Trudno uwierzyć, że to się właśnie stało! Doczekaliśmy się premiery albumu z muzyką do ósmej serii serialu. Nie potrafię wyrazić słowami, jaki poziom ekscytacji osiągnął mój umysł, gdy tylko dostał informację o tym, że już może przesłuchać tej płyty – dlatego przesłucham je zaraz pierwszy raz razem z Wami, od razu zapisując swoje opinie w tym artykule. 

Album tradycyjnie już wydała wytwórnia Silva Screen Records. Zawiera 69 rozłożonych na 3 płytach utworów, których łączny czas trwania wynosi wspaniałe 3 godziny i 3 minuty. Datę wydania poznaliśmy zaledwie niecały miesiąc temu; pisaliśmy o niej w oddzielnym artykule. Orkiestrą BBC National Orchestra of Wales dyrygowali Ben Foster i James Sherman. Muzyka została oczywiście skomponowana przez Murraya Golda, instrumentacją również zajął się  Ben Foster.

Series-8-Soundtrack-Murray-Gold

Zestawienie otwiera nowy opening, który otwierał każdy kolejny odcinek ósmej serii. Drżącą ręką klikam przycisk odtwarzania… I przyznaję, że słucham z zapartym tchem. Teoretycznie znamy tę melodię, ale każdy z Was musi posłuchać tej ścieżki, bo wbrew pozorom jest zaskakująca. Przyznacie sami, że kiedy przed oczy dostajemy jednocześnie grafikę czołówki, nie jesteśmy w stanie aż tak skupić się na muzyce – a ta jest miodem na serce dla tych, którzy stęsknili się za elektronicznym brzmieniem muzyki w Doktorze Who. To czyste, nieskrywane nawiązanie do klasycznej ery serialu, obfitujące w brzmienia syntezatorów z dodatkiem charakterystycznych uderzeń dzwonów. Tę zmianę kierunku można albo kochać, albo nienawidzić.

Kolejnym utworem jest temat Dwunastego Doktora. To ta ścieżka, której tak wielu z nas najbardziej nie mogła się doczekać. Snuto domysły, która melodia stanowi bazę tego tematu, tworzono własne, fanowskie wersje. Tymczasem, w rzeczywistości zaczyna się on pełnym niepokoju brzmieniem elektrycznej gitary z niskim, ciągnącym się dźwiękiem w tle. Brzmi jak początek porządnego, rockowego kawałka. W dwudziestej sekundzie wchodzi jednak wyższy i jaśniejszy ton, będący zapowiedzią uroczych dzwonków. Kiedy w tle prym wiodą syntezatory, a dzwonkom zaczynają towarzyszyć drugie, nieco ciemniejsze w barwie i o oktawę niżej, coraz bardziej odczuwalna jest atmosfera niepokoju. Całe to intro ustępuje miejsca właściwemu utworowi dopiero po dwóch minutach i siedmiu sekundach, burząc po krótkiej chwili przejścia całą złudną sielankę – na pierwszy plan wchodzą wspaniałe smyczki w towarzystwie dętych blaszanych, po jednej frazie wzmocnionych już całą orkiestrą wraz z sekcją perkusyjną. To właśnie tej melodii się spodziewaliśmy, choć szybko znów zostajemy zaskoczeni małą zmianą aranżacji, kiedy gitary elektryczne ustępują akustycznym. W tle nadal mamy ciche smyczki, lecz prym wiodą instrumenty dęte blaszane z główną melodią, składającą się z samych długich dźwięków w progresji, a jednak budujących charakter. Jeszcze przed piątą minutą wszystko ponownie ulega zmianie, by tym razem oprzeć się na długich dźwiękach legato smyczków. Utwór rozwija się kolejny raz, by przejść do części B, z bardzo rozbudowaną harmonią w partii instrumentów dętych, do których dołączają skrzypce, by wzbogacić główną linię melodyczną. Zaraz później (6:23) przechodzimy z powrotem do części pierwszej, cały utwór kończy się jednym szybkim ucięciem, pozostawiając nas z wrażeniem, że temat został całkowicie wyczerpany: dostaliśmy wszystko, czego mogliśmy chcieć, a jednocześnie ani jednej nuty więcej. Gold niczego nie przegadał. Mistrzowskie zagranie.

Potem następują ścieżki z pierwszego odcinka serii – Głębokiego oddechu („Deep Breath”), które aż tchną świeżością. To wielka ulga, kiedy słyszymy, że Murray Gold po tylu latach pisania dla serialu ani trochę się nie wyczerpał, z każdą inkarnacją Doktora budując coś nowego. To, co buduje w tym albumie to coś tak bardzo kontrastowego do bajkowej muzyki z trzech sezonów z Jedenastym Doktorem, że nie sposób się nie uśmiechnąć podczas słuchania. Nawet motyw Clary w Concussed (0:52-1:08) potrafił przearanżować tak, by pozostawić konieczny charakter, ale wpasować go w swój nowy styl. Zaraz po Clarze, utwór Concussed karmi słuchacza tym, co wreszcie nasuwa na myśl odpowiednie słowa dla wszystkiego, co dzieje się w muzyce ósmej serii – powietrze i przestrzeń. Oczywiście – Gold wciąż nawiązuje (tam, gdzie musi) do poprzedniego wcielenia Doktora, chociażby w It’s Still Him, gdzie właściwie cytuje samego siebie.  Muzycznie w ósmej serii dzieje się naprawdę dużo dobrego. Jeśli ktokolwiek z Was myślał, że instrumentacja w muzyce do serialu nie może już nas zaskoczyć, to bardzo mocno się mylił. Kolejne wariacje na temat motywu Dwunastego znajdziemy w Hello Hello, a później jeszcze wspanialsze w A Drink First – to ta ścieżka towarzyszy Dwunastemu w scenie ze szkocką. Następnie przychodzi czas na motyw Missy i kolejne zabawy ludzkim głosem, w których tak bardzo rozkochał się Murray.

Po dziesięciu utworach wreszcie zmieniamy odcinek na Podróż do wnętrza Daleka („Into the Dalek”), którego etap otwiera niespełna jednominutowy popis muzyczny – Aristotle, We Have Been Hit; szybko wracamy jednak do mrocznej atmosfery, którą tak uwielbiam w serialu, odkąd Doktor wkroczył w swoje dwunaste wcielenie. Trzecia ścieżka z Podróży… nawiązuje tytułem do kultowej już sceny, w której Dwunasty Doktor pyta Clarę, czy uważa go za dobrego człowieka. Tell Me, Am I A Good Man nieustannie nawiązuje do tematu Dwunastego, utrzymując się w rockowym charakterze. To nawiązanie to jednak nic w porównaniu do What Difference A Good Dalek, które przenosi nas już dosyć daleko, bo aż do ery Dziewiątego Doktora i The Doctor’s Theme, cytowanego na początku What Difference – zresztą to niejedyna niespodzianka. Po cytacie utwór rozwijany jest w poprzednim, typowym dla siódmej serii stylu, następnie znów powraca do stylu serii ósmej, a po chwili słyszymy bardzo charakterystyczne syntezatory w tle (2:24).

Szesnasty utwór z płyty otwiera część odpowiadającą odcinkowi Robot z Sherwood („Robot of Sherwood”). This Is My Spoon rozpoczyna się motywem Clary, jednak później przypomina mocno muzykę z odcinka z piratami (The Curse of the Black Spot, album z muzyką z serii 6), zarówno instrumentacją, jak i melodią, co jest nieco dziwne, biorąc pod uwagę, że nawiązanie miało dotyczyć Robin Hooda. Na szczęście ta stylizacja muzyczna nieco się wygładza i staje się trafniejsza w kolejnych ścieżkach, gdzie budowana jest za pomocą brzmienia waltorni. Jeszcze przed końcem pierwszej płyty zauważamy, że podobnie jak wcześniej motyw Jedenastego, i w tej serii motyw Dwunastego Doktora pojawia się dosyć często. Z tym, że tym razem chyba bardziej adekwatnie niż w przypadku serii od piątej do siódmej, gdzie jego obecność dość często była nieuzasadniona. The Golden Arrow to ostatni utwór z tego odcinka, w 0:25 odzywają się flety z połową frazy owego tematu, natomiast w 0:32 drugą połowę kończy już cała orkiestra. Aranżacjom tej melodii rozsianym po całej płycie nie ma końca.

Utwór Listen to początek kolejnej części zestawienia, poświęconej odcinkowi o tym samym tytule – Posłuchaj. To właśnie ten odcinek, rozpoczynający się bardzo mocną w charakterze sceną, w której widzimy Dwunastego siedzącego na dachu TARDIS z zamkniętymi oczami najmocniej zarył w mojej pamięci muzykę, która jak się dzisiaj okazuje stanowi intro do A Good Man, tematu Doktora. I właśnie tą muzyką rozpoczyna się ta ścieżka, po której pierwszych sekundach aż widzimy w głowie otwierającego nagle oczy Capaldiego, szepczącego dramatycznie „Listen!”. Tak, to jest to. Wielu fanów uważa ten odcinek za jeden z najlepszych w całej ósmej serii – jestem jedną z tych osób, jednocześnie podkreślając w tym wielką rolę obecnej w tej historii muzyki. Pozostając jeszcze przy tym samym, pierwszym utworze, mimo niespecjalnie szybkiego tempa dzieje się w nim wiele – od strony dynamiki (zmian natężenia, głośności dźwięku); następujące jedno po drugim crescendo jest sprawcą tej atmosfery niepokoju i napięcia, o której wspominałam na początku. Rupert Pink – to jest coś niezwykłego. Murray Gold wyważa w tej serii wszystkie czynniki tak wspaniale, że ciężko opisać, co w końcowym efekcie zaważyło na tak dobrym poziomie utworu. Ale posłuchajcie tego – połączenie tak wielu klimatów i elementów zadziałało nie jak chaos, ale jak dopełnienie całości i wszystko jest logiczne i spójne. Pierwszą płytę albumu kończy ścieżka Fear, kolejne nawiązanie do czasów Jedenastego Doktora i muzyki z Imienia Doktora („The Name of The Doctor””) oraz Czasu Doktora ( „The Time of The Doctor”), jednocześnie będąca piękną oprawą dla scen o dzieciństwie Doktora i historii Clary i Danny’ego. Uwielbiam sposób, w jaki Gold rozwiązuje tę melodię po minucie i trzydziestu sekundach – aż do zakończenia, za każdym razem chwyta za serce. Warto zauważyć grację, z jaką BBC National Orchestra of Wales wywiązała się z wyzwań, które przed nią stanęły.

Druga część albumu to muzyka z odcinków od Skoku na czas („Time Heist”) do Śmierci na niebie („Death in Heaven”). Pierwsze cztery pozycje pochodzą z historii o banku Karabraxos i trzeba przyznać, że klimat zagadek, tajemnic i akcji oddają znakomicie. Z Woźnego („The Caretaker”) mamy jedynie jedną składankę kilku utworów, które pojawiły się w odcinku; znów są dosyć beztroskie w charakterze, przez co przypominają muzykę z ery Jedenastego, jednak, prawdę mówiąc, gdyby cały album utrzymany był w atmosferze napięcia i mroku, byłby bardzo jednolity i przez to niezbyt ciekawy. Kolejne trzy tytuły to muzyka z Zabić Księżyc („Kill The Moon”). When I Say Run to kolejny ukłon Murraya w stronę muzyki współczesnej i jestem mu za to dozgonnie wdzięczna, bo uwielbiam współczesność w jego wydaniu – kolejny ukłon w stronę niezawodnej orkiestry!

Aż 6 kolejnych ścieżek pochodzi z Mumii w Orient Ekspressie („Mummy On The Orient Express”)gdzie z początku znów mamy do czynienia z klasyczną muzyką współczesną, cudownie tym razem połączoną z jazzem – wszyscy ubolewamy nad faktem, iż Don’t Stop Me Now to tylko wersja instrumentalna, pozbawiona wokalu świetnej Foxes. Wciąż głowię się nad tym, dlaczego tak się stało, skoro sama piosenka i tak musiała być nagrana wraz z wokalem, żeby mogła zostać umieszczona w odcinku – czy to kwestie finansowe, czy kontraktu? There’s That Smile jest chyba pierwszą aranżacją motywu Clary, której potrafię słuchać bez wewnętrznego skrzywienia – tutaj wielki plus. Not Knowing, utwór z Linii życia („Flatline”) przynosi kolejne zaskoczenie instrumentalne – razem ze Siege Mode, a także In The Woods z W lesie nocy („In The Forest of The Night”) bardzo wybijają się stylistycznie na tle pozostałych utworów.

Dużo czasu poświęcono na muzykę z dwuodcinkowego finału sezonu. Trzeba wspomnieć o The Song of Danny and Clara – swojego rodzaju odpowiedniku Together or Not at All (The Song of Amy and Rory), do którego jednak nie można go nawet porównywać. Utwór utrzymany jest w charakterze kojarzącym się ze starą pieśnią i brak mu polotu, który możemy znaleźć w Together or Not at All z soundtracku dla siódmej serii. Bardzo stonowanym, ale wspaniale oddającym klimat podkładem muzycznym do sceny wyimaginowanego niszczenia kluczy od TARDIS i emocjonalnej rozmowy Doktora i Clary jest Throw Away The Key. Z kolei They Walk Among Us to bardzo dramatyczne i pełne napięcia zakończenie pierwszej połowy finału – bezbłędnie kojarzące się z wyjawioną tajemnicą imienia Missy i Cybermanami wychodzącymi na ulice Londynu. Oczywiście, nie brak tu nawiązań do tematu Dwunastego  (0:49-1:04) oraz motywu Cybermanów (1:13) i tematu Missy (1:19-1:50). Charakterystyczny motyw Cybermanów pojawia się także w There Is No Clara Oswald. Bezbłędne jest natomiast Missy and Her Boys – Gold świetnie muzycznie obrazuje tu szaleństwo Missy. Ostatnie ścieżki to uczta muzyczna i… słowna. Kolejne tytuły aż same błagają o to, by słuchać utworów, które tytułują. A Good Man, An Incredible Liar – surowa, okrojona z basów wersja tematu dwunastego wcielenia Doktora o modernistycznym zakończeniu; Freefall – jeszcze bardziej modernistycznie rozpoczynająca się ścieżka, towarzysząca Doktorowi podczas spadania z samolotu i… ach, te wspaniałe syntezatory! Minuta dwunasta to właśnie moment, który wywołał u mnie okrzyk zachwytu podczas premiery Śmierci na niebie („Death in Haeven”). Squeeeee! Od tego momentu odcinek obiera emocjonalnie bardzo ciężki kierunek, a podąża za nim także muzyka. I Need To Know jest obrazem impasu, w którym utknął Doktor, chcąc wygrać z Missy. Kolejny utwór ma być rozszerzeniem tematu Missy, jest jednak właściwie zupełnie innym utworem, w klimacie The Song of Danny And Clara; podobnie momentami dzieje się w Missy’s Gift. Zwieńczeniem drugiej płyty albumu jest ostatni utwór, nazwą łączący się z erą Jedenastego, wydany nieco wcześniej niż cała płyta – (The Majestic Tale of) An Idiot With A Box. Dla mnie osobiście jest to utwór ważny z całkowicie prywatnych powodów – bardzo mocno zadziałała na mnie jego energia. Utwór jest co prawda bardzo prosty, oparty na temacie Dwunastego, tak jak The Majestic Tale of A Madman With A Box oparte było na temacie Jedenastego Doktora. Jest w nim jednak tyle zaskakujących pokładów energii – podobnie jak w Peterze Capaldim, który grając Doktora tryska energią, jakiej byśmy się po nim nie spodziewali. Trzeba przyznać, że Murray Gold genialnie muzycznie sportretował zarówno Doktora Petera Capaldiego, jak i postać Missy – są to zwyczajnie portrety bezbłędne. Muzyka w ósmej serii ani na moment mnie nie zawiodła. Ale w porządku, to jeszcze nie koniec – przed nami trzecia płyta albumu, trzecia część – świąteczny odcinek Ostatnie Święta („Last Christmas”) i czternaście ścieżek, które zostały w związku z nim wydane.

Jak już kiedyś pisałam w recenzji albumu do odcinków specjalnych w czwartej serii serialu, muzyka w odcinkach specjalnych bardzo często różni się mocno od tej, którą podkłada się do innych. Jak jest tym razem? Z tego, co pamiętam po seansie świątecznego odcinka, klimat ósmej serii zostaje zachowany. Kiedy jednak przesłuchuje się kolejne utwory, dochodzi się do wniosku, że nie do końca – stylistyka ósmej serii zostaje nieco osłodzona, a jednocześnie doprawiona odrobiną psychozy; jako przykład wystarczy Clara’s Dream Christmas, czy analogicznie Doctor’s Dream Christmas. Całość zamyka cudownie nostalgiczne Every Christmas Is Last Christmas, z frazą nakładającą się na frazę, pięknie poprowadzonymi legato przez orkiestrę, zakończone nawiązaniem do A Good Man?.

Na wydany dzisiaj album czekałam od bardzo dawna z wielką niecierpliwością – i nie zawiodłam się. Pisałam już kiedyś, że dla mnie Gold z każdym kolejnym sezonem coraz bardziej się rozwija i podwyższa poziom swoich prac. Ósma seria jest potwierdzeniem moich słów – wreszcie wielowymiarowa, przestrzenna, rozłożona harmonicznie, stuprocentowo dojrzała, pełna, absolutna muzyka. I choć w tym momencie słucham albumu od początku, nadal nie mogę nadziwić się temu, co słyszę. Gdyby Doktor Who był filmem, nie serialem, za tę pracę Murraya Golda mógłby być bezsprzecznie nominowany do Oscara.

Dlatego tym, którzy jeszcze tego albumu nie słyszeli, nakazuję jedno:

Album do przesłuchania na Spotify


Aspirująca śpiewaczka operowa, która w "Doktorze Who" zakochuje się wciąż od nowa. Uwielbia analizować to, czym widzów karmi Murray Gold, a z serialu nieustannie czerpie inspiracje aktorskie. Gdyby miała drugie życie, zostałaby astronomem i baristą.
  • Inkaaz

    Tak się rozpisałaś, że tylko patrzyłem na obrazki. ;f

  • Gops

    Jak dla mnie, ten sezon był najbardziej nijaki muzycznie, tak jakby Gold nie umiał utrafić w nutę nowego doktora. Dobry był kawałek specjalny z Orient Expressu i ścieżka z kulminacyjnego momentu odcinka świątecznego.