Moffat i Gatiss: Doctor Who zmarnował potencjał Olivii Colman

Olivia Colman jest dziś chlubą Hollywood, docenianą między innymi Złotymi Globami, BAFTA, a od dzisiejszej nocy także Oscarem za ostatnią produkcję, w której zagrała – Faworytę („The Favourite”). Wkrótce przejmie też główną rolę w nadchodzącym, trzecim sezonie netfliksowego serialu The Crown.

Minęło wiele czasu od jej ciepło wspominanego gościnnego występu w odcinku Jedenasta godzina („The Eleventh Hour”) Doctor Who z 2010 roku. Colman wcieliła się tam w nosicielkę zmieniającego kształt potwora zwanego Więźniem Zero, który wykorzystał jej postać, by dręczyć Doktora pod koniec odcinka – pokazując przy tym (nieco przerażające) zęby.

Na imprezie organizowanej przez Radio Times były producent wykonawczy i jego nieodłączny współpracownik udzielili krótkiego wywiadu właśnie na ten temat. Patrząc wstecz, Steven Moffat przyznaje, że zmarnował potencjał aktorki i żałuje, że nie wykorzystał jej więcej w serialu.

W mojej pierwszej serii, pierwszej serii Matta Smitha, pojawiła się Olivia Colman. Olivia Colman – kilka sekund przed tym, jak wzbiła się do gwiazd. Myślę sobie: „Ależ to zmarnowaliśmy!”. Cholera jasna.

Z kolei Mark Gatiss dobrze wspomina też krótką współpracę z innymi późniejszymi gwiazdami, takimi jak Josh O’Connor i Tobias Menzies, którzy wystąpią w najbliższym sezonie The Crown u boku Colman, czy James Norton, znany z serialu Grantchester. Wszyscy oni przewinęli się przez napisany przez Gatissa odcinek Zimna wojna („Cold War”) z 2013 roku.

Trochę tych śmieszności jest w Zimnej wojnie, mojej historii, która toczy się na łodzi podwodnej. Zabity przed czołówką Peter to Josh O’Connor z Pięknego kraju („God’s Own Country”), teraz jest wielką gwiazdą. James Norton i Tobias Menzies byli marynarzami. Teraz to niesamowita łódź podwodna pełna gwiazd!

Takie rozważania o dawnej pracy przy Doctor Who przywołują inne ważne pytanie: jak Moffat i Gatiss radzą sobie z tym, że ktoś inny pisze teraz serial? Nie brakuje im tego doświadczenia?

Były showrunner zauważa, że to właściwie nic nowego.

Jestem raczej przyzwyczajony do oglądania Doctor Who, z którym nie miałem nic wspólnego. To jest w porządku, zupełnie mi nie przeszkadza. Cieszę się tym w pełni. Nadal zdarzają mi się impulsy z pomysłami do Doctor Who. I całkiem podoba mi się luksus powiedzenia sobie: „O, to jest dobry pomysł. Zostawię go w mojej głowie, będzie mu tam dobrze”.

Gatiss zgadza się z tym punktem widzenia.

Przyjemnie jest zupełnie nic nie wiedzieć. Kiedyś co jakiś czas wpadałem napisać odcinek – ale zawsze kończyło się to tym, że dowiadywałem się pewnych kwestii z dwóch historii przed nim i dwóch po. Dlatego nic nie wiedzieć jest bardzo przyjemnie, to miła odmiana – i świetna zabawa.

Wydaje się więc, że rada, z którą pragnie nas zostawić serialowy duet scenarzystów, brzmi po prostu: oglądajcie Doctor Who i dobrze się przy tym bawcie. A przy odrobinie szczęścia wypatrzycie świetne brytyjskie talenty, które kilka lat później staną się światowej sławy gwiazdami. Komu z ekipy 11 serii wróżycie taką świetlaną przyszłość?

Źródło: Radio Times

Daj na ciastko!


Studentka filologii fińskiej, miłośniczka języków, przecinków i kotów, u której nadmiary wolnego czasu się nie istnieją – w przeciwieństwie do seriali, książek i muzyki popijanych hektolitrami herbaty. Wielbi na kolanach Witkacego. Kiedy już podnosi się z podłogi, zdarza jej się prowadzić też swój blog. Kocha wszystkich Doktorów, ale w przepaść najchętniej rzuciłaby się za duetem Dziesiątego z Donną, względnie za duetem Dziesiątego z Dziesiątym.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *