Peter opowiedział o swoim Doktorze oraz pożegnaniu Dwunastego, które zbliża się już nieubłaganie. Zapraszamy do lektury.

Jak to jest, kiedy w trakcie kręcenia Doctora Who ma się kilka dni na odpoczynek w prawdziwym świecie?

Kiedy kręcimy serial, jestem tak jakby zinstytucjonalizowany. Ludzie prowadzą mnie z mojej przyczepy do studia. Pytają mnie, czy chcę kawy. Podwożą mnie do domu, przyjeżdżają po mnie z rana. Mówią mi, co będę robił przez kolejnych kilka dni. Po takich dziesięciu miesiącach zastanawiasz się: Jaką zbrodnię popełniłeś, skoro znalazłeś się w tym miłym więzieniu (śmiech). W każdy weekend doznaję lekkiego szoku, bo żona i córka nie traktują mnie, jakbym był gwiazdą serialu i sam muszę robić sobie kawę.

Rola Doktora ma pewną datę ważności. Sam zdecydowałeś, że pora ruszyć dalej czy może kończył ci się już kontrakt?

Nie, nie. Poprosili mnie, żebym został. Kocham ten serial, ale zacząłem się martwić o to, czy będę w stanie dalej dobrze odgrywać swoją rolę. Grafik jest bardzo napięty, zacząłem się więc zastanawiać, na jak wiele sposobów mogę jeszcze powiedzieć: Wir czasu się otworzy i cały wszechświat, jaki znamy, zostanie zniszczony, chyba że wysadzimy tamten statek. Zmartwiłem się, że jeśli będę robił to dalej, a mógłbym, to nie potrafiłbym się do tego odpowiednio przyłożyć. I nie chciałem być w takiej sytuacji.

Teraz masz za sobą trzy serie grania Doktora. Jak myślisz, co wyróżnia twoją wersję tej postaci?

Po pierwsze i najważniejsze – on nie jest człowiekiem. Myślę, że walczył, by stworzyć taką wersję siebie, aby mógł być blisko ludzi. Zawsze stara się ocalić wszechświat, lecz jeśli kogoś urazi, to właśnie dlatego. Zapewne później trochę się martwi i życzy sobie, aby cofnąć się i powiedzieć: Przepraszam, że cię uraziłem. Lubię go, kiedy jest dziwny.

Czy również twoim pomysłem było to, aby Doktor grał na gitarze elektrycznej?

klipySkończyliśmy moją pierwszą serię i zrobiłem listę, na której były wypisane rzeczy, które chciałem, żebyśmy zrobili w kolejnych. Jedną z nich było granie na gitarze. Ku mojemu zaskoczeniu zgodzili się na to. Otworzyłem scenariusz i zobaczyłem: Doktor gra na gitarze Amazing Grace w stylu Jimiego Hendrixa. Pewnego dnia powiedzieli: Musisz iść kupić gitarę dla Doktora. Uważałem, że powinniśmy kupić Fender Stratocaster, ale za każdym razem, kiedy próbowaliśmy jedną z gitar, wyglądałem, jakbym przechodził kryzys wieku średniego. I wtedy znaleźliśmy tę jedną gitarę Yamaha. Wyglądała, jakby ktoś opowiedział komuś, jak wygląda Fender Statocaster i ten ktoś zrobił ją tylko na podstawie tego opisu.

Jak to było pracować z Pearl Mackie, która jest nową towarzyszką?

Moja poprzednia towarzyszka, Clara, była kimś, kto znał już świat Doctora Who. Postać Pearl, Bill, jest kimś z normalnego świata i nie ma pojęcia o TARDIS i Dalekach, potworach i innych z tych rzeczy. Ona jest osobą, która ma spory potencjał. Doktor sądzi, że nie jest on w pełni wykorzystywany, więc decyduje, że będzie zabawnie jej pomóc. To jest dobre, bo Pearl nie jest żadnym ekspertem odnośnie Doctora Who i wszystko jest dla niej nowe, tak jak dla jej postaci.

Czy istnieje jakiś moment z kręcenia serialu, który zapamiętałeś najbardziej?

Pod koniec mojej pierwszej serii kręciliśmy sceny Cybermenów wychodzących z katedry św. Pawła. Kręciliśmy to w cudowny letni dzień, sobotnie popołudnie, a wszędzie były tłumy ludzi czekające na Cybermenów. Uwielbiam takie chwile. Poszedłbym do pracy, nawet jeśli bym nie musiał, gdyby kręcono coś, czym byłbym zainteresowany. Gdyby Dalekowie zaatakowali stację kosmiczną, musiałbym przyjść i to zobaczyć. Inną opcją byłoby: Idę już do domu, jestem zmęczony. Ale to jak bycie małym dzieckiem.

Chciałbyś wiedzieć, w jaki sposób twój Doktor przypieczętuje swój los?

Wiem, co się stanie.

Producenci ci o tym powiedzieli czy wyczytałeś to w scenariuszu?

To jest trochę bardziej skomplikowane. Ludzie mają mniemanie, że za każdym razem przechodzi przez ten sam proces, co nie jest prawdą. Tylko kilka ostatnich regeneracji było takich prostych. Nie mogę wdawać się w szczegóły, wiem, co się stanie, ale nie wiem jak.

Wielka Brytania i Stany Zjednoczone przeszły ostatnio pewne wstrząsy. Jak myślisz, co Doctor Who może zaoferować widzom w takich czasach?

Oferuje nadzieję na moc dobroci, inteligencji i opieki. Doktor jest kimś, kto widzi wszystko z szerokiej perspektywy i zobaczył, jaka jest ludzka rasa – którą kocha. Widzi jej okrucieństwo, ale także nadzwyczajną dobroć i odwagę. Doktor jest sygnałem dobroci, dlatego może przetrwać te wszystkie kombinacje – to szorstka albo dobroduszna lub dziwna postać. Ponieważ w sercu, w esencji, jest dobrym stworzeniem. Uważam, że potrzebujemy takich bohaterów.

Będziecie tęsknić za Dwunastym Doktorem? Macie pomysł na jego scenę regeneracji?

Źródło: The New York Times


Uwielbia herbatę i Donnę. Dużo czyta, pisze, gra, ogląda seriale i filmy. Kocha Marvela. Jest studentem i ma tysiąc pomysłów na minutę.
  • Peter Wimsey

    Teraz, po ostatnich odcinkach, to nie chcę w ogóle myśleć o tym, jak będę tęsknić za Dwunastym… I za Capaldim.

  • Dagon

    Najgorsze jest to, że dopiero w 10 serii, 12 doktor jest pisany tak jak powininen być pisany od początku, dlatego jest to na prawde bolesne że akurat jak dwunasty się rozkręca charakterologicznie, to nam go odbierają :(

  • Ace

    Będę bardzo żałować, gdy odejdzie, choć nie myślałam kiedyś, że to napiszę :). W Capaldim zobaczyłam Dwunastego Doktora dopiero w 9 sezonie, szczególnie w „Heaven Sent”. Gdy pierwszy raz się pojawił, wydawało mi się, że Clara, będąca pozostałością po wspaniałej erze Jedenastego jest ciekawszą postacią od niego, ale z czasem zdałam sobie sprawę, że ona jest tym czynnikiem, który ogranicza Dwunastego… W samotnym odcinku Doktora oraz gdy skład ekipy TARDIS się zmienił w 10 sezonie (Bill i Nardole), nagle Dwunasty zaczął przejawiać ogromny potencjał. Przestały go krępować problemy Clary, jej próby opanowania każdej sytuacji, a także jej (nie oszukujmy się) władcza osobowość. Dla porównania Bill potrafi dać się ponieść chwili, nawet jak jest niebezpiecznie (końcowa scena z Heather), nie jest niewolnikiem własnych planów, ma swoje marzenia i nie przeszkadza jej, że nie spełniają one wyobrażeń innych (praca w stołówce), robi swoje, nie boi się tak przyszłości, nie frustruje się, pozwala na nieoczekiwane i pewnie dlatego coraz bardziej mi się podoba.
    Nowy skład załogi TARDIS bardzo mi się podoba w tym sezonie, bo każdy z nich wnosi do serialu coś innego i pewnie dlatego to tak zaczęło działać :D. Serial nabrał lekkości, nawet ostatni odcinek nie zdołał zupełnie tego odebrać. Clara za to przez osobistą traumę w 9 sezonie zaczęła prowadzić życie na krawędzi, co sprawiło, że serial stał się trochę ciężki, jej postać trochę samotna i depresyjna i czuć było w powietrzu widmo tragedii. Jednak nadal 9 sezon uważam za bardzo dobry, szczególnie w porównaniu z 8 sezonem.

  • Patrycja Demonica Dobrzyńska

    Ja będę bardzo tęsknić za 12th Doctorem, on jest genialny… ma odejść… już na samo myślenie o tym chce mi sie płakać :( nie chce spekulować o jego regeneracji bo chce sie poczuć zaskoczona ;)

  • Maksymilian

    Nie wiem jak wy, możecie mnie nawet za to zlać, ale w mojej opinii Dwunasty był jednym z najbardziej „doktorowych” (jeżeli nie najbardziej) z Doktorów. Nie mówię tego z perspektywy osoby, której Dwunasty się najbardziej podobał (bo najlepszy był 11 ;P), ale z osoby, która wyobraża sobie tysiącletniego kosmitę podróżującego w niebieskiej budce telefonicznej właśnie w ten sposób.

    • Agnieszka Agnessa Wójcik

      O 12-sty nie napiszę, bo… po prostu powtórzyłabym komentarz Dagona :P
      Kocham każdego Doktora z New Who, jednak jeśli miałabym tworzyć ich listę… Moim ulubieńcem długo był 11-sty do czasu aż ostatnio powtórzyłam odcinki z 10-tym. W 10-tym (jak i w Davidzie) jestem zakochana zaś 11-sty, 12-sty i 9-ty są u mnie na drugim miejscu, bo nie potrafię wybrać których z nich bardziej lub mniej lubię :P
      A tak właściwie chciałam napisać, że określenie „kosmita z niebieskiej budki” wg mnie pasuje najbardziej do 11-stego :)

  • Cezary Wocial

    Może to nie będzie twórcze, ale zauważyliście, że Peter w niektórych momentach twarzą przypomina Pierwszego, czyli Williama Harnetta? Nawet ostatnie zdjęcie w tym artykule to pokazuje.

  • Cezary Wocial

    Nie wiem, czy to będzie twórcze, ale zauważyliście, że Peter w niektórych momentach twarzą przypomina Pierwszego, czyli Williama Harnetta? Nawet ostatnie zdjęcie w tym artykule to pokazuje.