Kiedy zobaczyłam Matta Lucasa w Mężach River Song („The Husbands of River Song”), wręcz zapiałam z zachwytu. Od lat po prostu go uwielbiam. Jeżeli lubicie angielski humor, a jeszcze jakimś cudem nie znacie tego aktora, to szybko nadróbcie zaległości! Sama sympatia do odtwórcy roli to jeszcze mimo wszystko za mało, żeby stwierdzić, czy grana przez niego postać powinna podróżować z Doktorem, więc postanowiłam zebrać moje argumenty i zestawić je razem.

Początkowo Nardole był tylko epizodyczną postacią w tle, która miała zapewnić widzom dodatkową dawkę humoru w odcinku świątecznym (jakby River i Doktor sami nie wystarczali). Zapewne po jego krótkim występie niewielu fanów stwierdziło, że mógłby on zostać stałym towarzyszem na pokładzie TARDIS (całkiem możliwe, że tylko ja o tym pomyślałam). Okazało się, że Nardole pojawi się w Powrocie Doktora Mysterio („The Return of Doctor Mysterio”) i na dodatek zostanie na pokładzie nieco dłużej. To był dla mnie dodatkowy prezent gwiazdkowy.

W dziesiątej serii

Jak przyznał sam Matt, bardzo chciał nadal grać w serialu, a potrafi być natarczywy, kiedy czegoś chce, więc w końcu rolę dostał. Ostatnio zobaczyliśmy Nardole’a w pierwszych odcinkach dziesiątej serii i słyszałam dużo głosów wśród widzów, że był tam po prostu zbędny. Pewnie nietrudno się domyślić, że ja wcale tego tak nie odebrałam. Moim zdaniem był niezłą przeciwwagą dla nowej towarzyszki. Wiadomo, że zawsze, kiedy ktoś nowy dołącza do Doktora, mamy dużo tłumaczenia, o co w tym wszystkim chodzi. Dodatkowo pierwszy odcinek miał pozwolić na rozpoczęcie przygody z serialem tym, którzy wcześniej Doktora Who nie znali. Jakkolwiek myślę, że większość z nas (jeżeli nie wszyscy) czeka na słowa „Jest większa w środku!”, to ciągłe tłumaczenie, że to statek kosmiczny, który podróżuje w czasie i rozwijanie skrótu TARDIS może się stać nużące dla starego fana. Tutaj mamy Nardole’a. On był tam dla nas, fanów znających serial, żebyśmy sobie mogli czasem z nim wywracać oczami i przesyłać porozumiewawcze uśmieszki. Jest pomocnikiem i robi może mało istotne rzeczy, ale daje Doktorowi czas na zajęcie się Bill i czasem przejmuje obowiązek tłumaczenia, kiedy Doktor ma coś do zrobienia.

Pilot miał się skupić na przedstawieniu nam Bill. To ona była najważniejsza i wywlekanie na pierwszy plan kogoś, kogo już zdążyliśmy nieco poznać, byłoby po prostu bez sensu. Poza tym muszę powiedzieć, że Matt musiałby być o wiele bardziej natarczywy niż skrzyżowanie wkurzonego Daleka z moją kotką, kiedy ma pustą miskę, żeby wsadzili go do serialu tak po prostu, aby tylko był i robił te swoje cudowne miny. Wszyscy nas zapewniali już nieraz, że Nardole nie został z Doktorem bez powodu. Jego obecność w dziesiątej serii ma jakiś cel, ale nie oczekujmy, że wyjawią nam go w pierwszym odcinku (wtedy to by dopiero było narzekanie). Bardzo mnie cieszą zapowiedzi, że ta postać ma zyskać pewnego rodzaju głębię. Czekam z niecierpliwością.

W kolejnych odcinkach coraz wyraźniej wyłania się nam pełniejszy obraz Nardole’a.  Wiadomo już, że pilnuje on dotrzymania przez Doktora danej przed laty obietnicy. Stara się być stanowczy, ale nie oszukujmy się, przy Dwunastym nie jest to proste zadanie. Widać, że nie jest zadowolony z tego, że Doktor znalazł nową towarzyszkę. Uważa, że dziewczyna będzie go rozpraszać i odciągnie go od zadania, które kiedyś sam przed sobą postawił. Ciężka jest jego rola, bo utrzymanie Doktora w jednym miejscu, z dala od przygód, kiedy wszechświat jest na wyciągniecie ręki, a młoda i energiczna towarzyszka pozwala na nowo doświadczać uroków podróży, jest w zasadzie niewykonalne.

Nardole jest kosmitą

Najważniejszym argumentem za tym, że Nardole jako członek załogi TARDIS to doskonała wiadomość, jest to, że jest on kosmitą. Nareszcie, po tak długim czasie, mamy na pokładzie kosmitę. Nawet ci, którym ten bohater niespecjalnie przypadł do gustu, podkreślają, że to dobry powód, żeby go na trochę wpuścić do TARDIS. Można by w końcu pomyśleć, że we wszechświecie nie ma już innych istot niż młode Brytyjki. Rzecz jasna, część z nich była absolutnie wspaniała, ale jednak sympatyczny, kluskowaty kosmita to miła odmiana. Nardole wie co nieco o kosmosie. Może w niektórych rzeczach wyręczyć Doktora, coś dla niego załatwić, polecieć TARDIS po porządną kawę i ciastka na jakąś planetę… Bill będzie się mogła do niego zwrócić po pomoc, kiedy Doktor się zwyczajowo w coś wpakuje. Kosmita, który trochę już po wszechświecie podróżował, bardzo się przyda. No i oczywiście im więcej towarzyszy, tym weselej.

Nie kocha ludzi

Kolejną rzeczą, która przekonuje mnie w tym sympatycznym kosmicie, jest fakt, że nie rozpływa się on z miłości na widok ludzi. Widać, że nie uważa ludzi ani za wspaniałych, ani za wyjątkowych. Nie widzi w nich tego magicznego potencjału, który ciągle przypisuje im… znaczy nam… Doktor. Czasem miałam delikatne wrażenie, że idziemy w kierunku samozachwytu Ziemian. Niektórzy z nas są źli i wywołują wojny i tak dalej, ale ogólnie to jesteśmy tacy wspaniali i twórczy i Doktor nas tak kocha. Może się wzajemnie mordujemy i chętnie byśmy zabili wszystko, czego nie rozumiemy, ale piszemy ładne piosenki i niektórzy dokarmiają bezdomne psy. Dla Nardole’a nie jesteśmy nikim wyjątkowym. Rasa jak wiele innych, w dodatku niewiele znacząca. Jasne, że takich kosmitów, co Ziemian nie lubią, pojawia się sporo, ale Nardole w odróżnieniu od nich nie chce opanować naszej planety ani zrobić z nas nawozu dla kosmicznych, gadających brukselek czy czegoś w tym stylu. Miła odmiana.

Ma swoje zdanie

Na pierwszy rzut oka dostaliśmy małego, pulchnego kosmitę. Widać, że jest raczej sceptycznie nastawiony do brania udziału w szaleńczych pościgach i równie szaleńczych ucieczkach, ale stara się zawsze zrobić, co do niego należy. Mimo to potrafi jednak powiedzieć Doktorowi, co myśli, a jeśli nie powie, to na pewno pokaże to za pomocą jednej z min ze swojego bogatego repertuaru. Niecierpliwie czekam na każdy szalony plan Doktora, żeby zobaczyć wyraz twarzy Nardole’a. Nie każdemu  musi to pasować, ale ja jestem zakochana w jego mimice. Mam nadzieję, że nadal będzie poruszał tematy, które Doktor woli ominąć, bo w takich momentach ich relacja staje się głębsza i o wiele ciekawsza. Wydaje mi się, że Nardole bardzo dużo rzeczy zauważa i jest całkiem inteligentnym facetem, ale umiejętnie wykorzystuje swój wygląd, żeby ukryć to, co wie i o czym naprawdę myśli. Mam nadzieję, że się nie mylę i będzie się rozwijał w kierunku postaci wielowymiarowej, a nie będzie tylko sympatycznym pomagierem.

Przypomina Doktorowi o czymś ważnym

odcinek

Myślę też, że Nardole przypomina Doktorowi o River. W Mężach River Song nareszcie relacja River z Doktorem została, przynajmniej dla mnie, pokazana przekonująco. Był to związek bardzo nietypowy (ale to temat na inny artykuł lub nawet całą serię, bo są kwintesencją facebookowego statusu „to skomplikowane”), ale mimo wszystko piękny. Wydaje mi się, że Doktor zdaje sobie sprawę z tego, że w końcu „zapomni” o niej tak, jak zapomniał liczbę dzieci na Gallifrey. Nardole też znał River, był obecny podczas ich ostatniej nocy na Darillium. To, że jego właśnie wybrał Doktor (choć to dosyć oczywiste, że nie chciał podróżować z Ramonem) i to, że trzyma na biurku jej zdjęcie, wydaje się znaczące. Widzieliśmy w Powrocie Doktora Mysterio, jak Nardole wspomina River i jak próbuje rozmawiać na jej temat. Myślę, że on doskonale rozumie, jak ta strata boli Doktora i jest to kolejny powód, dla którego go ze sobą zabrał. Doktor zawsze szuka kogoś, żeby nie być samotnym, a tym razem znalazł towarzysza, który rozumie choć trochę jego samotność.

Na koniec jeszcze jeden mały argument: Matt jest prywatnie fanem serialu. Nie wiem, jak wy, ale ja uwielbiam, kiedy w serialu grają fani. Widać, jak cieszą się z tego, że tam są, mogą brać w tym udział i dają z siebie wszystko. Miejmy nadzieję, że postać grana przez Matta Lucasa rzeczywiście będzie miała szansę się rozwinąć i nabrać charakteru.

A wy co sądzicie o Nardole’u? Intryguje was czy po prostu denerwuje? Dajcie znać w komentarzach!


Wielka miłośniczka fantasy i science fiction. Pożeraczka komiksów, książek i seriali. Wielbicielka folii bąbelkowej w popkulturze. Prywatnie jest goblinem i być z tego dumna! Kocha pisać i niestrudzenie marzy o własnym kluczyku do TARDIS.
  • McThar

    Ja tam się cieszę, że on jest, ale jest go trochę mało. Wolałbym go widzieć trochę więcej.

    • Ewelinkja

      Oby mu dali szansę trochę poszaleć! Wiadomo, z odcinka świątecznego, że umie pilotować TARDIS. Zatem mam nadzieję, że ma niejedną tajemnicę i pokaże jakieś zaskakujące umiejętności.

      • McThar

        Jeszcze odcinków trochę zostało, więc szansę są spore na to, że „poszaleje”. Ciekawe tylko kiedy się nauczył ją pilotować, nie wiemy ile czasu minęło od „Mężów River Song” do „Powrotu Doktora Mysterio” więc kto wie co się działo jeszcze.

        • Ewelinkja

          Trochę musiało minąć, skoro nie tylko się nauczył pilotażu, ale też Doktor zdążył uznać, że można mu pozwolić samodzielnie polatać.

          • McThar

            No tak, Doktor nie ufa byle komu.

          • Cpt

            Albo przeczytał instrukcję obsługi, jak Tegan :D

  • Pingback: Redakcyjne wrażenia - „Tlen” - Gallifrey.pl - wszystko o serialu Doctor Who()