Moje pożegnanie z Missy

Niewątpliwie nastał dla nas – fanów serialu Doctor Who – bardzo emocjonalny czas. Niebawem czeka nas odcinek świąteczny, w którym pożegnamy Dwunastego Doktora, spotkamy Pierwszego i po raz pierwszy ujrzymy Trzynastą. To wszystko powiązane jest także z wymianą ogromnej części ekipy tworzącej serial. Dodatkowo targa nam się nadszarpnięte już nerwy, ciągle zapewniając, że czeka nas wielka zmiana, coś nowego, coś innego… Nie wiem, jak przeżyję ten emocjonalny ładunek, który Steven Moffat funduje nam w te święta, ale teraz chciałam napisać jeszcze o czymś innym. Chciałam opisać swoje przemyślenia związane z odejściem z serialu Missy.

Missy

Po seriach z Jedenastym Doktorem (który, tak na marginesie, nigdy w pełni nie przekonał mnie do siebie) trochę zapomniałam o postaci Mistrza. Choć w głębi serca wiedziałam, że nawet karaluchy zazdroszczą temu Władcy Czasu tego, jak trudno się go pozbyć, nie byłam przygotowana na jego powrót. W chwili, kiedy tajemnicza kobieta pojawiająca się jedynie w krótkich, zagadkowych scenach nazwała Doktora swoim chłopakiem, mój umysł eksplodował. Kim ona jest? Skąd się wzięła i o co chodzi z tymi całymi zaświatami?

Postać owianej tajemnicą kobiety zawładnęła moim sercem, bo ciężko oprzeć się połączeniu tych wszystkich niezwykłych składników, które tworzą Missy.  Michelle Gomez jest doskonałą aktorką, piękną, dojrzałą kobietą i na dodatek widać, że rola jej pasuje. Moment, w którym Missy uświadamia Doktora (a przy okazji i część fanów, którzy jeszcze nie wpadli na pomysł, że oto Mistrz zregenerował we wspaniałą, szaloną kobietę), kim jest, spowodował, że mój mózg eksplodował ponownie. W życiu nie powiedziałabym, że ktoś może równać się w tej roli z legendarnym Rogerem Delgado… do czasu, kiedy pojawiła się ona. Wydaje mi się, że w popkulturze mamy niedosyt takich kobiecych postaci.

Regeneracja Mistrza w Missy pozwoliła na nowo odkryć niesamowicie skomplikowaną relację między nim/nią a Doktorem (więcej o ich relacji tutaj). Sądzę, że Mistrz zawsze, tak samo jak Doktor, pragnął, aby ta przyjaźń trwała. Obejrzyjcie jeszcze raz Ciemną wodę („Dark Water”) i Śmierć na niebie („Death In Heaven”). Od samego początku Missy dąży do odnowienia przyjacielskiej więzi z Doktorem. Robi to oczywiście na swój dziwny, pokręcony sposób. Tworzy armię Cybermenów, by dać ją przyjacielowi, bo inaczej po prostu nie umie. Uwielbiam Missy między innymi właśnie dlatego, że regeneracja w kobietę dała szansę na naprawienie i rozwój ich przyjaźni. W przypadku Mistrza – jednostki egocentrycznej do bólu – dodatek „typowego” rozbuchanego męskiego ego, którym scenarzyści zawsze szczodrze go obdarzali, uniemożliwiał jakąkolwiek zmianę. Oczywiście Doktor i Mistrz niejednokrotnie współpracowali, a nawet wzajemnie ratowali sobie życie. Były to jednak sytuacje wyjątkowe i zazwyczaj wynikały po prostu z braku innego wyjścia. W tych momentach przebijała się na wierzch ich przyjacielska relacja. Widać było w nich pragnienie, by się pogodzić i spełniać obietnice dane sobie wzajemnie w dzieciństwie. Niestety „męska” (wybaczcie mi takie posługiwanie się stereotypami i generalizowanie, ale tak najłatwiej to opisać) duma i potrzeba rywalizacji u obu nie pozwalały na nic więcej niż smutny błysk w oku, niewielki gest i cień żalu na twarzy. Jednak po latach pojawia się Missy. Niesamowita, szalona i pragnąca odnowienia przyjaźni bardziej niż wszyscy jej poprzednicy. Kiedy w Uczniu magika („The Magician’s Apprentice”) otrzymuje dysk konfesyjny Doktora, nikt nie musi jej przekupywać łaską czy dodatkowymi regeneracjami, by wyruszyła mu na pomoc. Rzecz jasna sytuacja nie  jest prosta, bo w tym przypadku chyba już nigdy taka nie będzie, ale znowu widać wyraźnie, że Missy dąży do tego, żeby być znowu blisko ze swoim przyjacielem.

Dziesiąty sezon w zasadzie opiera się na przemianie Missy. Nie będzie ona nigdy taka jak Doktor. Mają odmienną moralność i nieco inne charaktery (choć wcale nie tak bardzo, jak by się mogło wydawać), ale ja myślę, że dążenie Missy do zmiany jest szczere. Dla mnie jasne było, że jej charakter się nie zmieni. Nie stanie się nagle miłą ciocią, nie zmieni w Mary Poppins i nie będzie poświęcać się dla innych, nie oglądając się na swoje potrzeby. Mimo tego wierzę w to, że się zmieniła. Finał dziesiątej serii tylko mnie w tym utwierdził. Naprawdę chciała stanąć u boku Doktora. Nie do końca jestem pewna, czy robiła to dlatego, że uważała to za słuszne, czy po prostu chciała mu pokazać, że potrafi zdobyć się na zrobienie czegoś, co jest właściwe.

Nie potrafię zmusić się do uwierzenia w to, że Missy odeszła. Mistrz na pewno powróci, tego jestem pewna, ale czy zobaczymy jeszcze tą wspaniałą, szaloną kobietę? Czy spotkamy tę wersję Mistrza z odrobiną empatii? Choć rozum mówi mi, że ona już nie wróci, bo i scena jej śmierci nie zostawiła niedomówień, a i sama aktorka i twórcy mówili nam, że to już koniec, to w głębi serca tli mi się jeszcze nadzieja, że serial, jak zawsze, mnie zaskoczy.

Płakałam, kiedy po praz pierwszy zobaczyłam jak, technicznie rzecz biorąc, popełnia samobójstwo (i to podwójne!). Płaczę za każdym razem, kiedy znowu oglądam tą scenę. Nie wiem, czy to nie jakiś wewnętrzny masochizm, czy może podświadomie szukam zapewnienia, że ona się jakoś z tego uratuje, ale uwielbiam ją oglądać. Patrze na nią, a łzy lecą mi jak szalone. Płaczę za możliwością naprawy relacji z Doktorem, płaczę za jego przyjaciółką, za tym, że Doktor nie dowie się, jak naprawdę było (a może wie, bo ona pokazała mu ten nóż ukryty w rękawie, kiedy odchodziła?). Płaczę za Missy, wspaniałą, wielowymiarową postacią, która od początku do końca dostarczała mi powodów do zagłębienia się w szczegóły, przyjrzenia wszystkim faktom, analizy drobnych gestów. Płaczę za piękną, szaloną i genialną kobietą – moją bohaterką.

A wy tęsknicie za Missy? Jak myślicie, powróci jeszcze?

Daj na ciastko!


Wielka miłośniczka fantasy i science fiction. Pożeraczka komiksów, książek i seriali. Wielbicielka folii bąbelkowej w popkulturze. Prywatnie jest goblinem i być z tego dumna! Kocha pisać i niestrudzenie marzy o własnym kluczyku do TARDIS.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who