Dlaczego Doctor Who: A New Dawn to genialny pomysł?

Zazwyczaj nie komentujemy plotek podawanych przez fanów czy opublikowanych przez brytyjskie brukowce. Jednak tym razem zrobię wyjątek. Otóż według pewnych informacji, które krążą w sieci, nowa seria nie będzie reklamowana jako jedenasta seria, ale zamiast tego zostanie nadany serialowi podtytuł. Miałaby być reklamowana jako Doctor Who: A New Dawn.

Skąd się to wzięło? Całkiem niedawno odbył się w Liverpoolu BBC Worldwide Showcase. To tam BBC reklamuje swoje programy telewizjom z całego świata. Nie zabrakło tam Chrisa Chibnalla i Jodie Whittaker. Mimo zakazu robienia zdjęć, są dwa zdjęcia z tego wydarzenia i jedno nagranie (bezspoilerowe). To właśnie z okazji tego wydarzenia pokazano teaser z nowym logiem. I tam właśnie narodziła się ta plotka. Więc kto wie, może jest w niej ziarno prawdy?

To nie byłby pierwszy raz

Tak, taki zabieg został już wykorzystany w Whoniversum. Część z was kojarzy pewnie Torchwood: Children of Earth czy Torchwood: Miracle Day. Ale mnie chodzi raczej o to, co miało miejsce w klasycznych seriach. Mowa tutaj o Doctor Who: The Key to Time (sezon 16) oraz Doctor Who: The Trial of a Time Lord (sezon 23).

W przypadku Torchwood były to wieloodcinkowe filmy, które silnie skupiały się na wątkach przewodnich i nie były przerywane jednoodcinkowymi, pobocznymi historiami. W przypadku The Key to Time i The Trial of a Time Lord mieliśmy niby pojedyncze historie, ale z bardzo silnie zarysowanym motywem przewodnim, który spajał całość wyraźną klamrą. Eksperymentowano z tym w New Who, ale chciałbym, by było to jeszcze bardziej wyraźne i zarysowane. Chyba każdy z nas chciałby zobaczyć film w świecie Doktora. Więc dlaczego nie zobaczyć dziesięciogodzinnego filmu, którego akcja dzieje się w tym samym uniwersum, są pewne cechy wspólne z resztą serialu, wspólna przeszłość (już nie tak akcentowana), ale całość jest jednak odrębną historią? Mnie taki pomysł na świeży start bardzo się podoba.


Tak, to ma sens!

Już w czerwcu zeszłego roku pisaliśmy o pomyśle Chibnalla na swoje serie. Według tamtego artykułu obecny showrunner planował wprowadzenie wątków obejmujących całe serie i innych odważnych pomysłów. Czy nadanie podtytułu nie wpisuje się w tę myśl? Moim zdaniem tak. No i jak wspominałem wcześniej, miało to miejsce w przeszłości.

Aby przejść dalej, chciałbym was odesłać do artykułu z zacytowaną wypowiedzią Jamesa Stronga. Wskazuje on na dwie kwestie. Pierwsza to chęć otwarcia się na nowych widzów, całe rodziny widzów. Druga kwestia to fakt, że serial stał się zbyt hermetyczny. Ma bardzo dużo odniesień do siebie samego. Ciągle wypełnia dziury fabularne sprzed lat i tworzy miejsce na nowe. Dla nas, whovian, to wspaniałe, bo uwielbiamy wyłapywać mniej lub bardziej subtelne nawiązania. Błagamy, by w serialu umieścić znowu Susan/River/Jacka Harknessa/K9/tego żołnierza, który stał w trzecim rzędzie w Terror of the Autons. Tak, to zawsze jest miłe i sam uwielbiam te momenty. Ale musimy zdać sobie sprawę, że ten serial nie jest tworzony dla nas. No, a raczej nie tylko dla nas. Nie możemy być egoistami i naciskać na twórców, by pisali odcinki tak, aby było jak najwięcej odwołań do poprzednich sezonów czy Doktorów. Im częściej będziemy to robili, tym bardziej będziemy zabijać serial. Smutne, ale prawdziwe. Obecny próg wejścia zbliża się powoli do poziomu wejścia na Rysy w klapkach. Niby można próbować, ale to strasznie trudne. Dużo nawiązań do serii sprzed dziesięciu lat czy nawet klasyków może być konfundujące i zniechęcające dla nowych i mniej zaangażowanych widzów.

Zróbmy myślowy eksperyment. Pewnie macie w swoim otoczeniu serialomaniaków, którzy nie wiedzą do końca, co to Doctor Who. Mówicie im, że jest taki super serial i żeby zaczęli z wami oglądać od jedenastej serii. Będą przerażeni albo co najmniej podniosą brwi. I zacznie się „ale jak to od jedenastej serii, tyle do nadrabiania, to milion odcinków”. Dopiero gdy wytłumaczycie na spokojnie, że to zupełnie nowy początek, może wtedy uda wam się taką osobę namówić. A teraz wyobraźcie sobie, że twórcy muszą to zrobić w kilkunastosekundowych spotach. Co łatwiej trafi do odbiorcy, który nic nie wie o serialu albo wie mało? „Doctor Who: seria 11, nowa Doktor, nowe wszystko i nie wiadomo co” czy może nadanie krótkiego, łatwego do zapamiętania i chwytliwego podtytułu, by od razu zaznaczyć, że to coś nowego? Aby to miało sens, musi się to pojawić w programie telewizyjnym, na plakatach, spotach i trailerach, by zaistniało w świadomości masowego odbiorcy jako świeży, nowy serial fantastycznego scenarzysty.

Już podczas przygotowań piątej serii plotkowano o wyzerowaniu numeracji i rozpoczęciu niejako od nowa. Wtedy nie poszliśmy tak daleko. Postawiono jednak na reset, początkowo mocno krytykowany przez zagorzałych fanów, który sprawił, że Jedenasty Doktor stał się bardzo popularny, a serial zdobył popularność nie tylko w Zjednoczonym Królestwie. Żałuję, że w ósmej serii nie zrobiono czegoś podobnego. Myślę, że również to niejako zaważyło na niskiej oglądalności i tym, że serial wypadł ze świadomości widzów.

Zaznaczam raz jeszcze, że to tylko moje przemyślenia, które naszły mnie po przeczytaniu pewnej plotki. Co wy, drodzy czytelnicy, o tym sądzicie? Jakie jest wasze zdanie?

Daj na ciastko!


Właściciel oraz założyciel Gallifrey.pl. Twórca projektów internetowych, czarodziej społeczności, magik newsów technologicznych. Wielki fan Doktora Who oraz całej masy innych seriali. Wielbiciel kryminałów, thrillerów oraz muzyki wszelakiej.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who