Czyli rzecz o nostalgii, tanim horrorze, zombie, UFO i kosmicznej magii – przegląd serii, która wciągnęła mnie w literacką część uniwersum Doktora Who

Spośród ponad siedemdziesięciu książek tworzących serię Past Doctor Adventures większością, niestety, po pierwszym rozdziale prawdopodobnie dosłownie rzuciłabym w kąt, gdybym tylko nie czytała ich na laptopie. Miałam jednak szczęście już na wstępie trafić na kilka perełek, dzięki którym nie zniechęciłam się i brnęłam dalej, do samego końca – i nie żałuję…

Zapchajdziura

9Wydawana w latach 1997-2005 seria została pomyślana jako swego rodzaju dopełnienie, poszerzenie klasyków; za wyjątkiem nowelizacji kreskówki Scream of the Shalka, z alternatywnym Dziewiątym, Wolfsbane (które można sobie darować) i Fear Itself (które, dla odmiany, polecam) z Ósmym, The Face of the Enemy, gdzie Doktor nie pojawia się wcale oraz Infinity Doctors z niesprecyzowanym Doktorem, bohaterami pozostałych książek są Doktorzy od Pierwszego do Siódmego, a akcja rozgrywa się pomiędzy odcinkami telewizyjnymi. I trzeba przyznać, że jeśli w czymś PDA są naprawdę dobre, to właśnie w tym zapychaniu dziur w fabule. Rekordowa pod tym względem jest The Face of the Enemy – powieść, moim zdaniem, taka sobie, ale robiąca wrażenie samą ilością luźnych wątków, które splata. Co się działo na Ziemi, gdy Doktor i Jo polecieli na Peladon? Co wówczas knuł Mistrz? Co porabiali Ian i Barbara po tym, jak wreszcie udało im się wrócić do domu? W jakich okolicznościach Harry Sullivan zaczął16 pracować dla UNIT-u? I tak dalej… Warto również zajrzeć do Salvation, by dowiedzieć się, co doprowadziło Dodo Chaplet do wtargnięcia na pokład TARDIS oraz, przede wszystkim, do Business Unusual, gdzie Gary Russell uzupełnił historię Mel Bush o pierwsze (z jej punktu widzenia) spotkanie z Doktorem (przy okazji można też przeczytać kontynuujące jeden z tamtejszych wątków Instruments of Darkness: występuje tam znana niektórym z was ze słuchowisk Evelyn Smythe). Ciekawe jest też Asylum, z Czwartym Doktorem, który nie odwiedził jeszcze planety Traken, spotykającym starszą Nyssę, prowadzącą nieco inne życie niż to opisane przez Big Finish (audio Cobwebs plus dalszy ciąg w kolejnych odcinkach). Jeśli nie znacie klasyków zbyt dobrze, nie przejmujcie się, możecie śmiało po większość PDA sięgać – nie wychwycicie może wszystkich aluzji, ale powinniście połapać się, o co chodzi.

Kicz taki piękny

Ktoś kiedyś powiedział mi, że każda szanująca się gra komputerowa, bez względu na gatunek czy resztę fabuły, musi zawierać, w jakiejś formie, zabijanie zombie. Autorzy PDA wydają się kierować podobnymi zasadami i co drugi czarny charakter ma na podorędziu armię posłusznych żywych trupów, im paskudniejszych, tym lepiej. Popularne jest również coś, co zwykłam nazywać “kosmiczną magią” – wszystkie te okultystyczne rytuały, dzięki którym udaje się przyzwać superpotężną, bezcielesną istotę z innego wymiaru, którą nazwalibyśmy złym duchem, gdybyśmy nie udawali, że wciąż jednak robimy science fiction. A jeśli nie chcemy oddalać się zbytnio od konwencji gatunku, bardzo straszny potwór, najlepiej owadopodobny albo mackowaty, ociekający śluzem oraz wymyślnymi epitetami (naprawdę, Lovecraftowi jeszcze uszło, ale tacy Simon Messingham, Barry Letts czy Martin Day mogliby się czasem trochę opanować) załatwi sprawę. Parokrotnie udało się jednak twórcom PDA uwolnić od horroru klasy co najwyżej B lub chociaż potraktować temat z dystansem i napisać coś, co nie tylko da się czytać, ale także czytać z przyjemnością. Zgoda, nie jest to literatura wysokich lotów, ale bawiłam się dobrze. I nie wstyd mi. Przyjrzyjmy się zatem bliżej moim osobistym faworytom…

14Nowe, a jednak stare

Z rozczarowaniem odkryłam, że spośród jedenastu powieści elegancko wydanych na 50-lecie serialu ani jedna nie została napisana specjalnie na tę okazję – wszystkie bez wyjątku były wznowieniami. Nie wiem także, jakimi wyznacznikami kierowali się wydawcy, wybierając akurat te konkretnie książki, ale jakość chyba do nich nie należała, bo ta była, no cóż, różna. Z tych faktycznie godnych polecenia mamy Dreams of Empire z Drugim Doktorem, polityczną intrygę w kosmosie; Festival of Death, pokręconą historię, w której Czwarty i Romana podróżują po własnej linii czasowej (ze wszystkimi tego konsekwencjami); świetnie napisane, po trochu zabawne, a po trochu straszne Last of the Gaderene Marka Gatissa, absolutną kwintesencj510dmW0LrkL._SY344_BO1,204,203,200_ę ery Trzeciego Doktora i UNIT-u; oraz prawdopodobnie najciekawszą pozycję tej konkretnie serii, Players z Szóstym: jeśli lubicie odcinki takie jak The War Games czy The Curse of Fenric, to przypadnie wam do gustu ta książka, ze swoją atmosferą kosmicznego spisku osnutego wokół ziemskiej historii oraz poddawaniem w wątpliwość moralnego prawa Doktora do angażowania się w dzieje ludzkości (jakkolwiek dobrymi intencjami by się nie zasłaniał).

Mówiąc o wznowieniach, BBC Books wypuściło niedawno kolekcję powieści historycznych, w której znalazły się dwie warte uwagi pozycje z serii PDA. Pierwsza to Shadow in the Glass, dowodząca niezawodności kombinacji naziści plus okultyzm plus kosmici; śmiałam się równie głośno i szczerze, co na Poszukiwaczach zaginionej arki (porównanie, uwierzcie, pod wieloma względami trafne), i, wbrew sobie (w końcu mam swoje standardy), wciągnęłam się. Bardzo. Do tego Justin Richards do spółki ze Stephenem Cole wykorzystali tu potencjalne zawiłości podróży w 5czasie (pętle, spotykanie się postaci w niewłaściwej kolejności, itp.), nie gubiąc przy tym logiki, co zawsze wzbudza mój respekt. The Witch Hunters z kolei to książka o wiele poważniejsza oraz mroczniejsza; mocna, tragiczna historia, w której jedynymi potworami są ludzie – i wystarczy. Lecz czego się spodziewać, gdy, jak wskazuje tytuł, załoga TARDIS wylądowała dość niefortunnie w samym środku słynnych polowań na czarownice w Nowej Anglii, a autorem opowieści jest Steve Lyons, który brutalne dramaty historyczne pisze zawsze. Z zasady. Nawet, gdy są ukryte pod płaszczykiem klasycznego SF (jak w przypadku The Final Sanction z Drugim Doktorem). Drobna rada na marginesie: jeśli nie lubicie, kiedy ukochanym przez was postaciom przytrafia się coś przykrego, lepiej omijajcie jego twórczość równie szerokim łukiem, co przygody Ósmego Doktora.

12Na dokładkę

Chociaż rzucałam tytułami na prawo i lewo, nie wspomniałam jeszcze wszystkich PDA, które warto poznać. Na deser polecę jeszcze:

Divided Loyalties: Piąty Doktor zmierza się z Toymakerem, jednym z moich ulubionych (oraz co bardziej niedocenianych) czarnych charakterów w całym uniwersum, a w zaskakującym zwrocie akcji jedna trzecia (sic!) książki okazuje się retrospekcją do studenckich lat paru znanych nam Władców Czasu. Obowiązkowe.

Corpse Marker: Zastanawiacie się czasem, co dzieje się ze wszystkimi pobocznymi postaciami po tym, gdy Doktor uratował ich już w ostatniej chwili przed taką czy inną katastrofą, by odlecieć najszybciej, jak tylko się da, nie martwiąc się dalekosiężnymi skutkami? To opowieść o nich, o straumatyzowanych ocalałych z ataku zbuntowanych maszyn w odcinku The Robots of Death zmuszonych do konfrontacji z rzeczywistością, w której przed technologią nie da się uciec. Interesujące.11

Imperial Moon: Ponownie Piąty, który tym razem ląduje na Księżycu, ku swojemu zaskoczeniu napotykając tam grupę… wiktoriańskich odkrywców. Czyta się nieźle, a zakończenie okazuje się ładnie wpasowywać w znaną nam z telewizji historię początków Instytutu Torchwood. Można.

Dying in the Sun: Kosmici potrafiący kontrolować ludzkie umysły za pomocą filmów rozpoczynają inwazję, słusznie, od założenia wytwórni w Hollywood. Książka na kolana nie powala, ale w serii, gdzie o dobry materiał z Drugim naprawdę ciężko, fani tej konkretnej inkarnacji Doktora muszą się zadowolić.

Blue Box: Zaskakująco ciężka do odłożenia opowieść rozgrywająca się w środowisku hakerów w czasach, gdy technologia komputerowa dopiero się rozkręcała. Technobełkot raczej gładki do przełknięcia, dobrze napisani Szósty i Peri na osłodę oraz amerykańskie tajne służby tropiące rozbitków z UFO na wyścigi z prywatnym kolekcjonerem – czegóż jeszcze chcieć?

Być może zauważyliście, że nie wspomniałam o żadnej książce z Siódmym. Dlaczego? A to dlatego, że przez żadną z nich nie przebrnęłam. Najbliższa byłam przeczytania Heritage i Atom Bomb Blues, ale obie w pewnym momencie mnie znudziły. Jak przez mgłę przypominam sobie też Independence Day, z której kojarzę tyle, że Ace ekscytowała się filmem Withnail & I i nawet próbowała poderwać jakiegoś księcia z obcej planety, bo wyglądał jak Richard E. Grant. Pozostawię to bez komentarza.

No cóż, to tyle na dziś; usłyszycie ode mnie ponownie, kiedy uporam się z kolejną serią (prawdopodobnie Eighth Doctor Adventures). Do tego czasu, mam nadzieję, lektury wam nie zabraknie…

*Patrz: The Tomb of Valdemar. Taka sobie, ale ma swoje momenty. Na przykład wzmiankę o Fokstrocie Rassilona. Albo potężną pradawną istotę o imieniu Valdemar. Waldek spoza czasu, niszczyciel światów.


Zagorzała fanka klasyków oraz Expanded Universe, serce oddała Trzeciemu, a duszę przez Ósmego zaprzedała Big Finish. Wbrew obiegowej opinii, ma jeszcze życie poza Doktorem. W przyszłości chce zostać Kuzynką w Faction Paradox.