Dzisiaj mijają pięćdziesiąt cztery lata od emisji pierwszego odcinka serialu w historii… I aż cztery lata od emisji Dnia Doktora („The Day of the Doctor”), rocznicowego odcinka, na który część z nas czekała wtedy z wypiekami na twarzach. Z tej okazji prezentujemy wam specjalną wyliczankę – za co kochamy Doctor Who? Jedna rzecz na jeden rok istnienia serialu!

  1. Podróże w czasie – dzięki nim serial nigdy się nie wyczerpie i nigdy nie stanie się przewidywalny. 
  2. River Song – intrygująca, przebojowa postać, która wymyka się klasyfikacjom i naszym oczekiwaniom. 
  3. Doktor – bohater, który ciągle się zmienia, ale pozostaje taki sam; numer jeden w rankingu zaufania społecznego przez cały czas i przestrzeń.
  4. Vincent and the Doctor – najpiękniejsza historia o sztuce i depresji, jaką kiedykolwiek opowiedziano. 
  5. Biblioteka – wizja przyszłości, w której ludzkość postanawia oddać całą planetę książkom, jest ujmująca.
  6. „Ziemia wirująca pod naszymi stopami” – kilka prostych faktów podanych w tak piękny sposób, że człowiek na nowo zachwyca się tą dziwaczną planetą, na której żyje.
  7. Emocje – nie brakuje ich w serialu, śmiejemy się przecież podczas seansów, wzruszamy, ekscytujemy…
  8. Monologi – każda z regeneracji miała tu swój styl, ale zawsze, kiedy Doktor przemawia, w mieszance logiki i emocji przekazuje coś, co jest tak oczywiste, że tylko on mógłby na to wpaść.
  9. TARDIS – jedyny taki półorganiczny wehikuł czasu, który jest pełnoprawną bohaterką serialu. 
  10. Barbara Wright – postać, która po pięćdziesięciu czterech latach wciąż jest świetnie napisana i trójwymiarowa.
  11. Mistrz/Missy – to przyjaciel/wróg pełną gębą, więź łącząca ich z Doktorem jest niezwykła i niepowtarzalna.
  12. Brytyjskość – ileż w tym serialu Londynu, ile odniesień do brytyjskiej kultury!
  13. Humor – ta cudowna, przewrotna komiczność dialogów i sytuacji oraz cała specyficzna, wynikająca z nich dziwaczność, która stanowi przecież tak istotną część klimatu serialu.
  14. Nadzieja – ponieważ Doctor Who pokazuje nam, że taki właśnie jest sens eskapizmu – mieć nadzieję.
  15. Muzyka – zwłaszcza świetnie napisany przez Murraya Golda soundtrack, który zawsze włącza się w najlepszych momentach, przechodzą mnie ciarki, jak go słyszę.
  16. Donna Noble – moja najukochańsza towarzyszka, cały rozwój jej postaci oraz jej historia jest fantastyczna. Chciałbym mieć kogoś takiego jak Donna.
  17. Puste dziecko – pierwszy odcinek, który mnie przeraził i nadal, gdy do niego powracam, mam ciarki.
  18. Zagadki i tajemnice – w odcinku nieraz pojawiają się zagadki oraz tajemnice (czasem to też motywy przewodnie serii), uwielbiam starać się rozwikłać je przed Doktorem. 
  19. Fandom – który potrafi być niebezpieczny i agresywny, ale częściej jest kochany, zakręcony i są tam wspaniali ludzie.
  20. Gallifrey – czyli planeta obecna i nieobecna, poznana i wciąż tajemnicza, skrywająca nadal sekrety samego Doktora, jego przeszłość, dzieciństwo, przyjaźnie. Surowo rządzona przez bezwzględnych polityków z kompleksem wyższości, ale i pełna pradawnej wiedzy kolebka tradycji, obcej, wysoce inteligentnej rasy Władców Czasu.
  21. Regeneracja – to dzięki niej nasz serial obchodzi teraz piędziesięcioczterolecie. Jest to zawsze smutny moment, ale zawsze później następuje uśmiech. Dla mnie to swego rodzaju katharsis.
  22. Trampki – czyli oficjalnie najwygodniejsze i najlepsze obuwie na świecie, które znów (po dobrych kilku latach przerwy od dzieciństwa) zaczęłam nosić z przekonaniem dzięki Dziesiątemu.
  23. Historia – nie ma nic lepszego niż scenarzyści, którym chce się wymyślić, jak wypełnić jakąś dziurę i niejasność historyczną (których mamy sporo, nie oszukujmy się) w sposób całkowicie oderwany od rzeczywistości; wymieszać rzeczy prawdziwe z kosmitami i pozwolić widzom szukać tej granicy. 
  24. Zabawa i szaleństwo – to cudowne uczucie, że zdarzyć się może absolutnie wszystko od spotkania z Vincentem po dinozaury przewożone na statku kosmicznym i mordercze choinki. A przy okazji nie traktujemy się wszyscy śmiertelnie poważnie i jesteśmy znowu jak dzieci. Bo możemy.
  25. „Każdy jest ważny” – uwielbiam to podejście do życia, ludzi i wszelkich innych istot. W sumie uważam je za jedyne, które jest warte zachodu. Dobrze, że mamy we Wszechświecie kogoś, kto o to dba. 
  26. Jedzenie – kto nigdy nie próbował (ani go nie korciło, by spróbować) paluszków rybnych z sosem waniliowym, niech pierwszy rzuci kamieniem.
  27. Aktorzy – których odkrywa się na nowo z zaskoczeniem i radością oraz tacy, których się dopiero poznaje, zakochuje w nich i nadrabia całą filmografię.
  28. Wilfred Mott – za bycie najcudowniejszym dziadkiem i opoką dla Donny. Dodatkowo pokazał, że wiek w TARDIS się nie liczy i każdy może przeżyć jakąś przygodę.
  29. Seler – nie tylko sam seler z klapy Piątego Doktora, ale każde doktorowe tłumaczenie czegoś niezrozumiałego w ten niezwykły sposób, że jednocześnie wierzymy, że tak jest i nie.
  30. Szacunek – bo serial pokazuje nam, czym jest szacunek dla innych i dlaczego jest niezbędny. 
  31. Kicz – środki wyrazu się zmieniły, ale duch kampowych czarnych charakterów, brokatu i folii bąbelkowej, coraz rzadziej spotykany we współczesnej telewizji, wciąż Doktora nawiedza. 
  32. Inspiracja – oglądasz i od razu chce ci się coś zrobić: napisać artykuł, spróbować cosplayu, podróżować po świecie i co tam jeszcze; Doctor Who w szczególny sposób popycha i zachęca do przedsięwzięcia czegoś ciekawego. 
  33. Śrubokręt soniczny – dlaczego nikt wcześniej tego nie napisał? Jak można nie kochać Doktora za śrubokręt, który wydaje dźwięk. I świeci. 
  34. Pomieszanie gatunkowe – mam na myśli gatunki filmowe. Że jak ktoś lubi science fiction, to ogląda. Jak ktoś lubi romans, to też ogląda. I jak komedię, horror albo obyczajowy, to tak samo. 
  35. Upływ czasu – kiedy możemy sobie polecieć do roku 1960 czy 1970 i obejrzeć tego samego Doktora, w czerni i bieli, prawie bez efektów specjalnych, z kiwającą się nierówno kolumną TARDIS… A potem porównywać, uczyć się, oglądać, jak serial rozkwita i wszystko się zmieniało, wraz z techniką, obyczajowością i wreszcie nami, widzami. 
  36. Cytaty – Allons-y! Geronimo! Fantastic! Clara! Clara! Clara!
  37. Szalik – coś małego, a jednocześnie tak szalonego, że wszyscy od razu wiedzą, że ten, właśnie ten jeden konkretny, szalony i obłędnie długi wzór to jest ten fandom. 
  38. Steven Moffat – dla niektórych geniusz, dla niektórych bezczelny troll, dla niektórych (zwłaszcza dla jego największych fanów) obie z tych rzeczy jednocześnie. No ale cóż, bez niego Doctor Who nie byłby dziś taki sam.
  39. Wojna Czasu – Russellowska deus ex machina, wiecznie niewyjaśniony i niepojęty chaos oraz pretekst do oglądania większej liczby wcieleń naszego ulubieńca naraz.
  40. Wzloty i upadki – już samo to, że Doctor Who wciąż istnieje, jest wzruszającym sukcesem pracy i marzeń setek ludzi, którzy na przestrzeni kilkudziesięciu lat zakochiwali się w serialu i pomimo problemów finansowych i niekorzystnych okoliczności produkcyjnych wciąż potrafili o niego walczyć, wierzyć i podnosić go wciąż na nowo.
  41. Rachel Talalay – niepowtarzalna estetyka jej odcinków to jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że szczerze żal mi osób, które ich nie widziały.
  42. (Jest! Jeeest! Zaklepałam 42!) Wibbly-wobbly timey-wimey stuff – ta cudowna rzecz, kiedy bohater zalewa nas pseudonaukowym bełkotem, a my słuchamy jak urzeczeni, staramy się zrozumieć… i w końcu rozumiemy!
  43. Miłe potwory – bo Doctor Who uczy patrzenia szeroko otwartymi oczami, szukania dróg porozumienia i nieosądzania po pozorach. 
  44. Dziewiąty Doktor – za pierwszego Doktora po regeneracji serialu, fantastycznego, wielkouchego faceta, dzięki któremu pojawili się wszyscy kolejni (oraz kolejna!!!), fandom powstał, rozkwitł, planeta nadal się kręci, banany to dobre źródło potasu, a Puste Dzieci nie straszą po nocach słuchaczy wieczornych audycji w radiu.
  45. Expanded Universe – serial to dopiero początek; potem wypływamy na szerokie wody komiksów, słuchowisk i powieści, dzięki którym ta historia naprawdę nigdy się nie skończy.
  46. Reprezentacja – za opowiadanie wielu historii, które ciężko spotkać w codziennej telewizji.
  47. Ósmy Doktor – rzadko widywany, trochę nieuchwytny, który jednak przeżywa ogromną liczbę niesamowitych przygód.
  48. Mnóstwo w jednym – w zależności od ochoty możemy zakochiwać się w kolorowym dziwaku, uroczym przystojniaku czy nieśmiałym romantyku – wielbicielu krykieta. I to na legalu, bo to nadal będzie ten sam gość! 
  49. Bill Potts – za bycie wspaniałą towarzyszką dla Capaldiego i świetną odmianą po Clarze.
  50. Trzynasta Doktor – za udowodnienie, że Doktor może być kobietą i serial wcale od tego się nie skończy.
  51. Dziesiąty Doktor – za jego energię, miłość do towarzyszy, wrażliwość na krzywdę i niesprawiedliwość, za wybaczanie popełnionych błędów (tylko raz) oraz za wszystkie jego wzloty i upadki. Za to, że udowadnia, iż nawet najspokojniejszy Doktor może mieć w sobie takiego Zwycięskiego Władcę Czasu i że jeśli chce, może go pokonać.
  52. Klasyczne serie – za bycie cudownymi i niezwykle kreatywnymi w swojej niedoskonałości.
  53. Scenarzyści – którzy są równocześnie wielkimi fanami i niesamowicie genialnymi bestiami.
  54. Przygoda – zarówno ta w fabule serialu, jak i ta, która się z nim wiąże w naszym świecie. Tak wielu wariackich (i absolutnie cudownych!) rzeczy byśmy nie robili, gdyby nie to.

Moglibyśmy jeszcze tak długo! Tę listę tworzyli: Blownie, Clever Boy, Ewelinkja, Ginny N., JJ, K., Lierre, Pegaz, Respice i Taiteilija. A co wy dopisalibyście do tej wyliczanki?

  • Krykiet

    Williama Hartnella ;)

    • Dalek66

      Oczywiście.

      I 55. Zaginione odcinki Pierwszego i Drugiego Doktora.

      • Krykiet

        Jak można kochać za coś co zaginęło? I prawdopodobnie nigdy się tego nie zobaczy?

        • Dalek66

          Napisałem to dla beki.
          Sam temat mnie denerwuje.

  • Anna Pąs

    Już prędzej dodałabym tu Rose, Amy, Clarę lub Sara Jane zamiast Bill i River.

  • Maksymilian

    Ok, ale wiele z tych punktów brzmi bardziej jak przedstawienie fajnych rzeczy o których mogliśmy zapomnieć, a niżeli to za co serial kochamy.