to, czego brakowało mi u Moffata. Co więcej, ma zdecydowanie mniej do stracenia niż poprzednik – serial prosperuje i ma się nieźle, skoro nawet kiepska ósma seria nie zdołała zachwiać wiarą BBC w jego sukces. I dlatego kompletnie się nie boję o przyszłość Doktora Who i tak po prostu po fanowsku się na tę zmianę cieszę.

Mytherios: Będzie dobrze! (Chyba).

Lierre: Pewnie, że będzie!

Zapraszamy do kontynuowania dyskusji w komentarzach. Macie jakieś nadzieje, obawy, podejrzenia, przeczucia względem nowej epoki serialu, którą zapoczątkuje przejęcie przez Chrisa Chibnalla roli showrunnera?


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.
  • Wojciech Kowalski

    Jeju, czemu zwracać uwagę na wątki/relacje/osoby LGBT i dawać za to plusy z automatu? Brzmi to dla mnie jak „pozytywna dyskryminacja” co dla mnie nie jest dużo lepsze od „negatywnej”.

    No i istnieje w ogóle jakiś współczesny serial brytyjski bez wątków/relacji/osób LGBT, żeby się tym eksytować? Bo nawet w historycznym, konserwatywnym (w melancholiczny sposób patrzącym na dawny porządek arystokratyczny) „Downton Abbey” mieliśmy łagodne spojrzenie na geja i ewidentnie krytyczne spojrzenie na ich sytuację w tamtych czasach.

    A w sumie wątek lesbijek nie był aż tak na uboczu, bo prawniczka w drugim sezonie była istotna i to, że została przekonana przez właśnie tą drugą panią. Chociaż ja nie zwróciłem uwagi na to specjalnie, bo dla mnie wątki w serialu nie zawsze muszą być podporządkowane i przypięte do głównego wątku – to nie film o bardzo ograniczonym czasie fabularnym.

    Nie wiem czemu ludzie tak bardzo narzekają na drugi sezon. Nie był może tak dobry jak pierwszy, ale nie przesadzałbym tak. Wydaje mi się, że te opinie głównie wynikają z oczekiwań. Serial nagle zmienił formułę z serialu kryminalnego w pierwszym sezonie do dramatu sądowego w drugim.
    Ja czekam na domknięcie serialu sezonem trzecim, żeby w pełni ocenić, bo czasem jest tak, że środek wydaje się nie satysfakcjonujący jeśli brakuje mu końca.

    • „Jeju, czemu zwracać uwagę na wątki/relacje/osoby LGBT i dawać za to plusy z automatu?”

      Bo chcemy więcej takich wątków? Każdy ma prawo chcieć określonych rzeczy w serialach: czy to więcej akcji, czy więcej romansów, czy więcej fezów. Czy uważasz, że osoby LGBT+ nie mają prawa wyrażać swoich preferencji?

      • Wojciech Kowalski

        Nie, nie mam nic przeciwko, wręcz przeciwnie. Lamentuje tylko nad stanem społeczeństwa gdzie samo pojawienie się osób LGBT wywołuje jakieś większe emocje (nie ważne czy pozytywne czy negatywne), gdzie moim zdaniem, idealnie dla LGBT, mniejszości rasowych, religijnych czy innych, gdyby była to rzecz na tyle normalna i zwykła, że nie wymagająca żadnej reakcji.

        • Miejmy nadzieję, że kiedyś tak będzie :).

  • Blownie

    ja tam myślę, że będzie dobrze. a jak będzie źle, to trudno, przeżyjemy. dużo już żeśmy w tym serialu przeżyli, przetrwamy i to xD
    zresztą, jasne, inne seriale chibnalla mogą nam dać pojęcie o jego pisaniu, ale nie zapominajmy, doktora nie będzie robił sam – wszystko będzie tak naprawdę zależało od tego, jak się zgra cały zespół scenarzystów…