Doktor urojony?

Wybór Trzynastego Doktora jest pierwszą zmianą odtwórcy roli Doktora, jaką obserwuję, odkąd założyłem Gallifrey. Dlaczego o tym wspominam? Bo przez to śledzę dokładniej wszelkie doniesienia, brodzę w mrocznych odmętach internetu (i natrafiam na wredne spoilery, jak np. streszczenie Gdybyśmy czasu mieli więcej… („World Enough and Time”) tydzień przed premierą). Śledzę kilka grup dyskusyjnych, na których fani starają się odgadnąć na podstawie mniej lub bardziej osadzonych w rzeczywistości przesłanek, kto został kolejnym Władcą Czasu. Do czego zmierzam? Przez ostatnich kilka tygodni udało mi się zaobserwować fascynujące zjawisko, które określiłem mianem Doktora urojonego. I dzisiaj na podstawie kilku przykładów chciałbym wam je przedstawić.

Gdy aktor zostaje kolejnym Doktorem, spada na niego natychmiastowa sława, rozpoznawalność i uwielbienie. Jak się jednak okazuje, nie trzeba zostać wybranym przez producentów serialu do tej roli, by wyrwać trochę tego zamieszania dla siebie. Wystarczy zostać Doktorem urojonym. Ale kim jest Doktor urojony? To aktor bądź aktorka, która „jest” Doktorem. Istnieje niemalże święta pewność, że rozgryzło się tajemnicę castingu. Że w końcu przechytrzyliśmy złoli z BBC i wiemy na pewno, co ukrywają. Ktoś wrzuca nazwisko, dodaje kilka argumentów za prawdziwością tezy (zrobiono zdjęcia w Cardiff, CV nie pokazuje na przyszły rok żadnych zobowiązań, ktoś zrezygnował z roli w serialu, zaobserwowano dziwne ruchy związane z zakładami bukmacherskimi etc.). Nakręca się nieziemska ekscytacja, radość, habemus Doctorem! Taka osoba od razu staje się popularniejsza wśród ogromnej rzeszy ludzi. Zyskuje nowych fanów, jej dorobek staje się bardziej znany, a odtworzenia seriali z daną osobą skaczą o kilkadziesiąt procent. Ot, takie zbiorowe podniecenie, że tak, w końcu wiemy, kto nim jest! Do czasu, aż aktor sam tego nie zdementuje, bądź nie pojawi się informacja, że dostał jakąś inną rolę. Przez kilka dni trwa „bezkrólewie”, aż pojawia się nowy „Doktor”. I tak w kółko. Poniżej dam wam kilka przykładów Doktorów urojonych, którzy pojawili się do tej pory.

Kris Marshall

To chyba pierwszy chronologicznie Doktor urojony. Wiecie, kim on jest? Ja też nie wiedziałem. Co przemawiało za tym, że to właśnie on został zaangażowany? Otóż zrezygnował z głównej roli w serialu Śmierć pod palmami („Death in Paradise”) niedługo po ogłoszeniu rezygnacji Petera Capaldiego z roli Doktora. Wielu fanów połączyło te dwa fakty, dodało jeszcze to, że jest w Marshallu coś doktorowego, że mimo angażowania go zazwyczaj do roli fajtłap, ma dorobek teatralny, który pokazuje, że jednak potrafi zagrać coś więcej. Kris jest do tej pory uznawany za głównego kandydata do roli Trzynastego. Wiele osób zaczęło oglądać produkcje z nim (w tym ja), by się przekonać, czy się nada, aktor jest zaczepiany trzy razy częściej niż zwykle na ulicy, a i przy okazji każdego wywiadu ktoś go pyta o to, czy już wszedł na plan. Aktor sam w końcu, dosyć pokrętnie, zdementował te pogłoski. Widziałem go w To właśnie miłość („Love Actually”) oraz we wspomnianym wcześniej serialu. Myślę, że jak najbardziej dałby radę, chociaż wydaje mi się, że byłby bezpiecznym wyborem. Co niejako nie jest tożsame z zapowiedziami Chibnalla.

Phoebe Waller-Bridge

Wschodząca gwiazda brytyjskiej telewizji. Laureatka nagrody BAFTA, aktorka, scenarzystka, producentka. Phoebe przez kilka tygodni była uważana za pewniaka. Fani cieszyli się, że Doktor będzie kobietą (a niektórzy wręcz przeciwnie). Wszyscy mówili, że to przecież oczywiste! Do momentu, aż sama niejako zdementowała pogłoski. Dlaczego była w ogóle brana pod uwagę? Ponieważ pracowała z Chrisem Chibnallem przy Broadchurch, potrafi grać lekko i zabawnie tylko po to, by za chwilę pokazać głębię swojej postaci. Do tego, jak głoszą różne plotki i przecieki, rzeczywiście Chris zaproponował jej rolę, gdyż miała być personifikacją jego wyobrażenia o Doktorze-kobiecie, ale aktorka odmówiła ze względu na zapełniony kalendarz. I ten scenariusz, w mojej ocenie, jest bardzo prawdopodobny. Aktorka jest genialna i naprawdę jestem w stanie sobie wyobrazić, że Chris zaproponował jej rolę – i że odmówiła. Jakiś czas temu przedłużono serial, w którym gra główną rolę oraz jest współautorką drugiego sezonu, do tego napisała i produkuje thriller. Sam muszę przyznać, że przez te pogłoski zaznajomiłem się z jej dorobkiem i… jestem pod przeogromnym wrażeniem! Naprawdę podzielam fanostwo niektórych zagranicznych whovian i łączę się z nimi w bólu, że Phoebe najprawdopodobniej nie zagra Doktora. Byłaby absolutnie fantastyczna. Zobaczcie sobie Fleabag (dostępny na Prime Video) czy np. Crashing (Netflix). Myślę, że również zobaczycie w niej coś doktorowego.  Phoebe to zdecydowanie moja faworytka.

Richard Mylan

Doktor urojony dosłownie sprzed kilku dni. Jak to się stało, że trafił na radar wygłodniałych wiadomości whovian? Otóż totalnie z kosmosu w ciągu jednej nocy drastycznie zmienił się dotyczący go kurs na stronach bukmacherskich. Niby nic takiego, prawda? Ale przypomnę, że dokładnie tak samo było przed ogłoszeniem, że Matt Smith zostaje Jedenastym Doktorem. Kurs na Capaldiego zmienił się również diametralnie 2 sierpnia (4 ogłoszono, że przejmuje stery TARDIS), a przecież nie był on wcześniej brany pod uwagę przez fanów. Czujni whovianie od razu zasypali Mylana pytaniami na Twitterze, na które odpowiadał… nieprecyzyjnie. Dokładnie tak samo, jak David Tennant swego czasu. Aktor od razu zyskał wielu fanów na Twitterze, a jego praca na rzecz osób z autyzmem (jego syn zmaga się z tą chorobą) stała się od razu szerzej znana. Zwiększyły się również wpłaty na jego fundusz. To wszystko w ciągu kilkunastu godzin od momentu, kiedy ktoś zauważył zmiany. Czy Richard to kolejny Doktor… moim zdaniem to najbardziej prawdopodobny kandydat na ten moment.

Luke Treadaway

Muszę się do czegoś przyznać. Tego aktora miało nie być na tej liście. Ale jego nazwisko pojawiło się niecałe 23 godziny temu i zawojowało umysły whovian. Dlaczego? Otóż pojawiła się pogłoska, jakoby Christopher Eccleston wygadał się komuś, że to właśnie ten aktor został wybrany przez Chris & Co. na Trzynastego Doktora. Ale kurczaczki, skąd wiedziałby o tym Eccleston? Tutaj sprawa robi się ciekawsza i nabiera rumieńców. Otóż obaj panowie pracowali razem na planie serialu Fortitude. Co za tym idzie, bardzo prawdopodobne jest, że się z sobą zakolegowali. Jeśli zostajesz Doktorem i masz kolegę, który nim był, to jedną z pierwszych rzeczy jakie robisz to dzwonisz do niego i prosisz o poradę. To całkiem logiczne. Przynajmniej dla dużej rzeszy fanów. Co na to aktor? W momencie pisania tego fragmentu (11:20, 1.07.) w żaden sposób nie odniósł się do tych rewelacji. A choć jest dosyć aktywny na Twitterze, od połowy czerwca nie zamieścił żadnego nowego statusu. Czy to właśnie on? Trudno powiedzieć, ale coś rzeczywiście może być na rzeczy.

Co z innymi?

Oczywiście to nie wszystkie nazwiska, które przewinęły się w tych fandomowych spekulacjach. Jest jeszcze Tom Rosenthal, co do którego niektóre osoby są śmiertelnie przekonane, jest Andrew Buchan, który po Broadchurch ma sporo czasu.

Doktor urojony to fascynujące zjawisko, które wspaniale pokazuje, jakim fenomenem jest Doctor Who. Wystarczy, że zostaniesz namaszczony na kolejnego Doktora przez fanów, którzy podeprą to ułamkiem dowodu, a twoje życie może się zmienić. Nie ma chyba żadnej innej postaci, która aż tak działałaby na wyobraźnię rzesz ludzi. Czy Doktorem zostanie ktoś z tutaj wymienionych? Trudno mi powiedzieć. Ale ktokolwiek to będzie, na pewno będzie strzałem w dziesiątkę, no bo przecież…

In Chibnall we trust.

Daj na ciastko!


Właściciel oraz założyciel Gallifrey.pl. Twórca projektów internetowych, czarodziej społeczności, magik newsów technologicznych. Wielki fan Doktora Who oraz całej masy innych seriali. Wielbiciel kryminałów, thrillerów oraz muzyki wszelakiej.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who