10 lat minęło – Forest of the Dead

Druga część doskonałej, moim zdaniem, historii. W poprzednim odcinku Dziesiąty Doktor i Donna wybrali się do największej biblioteki i… czy mogłoby być tak, że wypożyczą książkę i posiedzą w czytelni? Oczywiście trafiają w sam środek niezwykłej zagadki, osaczeni przez niewidzialnego wroga. Zrobiło się bardzo niebezpiecznie, więc Doktor, chcąc chronić Donnę, próbuje ją odesłać do TARDIS. To jednak się nie udaje i widzimy jej twarz na jednym z dziwacznych posągów. Umarła? Została posągiem na zawsze? Czy jest jakiś sposób, żeby ją uratować? Gdybym była przeciwnikiem Doktora, to w tym momencie podkuliłabym ogon i uciekła najszybciej jak się da. Widać jednak nie każdy jest tak rozsądny…

Szkielet w skafandrze, akcja dziejąca się w dwóch rzeczywistościach, przerażone dziecko, zagadki z przeszłości i… zagadka z przyszłości w postaci profesor River Song. To wszystko sprawia, że odcinek ogląda się z zapartym tchem. Mam wrażenie, że tutaj wszystkiego jest w sam raz. Mamy upartego i walczącego Dziesiątego, mamy tajemnice i dużo strachu, tajemniczą, silną River i cudowną Donnę (tak, uwielbiam ją, więc mogę być mało obiektywna). Pomimo wielu splatających się ze sobą wątków nie czuć, że wszystkiego jest za dużo i zbyt mocno wszystko się komplikuje, co można czasem zauważyć u Moffata.

Wykorzystanie atawistycznego ludzkiego lęku przed ciemnością nie jest niczym odkrywczym ani nowym, ale działa. Potwór czający się w ciemności zawsze przeraża. To, co czyha w mroku, zawsze wydaje się straszniejsze, a także… w mroku wszystkie nasze lęki rosną. Dodatkowo dostajemy dobry motyw świata wirtualnego. Czy to, co dzieje się w świecie wykreowanym w komputerze, może być prawdą? Czy uczucia, których doznaje Donna, są mniej prawdziwe, bo wywołuje je „nieprawdziwy świat”? Do tego wątku Moffat wrócił później, choć tutaj jest chyba mniej uwypuklony niż w Extremis z Dwunastym Doktorem. Wykorzystano jednak potencjał tego pomysłu na tyle, żeby nie przytłaczał całości i nie wybijał się ponad zagadkę, która doprowadziła bohaterów do zabójczej biblioteki.

Na wyróżnienie zasługuje tu moim zdaniem jeszcze relacja Doktora z River. Jest o niebo lepsza niż ta z Jedenastym, którego miałam ochotę czasem walnąć w twarz. Nie jestem pewna, czy w przypadku Lasu umarłych jest to zasługa doskonałego aktorstwa Davida czy lepiej przemyślanego scenariusza, choć myślę, że to esencja obu tych rzeczy. Dzięki temu mamy intrygującą, niecodzienną relację dwóch bliskich osób, które… się nie znają, bo Dziesiąty Doktor nie jest jeszcze tym, którego River zna, a on… cóż, widzi ją pierwszy raz w życiu.

Podsumowując: to wzruszający, emocjonujący i przerażający odcinek. Moim zdaniem wart powtórzenia sobie, bo choć widziałam go już przynajmniej kilkanaście razy, to nadal trzyma mnie w napięciu i wciąga. Dzięki kilku splatającym się motywom można go rozpatrywać na wielu płaszczyznach i za każdym razem oglądać jak nową, nieznaną jeszcze historię, odkrywając jej kolejne warstwy.

Daj na ciastko!


Wielka miłośniczka fantasy i science fiction. Pożeraczka komiksów, książek i seriali. Wielbicielka folii bąbelkowej w popkulturze. Prywatnie jest goblinem i być z tego dumna! Kocha pisać i niestrudzenie marzy o własnym kluczyku do TARDIS.

Gallifrey.pl  wszystko o serialu Doctor Who

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *