Przed wami ostatnia, piąta część wywiadu z Peterem Capaldim. Tym razem poznacie m.in. dramatyczną historię jego fryzury i kultowej bluzy, charakterystycznego elementu jego stroju.

Poprzednia część znajduje się tu. A teraz – kontynuujemy pytania od publiczności.

Keemun: Doctor Who zawsze ma niesamowite fabuły na koniec sezonu. Przy której bawiłeś się najlepiej podczas nagrywania i dlaczego?

Peter Capaldi: Lubię je wszystkie, i to bardzo, ale… podobało mi się Z piekła rodem („Hell Bent”), bo biegałem tam po starej TARDIS. I miałem na sobie fajny długi czarny frak i bawiłem się przełącznikami, no i także była tam ta cudowna scena z Jenną, w której musieliśmy się pożegnać, czyszcząc sobie nawzajem wspomnienia. Zagrała to przepięknie… To było bardzo smutne… Wniosła w to tyle serca. No i Rachel to wyreżyserowała, więc wyglądało zdumiewająco.

John: Doctor Who to serial, który stale się odnawia, oczywiście główny bohater zmienia się mniej więcej co trzy lata, a my mamy szczęście, żyjąc w złotej erze telewizji, kiedy skupia się ona bardziej na opowiadaniu historii i długich opowieściach, które ciągną się przez liczne sezony. Jestem ciekaw twojego zdania na temat tego, czy Doctor Who zadziałałby w formacie, w którym mielibyśmy jedną opowieść rozciągniętą na trzy sezony, z Doktorem jako liderem, ale mającym raczej stały zespół niż towarzyszy, i byłaby ona bardziej w takiej kosmiczno-epickiej konwencji. Czy może uważasz, że byłoby to zbyt dalekie od esencji tego, czym jest Doctor Who?

PC: Jeśli chodzi o opinie, to moje są zazwyczaj błędne (śmiech). Pewnego razu Steven przyszedł do mnie i powiedział: Wjedziesz na czołgu i będziesz grał na gitarze. A ja powiedziałem: Serio? Czy to dobry pomysł? Czy to nie będzie jak w teledyskach Cher?

Byłoby lepiej, gdybyś był tam z Jimim Hendrixem.

PC: A jednak wyglądało to niesamowicie. Dlatego moje opinie są generalnie błędne. Powiedziałbym więc: w Doctor Who wszystko się może zdarzyć. To mogłaby być pewna droga do obrania. Osobiście, głęboko w sercu, zawsze lubiłem ideę osobistych relacji, jakie Doktor ma ze swoimi towarzyszami. Jest miło, gdy nie ma zbyt wielu osób w TARDIS, jest tam przytulnie. Lubię tę poufałość. Więc w głębi serca nie jestem co do tego przekonany, ale zwykle się mylę.

Andre: Jak widzisz przyszłość serialu, jako fan, pomijając oczywiście jego sukces, bo nie sądzę, żebyś chciał zobaczyć, jak Doctor Who upada…

PC: Wszyscy mówią, że w Doctor Who chodzi przede wszystkim o zmianę, a ja… nie do końca to kupuję. Tu chodzi raczej o serwowanie tej samej rzeczy na różne sposoby. No wiesz – ja lubię lasagnę. (śmiech) Nie bądź lasagną! Nie wiem, czemu od tego zacząłem, próbowałem wymyślić coś bardzo interesującego, żeby powiedzieć coś o tym, że możesz mieć tę samą potrawę zrobioną na wiele sposobów. Zatem Doctor Who będzie o tajemniczej, zabawnej, dziwnej osobie czy istocie z innego miejsca, która będzie grana przez Jodie Whittaker i będzie wałęsać się po Wszechświecie, i, jak mam nadzieję, poskramiać potwory. I dopóki będzie to robić – będzie świetnie. I będzie wiele innych rzeczy, których nawet sobie nie wyobrażam, a które będą fantastyczne. Więc będzie wspaniale.

Dawałeś kiedyś Jodie jakąś radę, choćby taką, gdzie znajdzie najlepszą knajpę z curry w Cardiff?

PC: O, nie. Nie sądzę, żeby jakiejś potrzebowała, sądzę, że jest niesamowita, więc po prostu przyjdzie i zacznie robić, co do niej należy. Myślę, że bardzo trudno jest wyjaśnić, jak to jest, dopóki nie jesteś w samym środku tego wszystkiego. Często rozmawiałem z Davidem i Mattem. I mówiłem: Wow, nie zdawałem sobie sprawy, że to będzie tak wyglądało. A oni to rozumieli. Jest bardzo niewielka grupa ludzi, którzy rozumieją, jak to jest być w centrum tego wszystkiego. Dlatego myślę, że może trochę później utniemy sobie małą pogawędkę na ten temat. Jak już przez to przejdzie.

Blake: Mam pytanie odnośnie twoich włosów. Przeszły transformację od twojego pierwszego pojawienia się aż do świątecznego odcinka i wyglądają dziś całkiem nieźle, jeśli wolno mi zauważyć.

PC:Całkiem nieźle?”.

Blake: Czy mógłbyś opowiedzieć o pomyśle na tę transformację, co doprowadziło do ewolucji twoich włosów?

PC: (śmiech) No… dobrze. Widzisz, rzecz w tym, że ja nie… Ja nigdy tak naprawdę nie chciałem mieć krótkich włosów. Ale na początku był spory nacisk, bym miał krótkie włosy. Dlatego tak skończyłem, dając sobie ściąć włosy. Więc tak to było. Z czasem nawet polubiłem krótkie włosy. Ale potem sam zacząłem naciskać. Nie skracałem ich tak regularnie, jak powinienem, bo jednak lubiłem, jak się wydłużały. Kiedy doszliśmy do kolejnego sezonu, byłem już wystarczająco odważny, by powiedzieć: Zostawmy je. Po prostu je zostawmy i zobaczymy, co się stanie. Nie zdawałem sobie sprawy, że wyzwalam coś… Ponieważ moje włosy nie były tak długie, odkąd miałem 17 lat. Wypuszczałem na świat i na ekstremalnie cierpliwych i cudownych ludzi, którzy pracowali w dziale charakteryzacji, tego… tego potwora. Który naprawdę robił, co tylko chciał. Właściwie powinna być historia o Doctorze Who, w której walczy on z własnymi włosami, które stają się taaak ogromne, że jakby wślizgują się do TARDIS i dławią ludzi. A jednak ja nie… Po prostu tak to zostawiliśmy, pozwoliliśmy im robić, co chciały. Nie było nad nimi żadnej kontroli. Nie ma nad nimi żadnej kontroli. Przyzwoliliśmy na to. I tak sobie myślę: może to dlatego musiałem odejść? (śmiech) Bo gdybym miał zrobić czwartą serię, nie widzielibyście nawet mojej twarzy.

Victoria: Czy jest coś, czego zrobienia nie możesz się teraz doczekać, gdy masz już trochę wolnego czasu? Może jakieś seriale, do których chciałeś się załapać?

PC: Sam nie wiem, co się właśnie stało. To było jak sen, w którym byłem Doctorem Who. I nagle wróciłem do bycia zaledwie zwyczajnym aktorem i przyjechałem do Nowego Jorku, i widzę tu was wszystkich, i podróżuję dookoła świata, i spotykam fanów Doctor Who… To wielka zmiana w moim życiu. Myślę, że teraz chcę jedynie czegoś w rodzaju… artystycznych rzeczy. Nie musieć uczyć się tekstu przez cały czas. Niekoniecznie tylko robić dalej w aktorstwie, ale zrobić parę innych rzecz. Pobyć z rodziną. Na razie.

Taro: Jako Doktor miałeś wiele różnych kostiumów. Ale jeden element pozostawał niezmienny przez ostatnie trzy serie: kultowa bluza z kapturem od Paula Smitha. Jak wspomniałeś wcześniej, Doktor uwielbia Paula Smitha, więc jak przekonałeś ekipę produkcyjną, żeby pozwolili ci ją nosić?

PC: Szukaliśmy stroju dla Doktora, co było koszmarem, to się ciągnęło latami. Było tyle różnych komisji i tylu różnych ludzi trzeba było prosić, i bla, bla, ech (przewraca oczami). Wiedziałem, czego chciałem, kiedy zaczynaliśmy, ale musiałem i tak przejść i przeskoczyć przez te wszystkie płotki, żeby każdego zadowolić. Pewnego dnia poszedłem do sklepu, zobaczyłem tę sportową bluzę i pomyślałem: To jest bluza Doctora Who, nie ma wątpliwości. Więc ją kupiłem i zabrałem na próbę scenariuszową. Powiedziałem: To jest bluza Doctora WhoNo i w końcu się zgodzili, że to będzie bluza Doctora Who. I poszli do sklepu i kupili całą stertę. Ludzie na to przystali, podobało im się to, więc wyszło OK.

Lubcie oglądać Dwunastego Doktora w bluzie? A jak podobała się wam ewolucja jego epickiej fryzury?

Źródło: YouTube

PATRONITE


Nerd pod prawie każdym względem. Fan Klasyków, powoli brnie przez EU. Przybiłby żółwika Drugiemu, pokłony oddaje Piątemu i chętnie pogadałby o 'kosmicznej magii' z Siódmym, ale najbardziej utożsamia się z Jedenastym, serce zaś bez reszty oddał Romanie II. Poza tym, wierny fan brytyjskiej literatury.