Święta już coraz bliżej. Jak dobrze wiemy, na Gwiazdkę dostaniemy nie tylko prezenty, ale też smutek, łzy i żałobę – pożegnamy się z Dwunastym Doktorem. Podczas rozdania walijskich nagród BAFTA Peter Capaldi udzielił wywiadu redakcji Yahoo Movies, w którym opowiedział o pracy na planie odcinka i uchylił rąbka tajemnicy…

Kręcenie odcinka świątecznego było dla aktora bardzo emocjonalnym przeżyciem:

Atmosfera na planie była przesiąknięta emocjami. Jeśli zacznę o tym mówić, to się rozpłaczę… Idźmy więc dalej.

Mówiłem wielokrotnie i naprawdę tak sądzę – że nasza ekipa produkcyjna w Cardiff jest niesamowita. Ci ludzie są świetni w tym, co robią, a przy tym niezwykle mili i uprzejmi. Wiele z tych osób również się żegna z Doctor Who, więc był to nie tylko mój ostatni dzień w pracy.

Doktor Petera Capaldiego spotka w odcinku świątecznym niezwykłą postać – swoją własną pierwszą inkarnację, w którą wcieli się David Bradley. Czeka nas niezapomniany występ:

On nie udaje Pierwszego Doktora, on go w jakimś sensie wywołuje. W sposób doskonały. Dorastałem z Pierwszym Doktorem, pamiętam, jaki był on i jaki był wtedy serial. Zdarzało się na planie, że się odwracałem, dostrzegałem go i cofałem się w czasie do własnego dzieciństwa, kiedy oglądałem na ekranie Williama Hartnella – który był fenomenalny. Coś, z czym się dorastało, zajmuje specjalne miejsce w sercu. David Bradley jest wspaniałym człowiekiem – bardzo go lubię i jako aktora, i jako osobę.

Jak wyglądała ich współpraca?

David ma czasami taką minę, że myślisz sobie, że nie chciałbyś na niego wpaść… Ale ja zawsze bardzo chętnie na niego wpadnę. Jest bardzo zabawny. Na planie oczywiście nosił perukę i strój Pierwszego Doktora. Ale pewnego dnia zobaczyłem, jak wychodzi z charakteryzatorni bez peruki i wyglądał wtedy jak jego postać z Gry o tron… Miał ponurą minę i wyglądał dość przerażająco. To dziwne, bo gdy wciela się w postać Hartnella, wcale nie jest straszny. Gra go w sposób bardzo subtelny.

Nie tylko David Bradley występuje gościnnie w Twice Upon a Time. W odcinku zobaczymy też postać graną przez Marka Gatissa.

Bardzo mnie to cieszy, bo nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji współpracować jako aktorzy. Znam go od dawna i zawsze go podziwiałem. Jedna jego cecha robi na mnie szczególnie mocne wrażenie: rzadko się zdarza, żeby ktoś, kto potrafi pisać, radził sobie też dobrze z grą aktorską. Albo na odwrót. A jemu jedno i drugie wychodzi świetnie – jest cudownym aktorem i wspaniale mi się z nim pracowało. Przynosi ze sobą szczerość, autorytet i bogactwo środków wyrazu. Jest bardzo utalentowany.

Ale kogo on gra? Tego jeszcze nie wiemy…

Do świąt już coraz bliżej! Podekscytowani?

Źródło: Yahoo Movies


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.