Redakcja Gallifrey przyłącza się do chóru zachwytów nad pierwszą edycją konwentu Serialkon.

Serialkon doskonale ilustruje fakt, że liczy się jakość, a nie ilość. Trwające zaledwie jedno popołudnie spotkanie stanowiło chyba największy we wszechświecie problem bilokacyjny – konieczność dokonania wyboru, który z czterech odbywających się równocześnie punktów wybrać, była niezwykle trudna, bo wszystkie opisy brzmiały rewelacyjnie. Ratowało nas tylko poczucie obowiązku uczestnictwa w prelekcjach o Doktorze Who, które życzliwie ułożono w ciąg. Nasz ulubiony serial zdominował Serialkon i odczuwamy z tego powodu ogromną satysfakcję… Ale może od początku.

Konwent odbywał się w niedzielę, ale już od piątku Lierre biegała na dworzec, odbierała z niego bardziej lub mniej zagubionych kosmitów, koty i inne stworzonka, i mimo prób zgubienia ich w nieprzewidywalnych labiryntach krakowskich uliczek, udało się wszystkich doprowadzić do celu. Zanim więc rozpoczął się konwent, redakcja i przyjaciele redakcji zdążyli wypić sporo herbaty, nagadać się na tematy przeróżne i porządnie zmarznąć podczas wędrówek po centrum Krakowa. W niedzielny poranek, gdy całej ekipie wreszcie udało się zebrać w jednym punkcie czasoprzestrzeni (nad jajecznicą. W woku…), dotarła mrożąca krew w żyłach wiadomość: kolejka do wejścia na teren Arteteki wije się niczym coś bardzo długiego i wijącego się, należy więc zebrać się trochę szybciej, niż było w planie… Gdy jednak dotarliśmy na miejsce, po kolejkonie nie było śladu, wszystko odbywało się błyskawicznie i sprawnie, w związku z czym nawet Lierre udało się dotrzeć na czas na jej własną prelekcję, co po imladrisowych przygodach uznać można za niebywały sukces. serialkon-30-11-2014- 2Po lekkich niepokojach, czy aby na pewno widowni dane będzie zobaczyć zestaw gifów i memów, z których prelegentka była tak dumna [ich wybór był doprawdy zacny, szczególnie ostatni, na koniec prezentacji – Souffle Agent], wszystko zostało włączone, podłączone i odhasłowane, i zaczął się pierwszy z whomanistycznych punktów programu – prelekcja Lierre o wiwisekcji Doktora, którą niektórzy mogli już usłyszeć na Pyrkonie… I na pewno jeszcze będą mieli okazję, bo znowu sala była pełna, a później różne osoby skarżyły się, że ich nie wpuszczono do środka. Lierre nie wie, dlaczego tak jest. Lierre nie wie, czego szukacie na jej prelekcjach. Ale Lierre jest bardzo miło…

Drugim interesującym nas punktem była prelekcja kolegów z Pulpozaura, którzy zastanawiali się, czy Doktor Who jest serialem science-fiction. Choć niektórzy z nas liczyli może na większą dynamikę narracji, prelekcja była całkiem interesująca, a wnioski zaskakujące – Lierre przynajmniej spodziewała się obalenia tezy i udowodnienia, że DW z fantastyką naukową ma coraz mniej wspólnego, panowie doszli jednak do wniosku, że to być może ostatni tytuł, który wpisuje się w pierwotne idee tego gatunku, bo przekazuje ciągle pasję naukową, ciekawość świata, otwartość na idee – brawo. Bardzo miło się tego słuchało. Nie bylibyśmy jednak redakcją Gallifrey, gdybyśmy nie pomarudzili, że mowa była tylko o New Who, a Whoniversum jest przecież takie bogate…

serialkon-30-11-2014- 9Później pobiegliśmy na panel dyskusyjny, w którym reprezentowała nas Le Bien – przebrana za Jedenastego Doktora – byliśmy bardzo dumni! Dyskusja była ciekawa, dotyczyła głównie ósmej serii, tego, jak uczestnikom panelu podoba się dwunasta inkarnacja Doktora i jaka jest ich wizja przyszłości serialu. Tym razem nie zostały pominięte pozaserialowe aspekty Whoniversum, hybryd01 mógł więc odetchnąć z ulgą. Zwłaszcza jeden z wniosków był ciekawy: uczestnicy próbowali określić, który element serialu jest nie do zastąpienia. I o ile łatwo wyobrazić sobie Doktora Who bez samego Doktora, to nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie serialu bez TARDIS…

Następnie część naszej gromadki wykruszyła się, porwana przez kamiennego anioła do Prowansji w roku 1883 (pola lawendy pięknie pachniały, czekolada również była bardzo dobra…), reszta zaś udała się na prelekcję o towarzyszach Doktora. Niestety niezbyt przypadła ona do gustu zarówno tej części redakcji, która wysłuchała jej początku, jak i tej, która zdecydowała się pozostać do końca. Dziwił fakt, że bez większego wytłumaczenia prelegenci zdecydowali się omówić tylko towarzyszy po 2005 roku – jakże byłoby ciekawie zestawić tych z Classic Who i New Who! Dziwiło także niezaliczenie do towarzyszy choćby kapitana Jacka Harknessa czy Adama Mitchella – drugi mógłby posłużyć za przykład osoby, jakiej Doktor nie zaprasza do wspólnych wojaży. Można było odnieść wrażenie trochę zbyt oczywistej i momentami zbyt płytkiej analizy relacji towarzyszy – czy raczej towarzyszek – z Doktorem. Liczymy, że było to tylko małe potknięcie niedoświadczonych prelegentów, którzy nie docenili chyba wiedzy widowni, która przyszła ich posłuchać.

serialkon-30-11-2014- 6I na tym Serialkon się dla nas skończył – żałujemy, że nie dotarliśmy na prelekcję o micie w Doktorze Who i Stargate (jeśli ktoś z naszych czytelników na niej był i mógłby o niej opowiedzieć, to bylibyśmy bardzo wdzięczni!), ale wygrały sprawy ważniejsze, takie jak ocieranie łez na dworcu autobusowym, a później pocieszanie się w cudownym gronie krakowskich whomanistów – serdecznie pozdrawiamy! :)

Serialkon miał tylko jedną wadę: był za krótki. Olśniewał za to jakością organizacji i bogactwem programu – zdarzały się wielkie konwenty, które listą prelekcji niemal zupełnie nie kusiły. Tutaj każda prelekcja wydawała się nie tylko interesująca, ale i solidna i nieraz akademicka i podejrzewamy, że wszyscy uczestnicy stawali przed trudnymi wyborami… Bo kusiły jeszcze stoiska z fandomowymi gadżetami, kącik z grami i… po prostu integracja, bo na każdym kroku spotykało się kogoś znajomego. Dla nas też konwent był przede wszystkim okazją do spotkania w polconowym gronie – Le Bien, hybryd01, Gingerstorm, Lierre, Narvienn, JJ – tym razem dołączyły do nas też Souffle Agent i Michalina, a nawet, wirtualnie, Lady Skaro – a także mnóstwo starych znajomych i nieznanych nam jeszcze, bardzo miłych osób, które odważyły się nas zaczepić, przywitać się, pochwalić – każdą z nich bardzo serdecznie pozdrawiamy. Czuliśmy się sławni!

Dziękujemy organizatorom za świetną imprezę. Gratulujemy – udowodniliście, że niepotrzebne są wielkie nakłady, wystarczy mieć pomysł i pasję, by wprowadzić go w życie – i że jest zapotrzebowanie nie tylko na typowo konwentowe atrakcje, ale też spotkania bliższe może konferencji. Mamy nadzieję, że to początek trendu i że jeszcze nieraz będziemy mieli możliwość wpaść do krakowskiej Arteteki i posłuchać mądrych ludzi mówiących o swoich popkulturalnych pasjach.


Profesjonalna (aca)fanka, miłośniczka pokręconych fabuł Moffata, kosmitów, smoków i szynszyli o imionach pożyczonych od towarzyszek Doktora.
  • Natalia

    Ten ostatni wykład o towarzyszkach to był dramat, nie dość że był płytki to również pełen błedów, wydawało mi sie momentami, że prowadzący oglądali Doctora co drugi odcinek i to nie do końca. Wyraźnie raził brak wiedzy na temat towarzyszek, zwłaszcza o Amy Pond, która ponoć była sierotą do końca serialu!!! ( A co z pęknięciem na ścianie, a co ze ślubem jej i Roriego-kim byli ci ludzie przy stole niby?!) Dramat!!! Ale reszta wykładów i panel bardzo pouczające i bez zastrzeżeń zwłaszcza pierwszy wykład Lierre :) Pozdrawiam, dziewczyna w muszce ;)