Emisja w niedziele: z czym wiąże się ta zmiana?

Doctor Who niemal zawsze był emitowany w sobotnie popołudnia lub wieczory, nie licząc kilku lat wędrówek po środku tygodnia, które starym fanom kojarzą się ze schyłkową epoką serialu, mowa bowiem o latach 1982-84 i 1987-89. Wtedy jednak emitowane były najczęściej dwa odcinki tygodniowo, więc coś za coś! (Choć jestem głęboko przekonana, że lepsze byłyby dwie soboty w tygodniu). New Who zagarnęło na nowo soboty, rozsiadając się niczym na tronie w telewizyjnych godzinach szczytu na pierwszym kanale brytyjskiej telewizji. To, czego nie mieliśmy do tej pory, to regularna emisja w niedziele. Aż do 11 serii, która, począwszy od 7 października tego roku, będzie emitowana właśnie w niedziele. Jak każda nowość, stało się to obiektem komentarzy i analiz. Rzeczywiście to dość interesujące zagadnienie, postanowiłam więc trochę je przybliżyć.

Z czym kojarzą się niedzielne wieczory? Dzieciom, młodzieży i osobom pracującym na etatach najczęściej ze smutkiem i żałobą. Niedzielny wieczór to spóźniona nauka na poniedziałkowe sprawdziany, przygotowywanie się do całego tygodnia, konieczność wcześniejszego pójścia spać, a więc rezygnacja z odcinka serialu czy wyjścia ze znajomymi. Same niefajne rzeczy. Czy to dobry moment na emisję programu, który ma przyciągnąć przed telewizory miliony widzów? I to w epoce platform streamingowych, kiedy przyzwyczajamy się już, że to my decydujemy, kiedy oglądamy serial, a nie serial porządkuje nam plan dnia czy tygodnia? Przyznam, że ta decyzja mnie bardzo zdziwiła, bo na pierwszy rzut oka nie widać większych zalet w zamianie soboty na niedzielę. No chyba że mniejsza konkurencja w ramówce…

Mowa jednak o Wielkiej Brytanii, wszakże to o przyzwyczajenia Brytyjczyków chodzi, a nie nasze, poszukałam więc brytyjskich komentarzy dotyczących tej zmiany. Oto, jakie argumenty za i przeciw można w nich znaleźć.

Zacznijmy od źródła, czyli Chrisa Chibnalla. Jego zapowiedź brzmi następująco:

Odróbcie wcześniej zadania domowe, przygotujcie ubrania na poniedziałek, zróbcie sobie specjalny, niedzielny popcorn i usiądźcie z całą rodziną, by w niedzielny wieczór przeżyć przygodę w czasie i przestrzeni. (Odsuńcie też sofę od ściany, by rodzice mogli się za nią chować w najstraszniejszych momentach).

Mamy tu dwa elementy – rodzinę i punkt w czasie. Z tym, że Doctor Who jest pisany pod kątem dzieci i jest produkcją skierowaną do całych rodzin, nie ma się co kłócić – fajne jest to, że wyraźnie celujemy tu też w rodziców. W tej wypowiedzi wybrzmiewa także pomysł na odczarowanie niedzielnych wieczorów. A raczej zaczarowanie ich, by zamiast kojarzyć się z końcem odpoczynku i wolności, zaczęły oznaczać przygodę, kojarzyły się z czymś entuzjastycznie wyczekiwanym. Gdybym była dzieckiem, chyba rzeczywiście mogłoby mi to poprawić humor. A wyobraźcie sobie poniedziałkowy poranek w szkole! Z tej perspektywy to rzeczywiście może mieć sens. A z innych?

Największy problem to przełamanie przyzwyczajeń. Fani, którzy na nową serię aktywnie wyczekują, sprawdzą wcześniej, kiedy będzie emitowana. Ile jednak może być osób, którym tylko mignie zwiastun, zanotują sobie w głowie, żeby włączyć telewizor i odruchowo zrobią to w sobotę? Nic straconego, oczywiście – niedziela jeszcze przed nimi. Chyba że machną ręką i zajmą się czymś innym. Doctor Who mocno kojarzy się z sobotą i nagła zmiana może być trudna do zauważenia dla zwyczajnych widzów, może też brzmieć jak degradacja, konsekwencja spadku oglądalności i zainteresowania, ukaranie programu przesunięciem go z prime time’u. Z drugiej strony jednak przypomnijmy sobie, jak zmieniały się godziny emisji odcinków poprzednich serii – a tu mecz, a tu jakiś ważny program, co tydzień trzeba było sprawdzać, o której zacznie się odcinek, z czego nie byli zadowoleni ani widzowie, ani twórcy – Peter Capaldi i Steven Moffat wypowiadali się na ten temat z rozczarowaniem. Może dzięki tej zmianie przynajmniej pora będzie stała, bo serial nie będzie musiał się dostosowywać do bardzo ciasnej sobotniej ramówki?

Problematyczne stanie się też porównywanie wyników oglądalności, bo jak porównać liczby z dwóch rożnych serii nadawanych w dwa różne dni? To nie będzie miarodajne i będziemy mieć problem z określeniem sukcesu lub porażki nowej epoki serialu. Choć to może akurat dobrze – nietrudno przewidzieć, że hejterzy o wszystko, co złe, będą winić Jodie Whittaker, może więc chociaż trochę dostanie się też niedzielom. Niedziele są paskudne. Dobrze im tak.

Czy jest to więc zła decyzja? Niekoniecznie. Paradoksalnie taka zmiana może dodać Doctor Who prestiżu – nie będzie musiał rywalizować z niezbyt ambitnymi, ale powszechnie oglądanymi programami, na czym bez wątpienia tracił w ostatnich latach. Dołącza do prestiżowego grona niedzielnych seriali – takich jak PoldarkDownton AbbeyJonathan Strange and Mr NorrellBroadchurchCall the Midwife i wiele innych. Podczas gdy sobota to w telewizji czas rozrywki, niedziela stała się dniem jakościowych audycji. To chyba lepsze towarzystwo dla Doctor Who.

Wydaje mi się też, że szansa, że ludzie będą gromadzić się przed telewizorami – np. całe rodziny – będzie większa w niedzielne wieczory niż w soboty, które jednak są dniami albo pracy, albo odreagowywania tygodnia, albo nadrabiania różnych zadań, których nie zdążyło się wykonać w tygodniu, albo spotkań towarzyskich. W niedziele głównie smucimy się, że jest niedziela. A teraz Doktor będzie przybywać na pomoc!

To też nie tak, że soboty są szczególnie prestiżowe, a inne dni nikogo nie obchodzą. W Wielkiej Brytanii tradycyjna telewizja ciągle dobrze się trzyma, ale ewoluuje. Jak napisał jeden z komentatorów, w brytyjskiej telewizji sobotnie wieczory to teraz głównie rozrywka dla dorosłych i oprócz okazjonalnych odcinków Doctor Who emitowane są wtedy poważniejsze produkcje, głównie seriale takie jak Taboo, rywalizujące z programami rozrywkowymi w rodzaju Strightly Come Dancing. A Doctor Who ma być przecież dla całej rodziny – nie pasuje już do ramówki, powinien być więc emitowany wcześniej i w momencie optymalnym właśnie dla młodszej widowni, na co w soboty nie ma szans.

Zmiana dnia emisji ma zarówno złe, jak i dobre strony, i tak naprawdę nie możemy przewidzieć, czy się serialowi przysłuży, czy mu zaszkodzi – co gorsze, trudno będzie nawet po emisji wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. Tak naprawdę jednak nie będzie to miało większego znaczenia, jeśli serial będzie utrzymywać wysoki poziom – a co do tego nie mam wątpliwości i nie mogę się doczekać whoviańskich niedziel, choć może trochę będzie mi brakować zarywania sobotnich nocy…

Poza tym sobota czy niedziela – z pewnego punktu widzenia, nazwijmy go punktem widzenia 2018 roku, ta dyskusja brzmi jak prawdziwa podróż w czasie. Kogo obchodzi pora emisji, kiedy teraz to widz chce decydować o porze oglądania? Kiedy zamiast cotygodniowej emisji na brytyjskim kanale wolelibyśmy mieć Doctor Who od razu w całości na Netflixie albo dostępnej w naszym kraju brytyjskiej platformie streamingowej?

Coraz mniej jest seriali, przy których musimy czekać na kolejne odcinki i nie mamy możliwości połykać ich za jednym zamachem, całymi sezonami – co ma dużo uroku, bo pozwala na snucie teorii i przypuszczeń. BBC zdaje się dążyć do tego, by korzystać na tej różnicy, póki może. Niewykluczone, że rozwój przemysłu rozrywkowego za kilka lat zmusi brytyjską telewizję do pójścia z duchem czasu, na razie jednak wybiera ona jeszcze inną drogę.

Oglądanie w konkretnej chwili, a nie wtedy, kiedy komu wygodnie, ma jedną zaletę – emisja staje się wydarzeniem, w którym miliony osób uczestniczą wspólnie i mogą się wokół niego integrować później, np. następnego dnia na przerwie między lekcjami albo przy porannej kawie w pracy. Taką właśnie wizję ma Chris Chibnall:

Czy nie byłoby cudownie, gdyby wszyscy oglądali odcinki w miarę możliwości w tym samym czasie? Doctor Who to serial, dla którego nie jest to jeszcze niemożliwe. Oczywiście będą oglądane różnie, ale ten moment, kiedy wszyscy mają jeden wspólny temat do rozmowy, jest szczególny.

Myślę, że Chris Chibnall – czy ktokolwiek miał wpływ na tę zmianę, bo niekoniecznie był to właśnie on – miał przed oczami dzieci, które w poniedziałkowy poranek z ekscytacją komentują odcinek obejrzany kilkanaście godzin wcześniej, na dobranoc. I właśnie tak powinno być, bo jeśli serial ma trwać przez kolejne dziesięciolecia, powinien oddziaływać na wyobraźnię dzieci, a nie nas, starych fanów. My i tak będziemy oglądać, bez względu na dzień emisji i godzinę.

Premiera 11 serii już w najbliższą niedzielę o 20:00 polskiego czasu.

Daj na ciastko!


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who