Twórca odcinka Uśmiechnij się („Smile”), Frank Cottrell-Boyce, zdradził, dlaczego rozgrywa się on w utopijnym świecie i kiedy dystopia stała się rzeczywistością…

Artykuł powstał na bazie tekstu z Doctor Who Magazine.

Zastanówmy się nad ludźmi, którzy zaprojektowali utopię na Gliese 581D, innym wielkim pomyśle w Uśmiechnij się. Roboty – Vardi i ich interfejs, Emotkoboty. W poprzednim wydaniu DWM w swojej specjalnej kolumnie o rzeczach, które się pojawiają w tej serii Doktora Who, Steven Moffat napisał o Franku:

Brian Minchin zadzwonił do niego jakiś czas temu i zapytał, czy ma nowe pomysły do serialu, i bardzo podziwiam, co Frank wtedy zrobił: zapytał naukowców, czym się martwią.

Twórca Uśmiechnij się potwierdza:

Wtedy już te rozmowy trwały. Byłem w kontakcie i pracowałem z Andrew Vardym – po którym Vardi otrzymały swoją nazwę – nad czymś innym, dalej się tym interesowałem, a teraz właśnie piszę książkę o robotach. Więc to nigdy nie przepadnie. Doktor Who jest częścią trwającej od dłuższego czasu konwersacji.

Andrew Vardy jest adiunktem nauk komputerowych i inżynierii w kanadyjskim Memorial University of Newfoundland. Można więc założyć, że ta relacja nie narodziła się przypadkiem ze spotkania w lokalnym supermarkecie?

Firma w Manchesterze pod nazwą Comma Press lubi zaskakiwać naukowców kreatywnymi pisarzami i to ich specjalność, więc te wszystkie relacje, które nawiązałem z naukowcami, stamtąd się biorą. Tak poznałem Andrew. Zostajesz zeswatany i tylko rozmawiasz, a potem masz dzięki temu napisać opowiadanie, ale te konwersacje ciągną się w nieskończoność. Z Andrew rozmawiam cały czas.

Wykorzystanie robotów w Uśmiechnij się ma swoje źródło o wiele głębiej niż tylko w przypowieści o dawaniu robotom zbyt wiele kontroli do momentu, gdy one ostatecznie zniszczą ludzkość – chociaż takie ostrzeżenia znajdziemy w odcinku…

Żyjemy w czasach rozwoju technologii robotów, automatyzacji, roboty stają się coraz bystrzejsze, a są kontrolowane przez coraz mniej ludzi. Powiedziano nam, że utopią byłoby miejsce, gdzie roboty wykonują wszelką pracę, a my tylko siedzimy, piszemy wiersze i prowadzimy świetne życie. To nie to się dzieje. Roboty wykonywały morderczą pracę, ale teraz raczej zabierają zatrudnienie klasie średniej, a ludziom pozostają tylko te prace, które są zbyt służebne dla robotów. Kiedy ludzie stają się tańsi niż roboty, to już po prostu złe. Automatyzacja stworzy ogromną ilość czasu, ale tylko bardzo niewielu ludzi będzie miało do niego dostęp.

To raczej pesymistyczna myśl. Czy roboty mogą nam też przynieść coś dobrego?

To, że mikroroboty takie jak Vardi stały się taką głośną sprawą i pomysł, że mogłyby mieć grupową inteligencję. Tak naprawdę nie moglibyśmy przyznać temu racji w odcinku, ale to taka ciekawa myśl. Facet, który zajmuje się wystawą robotów w Muzeum Nauki w Londynie dopiero co powiedział mi, że roboty pytają o to, co jest naprawdę ludzkie. Bo jeśli robot potrafi myśleć, czuć i podejmować decyzje, to czym jest człowiek? Odróżniającym opisem istoty ludzkiej jest to, ze antropomorfizuje inne rzeczy i to wydawało się równie interesującą kwestią do podniesienia. Jako ludzie, tylko dlatego, że postrzegacie Vardi jako chmarę szpaków, możecie się z nimi komunikować. Jeśli zobaczysz w nich to, czym naprawdę są, nie potrafisz doszukać się w nich sensu. Ale ciągle robimy to samo z naszymi komputerami. Kiedy siedzisz przy swoim komputerze, wiesz, że nie ma pulpitu, ale musisz zbudować do niego pewne metafory. Więc mówisz, że ma pliki i pulpit, i foldery, i wszystkie te rzeczy, których wcale tam nie ma, ale sprawiasz, że tam są, dzięki swojej wyobraźni.

Czy ta myśl mogłaby się także rozciągnąć na najsłynniejszego robota w Doktorze Who?

K9, dokładnie tak! Możesz używać tego robota o wiele efektywniej, ponieważ możesz go sobie wyobrazić jako psa. Gdybyś wiedział dokładnie, jak on działa, nie byłbyś w stanie go użyć. Ale potrzebujesz metafory, więc jest jak pies.

Odcinek, który wydaje się tak pozornie prosty, porusza też dość trudne tematy i pomysły jak na serial na sobotni wieczór.

Myślę, że Doktor Who może to wszystko wchłonąć, czyż nie? Zaawansowana nauka i bajki. Oglądaliśmy odcinki, które są wielkimi romansami, które są wielkimi alegoriami, które są satyrą polityczną. Ponieważ Doktor jest takim potężnym bohaterem, może to wszystko z sobą zabrać. Jest  wirem opowieści, zdecydowanie tak. Ponieważ do Doktora Who przychodzi się z tym, co wydaje ci się twoim najlepszym pomysłem i on zużywa twój najlepszy pomysł, twój drugi najlepszy pomysł, twój trzeci i czwarty najlepszy pomysł – zanim jeszcze pojawi się tytuł! Zaczynasz z myślą, że byłby z tego świetny film i pytają cię, czy nie chciałbyś tego zrobić dla Doktora Who, i cały ten twój pomysł zużywa się przed intrem. To jakieś trzy minuty!

Jego zaraźliwy entuzjazm sprawia wrażenie, że Frank naprawdę lubi Doktora Who.

Pisałem historie do Doktora Who w moim zeszycie, kiedy byłem w szkole, jak wy. Miałem mały notes w czasach Jona Pertwee’ego, gdzie wklejałem różne rzeczy… Nie wiem, po co to robiłem, ale miałem zwyczaj wycinać streszczenia z Radio Timesa. Wydaje mi się, że teraz się ich szuka w internecie. Ja zwykłem je wycinać i przyklejać do tego zeszytu, żebym miał słownik Doktora Who. Chyba miałem wtedy jakieś dziesięć lat. Przeżyłem wielką zmianę: Doktor Who był w telewizji, potem zniknął, a pewnej wakacyjnej soboty magicznie znów się pojawił, więc próbowałem skompilować te wszystkie zdjęcia i streszczenia, rysując małe rysunki, żeby to nie przepadło. Terry Nation [twórca Daleków] – to było pierwsze nazwisko pisarza, które znałem z twórczości, nie tylko z nazwiska na okładce książki. Widziałem je nawet w Radio Timesie, gdzie było jego zdjęcie z Dalekiem i to było bardzo fajne.

Doctor Who FAQ

Więc Doktor Who był wielkim wpływem dla dorastającego w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych Franka?

Tak, Doktor Who i Star Trek. Właściwie nic innego nie było do oglądania. Miałem mnóstwo książek Michaela Moorcocka, zaczytywałem się w jego książkach o Elriku czy w Diunie Franka Herberta. Moja relacja z tymi książkami jest bardzo zażyła. Wydaje mi się, że te rzeczy popchnęły mnie do pragnienia zostania pisarzem. Te historie do Doktora Who, które napisałem, są pierwszymi tekstami nie napisanymi do szkoły, jakie pamiętam; plus fragmenty streszczeń.

Nie było innych planów kariery poza słowem pisanym?

Nigdy nie pracowałem, całe życie byłem pisarzem! Pewnego dnia, gdy byłem w szóstej klasie, mój nauczyciel kazał mi przeczytać klasie tekst, który napisałem. Pomyślałem, że to idealna sytuacja, żeby zyskać wiele uwagi, ale tak naprawdę nikt na ciebie nie patrzy. Skoro kazał mi to przeczytać na głos, może chciałem zostać komikiem…

Poszedłem na Oksford i zrobiłem tam też doktorat z przyczyn zupełnie osobistych. Ożeniłem się, kiedy byłem studentem, a uniwersyteckie zakwaterowanie dla studenckich małżeństw było tak dobre, że po prostu zostałem. I to było niebo! Pisałem Brookside [serial emitowany w latach 1982-93], choć wciąż byłem studentem. Cóż, nazywałem siebie studentem, ale już miałem dyplom. Każdy, kto mieszkał w Liverpoolu, mógł pracować w Brookside! Oni tylko chcieli uniknąć płacenia za noclegi.

To były późne lata osiemdziesiąte, a w kolejnej dekadzie Frank pracował już nad scenariuszami filmowymi – jego pierwsza współpraca z reżyserem Michaelem Winterbottomem to Forget About Me (1990). W 1991 Frank pisał odcinki dla innej instytucji  państwowej.

Uwielbiałem pracować przy Coronation Street – to dawało takie poczucie przynależności narodowej. Ciotki i wujkowie to oglądali, kuzyni byli z ciebie dumni – interesowali się tym. Serial kręcono w tym samym budynku, w którym odbywały się spotkania i to była bardzo miła rzecz. Jest to odrobinę podobne z Cardiff w Doktorze Who. Stolarze, elektrycy, ludzie, dzięki którym to naprawdę działało, byli tam, tak samo jak producenci wykonawczy. Ja tam byłem w tym samym czasie, co Russell T Davies.

Poza pracą w telewizji i nad filmem, nie wspominając ceremonii otwarcia igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku, Frank przyznaje, że jest coś, czego robienie sprawia mu największą przyjemność.

Wolę pisać książki dla dzieci.

Jego pierwsza książka, Millions, wydana w 2004 roku, nieco przed jej adaptacją filmową, wygrała Carnegie Medal 2004, nagrodzona przez krajowych bibliotekarzy.

Dziwnie to brzmi, ponieważ moim zdaniem to naprawdę ciężka praca i nie uważam, że mam do tego naturalny dryg. Leją się krew i łzy w trakcie, ale już napisanie książki dla dzieci to takie świetne uczucie, uwielbiam długowieczność książek dla dzieci, uwielbiam wpływ, jaki książka może wywrzeć na człowieka, kiedy czyta ją w takim wieku.

Czy jest zatem jakiś motyw, który przewija się przez pracę Franka?

Cóż, możliwe. Uwielbiam bawić się tym narodowym pudłem z zabawkami. Przychodzi z częścią szargającą nerwy, ponieważ możesz się oczywiście oderwać…

Wracając już do Doktora Who, zwłaszcza pierwszej współpracy z serialem, W lesie nocy, Frank komentuje dobrotliwie:

O tak, nie cierpią go! Trochę umknęła mi cała reakcja na ten odcinek, ponieważ byłem w Toronto, gdzie kręciłem film The Railway Man, który był na Toronto Film Festival, więc zupełnie przegapiłem datę emisji i reakcję fanów. Myślę, że to się zaczęło uspokajać w momencie, kiedy wróciłem. To tak jak z marmite – albo je kochasz, albo nienawidzisz.

Frank zachowuje filozoficzne podejście odnośnie W lesie nocy. Pomimo znalezienia się na dole tabeli Season Survey DWM w 2014 roku, odcinek został dobrze odebrany przez większość widzów z wysokim poziomem docenienia – 83 [chodzi o tzw. AI czyli The Audience Appreciation Index – wskaźnik, który wyraża, jak bardzo widowni spodobał się dany program w zakresie od 0 do 100 – dop. red.]. Czy martwi go reakcja niektórych fanów sprzed trzech lat?

Trochę tak, ponieważ chcemy, żeby wszyscy kochali to, co robimy. Oczywiście, że tak. Ale musimy przechodzić nad tym do porządku dziennego i mówić: „Cóż, marmite to świetny produkt!”.

Zrobię się nerwowy w przyszłą sobotę, kiedy wyemitują Uśmiechnij się i wtedy wyłączę internet. Będziemy oglądać. Całą rodziną. To będzie wspaniałe. Oglądałem Doktora Who z moją rodziną jako dziecko i to dlatego jest tak wspaniały w tradycyjnych opowieściach. Ponieważ pokazuje, jak klasyczne historie można opowiedzieć teraz.

To wyczucie w pragnieniu opowiedzenia wyjątkowo dobrej opowieści ze wspaniałymi pomysłami, które połączą pokolenia, to esencja całej pracy Franka, zwłaszcza z Doktorem Who.

Pamiętam, że to uwielbiałem w Doktorze Who. Pamiętam, że to, nie w sensie pedagogicznym, ale jednak świat nauki, świat historii, które do ciebie należą. I wciąż to silnie odczuwam. Lubię się bawić z kultowymi elementami naszej narodowej kultury, miałem wrażenie, że do mnie należą. Z tego i z Doktora Who płynie przede wszystkim takie przesłanie: „Masz, to jest twoje. Idź i zrób z tym coś, pobaw się narodowym pudełkiem z zabawkami!”.

Jak wam się podobały dwa odcinki tego scenarzysty?

Źródło: Doctor Who Magazine


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.