Nowa czołówka przypomina fanom o przeszłości

Pamiętacie, że musieliśmy się trochę naczekać, by usłyszeć czołówkę 11 serii? Decyzję o usunięciu intro z pierwszego odcinka Chris Chibnall podjął chyba słusznie – dzięki temu mogliśmy poznać nową Doktor poprzez rozwijającą się na naszych oczach opowieść, a nie czołówkę z przytupem… Chociaż rozbicie się na dachu pociągu wcale nie było ciche. I tak czołówka pojawiła się w drugim odcinku i dopiero wtedy mogliśmy zobaczyć na własne oczy (i uszy), co się zmieniło, a co pozostało takie, jak dawniej.

Kompozytor ścieżki dźwiękowej do 11 serii, Segun Akinola, nie ukrywał, że wykorzystał elementy oryginału Delii Derbyshire z 1963 roku w swojej wersji i że motyw przewodni brzmi bardzo podobnie do tego sprzed pięćdziesięciu pięciu lat, z genialnie tajemniczym thereminowym dźwiękiem, który przemienia się w delikatnie zniekształcone dzwonienie. Kończy się tym słynnym, świdrującym białym dźwiękiem, który powoli cichnie.

Napięte brzdąkanie na basie z oryginału zostało zastąpione dużo głębszym, groźnym syntezatorem – brzmi on tak dobrze dzięki wysokości dźwięku na tyle niskiej, że nie płynie tak gładko z resztą muzyki; prawdopodobnie w ramach opozycji z tym znalazły się tu też niemal wojskowe bębny. Czasem można odnieść wrażenie, że bębny w czołówkach Doctor Who sprowadzają na Ziemię coś, co powinno brzmieć zupełnie kosmicznie – jednak od kiedy Mistrza do szaleństwa doprowadzało dudnienie z wnętrza jego głowy, miejsce dla nich zostało uzasadnione.

Tak czy inaczej – od powrotu serialu w 2005 roku ani raz nie mieliśmy do czynienia z głównym motywem tak silnie nawiązującym do oryginału. Akinola pozbył się instrumentów smyczkowych, towarzyszących dotąd czołówkom New Who, odbierając aranżacji niepotrzebnego, bardzo ziemskiego zamieszania.

Podsumowując, nowy motyw jest zatem raczej przyjemnym miksem klasycznych i nowych serii, mroczny i fantastyczny, ale też nie wyolbrzymiony, pomimo braku szorstkich uderzeń rodem z najstarszych serii.

Sama szata graficzna czołówki jest podobnie nieskomplikowana i nawiązuje do oryginału. Jest oczywiście bardziej kolorowa, nie czarno-biała, ale w gruncie rzeczy to nadal ten sam, w kółko rozwijający się kalejdoskop, nowoczesna wersja grafiki z 1963 roku.

Animacja jest odpowiednio abstrakcyjna i nie zawiera niczego tak bezpośredniego, jak TARDIS przelatująca przez strumień czasu. Nie ma też śladu po samej Doktor, chociaż twarz Władcy Czasu pojawiała się co jakiś czas w czołówce od ery Trzeciego Doktora. Jodie Whittaker natomiast nie można tutaj dostrzec ani przez moment, dokładnie tak jak w najwcześniejszych odcinkach.

Jednej rzeczy natomiast zdecydowanie zabrakło.

Po tygodniu bez czołówki zdarzyło się coś równie rzadkiego w nowych seriach – odcinek zaczyna się bezpośrednio od niej. Nie ma sceny jej poprzedzającej, tradycyjnie nakreślającej początek akcji czy tajemnicy, a co za tym idzie – brak tego „ukłucia”, dźwięku przejścia ze sceny do czołówki, którego nie można z niczym pomylić. Seria jedenasta już prawie za nami, a ten słynny dźwięk nie powrócił – chyba więc czas pogodzić się z jego stratą.

Wszystko wskazuje na to, że będzie to najbliższa oryginałowi wersja czołówki po 2005 roku. Kilka spraw oczywiście uległo zmianom, ale po pięćdziesięciu pięciu latach nowe pokolenie widzów co tydzień zasiada przed telewizorem, żeby obejrzeć Doctor Who i się ekscytować, bać i cierpieć dokładnie tak, jak robiła to młodzież w roku 1963 – a w świat Doktor i jej przyjaciół wprowadza ich czołówka o podobnym klimacie, jak ta sprzed ponad pół wieku.

Na podstawie: Radio Times

Daj na ciastko!


Studentka filologii fińskiej, miłośniczka języków, przecinków i kotów, u której nadmiary wolnego czasu się nie istnieją – w przeciwieństwie do seriali, książek i muzyki popijanych hektolitrami herbaty. Wielbi na kolanach Witkacego. Kiedy już podnosi się z podłogi, zdarza jej się prowadzić też swój blog. Kocha wszystkich Doktorów, ale w przepaść najchętniej rzuciłaby się za duetem Dziesiątego z Donną, względnie za duetem Dziesiątego z Dziesiątym.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who