Copernicon 2018 okiem Władczyni Czasu

Copernicon to jedna z największych polskich imprez fantastycznych, więc z ogromną przyjemnością objęliśmy patronatem tegoroczną edycję. Mimo że tym razem na konwencie nie było doktorowych punktów programu, nie mogło na nim zabraknąć choćby skromnej reprezentacji naszej redakcji. Zresztą tu i tam pojawiły się drobne whoviańskie elementy – jak kadr z odcinka Dziewczynka w kominku („The Girl in the Fireplace”) podczas prelekcji o koniach w popkulturze, czterometrowy szalik czy koszulki z TARDIS noszone przez konwentowiczów. To był jednak także jeden z ostatnich, a na pewno ostatni większy konwent przed emisją nowej serii, więc można mieć nadzieję, że whovianie zaczną powoli wychodzić z hibernacji.

W kwestii programu niestety całą whoviańską energię twórczą pochłonął lipcowy Polcon – który także odbył się w Toruniu. Nie znaczy to jednak, że nie było warto pojawić się na Coperniconie. To była druga edycja tego konwentu, w której wzięłam udział. W tym roku pojawiłam się na nim w o wiele lepszej kondycji niż rok temu, wciąż jednak rozrzucenie konwentu po mieście dawało mi się we znaki. O ile jeszcze większość punktów programu, które mnie interesowały, odbywała się w budynku Wydziału Matematyki (plus kilka w drugim, nieodległym od niego Collegium Minus), o tyle już wyprawa czy to do foodtrucków i targów, czy do konwentowych knajp to był dobry spacerek po niezbyt przyjaznym mojej nodze bruku.

Z jednej strony to rozrzucenie po Starym Mieście stanowi urok Coperniconu i nie ma się co dziwić, bo toruńska starówka to piękne miejsce. A jeszcze w tym roku pogoda dopisała – było po prostu bardzo przyjemnie. Z drugiej, w wydaniu konwentowym zawsze to rozrzucenie będzie stanowić wyzwanie dla osób z niepełnosprawnościami ruchowymi.

Z zastrzeżeń do konwentu warto by może zwracać uwagę prowadzącym na styl, w jakim pozwalają zająć miejsca przeznaczone dla osób z niepełnosprawnościami. Oczywiście, jeśli widzimy, że na punkcie nie pojawia się osoba, która zamierza z takiego miejsca skorzystać, nie musi ono stać puste. Niemniej można to zrobić, pamiętając o tym, że takie osoby też powinny mieć możliwość wejścia na nasz punkt, a można też, jak było widać, robić to, śmieszkując czy machając dłonią, że nie, i tak nikogo takiego tu nie ma. Trochę ubodło mnie też, gdy podczas jednego z punktów programu gżdaczka weszła do sali i krzyknęła, żeby już kończyć. Owszem, był to punkt z puszczaną muzyką, a prowadzący trochę nie rozumieli tego, że jeśli kończy im się czas, to nie ma sensu puszczać jeszcze pięciu piosenek – ale nie było bardzo głośno, a gżdaczka mogła zasygnalizować ten koniec czasu spokojniej.

Poza tym jednak był to dla mnie po prostu bardzo miły weekend. Tym razem w mniejszym stopniu oparty o spotkania ze znajomymi – choć i tych nie zabrakło, a niektóre były zupełnie niespodziewane, a więc tym milsze – ale bardziej skupiłam się jednak na programie. Kiedy przeglądałam go na stronie Coperniconu, miałam wrażenie, że jest nie tak ciekawy, jak mógłby być (i z pewnością przydałoby się jego większe sfeminizowanie), ale ostatecznie odwiedziłam całkiem sporo punktów.

Zaczęłam od prelekcji o rusałkach, która okazała się bardzo dobrym otwarciem konwentu, a notatki z niej z pewnością przydadzą mi się w mojej twórczości. Równie interesująca – choć niestety krótka – była prelekcja o koniach w popkulturze prowadzona przez sędzinę zawodów konnych. Z kolei prelekcja o Małej Syrence rozczarowała, sprowadzając się głównie do streszczenia animacji i wysnucia niezbyt interesującej tezy. To jednak był raczej wyjątek w poziomie punktów programu, na które dotarłam w tym roku.

Sobotę otworzyła dla mnie prelekcja o zaczynaniu opowieści. Obawiałam się jej trochę, ale okazało się, że zupełnie bezpodstawnie i był to jeden z najlepszych punktów tego Coperniconu. Szczególnie cieszę się też z tego, że postanowiłam na chwilę zahaczyć o blok naukowy i wejść na prelekcję o poszukiwaniu inteligentnego życia we wszechświecie. Z początku zdawało się, że może być ona przebieżką po kwestiach, które już znam, ostatecznie jednak dała mi nową wiedzę o tym, co wpływa na to, że tego życia nie znaleźliśmy. Później jednak wróciłam już na Wydział Matematyki, gdzie wysłuchałam między innymi prelekcji o smokach i tym, jak wyglądają one nie tylko w kulturze Zachodu, ale i w kulturach Wschodu (z podziałem na linii Chiny, Japonia, Tajwan). Sobotę zakończył punkt o wpływach fantastyki na muzykę Queen. Z jednej strony zawsze ciekawie posłuchać ich muzyki, z drugiej jednak prowadzący wyraźnie nie wyliczyli sobie, ile czasu zajmie im całość. A do tego mówiła tylko jedna osoba, a jego koleżanka siedziała z boku i nawet nic nie dopowiadała, mimo że w książeczkę z programem wpisano oboje.

Niedzielę zaczęliśmy od prelekcji o polskiej fantastyce. Osoba prowadząca najpierw przedstawiła niedługą listę ciekawych jej zdaniem autorek i autorów różnych cykli (głównie YA), później zaś poprosiła o inne przykłady z publiczności, co pozwoliło na dodanie i innych nazwisk. Nie były to może wielkie zaskoczenia, ale dobrze jest sobie przypomnieć, że mamy całkiem sporo wartościowej literatury w tym gatunku. Potem zostaliśmy na prelekcji o socjologicznym podejściu do tłumaczenia science fiction, która skupiała się na tym, że przekłada się nie tylko tekst, ale cały kod kulturowy. Konwent prawie już domknął punkt o potterowskim fan fiction, którego autor niestety zupełnie nie orientował się w polskojęzycznym fandomie i gdyby nie głosy z publiczności, ten istotny element bycia w polskim fandomie Harry’ego Pottera zupełnie by umknął. Na koniec została prowadzona przez znajomą prelekcja o łucznictwie w fantastyce, na którą w końcu udało mi się dotrzeć. Choć łucznictwo to zupełnie nie moja bajka, warto było zamknąć konwent tym właśnie punktem.

Podsumowując, to były bardzo miłe trzy dni, spędzone w dobrym towarzystwie i bez wielkiego napięcia, a do tego udało mi się spokojnie zrobić konwentowe zakupy. Czyli, właściwie, był to konwent idealny.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Daj na ciastko!


Istota żywiąca się absurdem, fantastyką, serialami i muzyką alternatywną. Uwielbia książki w każdej postaci. Korektorzy z zamiłowaniem, choć przecinki czasem odmawiają współpracy.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who