Postanowiliśmy podyskutować o nowym showrunnerze. Co nam przyniesie Chris Chibnall?

Lierre: Śledzimy newsy z planu 10 serii, o której wiemy niewiele, ale wiemy na pewno, że będzie pożegnaniem Stevena Moffata z funkcją wiodącego scenarzysty Doktora Who. To, jak to pożegnanie będzie wyglądać, dopiero się okaże, ale skoczmy jeszcze dalej w przód, do serii numer 11. Na panelu o przyszłości Doktora Who na Serialisie wśród uczestników dyskusji zarysowały się dwie tendencje. Jedni chcieliby, żeby Chibnall miał świeży start, a więc woleliby, żeby Moffat pozamykał swoje wątki i jego następca od razu wprowadził autorską wizję. Inni stawiają na ciągłość i łagodne zmiany – z czym wiązałoby się na przykład pozostanie Petera Capaldiego w roli Doktora. Jak sądzicie, co nas czeka? Co powinien zrobić Chibnall, gdy już zasiądzie przy swoim nowym biurku?

doctor-bill-nardole-16-08-2016Ginny: Z tego co pamiętam, Moffat wspominał, że nie chciałby dokonywać tak ostrego zamknięcia jak Russell T Davies i myślę, że to dobre wyjście. Na początku ery Matta Smitha bardzo brakowało mi pewnej ciągłości z poprzednimi seriami, czegoś więcej niż wspomnienia raz na kilka(naście) odcinków o Rose czy Donnie. Potem przy Clarze to się trochę polepszyło, a 9 seria była pod tym kątem po prostu piękna. Niby wzmianek nie było dużo więcej, ale miały wyczuwalnie inną jakość. Poza tym w serii 10 dostaniemy nową towarzyszkę i raczej także nowy arc spinający te odcinki i myślę, że fajnie byłoby, żeby potem historia Bill i Doktora miała kontynuację. Zwłaszcza jeśli okaże się, że Peter Capaldi po serii 10 jeszcze nie odchodzi, na co osobiście liczę. Bill dopiero poznamy, ale póki co mam wobec niej dobre przeczucia i – na dzień dzisiejszy – byłoby mi przykro, gdyby także (?) ona miała odejść tylko po jednej serii. A więc czekam też na to, jak po tym, jak wprowadzi ją Moffat, jej postać rozwinie i poprowadzi Chibnall.

Mytherios: Mam wielką nadzieję, że jednak pewna ciągłość zostanie zachowana i nie zostanie to tak drastycznie oderwane, jak miało to miejsce w przypadku serii 5. Owszem, nie bronię Chibnallowi wprowadzania swojej własnej wizji, lecz niech zrobi to wolniej, z większym wyczuciem i poszanowaniem dorobku poprzedników. A nie w stylu Moffata, gdzie cztery serie i odcinki specjalne zostały wyrzucone do kosza. Nie chciałbym również, by zmiana showrunnera skutkowała zmianą Doktora, ponieważ Peter Capaldi jest absolutnie fantastyczny. Jeśli już miałoby to nastąpić, to najlepiej byłoby, jeśli regeneracja nie nastąpiłaby w ostatnim odcinku Moffata, a na przykład w jednym z pierwszych 11 serii. Takiego zabiegu jeszcze nie mieliśmy od czasów wznowienia serialu, a uważam go za ciekawy.

dziesiątydoktor-20-11-2015-6Lierre: Polecam w tym miejscu The Writer’s Tale Daviesa, czyli zapis jego korespondencji mailowej z dziennikarzem w czasie jego ostatniego roku na stołku showrunnera. Widać tam, że twoja wizja trochę się rozmija z tym, co było w rzeczywistości – bo to Daviesowi zależało na odejściu z hukiem i zostawił Moffata w sytuacji, kiedy nie miał właściwie czego kontynuować, bo wszystko zostało pozamykane i jedyne, co nowy showrunner mógł robić, to zacząć wszystko od nowa. ;) Jeśli więc Moffat zapowiedział, że nie chce tak robić, to oznacza, że – być może – nie była to jego wymarzona sytuacja i że Chibnallowi będzie łatwiej taką ciągłość zachować. Zresztą – to nigdy nie było tak, że główna osoba decydująca (w klasycznej epoce nie był to showrunner) zabierała wszystkie zabawki i trzeba było budować nową piaskownicę. To ciągle jest jeden, ten sam serial i zwykły widz nawet nie powinien zauważyć, że coś się zmieniło na górze.

Mytherios: Przecież mógł wplatać nawiązania, ba, mogła się jakaś towarzyszka/towarzysz pojawić gościnnie w którymś z odcinków. Przecież Davies nie zabił ich wszystkich.

Clever Boy: Ale z towarzyszy Daviesa została tylko Marta i Mickey, którzy jakimś cudem są po ślubie, więc mają takie trochę szczęśliwe zakończenie. Rose nie ma, Donna nie pamięta. Nie sądzę, żeby Moffat miał jednak duży wybór. Ale mógł coś tam więcej wspomnieć, dopiero chyba w 6 serii znowu zaczął nawiązywać.

Lierre: Ano właśnie – przyjrzyj się uważniej końcówce czwartej serii i odcinkom specjalnym po niej, kontynuowanie większości wątków byłoby wymuszone, bo dostały jakieś – bardziej lub mnie otwarte – zakończenia. I polecam jeszcze raz książkę, nie trzeba gdybać, gdy można dotrzeć do informacji u samego ich źródła (poza tym rewelacyjnie się ją czyta!).

Ginny: Patrząc po samym serialu i tym, jak to działało tam, i po wypowiedziach Moffata, też miałam wrażenie, że to raczej Davies pozabierał te wszystkie zabawki i zostawił Moffata z pustą piaskownicą, a więc żywię nadzieję, że tym razem tak nie będzie. Ponieważ masz absolutną rację, Lierre. Widz nie powinien nawet zauważyć, że na górze zaszły jakieś zmiany. Postaci mają podążać za opowieścią, a nie za twórcami (tak, to trochę utopia, ale to co stało się po serii 4…).

dziesiątej seriiClever Boy: Też liczę, że zmiany, które będą nieuniknione, nie będą jednak drastyczne. Bardzo nie podobało mi się to odcięcie Moffata od poprzednich serii. Fajnie, gdyby zmiana była delikatna, mniej odczuwalna niż poprzednio. Boję się, że Chris dostanie świeżą szansę, a wraz z tym pożegnamy się z Peterem Capaldim. Marzę, żeby Capaldi został chociaż jeszcze na kolejną serię (jak dla mnie może nigdy nie odchodzić). Jeśli szykuje się kolejny restart, to mamy także nową towarzyszkę na jedną serię. Z jednej strony cieszę się, bo towarzysze Moffata byli z Doktorem, jak dla mnie, zbyt długo. Z drugiej strony, tak jak Ginny, mam bardzo dobre przeczucia co do Bill i nie chciałbym, żeby szybko opuściła TARDIS. No chyba że będzie powracać jak Martha. Ale ze zmiany głównego scenarzysty się cieszę, Moffat mi się już trochę przejadł.

Dominek: W kwestii tego, jak zacznie, czy jak powinna się zacząć era Chibnalla, mam bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony chciałbym, aby Capaldi pozostał z nami jak najdłużej, a z drugiej jeżeli pozostanie on w serialu po zmianie scenarzysty, to ten ostatni będzie miał mocno utrudnione zadanie: będzie musiał zadbać, by Dwunasty Doktor był dokładnie taki, jak za poprzednika, bo to przecież to samo wcielenie. Czyli serce szepcze „Chibnall powinien zostawić Capaldiego i, być może, coś jeszcze” natomiast rozum podpowiada „Dla własnego dobra powinien dokonać miękkiego resetu”.

Artur: Nie sądzę, żeby spójność w kreacji jednego wcielenia Doktora była problemem, którym scenarzyści bardzo zaprzątają sobie głowę – wystarczy spojrzeć na Dwunastego w serii ósmej i dziewiątej (jest to zresztą świetny przykład, że może dojść do zmiany na lepsze).

Lierre: Rzeczywiście mieliśmy na początku ogromny problem ze spójnością Dwunastego. Ale odbiło się to na entuzjazmie widzów, więc nie jest to pozbawione znaczenia. Zwłaszcza w serialu, który ciągnie przede wszystkim ten jeden bohater…

Artur: Ogólnie muszę stanąć okoniem wobec waszych opinii. Doctor Who zmienia się z odcinka na odcinek i mocne przetasowania są moim zdaniem w pełni zgodne z jego duchem. Bardzo mi się pod tym względem podobał rytm sezonów daviesowskich, gdzie co sezon wymieniał się ważny członek obsady. Za rządów Moffata – choć Amy, Rory i Clara skorzystali na dłuższych, wielosezonowych wątkach – zdarzało mi się niecierpliwie spoglądać na zegarek i zastanawiać, kiedy powitamy kogoś nowego.

Poza tym nowe wcielenie serialu mocno zmieniło model powstawania w stosunku do starego, pojawiło się stanowisko showrunnera, serial, tak jak wiele najlepszych współczesnych produkcji, jest teraz mocno autorski. I chociaż Chibnall nie dał się na razie poznać jako szalony wizjoner pokroju swoich poprzedników, chciałbym, żeby miał szansę od razu, bez zbędnego przeciągania, wrzucić nas w swój świat.

Peter CapaldiZ drugiej strony warto wczuć się w sytuację BBC. Już gdy odchodził Davies, wywołało to popłoch i rozważania, czy warto serial kontynuować – i to on dopiero musiał tupnąć nogą i przywołać wszystkich do porządku. Teraz serial jest zbyt dużym fenomenem, żeby brać taką możliwość pod uwagę, ale zmiana showrunnera to i tak spora rzecz i stacja może chcieć uspokoić nieco rozkołysaną łódź – na przykład poprzez zatrzymanie jeszcze na sezon czy dwa popularnego Doktora. Szczególnie że Chibnall nie ma takiego kredytu zaufania ze strony fanów, jaki miał Moffat w chwili obejmowania stanowiska. Z tej perspektywy Capaldi jako most spinający stare i nowe wydaje się rozsądnym pomysłem. Kto wie, może takie spokojne przejście otwarłoby drogę do bardziej radykalnych zmian w przyszłości? (Na pewno wiecie, o co mi chodzi.)

(Lierre: Ależ absolutnie nie mamy pojęcia).

(Artur: Chodzi mi o Doktora-kobietę).

Kyrie: Wyznam szczerze, że nie otrząsnęłam się jeszcze po dość dramatycznym (choć spodziewanym i tak jakby pożądanym) rozstaniu Doktora z Clarą. I może z tego powodu, a może z całkiem innego, wzdragam się na myśl o kolejnej wymianie głównych bohaterów; zatrzaśnięciu drzwi, otrzepania pyłu z butów przez Moffata i odmaszerowania w swoją stronę. Chciałabym, żeby Chibnall był kimś, kto potrafi bawić się i rozkręcać to, co zastał. Podejść z dystansem i myśleć raczej o tym, jak uczynić serial lepszym niż jak odcisnąć na nim swoje piętno. W Doktorze Who nigdy nie powinno się zatrzaskiwać jednych drzwi, żeby otworzyć nowe – wszystkie one powinny być otwarte, żeby patrząc z końca korytarza, widać było jego początek.

Lierre: Bardzo ładne porównanie.

Kyrie: Oczywiście, klamra kończąca niektóre, zaczęte przez Moffata wątki jest jak najbardziej pożądana. W formie dania nam kilku odpowiedzi na szalone pytania, zakończenia paru (pomniejszych?) historii, rozwiązania jakiejś tajemnicy. Zdecydowanie mówię jednak „nie” mówieniu przez scenarzystę: no dobra, dzieciaki, ja na dziś już skończyłem, wszystko pozamiatane, tu jest wielka kropka którą stawiam na koniec, a co będzie potem, to już mnie nie obchodzi, bo mnie tu nie będzie. Uważam, że szacunek do widza nakazuje Moffatowi pozostawienie szeroko otwartych drzwi do dalszego rozwoju postaci, wątków, relacji. A ponieważ jest on dobrym scenarzystą, wierzę, że nie spakuje swoich historii do wora i nie wrzuci wszystkiego do archiwum, zostawiając Chibnalla z niczym. Wręcz przeciwnie, w tej serii jeszcze otworzy wiele dróg, tak, żeby inny mogli dopisywać do nich zakończenia.

moffat-cover-15-08-15Poniekąd właśnie z tego powodu głośno wnoszę oficjalny postulat: ZOSTAWCIE NAM CAPALDIEGO! Po pierwsze, ten aktor dopiero co się rozkręcił. Osadził w roli, a scenarzyści nauczyli się dla niego pisać (patrz: fatalna 8 seria, a cudowna 9). Po drugie, czuję, że on ma jeszcze sporo do pokazania i w rękach nowego showrunnera mógłby pójść w naprawdę nową i zaskakującą stronę. A tak poza tym niech nikt nie waży się tykać Missy. Bardzo chciałabym zobaczyć ją jeszcze wiele razy i dlaczego nie pod rządami Chibnalla? Prawdziwy talent to dopisać spójną, sensowną, ciekawą historię do już istniejącej. Pisać od nowa, to że tak powiem, każdy umie. (Przepraszam, że tak wyolbrzymiam, ale ponoszą mnie emocje). Na temat nowej towarzyszki póki co się nie wypowiadam, bo jeśli okaże się ok, to też niech zostanie! Skoro będę już płakać po Moffacie, to czemu miałabym płakać jeszcze po ukochanych aktorach? Rozstania trzeba dawkować.

K.: O ile chętnie zobaczyłabym więcej Capaldiego i też jestem przeciwna jakiemuś hucznemu zamknięciu ery Moffata, o tyle ja osobiście nie miałabym nic przeciwko częstszej zmianie towarzyszy. Czuję, że pokocham Bill, ale uważam, że to jest coś, na co Chibnall akurat zasłużył, nowy start z nowym towarzyszem. Zwłaszcza że mam wrażenie, że relacja Doktora z towarzyszem i innymi postaciami może być pierwszą rzeczą, przy której uświadomimy sobie, że mamy całkiem nowego showrunnera. Co do tego, co powinien zrobić Chibnall – po prostu pokazać nam od początku swoją wizję Doktora. Wierzę, że to dobry człowiek na dobrym miejscu i choć porównanie z Moffatem będzie mu pewnie towarzyszyć do końca, to w przeciwieństwie do niego nie jest dopiero drugim showrunnerem nowych serii i będzie mieć też sporo łatwiejszy start.

Kyrie: Dodam jeszcze tylko, że mówiąc, iż nie chcę odejścia Dwunastego Doktora, Missy, czy ewentualnie Bill, mam na myśli, że chciałabym, żeby nowy showrunner pokazał nam nowy serial, ale nie przez pryzmat nowych bohaterów. Spektrum działania jest we Whoniversum tak olbrzymie, że nie trzeba zamieniać Doktora czy towarzysza, usuwać starych i wprowadzać nowych postaci, żeby pokazać, że przychodzi nowe. Chciałabym, żeby nowy główny scenarzysta zadziałał na innych polach, a nie zaczynał od tego, co uważam za najprostsze – wymiany aktorów. Niech dopisuje interpretacje, rozwija kwestie dotąd nieporuszane, bawi się konwencją i gatunkami, pogłębia Doktora, jego relacje z Władcami Czasu, ludźmi, wrogami, pokazuje nam nowy wszechświat. Szczególnie, że może. Może, bo Doctorowi Who nie grozi skasowanie, ponieważ ma widownię i przynosi zyski. Chibnall nie musi robić fajerwerków i udowadniać, że serial nie umiera. Donikąd nie musi się spieszyć. Może spokojnie działać na najróżniejszych polach i powoli wyciągać, to, co najlepsze. Dostanie historię z ogromnym dziedzictwem i niech na początek pokaże, że ją rozumie, że umie do niej sięgnąć i korzystać z całego bogactwa Whoniversum.

Ginny: O to, to.

chibnall-20-09-2016-coverKyrie: Serial najczęściej pędzi wraz z Doktorem na łeb na szyję, przeskakuje od historii do historii, a mi często brakuje chwili zatrzymania się, wrócenia do starych wątków, zbudowania głębszego tła niż rzucone tu i ówdzie nawiązania do dawnych motywów. Ponieważ Chibnalla kojarzę głównie z Broadchurch, mam wyobrażenie, że potrafiłby poprowadzić właśnie taką powoli, ale konsekwentnie rozwijającą się historię – dzięki działaniu w tle na drugim planie, a nie najprostszej na świecie wymianie głównych dekoracji. Wolałabym zatem w jego wykonaniu remont, pomalowanie ścian i wymianę obić mebli niż całkowitą przebudowę układu pomieszczeń. Takie działanie wzbudziło by we mnie prawdziwy podziw i szacunek. Zmiany i tak w końcu przyjdą, ale niech będzie najpierw przygotowany do nich grunt i niech wtedy naprawdę nas zaskoczą.

Lierre: Zgadzam się z Kyrie – drobne zmiany zamiast rewolucji brzmią jak dobry pomysł na początek. Tym bardziej – co jest zarazem pewnym ryzykiem – że jeśli Chibnall dostanie na start doskonale nam znanego Dwunastego i już wtedy dość dobrze nam znaną Bill, to będzie to dla niego prawdziwy sprawdzian czegoś, co w odniesieniu do autora fanfika nazwalibyśmy trzymaniem się kanoniczności. W 8 serii był ten problem, że poszczególni scenarzyści mieli nieco różne wizje nowego Doktora, ostatecznie był więc on pisany niespójnie i sprawiło nam to spory kłopot. Teraz jednak już ta postać jest spójniejsza i nowy wiodący scenarzysta, jeśli się wyłamie z naszego wyobrażenia, jak powinien zachowywać się ten Doktor, może się dość mocno spalić już na wstępie… Łatwiej byłoby mu pisać od nowa, ale przecież nie o to chodzi, żeby mu było za łatwo, prawda? ;)

Ciąg dalszy nastąpi…


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.
  • blarol

    Nawiązując do początku: Lierre with all the receipts (zajeżdżając trochę tumblrem XD) :D I niech mi ktoś powie że z Moffata nie robi się villana na siłę.

  • M.

    A żeby to wszystko było tak jak mówicie… to ja bym był mega zadowolony. Oby obecny/następny showrunner myśleli tak jak wy.

    Aha, i absolutnie jestem za zostaniem Dwunastego Doctora. On dopiero się rozkręcił, nie zasługuje na to, żeby już teraz go wymienić.