Kiedy Dwunasty Doktor śmieszy

Dwunasty Doktor niebawem odchodzi. Niejeden z fanów, w tym i ja, szykuje już zapas chusteczek na odcinek świąteczny. Wiem, że będę płakać, nawet mogę śmiało powiedzieć, że wewnętrznie już płaczę od czasu ogłoszenia, że Peter Capaldi odchodzi. Oczywiste jest, że wszyscy skupiamy się teraz na żalu za przemijającą epoką w serialu. Czekają nas wielkie zmiany i nie wiemy, jak będzie teraz wyglądał nasz ukochany serial. Abyśmy nie pogrążyli się jednak bez reszty w morzu smutku, chciałabym przypomnieć kilka momentów z ery Dwunastego Doktora, które zmienią łzy w płacz ze śmiechu.

Dwunasty Doktor wydaje się być mrocznym, nieco gburowatym Władcą Czasu. Kiedy myślimy o nim, elementy komiczne nie są pierwszą rzeczą, jaka przychodzi na myśl. Jednak w jego seriach było wiele scen czy nawet odcinków, które po prostu, zwyczajnie bawiły. Oto przykłady!

Głęboki oddech („Deep Breath”)

Zacznijmy od pierwszego odcinka Dwunastego Doktora. Nie jest to odcinek całkowicie komediowy, ale ma sporo zabawnych elementów. Możemy zobaczyć w nim, że Dwunasty nie będzie tylko mroczną i poważną inkarnacją. Widać wyraźnie niektóre jego cechy, które w późniejszych przygodach tworzą sytuacje komiczne. Odcinki, które pokazują Doktora w szoku poregeneracyjnym, należą do moich ulubionych (no, może poza The Twin Dilemma z Szóstym). Doktorowi miesza się przeszłość z teraźniejszością, nie wie, kim jest i co dzieje się wokół niego. Doktor zabierający ubranie bezdomnemu, mylący Clarę ze Straxem czy wytykający jej egocentryzm jest uroczo nieporadny i chwilami zabawny.

Robot z Sherwood („Robot of Sherwood”)

Przezabawny odcinek z ósmej serii, która moim zdaniem jest zupełnie niedoceniana. Od samego początku dostajemy sceptycznego Doktora, który za wszelką cenę próbuje dowieść, że ma rację. Dwunasty uwielbia się popisywać i pokazywać, że wszystko wie i umie najlepiej. W tym odcinku jego chęć udowodnienia swojej wyższości jest tak ogromna i komiczna, że ciężko skupić się na czymś więcej. Próbuje skanować wszystkich członków wesołej kompanii Robin Hooda, pobierać próbki włosów, a nawet moczu. Do tego mamy walkę łyżką, popisywanie się w turnieju łuczniczym i przeogromne ego, które prowadzi do wielu przerysowanych, ale szalenie zabawnych sytuacji. Fabuła schodzi na drugi plan, bo to po prostu świetny, komiczny odcinek, który ogląda się najlepiej z odrobiną dystansu.

Woźny („The Caretaker”)

Doktor udający woźnego w szkole. Dwunasty Doktor udający zwykłego człowieka – co może pójść nie tak… poza tym, że wszystko? Uwielbiam to komiczne zachowanie Dwunastego, próbującego pokazać Clarze, że potrafi pracować pod przykrywką. W takich momentach właśnie najlepiej widać, że Doktor jest kosmitą… Jak już wspominałam, ta inkarnacja wyjątkowo lubi udowadniać, że ma rację, wszystko potrafi zrobić najlepiej. Poza tym jego zupełne niezrozumienie otaczającego go świata emocji i ta urocza społeczna niezręczność, którą prezentuje na każdym kroku, potrafią szczerze rozbawić. To wszystko pokazuje nam, jak bardzo Doktor jest obcym.

Uczeń czarnoksiężnika/Pupilek wiedźmy („The Magician’s Apprentice”/„The Witch’s Familiar”)

Tutaj nie trzeba wiele pisać… choć odcinki mają bardzo poważną wymowę i rozmowy z Davrosem są niesamowicie wciągające, nie można pominąć tych kultowych wręcz elementów komicznych. Doktor z gitarą elektryczną wjeżdżający na czołgu czy pijący herbatkę na „krzesełku” Davrosa. Skąd wziąłem herbatę? Jestem Doktorem. Pogódźcie się z tym. Kiedy Doktor dochodzi do wniosku, że z jakiejś sytuacji nie ma wyjścia, zaczyna szaleć. Wymyśla dowcipy, miesza w czasie i przestrzeni, jest nieprzewidywalny i na dodatek jeszcze bardziej staje się kosmitą oderwanym od otaczającej go rzeczywistości.

Mężowie River Song („The Husbands of River Song”)

Szaleję za tym odcinkiem. Jest lekki, przezabawny, ale też wzruszający… Nie będę się rozpisywać szczegółowo, bo ta historia to po prostu jeden wielki ciąg zabawnych sytuacji i tekstów. Poza tym dostajemy jakieś dwieście procent River w River i Dwunastego w Dwunastym. Oglądałam go już więcej razy niż można by uznać za przyzwoite i za każdym razem śmieję się tak samo głośno. Ogrom radości zawsze daje mi scena, kiedy Doktor wchodzi do TARDIS. Ale ciężko wybrać, co w tej historii jest najzabawniejsze. Całe morze nieporozumień wynikających z tego, że River go nie poznaje, śmieszne smaczki dla fanów i kolejne tony doktorowej nieporadności w połączeniu z jego geniuszem tworzą fantastycznie zabawną całość. Poza tym chemia między River a Doktorem wchodzi na nowy poziom, który tak bardzo mi się podoba. Dla mnie to idealna historia na gorszy dzień. Zawsze mnie rozbawia!

Powrót Doktora Mysterio („The Return of Doctor Mysterio”)

Moim zdaniem bardzo fajny odcinek. Lekka i zabawna świąteczna rozrywka. Zaczynamy z Doktorem, który przez przypadek uruchamia swoją pułapkę i zwisa z dachu wieżowca w Nowym Jorku. Dostałam też wspaniały prezent świąteczny w postaci powrotu mojego ukochanego Nardole’a. Ta prosta i sympatyczna historia to satyra na amerykańskich superbohaterów przepełnionych patosem i sypiących tekstami typu: to po prostu obowiązek każdego obywatela. Fantastyczny Dwunasty infiltrujący tajemniczą organizację, jedzący w międzyczasie sushi, rozbijający statek kosmiczny z tym niespotykanym błyskiem w oku… No i mój ukochany dialog z małym Grantem na temat Spider-Mana.

Dwunasty Doktor bawi nas bardzo często, choć równie często o tym zapominamy. Dlatego zanim wszyscy pogrążymy się w żalu związanym z jego odejściem, warto przypomnieć sobie tych kilka pozycji z jego wcześniejszych serii. A was co bawi najbardziej? Kiedy Dwunasty jest taki uroczo nieporadny, a może kiedy tak bardzo stara się udowodnić swoją racje? Dajcie znać w komentarzach!

Daj na ciastko!


Wielka miłośniczka fantasy i science fiction. Pożeraczka komiksów, książek i seriali. Wielbicielka folii bąbelkowej w popkulturze. Prywatnie jest goblinem i być z tego dumna! Kocha pisać i niestrudzenie marzy o własnym kluczyku do TARDIS.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who