Bardzo długo odwlekałam obejrzenie filmu Doctor Who: The Enemy Within z 1996 roku (znanego bardziej jako po prostu Doctor Who: The Movie). Obejrzałam całe New Who, zabrałam się za klasyki, pokochałam serial całym sercem i ciągle mi było mało przygód Doktora. Zawsze kiedy szukałam recenzji odcinków, żeby wybrać coś ciekawego, co jeszcze mi umknęło, a wnosi dużo do Whoniversum, natykałam się na taką samą opinię: The Enemy Within lepiej sobie odpuścić. Ma słabe efekty, wygląda tandetnie, klasyczne kino klasy B, Mistrz w filmie to totalna porażka – tak głosiły liczne komentarze. W końcu pomyślałam: Przeżyłam pierdzących kosmitów, przeżyłam Miłość i potwory („Love & Monsters”) i każdą dawkę kiczu, jaka znalazła się w tym serialu, więc i to przeżyję. Zasiadłam więc do oglądania z dużą dawką negatywnego nastawienia i może to sprawiło, że uznałam, że wszyscy przesadzają, spisując film na straty. Przyznam się, że oglądałam The Enemy Within już wiele razy, bo pomimo niezaprzeczalnej otoczki tandety jest tam wiele wspaniałych momentów i informacji wnoszących wiele nowego do uniwersum.

Na początek chcę zauważyć, że kino lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych jakie jest, każdy wie (pomijam setki filmów wybitnych, które wtedy powstały, bo Doctor Who nie był nigdy wysokobudżetową produkcją, w czym po części tkwi jego urok). Nic chyba nie jest w stanie odstraszyć osoby, która, tak jak ja, wychowała się na MacGyverze, RoboCopie, Power Rangers, Strażniku Teksasu czy Słonecznym patrolu. Co może przerazić siedzącą we mnie dziewczynkę, dla której ideałem męskiej urody był Rutger Hauer? Po prostu osoby, dla których tego typu produkcje były codziennością, na kiczowate filmy patrzą często z sympatią i tęsknotą za czasem minionym. Nie będę się jednak rozpisywać o tym, jak bardzo The Enemy Within jest kiczowaty i słaby, bo to jak film wygląda, każdy sam zobaczy. A dlaczego warto?

Ósmy Doktor 

W filmie poznajemy Ósmego Doktora granego przez Paula McGanna. Niestety nie było mu dane zbyt długo zagościć na ekranach. Jeśli nie jesteście fanami pozaserialowych przygód Doktora, musicie obejrzeć film, ponieważ naprawdę warto poznać Ósmego. Ta inkarnacja została bardzo dobrze przyjęta. Otrzymaliśmy Doktora nieco romantycznego, który z dziecięcą wesołością zachwyca się wszechświatem. Ma wiele wspaniałych doktorowych cech. To, w jaki sposób tłumaczy wszystko swojej towarzyszce Grace Holloway, jego roztargnienie i radość, kiedy odkrywa rozwiązanie, wzbudzają prawdziwą sympatię. Jest zdolny do poświęcenia dla innych, dba o osoby, za które czuje się odpowiedzialny i w bardzo doktorowy sposób motywuje do działania. Ten Doktor patrzy na ludzi i widzi ich jako całość ich pragnień, dążeń i tego, kim mogą się stać. Zna ich przyszłość. Ósmego Doktora możemy także zobaczyć w miniodcinku Noc Doktora poprzedzającym odcinek rocznicowy Dzień Doktora („The Day of The Doctor”).

Regeneracja

Uwielbiam odcinki, w których Doktor regeneruje. Uwielbiam, kiedy w szoku poregeneracyjnym szuka siebie i stara się zrozumieć, jaki się stał. Moim zdaniem zawsze warto obejrzeć moment wybierania nowego stroju przez Doktora. On sam nie wie jeszcze do końca, kim się stał i podczas wyboru stroju działa jego podświadomość. Możemy zobaczyć, jak poprzez wygląd określa siebie. Czyż nie tym powinien być styl – odzwierciedleniem tego, kim się jest?

Sama scena regeneracji jest moim zdaniem bardzo dobra. Ogląda się ją bardzo przyjemnie, choć nie jest skonstruowana nowatorsko. Dostajemy fajny filmowy motyw, któremu poza brakiem oryginalności nie można nic zarzucić. Z racji, że The Enemy Within wyprodukowano na rynek amerykański, ta scena jest bardzo… amerykańska. Co prawda jestem ogromną fanką brytyjskości serialu i na dłuższą metę zamerykanizowanie Doctora Who nie wyszłoby mu na dobre, ale taki mały smaczek jest do przyjęcia i cieszy oko.

Grace Holloway 

Towarzyszką Doktora w filmie zostaje Grace Holloway, kardiochirurg z San Francisco oraz członkini zarządu fundacji Instytutu Postępu Technologii. Grace jest postacią przełomową. Nie oszukujmy się, pomimo tego, że w klasycznych seriach towarzyszki bywały dzielne i wiele robiły, to jednak zazwyczaj ich rola sprowadzała się do wrzasku i bycia ratowanymi przez Doktora. W filmie spotykamy inteligentną, silną kobietę, która z pasją i oddaniem wykonuje swoją wymagającą pracę. Grace nie boi się postawić na swoim, ma swoje zasady, których się trzyma niezależnie od konsekwencji. Nie jest typową damą w opałach, przejmuje inicjatywę i ma w sobie wiele odwagi.

Pierwszy pocałunek 

To właśnie w filmie Doktor po raz pierwszy całuje swoją towarzyszkę. Może się to podobać lub nie, ale był to moment przełomowy w historii serialu. To właśnie ten pocałunek otworzył drogę dla romantycznych wątków w serialu. Po tym pocałunku nastąpiło ich wiele. Aż przypomina się scena z odcinka rocznicowego, kiedy Doktor Wojny pyta Jedenastego, czy dużo tego będzie w przyszłości, a ten przyznaje, że całkiem sporo. Doctor Who łamie wiele schematów, a to właśnie w tym miejscu mamy punkt wyjściowy. W New Who mamy pocałunki nie tylko Doktora, ale także par jednopłciowych (i nie tylko par) i postaci panseksualne. To właśnie jest piękno tego serialu. Mówi nam o równości, miłości i tym, że możemy być różni, a nasza seksualność nie definiuje tego, czy jesteśmy dobrzy, czy źli. Deal with it.

Mistrz 

To będzie mało popularna opinia. Warto obejrzeć The Enemy Within dla Mistrza. Zgodzę się, że w filmie postać jest jakaś taka sztywna, koszmarnie zagrana, przerysowana i wyszła karykaturalnie, ALE i w nim znajduję coś wartościowego. Dostajemy Mistrza szalonego, bez pamięci opętanego chęcią wiecznego życia. Gdyby film jako całość był lepszy, należałoby bić brawa dla odważnego pokazania tego, czym stał się Mistrz w swojej szaleńczej manii. Mimo wszystko w filmie pokazują nam jakąś tymczasową, przejściową formę Mistrza. Nie jest ani sobą, ani człowiekiem. Jego szaleństwo czyni z niego karykaturę jego samego. Mistrz staje się potworem, nie w sensie, że jest jakiś straszny, tylko po prostu stał się ofiarą własnego eksperymentu. Widzimy jak zło, szaleństwo i brak skrupułów doprowadza do tego, że Władca Czasu staje się beznadziejnym, żałosnym prymitywnym glutem bez charakteru.

TARDIS 

Warto zobaczyć film dla pięknego, ogromnego wnętrza pokoju kontrolnego. Koniec z jasnym wystrojem. TARDIS staje się ciemniejsza, ale też niezwykle przytulna. Pojawia się w niej mnóstwo stylowych bibelotów z konsolą, która nie jest już tak bardzo w centrum. Odwiedzamy też salę arkadową z zagadkowym Okiem Harmonii. Trochę mało mamy informacji o samym Oku, ale pokazuje nam ono niezwykłe połączenie Doktora z TARDIS. Możemy też zobaczyć TARDIS w znakomitej formie: jest humorzasta, ma swoje sympatie i upodobania – za to ją kocham. Ona nie jest tylko inteligentną maszyną. Jest wielką tajemnicą, której nie rozumie chyba nawet sam Doktor.

Wspomnienia Doktora 

Przeszłość i dzieciństwo Doktora na Gallifrey wciąż owiane są tajemnicą. W momencie, kiedy Doktor zaczyna sobie przypominać, kim jest, wspomina swojego ojca oraz swoją rodzinną planetę. Jak zwykle nie dowiadujemy się zbyt wiele, jednak dla fanów każdy strzępek informacji jest ważny. W filmie także kilkakrotnie pada informacja, że Doktor jest częściowo człowiekiem. Mamy także kolejne informacje na temat położenia Gallifrey. Według Ósmego Doktora znajduje się ona 250 milionów lat świetlnych od Ziemi. Nie wiem, czy warto w to wierzyć, bo kilkukrotnie była wspominana odległość tych dwóch planet i chyba za każdym razem była inna (Trzeci Doktor podaje 29 tysięcy lat świetlnych). Niemniej jednak w The Enemy Within dostajemy całkiem sporą garść nowych informacji. Życzę przyjemności w odszukiwaniu ich!

Strach przed rokiem 2000

Nastanie roku 2000 budziło w ludziach atawistyczne lęki. Doszukiwaliśmy się w tym albo jakiegoś wielkiego przełomu, albo wielkiej katastrofy. Stworzono więc film odpowiadający ówczesnym trendom. Ludzie czekali na jakieś niezwykłe wydarzenia, bali się, że świat zwariuje, pozbywali się komputerów, które miały oszaleć i przestać działać. Czy może być coś bardziej odpowiedniego na początek nowego millenium niż Doktor ratujący Ziemię przed zniszczeniem? Miało być strasznie i tragicznie, wszystkie złe wizje miały się urzeczywistnić, ale od czego Ziemia ma Doktora? Teraz może już się o tym nie pamięta, ale w 1999 roku świat powoli opanowywała niezwykła gorączka związana ze zmianą początkowej cyferki w zapisie roku. Już w 1996 twórcy powiedzieli nam: tak, stanie się wielka katastrofa, ale będziemy uratowani.

Smaczki dla fanów 

Wielbiciele tzw. easter eggów będą zadowoleni. W filmie jest ich całkiem sporo. Wspomnę tylko szalik Czwartego Doktora w szafce i jego nieodłączne żelki, żeby nie psuć wam zabawy z ich wyszukiwaniem. Mamy też oczywiście pierwsze wejście do TARDIS i sprawdzanie jej rozmiaru. Mnie zawsze bawi znajdowanie takich drobnych odniesień i nawet jeżeli film nie jest ogólnie zbyt dobry, chociaż tych kilka szczegółów wywołuje uśmiech na twarzy.

Kończąc przyznam, że Doctor Who The Enemy Within jest filmem kiczowatym, z wieloma wręcz żałosnymi momentami, ale mimo wszystko warto go obejrzeć. Mam nadzieję, że namówiłam was do obejrzenia tego filmu lub skłoniłam do refleksji i ponownego przyjrzenia się temu, co wniósł do świata Doktora.

A wy co sądzicie o tym filmie? Jakie były wasze wrażenia i czy też widzicie jego mocne strony?


Wielka miłośniczka fantasy i science fiction. Pożeraczka komiksów, książek i seriali. Wielbicielka folii bąbelkowej w popkulturze. Prywatnie jest goblinem i być z tego dumna! Kocha pisać i niestrudzenie marzy o własnym kluczyku do TARDIS.
  • Peter Wimsey

    Jaki fajowy wpis :) Dzięki! Też uważam, ze warto zobaczyć – mnie akurat elementy i estetyka lat 90 odstraszają mocno, i Mistrz mnie zupełnie bawił, niemniej ÓSMY, PAUL MCGANN!!!!! Chociażby z uwagi na słuchowiska warto, potratkować to jako taki expanded do słuchowisk, o :D To jest cudowny Doktor, i w filmie zarysowano kilka fajnych cech (romantyczny, kłopoty z pamięcią :D itp.), warto go mieć w oczach z tym uroczym fryzem, słuchając :)

    • Ewelinkja

      Ósmy to najmocniejszy punkt tego filmu. Gdyby został z nami na dłużej na ekranach… ale na szczęście mamy słuchowiska, komiksy… Może kogoś to skłoni do poznania pozaserialowych przygód Doktora? Ósmy jest wspaniały!

  • Cpt

    Nie mogę im wybaczyć, jak bardzo spartolili mojego ulubionego Siódmego Doktora, ale zważywszy na to, że film tworzyli ludzie niemający najbledszego nawet pojęcia o DW, wyszło dobrze :)

  • Blownie

    film widziałam dwa razy – raz na zlocie whovian, raz z koleżanką, która dopiero co wkręciła się w słuchowiska z Ósmym, i chciała zobaczyć, skąd on się właściwie wziął. i oglądając go, przez znaczną część czasu oglądałam go przez palce przyplasniętej do czoła ręki. ale jak mnie zapytacie w momencie, w którym go akurat nie oglądam, to powiem bez wahania: trzeba. nie ma rady. toż to klasyk. i pośmiać się można. i pozostałe media z Ósmym też zawsze jakoś nawiązują, więc warto choćby dla wyłapywania nawiązań. a jak ktoś się boi kiczu, to nie wiem, jak w ogóle przeżył w tym fandomie :D zresztą zawsze można zamknąć oczy i tylko słuchać głosu McGanna. od razu się film będzie wydawał piękniejszy.

  • CooxJonural

    Ja tam lubię ten film, może dlatego że uwielbiam złe filmy (widziałam the room z 10 razy i za każdym razem śmieszy :), może dlatego że uwielbiam tanie kiczowate efekty specjalne. Ale w sumie to historia w filmie jest całkiem miła (może poza zakończeniem, bo ktoś tu ewidentnie się nie postarał) i przyjemnie się ogląda

    • Ewelinkja

      W zasadzie, gdyby nie był tak bardzo „amerykańskim filmem klasy B z lat dziewięćdziesiątych” byłby całkiem przyjemny.

      • CooxJonural

        Mimo wszystko, jakoś miło mi się ogląda Doktora w takiej scenerii

        • Ewelinkja

          Ja jestem dziwną istotą, bo mi się zawsze przyjemnie ogląda Doktora. Nawet w najgorszych odcinkach widzę coś dobrego i nie wiem czy jest jakiś odcinek, którego nie byłam w stanie obejrzeć ponownie…

          • CooxJonural

            Nawet Love & Monsters??

            • Ewelinkja

              Dokładnie. Nawet to było fajne…poza końcówką.

            • CooxJonural

              To rzeczywiście dziwny z ciebie człowiek, bo przy tym odcinku to nawet ja wymiękam

            • Ewelinkja

              Człowiek niekoniecznie, ale z pewnością dziwny ;)

            • CooxJonural

              A tak! Rzeczywiście! Przecież należysz do Władców Czasu. Mój błąd :)

  • Jedynie co to dobre było w tym filmie to Paul Mcgann grający ósmego Doctora. W ogóle bardzo podobała mi się charakterystyka Doctora i naprawdę mógłby być mym ulubionym… niestety amerykański styl filmu niestety mnie przytłoczył i za pewne większość fanów DW. Być może i dlatego twórcy oraz producenci stwierdzili, by nie tworzyć serialu tylko zostawić tak jak jest. :(

    • Ewelinkja

      Możemy się cieszyć, że film wyszedł tak, jak wyszedł, bo dzięki temu nie zaczęto kontynuować serialu z amerykanami, a to z pewnością zabiłoby niepowtarzalność DW. Tylko Ósmego szkoda :(

  • Mi najbardziej przeszkadzało dodanie amerykańskich akcentów i rozwiązań w prowadzeniu narracji. Ten wątek romantyczny to chyba też jest tam tylko ze względu na koprodukcję 😀

    • Ewelinkja

      Pewnie tak, ale tak jak napisałam to miało ogromne znaczenie ;)