Dwunasty niekochany, czyli o zmarnowanym potencjale Petera Capaldiego

Mytherios podsumowuje dwie dotychczasowe serie z udziałem Petera Capaldiego.

Wczoraj jak grom z jasnego nieba spadła informacja, że Peter Capaldi rezygnuje z roli Dwunastego Doktora. Chociaż sama decyzja była do przewidzenia i było wiele ku niej przesłanek, to mimo tego jestem wściekły. Po dwóch seriach z udziałem Capaldiego mam poczucie, że jego potencjał jako aktora i długoletniego fana został zaprzepaszczony.

Nowy Doktor, nowe rozdanie

Na początek cofnijmy się nieco w czasie. 4 sierpnia 2013 roku. Siedzę jak na szpilkach, oglądając specjalny program BBC One, czekam na ogłoszenie, kto zostanie nowym Doktorem. Czekanie utrudniały nieziemsko żałosne suchary prowadzącej i jej udawany entuzjazm. Po dłuższej chwili i budowaniu napięcia wychodzi ON. 56-letni wówczas Peter Capaldi. Czy była to niespodzianka? Nie do końca. Dosyć długo udawało się zachować to w tajemnicy, jednakże kilka dni wcześniej brytyjskie brukowce podały, że to właśnie ten aktor, wbrew wszystkim wcześniejszym doniesieniom, zostanie kolejnym Doktorem. Cieszyłem się jak dziecko. Widziałem jego kreację Malcolma Tuckera, wiedziałem, że jest laureatem Oscara. Miało być tak pięknie. Ale rzeczywistość zrobiła swoje.

Później mieliśmy zapewnienia i doniesienia z planu. Mroczniejszy, bardziej obcy Doktor. Robiło się coraz ciekawiej. Później przychodzi wywiad Stevena Moffata, który twierdzi, że Jedenasty Doktor również stałby się mroczny, gdyby Matt Smith zdecydował się zostać. Wtedy zaświeciła mi się lampka ostrzegawcza, ale postanowiłem to zignorować. Hype robił swoje.

Seria 8, czyli totalny chaos

8 seria w końcu zadebiutowała. Oglądałem ją i zastanawiałem się, co się do ciężkiej cholery dzieje. Tak nierównych odcinków, takiego namnożenia różnych błędów w New Who nie widzieliśmy. Ale to nie wszystko. Najgorsze w tym wszystkim było to, jak kreowano Dwunastego Doktora. Mroczny, wredny, mało zabawny, grumpy. Nawet mnie nie do końca pasowała ta kreacja. Brakowało tego czegoś, nadania jakiejś głębi temu Doktorowi, a Peter Capaldi nie miał czego grać. Nie musieliśmy długo czekać na wyjaśnienie tego stanu rzeczy – otóż spora część odcinków była napisana jeszcze dla Matta Smitha, a dopiero potem były nanoszone poprawki.

Z jednej strony Doktor walczył o ludzi i przejmował się ich losem. Widać to chociażby w Linii życia („Flatline”), gdzie mówi, że właśnie chronienie ludzi jest jego zadaniem. Widać też to w odcinku W lesie nocy („In the Forest of the Night”), gdy dochodzi do wniosku, że przegrał i chce uratować Clarę i jej podopiecznych. Lecz w innych odcinkach widzimy coś zupełnie innego! Totalne nieprzejęcie się śmiercią żołnierza w Podróży do wnętrza Daleka („Into the Dalek”) czy ucieczka i zostawienie Clary samej sobie w Zabić Księżyc („Kill the Moon”). Taki dysonans! I to w jednej serii. Oprócz wprowadzenia postaci Missy w tej serii serial nie zyskał niczego szczególnego. No, był jeszcze odcinek Woźny („The Caretaker”), moim zdaniem wybitny.

No i ten strasznie przygnębiający odcinek świąteczny. Wielu osobom się to nie spodobało i dali sobie spokój z serialem. Trudno im się dziwić.

Seria 9, czyli odkupienie. Albo i nie

Na szczęście seria 9 trzymała o wiele lepszy poziom. Odcinki były niezłe, Peter Capaldi miał już coś do zagrania, a jego przemowa antywojenna na stałe wpisze się do najlepszych momentów serialu w całej jego historii, podobnie jak solowy popis w odcinku Dar niebios („Heaven Sent”). Ale cóż tego? Mimo solidnych scenariuszy seria również nie okazała się zbytnio udana dla Dwunastki, bo serial dalej tracił na popularności – wspomnienie miernej 8 serii ciągle nad nim ciążyło, a dodatkowo BBC zaczęło kombinować, zupełnie niepotrzebnie, z godziną emisji. Oglądalność serialu jeszcze bardziej spadła, wbrew zapewnieniom i zakłamywaniu rzeczywistości przez Stevena M. Następnie mieliśmy całkiem przyjemne dwa odcinki świąteczne, ale pomimo to serial nie potrafił ponownie rozwinąć skrzydeł.

Długa przerwa, pierwsze plotki oraz zdjęcia do 10 serii

Smutną informacją było to, że w 2016 roku nie będzie kolejnej serii. To też miało wpływ na popularność zarówno serialu, jak i Dwunastego Doktora. Wtedy też pojawiła się informacja, że Steven Moffat opuszcza pokład serialu po 7 latach. Był to też czas, kiedy zaczęto spekulować o tym, że Peter również odejdzie z serialu, aby dać nowemu showrunnerowi totalnie czysty start. Do tego pojawiły się pogłoski, że trzeba zmienić Doktora na kogoś młodszego, bo… zabawki się słabo sprzedają. Gdy to przeczytałem, zrobiło mi się jakoś smutno. Nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co musiał poczuć Peter Capaldi. No ale zaczęły się raporty z planu, seria 10 zapowiada się całkiem nieźle. Miejmy nadzieję, że rzeczywiście taka będzie, że będzie to seria, na jaką Peter Capaldi zawsze zasługiwał. Przekonamy się już niedługo, bo jej premiera już 15 kwietnia.

Daj na ciastko!


Właściciel oraz założyciel Gallifrey.pl. Twórca projektów internetowych, czarodziej społeczności, magik newsów technologicznych. Wielki fan Doktora Who oraz całej masy innych seriali. Wielbiciel kryminałów, thrillerów oraz muzyki wszelakiej.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who