Nowe, ulepszone wersje: Davies i Moffat o nowelizacjach odcinków

Cieszą nas ostatnio nowelizacje wybranych odcinków New Who – w formie powieści ukazały się Rose, Dzień Doktora („The Day of the Doctor”), Świąteczna inwazja („Christmas Invasion”) i Zdarzyło się dwa razy („Twice Upon a Time”). W nowej roli wystąpiły dwie ważne osoby: Russell T Davies i Steven Moffat, którzy sami napisali po jednej powieści. Odcinki w książkowej formie to w świecie Doctor Who żadna nowość – przed epoką magnetowidów książka opowiadająca tę samą historię, co odcinek, była jedyną możliwością zapoznania się, jeśli przegapiło się emisję. Jednak nigdy jeszcze nie było powieści na podstawie nowych odcinków. Bo i po co, skoro są łatwo dostępne?

Nie jest to jednak zabieg pozbawiony sensu czy skok na kasę, a raczej gratka dla fanów. Jak napisał Artur w swojej recenzji powieści The Day of the Doctor, podczas pisania scenariusza twórca musi wiele wątków pomijać lub mocno skracać. W formie powieściowej wycięte elementy mogą wrócić, a historie pisane z perspektywy czasu zostają wygładzone i udoskonalone. W odróżnieniu więc od Christmas Invasion napisanej przez Jenny T Colgan i Twice Upon a Time pióra Paula Cornella, które są wiernymi adaptacjami odcinków (choć w przypadku Twice Upon a Time sytuacja jest o tyle ciekawa, że powieść była pisana przed kręceniem odcinka, na podstawie scenariusza, i nieco się różni od tego, co możemy obejrzeć, bo też wiele zmian wprowadza się już na planie), Rose i The Day of the Doctor, opisane przez swoich pierwotnych twórców, mają sporo wartości dodanej. O swojej powieściopisarskiej przygodzie obaj byli showrunnerzy opowiedzieli portalowi Radio Times, zdradzając również to, jakie zmiany wprowadzili w swoich historiach – i dlaczego. Uważajcie więc na spoilery!

Dla Russella T Daviesa zmiana medium była pewnym wyzwaniem:

To było trudne – chciałem uchwycić sedno odcinka, ale próbowałem uniknąć dosłownego powtarzania, żeby fani dostali coś nowego.

Steven Moffat dostrzegł w tym zaś nowe możliwości, odkrywał bowiem, że pewne fragmenty scenariusza nie całkiem będą działać w formie powieści.

Ciekawe jest to, że obaj scenarzyści wprowadzali największe zmiany w tych obszarach, z których są – stereotypowo – znani w fandomie. Davies skupił się na pogłębianiu bohaterów i poszerzaniu im rodzin, np. więcej dowiadujemy się o Clivie, pojawiają się bohaterowie w odcinku jedynie wspomniani, jak były chłopak Rose, Jimmy Stone. Mickey dostaje rodzinę i sam jest lepiej przedstawiony, przez co decyzja, którą Rose podejmuje na końcu, jest bardziej bolesna. Moffat do swojej historii dorzucił jeszcze więcej żartów, nawiązań do wcześniejszych epok serialu i narracyjnych komplikacji.

Powieść, w której nie trzeba liczyć każdego funta na efekty specjalne, pozwala też na większy rozmach. Przykładowo w Rose inwazja Autonów ma większą skalę i jest ostrzejsza w skutkach, w finale zaś wali się London Eye, wywołując falę zalewającą miasto. Było to jednak trudne:

Niełatwo opisuje się akcję. Łatwo pokazać na ekranie lot kuli, ale opisanie tego jest prawdziwym wyzwaniem.

Wielki finał Dnia Doktora również został nieco przerobiony. Pamiętna scena, w której trzynastu Doktorów ratuje swoją rodzimą planetę, zostaje poszerzona o wiele kolejnych inkarnacji.

Kiedy pisze się scenariusz, celem jest sprawienie, by widownia była świadkiem wydarzeń. Kiedy pisze się powieść, czytelnik ma tych wydarzeń doświadczyć. Z epickości wielkich wydarzeń przechodzi się do jednostkowego przeżywania. Te perspektywy są sobie równe, ale bardzo różne. Inaczej też w obu mediach działają zwroty akcji, napięcie, humor. Cel jest ten sam, ale trzeba użyć innych narzędzi.

Wyzwaniem było też przedstawienie na kartkach powieści tego, co w serialu robi wrażenie przede wszystkim wizualne. W przypadku Dnia Doktora była to obsada…

Niektóre zmiany wynikają z faktu, że od pracy nad odcinkami minęło dużo czasu. Russell T Davies uwzględnił późniejsze inkarnacje Doktora. Podobnie w powieści Moffata uwzględniona została Trzynasta Doktor.

Dla obu twórców głównym walorem ich powieści są ciekawostki, które fani – znani z tego, że lubią wracać do znanych już historii – będą mogli wypatrzyć w nowelizacjach.

Nie mamy więc do czynienia z zupełnie nowymi historiami – ale ze znanymi już opowieściami, które zostały przez swoich twórców wzbogacone – to trochę jak rozszerzone wersje reżyserskie filmów. Davies i Moffat skorzystali z okazji, by wrócić do niewykorzystanych pomysłów i wpleść w narrację ciekawostki, które w odcinkach się nie zmieściły. Jest to też więc dla nas świetną okazją, żeby zajrzeć im do głów. Skusicie się?

Źródło: RadioTimes

Daj na ciastko!


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who