10 lat minęło – Rose

Blondynka z Londynu, żywy plastik i wielki powrót, czyli jak „Doktor Who” powrócił na ekrany.

Gdy jedna z ikon brytyjskości, „Doktor Who”, powracał na ekrany, można się było spodziewać odcinka, który na długo zapadnie w pamięć. Czegoś, co uderzy, zauroczy i skłoni do pozostania z serialem. Russell T Davies, producent, scenarzysta i jeden z „ojców” powrotu, zatrudnił znanego i uznanego aktora Christophera Ecclestona oraz aktorkę i gwiazdę muzyki pop Billie Piper. Czego więc można się było spodziewać? Powrotu z wielką pompą, wspomnienia najlepszych czasów. Jednak prawda okazała się nieco inna.

Początek trochę zawodzi. Przez pierwsze 3,5 minuty oglądamy Rose, typową brytyjską dziewczynę z blokowiska – jak budzi się, jak żyje, jak pracuje. Ten spokój przerywają ruszające się nagle manekiny oraz tajemniczy mężczyzna ratujący naszą bohaterkę z opresji. Gdy już zaczyna być ciekawie, a mężczyzna przedstawia się po pięciu minutach jako Doktor (wreszcie!), akcja się przerywa, budynek wybucha, a widz powraca do oglądania życia Rose. Po kolejnym spotkaniu z niezwykle tajemniczym Doktorem dziewczyna postanawia czegoś się o nim dowiedzieć. Znajduje w Internecie kontakt do Clive’a, który śledzi pojawienia się tajemniczego bohatera w czarnej skórzanej kurtce. Co ciekawe, gdy wpiszemy w Google „doctor blue box” (tak jak Rose), to jako pierwsza w wynikach wyszukiwania wyświetli się strona bliźniaczo podobna do tej, na którą trafiła przyszła towarzyszka Doktora.

26-03-2015-roserecenzjahaveyouseen

Tutaj doszło moim zdaniem do absurdu, który jednak jest zauważalny przez „świeżego” fana dopiero po kilku sezonach – w jaki sposób Clive, wnikliwy poszukiwacz Doktora podróżującego w niebieskiej budce, znalazł tylko jedną inkarnację? Doktor od setek lat pod różnymi postaciami przemierza Ziemię, tymczasem w archiwach poszukiwacza znajduje się tylko ten jeden (w dodatku wklejony do zdjęć w tak beznadziejny sposób, że aż przykro patrzeć). Czy to niedbalstwo Russella T Daviesa, czy raczej celowa próba stworzenia zupełnie nowego serialu na starych fundamentach? Trudno mi powiedzieć.

26-03-2015-roserecenzjaroseitardisW dalszym ciągu akcji Rose kolejny raz spotyka Doktora, wcześniej nie zauważając, że jej chłopak nagle zaczął zachowywać się dziwnie i jest bardziej plastikowy niż Ken od Barbie. Trafia do TARDIS, gdzie początkujący widz wreszcie (po prawie 30 minutach) dowiaduje się czegoś więcej o tajemniczym Doktorze. Jeśli do tego czasu jeszcze nie wyłączył… W końcu udaje im się namierzyć miejsce, z którego kontrolowane są manekiny, które w wyniku ich akcji zaczynają robić rozróbę na mieście. Ta całkiem niezła scena jest przerywana widokiem szamotaniny Doktora z manekinami (przez kilka minut…). Jednak ostatecznie wszystko dobrze się kończy. A Rose… Zostawia chłopaka i idzie na spotkanie przygodzie z Doktorem. Ciśnie się na usta…

Zdecydowanie na plus trzeba ocenić Christophera Ecclestona. Nowy Doktor wpisywał się idealnie w stary wzorzec – był trochę radosny, nieco „gapowaty”, ale też czasem ponury, tajemniczy i momentami gburowaty. Kryła się za nim jakaś zagadka. Widzowie się w tym zakochali. Wielokrotnie można było usłyszeć jego słynne później Fantastic!, które rozpoczęło modę na doktorowe catchphrease’y. 26-03-2015-Roserecenzja

Z drugiej strony absolutnie stereotypowa blondynka Rose, mieszkająca z matką, gadatliwa, nieco próżna i wyzywająca, ale w ostateczności pomysłowa i odważna. Billie Piper dobrze przedstawiła tę postać i stworzyła naprawdę realistyczny obraz ze wszelkimi wadami i słabostkami, a nawet odważyła pokazać się na ekranie z rozczochranymi włosami. Mogliśmy też usłyszeć jeden z lepszych moim zdaniem motywów Murraya Golda, który mniej lub bardziej słyszalny przetrwał do końca czwartej serii.

Czy ten odcinek nadaje się na wielki powrót po 16 latach? Albo na rozpoczęcie przygody w świecie Who od zera? Moim zdaniem nie. Epizod został zamordowany dłużyznami i tajemnicami, które po jakimś czasie zaczynają być irytujące. Na plus gra aktorska, na minus niestety cały scenariusz. Russell T Davies, którego ogólnie bardzo cenię, niestety na początek zafundował nam mierny odcinek z kilkoma błyskami. Całe szczęście, że mimo to wpadliśmy w świat Doktora i nadal tu jesteśmy.

Masz inną opinię na temat tego odcinka? Zapraszam do dyskusji!

Daj na ciastko!


Mateusz K. - sympatyczny student geografii, miłośnik literatury przygodowej i takiego też kina. Dziwny człowiek, który uwielbia psychologię i amatorsko się nią zajmuje (obserwuje ludzi). Poza tym bardzo lubi pisać.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who