Jeśli po przeczytaniu nagłówka wyciągnęliście noże, to je schowajcie. Nie lubię tylko jednego z Jedenastych Doktorów. Drugi jest całkiem spoko.

Powinienem pewnie teraz wyjaśnić, co mam na myśli, mówiąc o dwóch Jedenastych Doktorach. Nie chodzi mi bowiem wcale o Davida Tennanta ani o jego klona. Dwóch Doktorów zagrał też Matt Smith.

Pierwszy pojawił się na ekranie w Jedenastej godzinie („The Eleventh Hour”). Był kwiecień 2010 roku, właśnie zbindżowałem erę Daviesa/Gardner i z wypiekami na twarzy usiadłem do oglądania Tego Nowego Doktora. Byłem zachwycony jego nieogarnięciem, jego entuzjazmem, groźbą, która pojawiała się w jego głosie, kiedy nagle zaczynał mówić Cicho i Spokojnie z Przerwą Między. Każdym. Słowem. Z odcinka na odcinek było w zasadzie coraz lepiej: piękna scena złości na ludzkość w Bestii na dole („The Beast Below”), proszenie Amy, żeby mu zaufała w Kamiennych ciałach („Flesh and Stone”) („– Ale nie zawsze jesteś ze mną szczery. – Gdybym zawsze był z tobą szczery, nie musiałabyś mi ufać”) czy wreszcie niesamowicie odważny blef w Otwarciu Pandoriki („The Pandorica Opens”).

A później stało się coś bardzo, bardzo złego, przez co po trochu zacząłem tracić sympatię do Jedenastego, do tego stopnia, że to właśnie on jest głównym powodem, dla którego nie chcę wracać do siódmego sezonu, a podczas powtórnego oglądania Dnia Doktora („The Day of the Doctor”) szedłem zająć się czymś innym, kiedy na dłużej pojawiał się na ekranie:

Doktorowi zmieniono fryzurę.

Popatrzcie tylko na to zestawienie. Widać różnicę, prawda? Doktor z sezonu piątego ma krótsze włosy, niby jakoś tam ułożone, ale tak naprawdę tylko pobieżnie, niesfornie opadają mu na czoło. Przypomina przez to chłopca, który za późno wstał do szkoły i tylko dwa razy przejechał po głowie grzebieniem, zanim wybiegł z domu na autobus. Sezon szósty to zupełnie co innego: włosy są dłuższe i gładko przylizane, dobrze się komponują z wystającymi kośćmi i wklęsłymi policzkami. Tu mamy do czynienia z Doktorem, który wie, jak podkreślić swoje walory i jak się zaprezentować. Z Doktorem, który jest cool.

I wszystko byłoby w porządku, gdyby za tą zmianą nie poszła zmiana charakteru. Dwie spośród wymienionych wyżej scen z sezonu piątego mają dla mnie ogromnie znaczenie: rozmowa z Amy w odcinku piątym i blefowanie w finale. Pierwsza wskazuje, że Doktor ma zawsze na uwadze dobro towarzyszy, nawet kiedy wie, że czekają ich trudne chwile, nawet kiedy nie może rozmawiać z nimi zupełnie otwarcie. Ponadto nie uznaje, że na pewno mu zaufają – prosi o to zaufanie. Jego blef w drugiej z kolei jest tym właśnie: blefem, desperacką zagrywką mającą pozwolić Doktorowi zyskać na czasie, kiedy zajmuje się rozwiązaniem zagadki Pandoriki.

Jeżeli porównać te dwie sceny z zachowaniami Doktora w kolejnych sezonach, to widać wyraźną różnicę. W kwestii zachowania wobec towarzyszy: przypomnę ukrywanie przed Amy i Rorym informacji o dziwnej ciąży Amy i zatajanie przed Clarą powodów, dla których zdecydował się z nią podróżować – a później nagły wybuch w Podróży do wnętrza TARDIS („Journey to the Centre of the TARDIS”). To zupełnie inne podejście, w którym zaufanie bierze się za pewnik, a nawet go nadużywa. W kwestii drugiej przypomnę radosne mordowanie Cisz w Dniu Księżyca („The Day of the Moon”) i całą akcję Dobry człowiek idzie na wojnę („A Good Man Goes to War”), gdzie blef z finału piątego sezonu staje się podstawą działania. W tych odcinkach widzimy Doktora-wojownika, Doktora, który sam uwierzył w swój wcześniejszy blef. I chociaż River doprowadza go na koniec odcinka do jako takiego początku, to trudno mi już było patrzeć na Jedenastego w ten sam sposób.

Nie żeby łatwo było patrzeć na Jedenastego z River podczas ich wspólnych scen, szczególnie tych pełnych napięcia, kiedy z Doktora wychodzi bezduszny potwór. Weźmy choćby jego kwestię:

To szaleństwo. Gorzej, to głupota. Przynosisz mi wstyd!

na szczycie piramidy w Weselu River Song („The Wedding of River Song”) czy

Sama się uwolnij, bez łamania nadgarstka.

Aniołach na Manhattanie („The Angels Take Manhattan”). Z drugiej natomiast strony mamy ewidentne flirtowanie i pociąg seksualny. Jak w Dniu Księżyca („The Day of the Moon”):

A to moja przyjaciółka, River. Ładne włosy, bystra, ma własną broń i, w przeciwieństwie do mnie, zupełnie nie przeszkadza jej strzelanie do ludzi. Nie powinno mi się to podobać. Ale podoba mi się, odrobinę.

(…)

DOKTOR: Na pewno zabije przynajmniej pierwszych trzech.
RIVER: Siedmiu, z łatwością.
DOKTOR: Siedmiu? Naprawdę?
RIVER: Och, dla ciebie ośmiu, słonko.
DOKTOR: Przestań.
RIVER: Zmuś mnie.
DOKTOR: Tak? Może to zrobię.

Z jednej strony miłość, z drugiej strony gniew. W tej sytuacji przemowa River w Mężach River Song („The Husbands of River Song”) o tym, że Doktor jest jak słońce i na pewno jej nie kocha, zupełnie mnie nie zaskakuje. Do pojawienia się Dwunastego Doktora to był toksyczny związek.

nie lubię Jedenastego

I jeszcze ostatni z moich problemów z Jedenastym, czyli napastowanie seksualne ludzi (przypomnijmy: pocałowanie Rory’ego bez jego zgody w Dinozaurach na statku kosmicznym („Dinosaurs on a Spaceship”), pocałowanie Jenny bez jej zgody w Karmazynowej grozie („The Crimson Horror”), uderzenie Clary w pośladki w Czasie Doktora („The Time of the Doctor”)). Nawet przyjmując, że Doktor (od kilkuset lat wchodzący w interakcje z mieszkańcami Ziemi) w tym wcieleniu wyjątkowo zapomniał o etykiecie i wydaje mu się, że nagłe całowanie ludzi w usta to dobry sposób na okazywanie radości, sceny te są niepokojące. Po Doktorze nie widać żadnego zainteresowania reakcją Rory’ego, który jest zredukowany do ust, które akurat były pod ręką. Przechylenie Jenny w tył podczas pocałunku jest już wyraźnie nacechowane seksualnie (nie wspominając już o tym, jak Doktor przygląda się jej tuż przed pocałunkiem i jak ton jego głosu zmienia się przy tym; serio, spójrzcie na tę scenę i wtedy powiedzcie, że to było zupełnie platoniczne), a do tego dochodzi późniejszy gag ze śrubokrętem podnoszącym się, kiedy Doktor widzi Jenny w obcisłym skórzanym kostiumie. A nawet jeśli zbyć to wszystko, ciągle pozostaje klaps wymierzony Clarze, gdzie Doktor po prostu korzysta z wyznaczonej mu roli udawanego chłopaka, żeby ponapastować towarzyszkę. Nie da się tego obronić i z tego względu, mimo że wielokrotnie chciałem wrócić do pierwszej serii z Clarą, żeby prześledzić rozwój tej postaci, chyba nigdy się na to nie zdobędę. Kiedy tylko widzę ją na ekranie z Jedenastym Doktorem, mam ochotę krzyczeć, żeby uciekała.

Czy Doktor z piątej serii byłby w stanie zrobić to wszystko? Trudno mi to sobie wyobrazić. Wydaje mi się, że nie, że dopiero sobowtór, który zastąpił go później, szczycący się swoim stylowym uczesaniem, nosił w swojej duszy ciemność i szpetotę, które mu na to pozwalały. Możecie sobie wyobrazić, z jakim niepokojem przyjąłem w erze Dwunastego informację, że po sezonie ósmym zmienią mu fryzurę. No ale jemu ta zmiana wyszła zdecydowanie na dobre…


New Who guy, nieśmiało zapuszczający się w świat słuchowisk i powieści. Fan Russella T Daviesa, Slitheen i Dziewiątego Doktora. Czyta, ogląda seriale, pisze na Pulpozaur.pl i Wysznupane.blogspot.com.
  • Peter Wimsey

    Hm… powiem tak: miałam momenty, w tym część wskazanych przez Ciebie, kiedy coś mnie raziło albo uwierało. Teksty do River byłyby na samym szczycie tej listy, zachowanie w „A Good Man Goes to War” już niekoniecznie, bo to jednak Rory jest za to odpowiedzialny w pewnym sensie. Fakt, że po jakimś czasie przyjmuje zaufanie towarzyszy za pewnik jest dla mnie po prostu zrozumiały, byłoby nienaturalne, gdyby wciąż tego nie robił, jakoś dla mnie częścią ufania komuś jest przyjmowanie, że ten ktoś też nam ufa. Ukrywanie akurat tych rzeczy – moim zdaniem było uzasadnione. Paradoksalnie chyba dużo bardziej drażniła mnie ta cool fryzura, czyli po prostu natrętne dofajnianie Doktora w każdym geście i tekście, które czasami wychodziło zupełnie na opak, szczególnie pewnie rzeczywiście na dalszych etapach jego kadencji. No, to taki najtypowszy problem Moffata, Dwunastemu też usiłował to zrobić, ale Capaldi ma takie pokłady naturalnej fajności zupełnie innego, mniej afekciarskiego rodzaju, że jakoś to rzadziej drażniło ;)

  • Dalek66

    11 doktor jest przesadzoną wersją 2 doktora + te napastowania seksualne. Myśleli że to sprzeda postać? Moim zdaniem nie.